Wiadomości

stat

Piotr Pawlak: młody wirtuoz z Gdańska

Piotr Pawlak naukę muzyczną rozpoczął w wieku sześciu lat, kiedy rodzice zdecydowali się, aby posłać go do Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej I i II stopnia im. Feliksa Nowowiejskiego w Gdańsku. Tam tylko utwierdzili się w przekonaniu, że muzykalność syna to nie tylko dziecięce odkrywanie świata, ale prawdziwy talent.
Piotr Pawlak naukę muzyczną rozpoczął w wieku sześciu lat, kiedy rodzice zdecydowali się, aby posłać go do Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej I i II stopnia im. Feliksa Nowowiejskiego w Gdańsku. Tam tylko utwierdzili się w przekonaniu, że muzykalność syna to nie tylko dziecięce odkrywanie świata, ale prawdziwy talent. fot. Karpati&Zarewicz

Ma 21 lat, a już ma na swoim koncie kilka znaczących sukcesów, np. wykonanie recitalu chopinowskiego dla pierwszych dam podczas szczytu Europy Środkowo-Wschodniej w Żelazowej Woli. Koncertuje na całym świecie, otrzymał stypendium ufundowane przez Kristiana Zimermana i jest laureatem wielu ogólnopolskich i międzynarodowych konkursów pianistycznych. Jego drugą pasją jest matematyka, w której również odnosi sukcesy. Z Piotrem Pawlakiem rozmawiamy o jego pasjach, ciekawych początkach, emocjach towarzyszących występom przed dużą publicznością i planach na przyszłość.



Justyna Michalkiewicz-Waloszek: Piotrze, co się może narodzić z połączenia fortepianu i matematyki?

Piotr Pawlak: Zawsze się zastanawiam, jak moje zainteresowania wpływają na siebie nawzajem. Myślę, że czuję wpływ, zarówno w jedną, jak i drugą stronę. Matematyka pozwala mi dostrzegać i analizować złożoność utworów, wyjaśniać sens struktur muzycznych, a muzyka z kolei podziwiać piękno i harmonię teorii matematycznych. Cieszę się też, że mam zawsze możliwość zaczepienia się w zawodach na pograniczach tych dziedzin - chociażby budowy fortepianów czy projektowania oprogramowania muzycznego.

Naukę w szkole muzycznej rozpocząłeś w wieku sześciu lat. Kiedy rodzice zauważyli, że masz talent?

Od bardzo wczesnego dzieciństwa wykazywałem zainteresowanie wszelkiego rodzaju przedmiotami wydającymi dźwięki. Moją ulubioną zabawką przez dłuższy czas była książeczka z kolorowymi nutkami i klawiaturą z kilkunastoma klawiszami, pozwalająca grać proste melodie. Podobno grałem i śpiewałem nie tylko piosenki zapisane w książeczce, ale także zasłyszane w kościele czy w radiu, i potrafiłem robić to całymi dniami. Jestem jedynakiem, a rodzice nie znali się na muzyce, więc nie mieli porównania, czy to kwestia jakichś szczególnych zdolności, czy po prostu normalne zachowanie dzieci w tym wieku. Widząc moje zainteresowania, najpierw kupili mi keyboard jako prezent pod choinkę, a następnie zapisali do ogniska muzycznego, gdzie pani powiedziała, że koniecznie powinienem iść do szkoły muzycznej. Myślę, że to był moment, kiedy rodzice uwierzyli, że rzeczywiście mam zdolności w tym kierunku.

Piotr Pawlak - Ballade in G minor, Op. 23:


Pochodzisz z rodziny matematyczno-informatycznej. Czy bez problemów twoi najbliżsi zaakceptowali, że z każdym kolejnym uderzeniem w klawisze perspektywa, że zostaniesz zawodowym muzykiem, staje się coraz bliższa?

Rodzice nigdy nie podchodzili sceptycznie do mojej pasji i ułatwiali mi rozwój, ale właśnie - traktowali muzykę, jakby mogła być moim hobby. Mój dziadek mówił wręcz: "muzyk to nie zawód". Rodzina chciała, żebym poszedł do normalnej szkoły, zdobył porządne, najlepiej techniczne wykształcenie, a muzykę rozwijał "po godzinach". Pójście do szkoły muzycznej traktowali jako rozpoczęcie przygotowywania do pracy muzyka, do czego w pewien sposób nie byli przekonani. Ich obawy wynikały też z faktu, że z braku doświadczenia zupełnie nie znali realiów edukacji muzycznej. Ale widząc moje wielkie chęci i radość, jaką mi to sprawia, zapisali mnie do szkoły muzycznej, gdzie przeszedłem egzaminy wstępne z prawie najwyższą punktacją. Od tej pory wspierali mnie jeszcze bardziej, a widząc moje pierwsze sukcesy, myślę, że zaczęli widzieć, że ma to sens.

W domu twojego dziadka stał fortepian...

Tak, był pierwszym instrumentem akustycznym, z którym miałem styczność. W dzieciństwie często przebywałem u dziadków. Niestety nie pamiętam swoich pierwszych kontaktów z klawiszami, ale z opowieści wiem, że dużo czasu spędzałem przy instrumencie, sam próbując coś grać albo prosiłem dziadków o podgrywanie czegoś, a ja stałem na taborecie i obserwowałem mechanizm fortepianu.

Po kim odziedziczyłeś talent?

Droga rozwoju to pasmo małych sukcesów i porażek. Nie mam jeszcze na tyle znaczącego sukcesu, żeby powiedzieć: "to jest moje życiowe osiągnięcie". Mam nadzieję, że nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa.
Moja mama jest bardzo muzykalna, bardzo ładnie i czysto śpiewa i w dzieciństwie też wykazywała zainteresowanie muzyką. Jednak były to zupełnie inne czasy, praktycznie nie było szansy, żeby ktoś zobaczył, czy ma talent, a jeśli tak, to też nie było za bardzo możliwości rozwoju w tym kierunku.

Lubisz występować przed dużą publicznością?

Lubię. Czuję radość, że mogę podzielić się tym, co mam do przekazania i nad czym pracowałem. Zawsze cieszę się, jeśli na koncert przyjdą żywo zainteresowani muzyką ludzie. Występowanie przed liczną publicznością wiąże się z jeszcze jedną sprawą. Najczęściej jeśli na koncercie jest sporo ludzi, to muszą się oni gdzieś pomieścić, czyli prawdopodobnie jest to duża sala koncertowa, z koncertowym fortepianem i dobrą akustyką. Rzadko jest możliwość występowania w takich miejscach, żeby po prostu w nich pograć. Kontakt z dobrze przygotowanym koncertowym fortepianem, współpracującym z akustyką sali, jest dla mnie ogromną radością i inspiracją do poszukiwania jak najpiękniejszych brzmień.

A stres?

To nieodłączny element pracy muzyka. U mnie poziom stresu nie zależy od wielkości publiczności, ale od wielu innych okoliczności. Największy stres jest na konkursach, a zwłaszcza w początkowych etapach. Jeśli przyjeżdża się na konkurs np. trzy-, czteroetapowy, trzeba przygotować dwie, czasami nawet trzy godziny programu, a występ w pierwszym etapie trwa np. 20 minut. Od tego krótkiego występu zależy, czy będzie można się pokazać dalej, często też w bardziej dopasowanych do osobowości pozycjach repertuarowych, czy się zostanie odrzuconym i ta duża ilość pracy pójdzie w pewnym sensie na marne. Poziom stresu często zależy też od tego, jaka jest widownia. Trudniej się gra przed profesjonalistami, a zwłaszcza znajomymi profesjonalistami.

Ostatnio występowałem na niewielkiej uroczystości na naszej Akademii. Krótki występ, poniżej kwadransa, ale sala wypełniona była profesorami i wykładowcami naszej uczelni. Większość mnie znała i byłem tym mocno zdenerwowany. Ma też to swoje plusy, bo taki stres bywa większy niż później na recitalu, więc regularnie mam okazję "testować" utwory w sytuacjach stresowych. Wiem, że jeśli potrafię zagrać coś dobrze w dużym stresie, to zagram to zawsze.

Ile w twojej grze jest emocji, a ile precyzji i matematyki?

Uważam, że odbiór sztuki jest emocjonalny. Przez ten pryzmat także oceniam słuchane koncerty. Za znakomite uważam właśnie te, które wywołują we mnie reakcje emocjonalne, chwytające za serce. Te, z których wychodzę, będąc innym człowiekiem. Natomiast nie mam pojęcia, jak to powinno wyglądać u wykonawcy. Czy swoim stanem emocjonalnym podświadomie zmienia sposób gry tak, żeby indukować u słuchacza podobny stan? Czy może ćwicząc w domu, szuka, jaka proporcja i jaki czas najlepiej odda ekspresję tego fragmentu utworu i odtwarza to precyzyjnie na scenie? Słuchacza to nie interesuje i myślę, że nawet większość wykonawców tego nie wie. U mnie jest to kwestia intuicji. Nie wiem, jaka jest proporcja przysłowiowego "serca" i "umysłu" po stronie wykonawcy. Cały czas uczę się wpływania na słuchacza, ale ciągle nie odkryłem, co najbardziej wywołuje zamierzony efekt.

Wyobrażasz sobie życie bez fortepianu?

Nie. Już po tygodniu wakacji zazwyczaj pojawia się u mnie tęsknota za instrumentem, za jego dźwiękiem, ale także możliwością przelewania do realnego świata moich muzycznych myśli.

Z którego osiągnięcia jesteś szczególnie dumny?

Droga rozwoju to pasmo małych sukcesów i porażek. Nie mam jeszcze na tyle znaczącego sukcesu, żeby powiedzieć: "to jest moje życiowe osiągnięcie". Mam nadzieję, że nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa.

Pasja do muzyki więcej daje czy zabiera?

Czuję radość, że mogę podzielić się tym, co mam do przekazania i nad czym pracowałem. Zawsze cieszę się, jeśli na koncert przyjdą żywo zainteresowani muzyką ludzie.
Trudno powiedzieć. W kwestii ćwiczeń staram się zachowywać zdrowy balans. Nawet powiedziałbym, że ćwiczę za mało. Bardzo przykre są sytuacje, kiedy muszę zrezygnować np. z jakiejś imprezy, bo następnego dnia wyjeżdżam na ważny występ czy konkurs. Jest to szczególnie przykre, jeśli np. konkurs kończy się porażką, a w głowie pojawia się myśl: "mogłem tam iść, jak widać, nic by to nie zmieniło".

Są też pewne niedogodności związane z charakterem pracy muzyka - dosyć częste wyjazdy, a także to, że koncerty najczęściej odbywają się w weekendy. Umówienie się w gronie znajomych jest bardzo trudne. Jest też dużo plusów. Muzyka zabrała mnie już w wiele miejsc, do których bym pewnie inaczej nigdy nie dotarł. Mam możliwość zwiedzania świata przy okazji występów. Tego wywiadu udzielam w Szanghaju, w trakcie mojej trasy koncertowej po Chinach. Dzięki muzyce poznałem też wielu wspaniałych ludzi i moich największych przyjaciół.

Czy czasami śnisz, że grasz?

Tak, ale moje sny są w dużej mierze absurdalne i surrealistyczne, a okoliczności zmieniają się płynnie i całość nie tworzy zazwyczaj większego sensu.

W jakim miejscu chciałbyś znaleźć się za 10 lat?

Pianista rozwija się całe życie. Chciałbym stawać się coraz dojrzalszy w swoich wykonaniach i cały czas iść do przodu, bez względu na okoliczności. To, gdzie znajdę się za 10 lat, nie do końca zależy ode mnie. Częściowo będzie zależało od tego, czy będę potrafił rozwijać komunikację muzyką ze słuchaczami i czy będzie to dla nich interesujące. Aby rozpocząć karierę, trzeba się znaleźć w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu - wygrać jakiś znaczący konkurs, zostać zauważonym przez istotną dla życia muzycznego osobę, czy po występach dostawać zaproszenia na kolejne koncerty. Jeśli mi się uda - jestem gotowy związać życie z koncertowaniem. Jeśli nie - muzykę, tak jak na początku, będę uprawiać dla swojej własnej przyjemności.

12

grudnia

Jarmark Świąteczny w Gdyni Gdynia, Plac Grunwaldzki

13

grudnia

SpaceFest 2019 Gdańsk, B90

14

grudnia

Zadzwońcie po Milicję Gdynia, Gdynia Arena

Kultura

Niezwykłe zdjęcia Drogi Królewskiej
Niezwykłe zdjęcia Drogi Królewskiej
Eksperyment Zimbardo w Gdańsku
Eksperyment Zimbardo w Gdańsku

Kulinaria

Makłowicz, Popielarz i Dymek uczą gotować w Trójmieście
Gotowanie z szefem kuchni w Trójmieście
Romans tradycji z nowoczesnością. Otwarcie restauracji Monastico
Otwarcie restauracji Monastico

Planuj z nami tydzień

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Letni festiwal muzyczny, który do 2018 r. odbywał się w Gdańsku nosił nazwę: