Wiadomości

stat

Paweł Siluk-Steiner. Gwiazda śląskich szlagierów mieszka w Gdańsku

"Zdarza się, że po koncercie w Trójmieście, publiczność życzy mi szerokiej drogi i pyta ile godzin zajmie mi powrót do domu" śmieje się Paweł Siluk-Steiner, który mimo tego, że mieszka w Gdańsku, został gwiazdą śląskich szlagierów. W rozmowie z nami tłumaczy, dlaczego nie przeprowadził się na południe, czym ujęła go śląska scena muzyczna i jak kontaktuje się z fanami.



Trójmiasto: imprezy i koncerty online


Do jakiej muzyki lubisz się bawić?

muzyka musi być bardzo taneczna, np. disco, śląskie szlagiery i przyśpiewki 24%
popularne radiowe przeboje 14%
lubię muzykę klubową i elektroniczną 14%
wybieram muzykę rockową i metalową 18%
inny rodzaj muzyki 16%
nie lubię koncertów i zabaw tanecznych 14%
zakończona Łącznie głosów: 298
Aleksandra Wrona: Jak to się stało, że mieszkając w Gdańsku zostałeś gwiazdą śląskich szlagierów?

Paweł Siluk-Steiner: Cała ta przygoda zaczęła się w 1995 r., już wtedy chciałem zabawiać ludzi lekką, przyjemną muzyką. Niestety to nie był na to dobry czas - rynek disco polo się załamał, a ja poważnie zachorowałem. Zrobiłem sobie kilka lat przerwy i pewnie nie wróciłbym już do muzyki, gdyby nie moja żona. To właśnie ona cały czas we mnie wierzyła i namawiała mnie, żebym wrócił do swojej pasji. Zacząłem od disco polo, ale trudno mi było wejść na rynek, który zdominowali młodzi wykonawcy.

Postanowiłem trochę zmienić swój repertuar i w 2015 r. rozpocząłem współpracę z Markiem Górskim. Marek był już znany w świecie szlagierowym, dlatego zaufałem mu, że dobrze mnie poprowadzi. Nagraliśmy wspólnie kilka piosenek, to były śląskie szlagiery, jednak nie posługiwałem się w nich śląską gwarą. Jednym z kawałków, który powstał we współpracy z Markiem był "Facet po czterdziestce". Pamiętam, że o godz. 10 wysłałem go do jednej ze śląskich rozgłośni radiowych, a o godz. 10:47 odebrałem telefon, że chcą wydać moją płytę. Później wszystko działo się bardzo szybko, po wydaniu płyty rozpoczęły się koncerty, wizyty w rozgłośniach radiowych i telewizji. Wszystko to trwa do dzisiaj, za co jestem bardzo wdzięczny.

Czym charakteryzuje się śląska scena muzyczna?

Śląska scena muzyczna jest prosta, lekka i przyjemna. Muzyka ma bawić, radować, otwierać serca zarówno brzmieniem, jak i tekstem. Ubolewam nad tym, że współczesna muzyka rozrywkowa tak małą wagę przywiązuje do tekstów. Ja bardzo lubię liryczne piosenki, które opowiadają jakąś historię.

Czy ty też piszesz teksty?

Tak, chociaż teksty na moją pierwszą płytę napisała dla mnie Justyna Adamczak. Nie były jednak wyssane z palca, przegadaliśmy z Justyną dobre pół roku, zanim powstał ten materiał. Teraz w Gdańsku współpracuję z bardzo fajnym aranżerem - Robertem Krużyńskim vel. Kruszewskim. Bardzo się ucieszyłem, kiedy zaproponował mi współpracę, bo mieszka blisko i dobrze się rozumiemy. Odeszliśmy trochę od typowego szlagieru, ja nazywam ten nurt "disco szlagier". Zacząłem też sam pisać teksty, bo chciałem, żeby były jeszcze bardziej osobiste. Lubię śpiewać o kobietach, bo wiadomo, że kiedy śpiewa się o kobietach, to serce się raduje. Śpiewam piosenki o tytułach "Panna Basia", "Kasiu, tylko z tobą" czy "Rozśpiewany świat (Bo Teresa)", jednak każdy kto mnie zna, wie, że wszystkie te piosenki są o mojej żonie.

Piosenka, która zmieniła wszystko. To po jej premierze Paweł Siluk-Steiner wydał swoją solową płytę.

Czy to, że nagrywasz nowe piosenki, oznacza, że przygotowujesz się do wydania płyty?

Tak, prace dobiegają już końca. Chciałbym dograć jeszcze trzy piosenki w wersji do karaoke. Plan jest taki, żeby w czerwcu skończyć płytę i wydać ją albo przed wakacjami albo jesienią. Od mojej pierwszej płyty minęło już pięć lat, to długo... Prace nad albumem rozłożyły się w czasie, powstawał stopniowo, latami, choć część utworów musiałem potem przearanżować. Niedawno premierę miała moja nowa piosenka "Jeśli kochasz tak bardzo", która została bardzo ciepło przyjęta przez moją publiczność. Rozważam, czy nie zatytułować tak płyty.

Oprócz nowych piosenek, nagrywasz też dużo teledysków.

Przyznam szczerze, że na początku nie doceniałem teledysków. Dopiero kiedy Marek Górski zaprosił mnie do Włoch nagraliśmy dwa pilotażowe teledyski do moich piosenek i tak zaczęła się moja przygoda z wideo. Mam teraz przyjemność współpracować z Listą Śląskich Szlagierów, która mocno promuje mnie przez koncerty telewizyjne grane na żywo. Mam też w planach nagranie teledysku właśnie do piosenki "Jeśli kochasz tak bardzo". Bardzo chciałbym pokazać w nim Trójmiasto - nie tylko Długi Targ, ale też Nowy Port i klif w Orłowie.

Książki polecane przez trójmiejskich pisarzy


Teledysk chcesz kręcić w Gdańsku, ale twoja kariera jest bardzo związana ze Śląskiem. Nie chciałeś się tam przenieść?

Uwielbiam Śląsk! Zawsze kiedy się tam jadę, dzwonią do mnie z tamtejszych rozgłośni radiowych, żebym wpadł i opowiedział o tym, co słychać w Gdańsku, a kiedy jestem już w zasięgu lokalnych rozgłośni, radiowcy puszczają mi na powitanie moje utwory. Jest mi smutno, kiedy stamtąd wyjeżdżam, bo Śląsk jest bardzo radosny, rozśpiewany, roztańczony. Nie raz mówiono mi tam: "synek, tyś już nasz!".

Dlaczego w takim razie się nie przeprowadziłem? Może dlatego, że jestem zodiakalnym wodnikiem i kocham morze. Urodziłem się blisko Wyspy Sobieszewskiej, a po przeprowadzce do Gdańska zamieszkałem bardzo blisko morza, także szum fal towarzyszy mi przez cały dzień. Kiedy chorowałem, dużo czasu spędzałem w okolicy latarni w Nowym Porcie. To miejsce było dla mnie jak drugi dom. Moi znajomi, kiedy nie zastali mnie w domu, przyjeżdżali tam z termosem z kawą i drożdżówkami. O mojej miłości do morza i Gdańska opowiada piosenka "Nad ojczysty brzeg".

Lubię zapraszać innych do Gdańska i pokazywać im moje ukochane miejsca. Odwiedzają mnie nie tylko znajomi ze Śląska, ale też fani z różnych części Polski. Zawsze staram się znaleźć dla nich czas i oprowadzić po mieście.

Wspomniałeś o fanach. Jak często się z tobą kontaktują?

Bardzo często! Zawsze rano otrzymuję wiadomości: "Witam cieplutko!", "Milutkiego dnia!", "Pyszniutkiej kawusi!". Staram się codziennie przy kawie usiąść i na nie odpisać, ale nie zawsze mi się udaje, tak tego dużo. Często też piszą i dzwonią do mnie przy okazji urodzin, imienin, świąt. Utrzymuję stały kontakt z moimi fanami, bo wiem, że jako artysta, to ja jestem dla nich.

Nie jest pani zazdrosna? (Pytanie kieruję do Ewy Siluk, która towarzyszyła mężowi w trakcie rozmowy)

Ewa Siluk: Wręcz przeciwnie! To fascynujące, że ktoś, kto jest dla mnie najważniejszy na świecie, jest szanowany i lubiany przez tyle osób. Widać to szczególnie podczas koncertów. Niesamowite są wyrazy uznania, które mój mąż otrzymuje od swoich fanów. Ludzie czekają na niego, robią sobie zdjęcia, rozmawiają, proszą o autograf... Jestem już z moim mężem tyle lat, że jestem tej miłości pewna, tak dobrze się znamy, tyle przeżyliśmy, że nie ma już dla nas innej drogi niż wspólna.

Taka żona to prawdziwy skarb!

Ewa jest moim światłem. Kiedy upadam w chorobie czy niemocy, to pierwsza gwiazda, która się nade mną zapala, to zawsze Ewa. To ona mnie podnosi, dodaje mi sił, jest moją motywacją do działania. Gdyby nie ona, może nigdy nie wróciłbym na scenę.

01

czerwca

Kino Samochodowe - Gdynia Gdynia, Gdynia Arena

05

czerwca

Kino samochodowe - Kino Kul... Gdańsk, Stadion Energa Gdańsk

14

czerwca

Targi PupiLove Gdańsk, Galeria Metropolia

Kultura

Trójmiejski street art w pigułce - najważniejsi twórcy i ich dzieła
Trójmiejski street art w pigułce

Kulinaria

Kawa w domu jak z kawiarni. Dobre ekspresy do kawy
Kawa w domu: dobre ekspresy do kawy
Otwarte tarasy na galeriach handlowych w Trójmieście
Otwarte tarasy na galeriach handlowych

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Spotkania Literackie "Odnalezione w tłumaczeniu" odbywają się: