Wiadomości

stat

Płyty dekady z Trójmiasta

Wybraliśmy 22 najciekawszy płyty ostatniej dekady w Trójmieście. A jakie są wasze propozycje?
Wybraliśmy 22 najciekawszy płyty ostatniej dekady w Trójmieście. A jakie są wasze propozycje?

Wybór najważniejszych płyt z Trójmiasta minionej dekady to zadanie karkołomne i dyskusyjne. Staraliśmy się być obiektywni, ale być może nie do końca nam się udało. Jeśli waszym zdaniem brakuje tu jakiejś płyty, czekamy na wasze sugestie.



Mazzol, "Muzyka dla supersamów", Blauhoffer 2000
Osiem godzin muzyki improwizowanej, konkretnej i reklamowej wśród hałasów wózków, kas, drzwi przesuwanych i setek ludzi robiących zakupy stało się podstawą do płyty-zjawiska, jakim bez wątpienia jest "Muzyka dla supersamów". Album, na którym tytuły to nazwy produktów z hipermarketu, powstał na oczach kilku tysięcy osób i świetnie połączył dwa odległe światy - awangardową muzykę jazzową z konsumpcyjną codziennością.

Mordy, "Normalforma", Antena Krzyku 2000
Trochę dzięki osobie Marcina Dymitera (który później opuścił zespół), Mordy na pierwszym albumie były mocno osadzone w estetyce, którą kilka lat wcześniej penetrowała Ewa Braun. Grupa, na której lidera wyrósł Grzegorz Welizarowicz, w zwięzły i pomysłowy sposób tworzyła psychodeliczną i post-rockową mieszankę, pełną gitarowego hałasu w stylu Sonic Youth. Ich twórczość była na początku dekady powiewem świeżości i spojrzeniem na muzykę, jakiego próżno było szukać w Polsce.

Kobiety, "Kobiety", Biodro 2000
Kobiety jako jeden z pierwszych trójmiejskich bandów zaprezentował ciekawą mieszankę avant-popowych melodii ze świetnymi i pomysłowymi tekstami, często wyraźnie zahaczającymi o tematykę trójmiejską (jak słynny "Marcello"). I mimo tego, że później wciąż mieli problemy z wybiciem się na polskiej scenie, jako jeden z pierwszych zespołów nad Wisłą pokazali, że popowa piosenka nie musi być telewizyjną papką, ale może być zestawem błyskotliwych kompozycji.

Kury, "100 lat undergroundu", Biodro 2001
W porównaniu do poprzednich wydawnictw Kur, na "100 latach..." więcej było elektronicznych bitów i loopów, niż dęciaków i gitar. Część kompozycji była zarejestrowana podczas trasy koncertowej w 1999 roku (w tym bębny Jacka Oltera), a resztę dograno w studio. Ten stylistyczny zwrot było ciekawym podsumowaniem twórczości jednego z najbardziej nietypowych trójmiejskich zespołów, w prześmiewczy sposób komentującego polską rzeczywistość.

Ścianka, "Dni wiatru", Sissy Records 2001
Ścianka każdą płytą penetrowała inne obszary gatunkowe i brzmieniowe. Po rewelacyjnie przyjętym debiucie, "Dni Wiatru" były prawdziwym zaskoczeniem - zamiast szalonych rock'n'rollowych kawałków, pełno tu snujących się ambientowych utworów, czasem poprzeplatanych akustycznymi melodiami czy psychodelicznymi nagraniami, jak "Piotrek" i "Spychacz". Ścianka postawiła na swoim, całkowicie zaskakując słuchaczy i nagrywając swoją najlepszą płytę.

Homosapiens, "Big Frank", Sissy Records 2002
Homosapiens trochę wyprzedziło to, co działo się na polskiej scenie, co pokazali już na debiutanckim krążku "The Wheel". Trójmiejski kwintet w świeży i rzadko do tej pory spotykany sposób penetrował obszary rocka alternatywnego, robiąc to na światowym poziomie. Kolejny zespół, działający pod szyldem niezależnej wytwórni Sissy Records, prężnie rozwijającej polski rynek muzyczny. Dwa lata temu powrócił do działalności w nowym składzie i przygotowuje płytę.

M.bunio.s, "Lo-fi Symphony", Post_Post 2003
Wiele osób może nie pamiętać, że Bunio (Michał Skrok) - obecnie gitarzysta zespołu D4D - zaczynał muzyczną drogę, tworząc intrygujące kompozycje, oscylujące na granicy abstrakcyjnego hip-hopu. Kiedy w Polsce na dobre rozwijały się rapujące formacje, on penetrował instrumentalne obszary, pełne frapujących bitów, szumów i sampli, świetnie łącząc nagrania terenowe ze współczesną elektroniką, co złożyło się na obraz pełnego chaosu i jazgotu współczesnego miasta.

Ludzie, "Sopot Surround", Post_Post 2003
Ludzie byli po części wynikiem projektu lub muzycznych spotkań pod szyldem Pracownia Ludzie Gdańsk. To tu spotkały się takie persony, jak Krzysiek Topolski, Wojtek Mazolewski i Michał Skrok, którzy wspólnie wypracowali świeże brzmienie, łączące wpływy jazzu, post-rocka i elektroniki, podszyte punkową energią. Poza tym zespół świetnie łączył żywe granie z samplami, o czym można było przekonać się na wydanej później płycie "Live in Porgy and Bess".

Możdżer, "Piano", Arms 2004
Na fali doskonałej passy Leszek Możdżer wydał płytę, na którą materiał powstał co prawda przeszło osiem lat wcześniej, ale w świeży sposób łączył wpływy wielu stylistyk. Z jednej strony Możdżer uwypuklał swój nowoczesny język jazzowy, z drugiej przetwarzał standardy jazzowe i pieśni sakralne, a z trzeciej grał na preparowanym fortepianie. A wszystko brzmi spontanicznie i żywiołowo, co było doskonałym zobrazowaniem jego muzycznego stylu i fascynacji.

Old Time Radio, "Old Time Radio", Sissy Records, 2004
Trójmiejskie trio zwróciło uwagę swoją intymną, kameralną elektroniką, w ciekawy sposób nawiązując do dokonań elektroniczno-avantpopowych zespołów z Niemiec. OTR stworzyli melancholijną aurę przy oszczędnych aranżacjach i smutno brzmiących kompozycjach. I mimo tego, że do dziś pozostają trochę w cieniu tego, co dzieje się na polskiej scenie muzycznej, udało się im ciekawie wejść na obszary stylistyki, dotąd w naszym kraju nie eksploatowanej.

Mikołaj Trzaska, "Danziger Strassenmusik", Kilogram Records 2004)
Mikołaj Trzaska zasługuje na osobne podsumowanie wyłącznie swoich wydawnictw, bo w ciągu minionej dekady bez problemu uzbierałoby się ich kilka tuzinów. Dlaczego "Danziger Strassenmusik"? Chyba za jej luz i świetny koncept nagrania płyty na gdańskich uliczkach, wspólnie z Braćmi Oleś, Michałem Gróczyńskim i Krzysztofem Topolskim. Najpierw siedem występów na starówce i w Parku Oliwskim, a potem finałowy koncert na Mariackiej, z którego powstała ta płyta.

Dick4Dick, "Silver Ballads", Zgniłe Mięso Rekords 2005
Dicki powstały dla żartu, przez co potem przez wiele lat ciężko było im uciec od tej etykietki. Ale prawda jest taka, że tworzyli świetnie pastisze i genialnie przerabiali stylistykę Black Sabbath, Deep Purple czy innych rockowych gwiazd. Ostre gitarowe riffy plus elektronika, a na dodatek świetne koncerty, które pokazały, że w Polsce możemy mieć zespół, który na scenie robi show, przykuwający uwagę od początku do końca, a dziewczyny będą piszczeć pod sceną cały czas.

Emiter.Arszyn, "Emiszyn", Monotype 2005
Zarówno Arszyn (Krzysiek Topolski), jak i Emiter (Marcin Dymiter) zaczynali w latach 90. w jazzowych i rockowych kapelach. Na początku dekady zmienili kierunek zainteresowań na minimalistyczną elektronikę, nagrania terenowe i muzykę elektroakustyczną. "Emiszyn" to niejako moment łączący te etapy - z jednej strony muzycy nie rezygnują tutaj z gitary i perkusji, które potem porzucają na rzecz elektroniki, a z drugiej króluje tu improwizacja, szumy i masa jazgotliwych i nieoczywistych dźwięków.

Łoskot, "Sun", MIT Edition 2005
Superskład Trzaska/Walicki/Pawlak/Gwinciński powrócił po pięciu latach przerwy i przez rok dopracowywał swoją ostatnią do tej pory płytę. Udało im się na niej połączyć ciężkie gitarowe solówki z wpływami psychodelii, bujnymi improwizacjami, hipnotycznymi rytmami i zwiewnymi, czasem niezwykle subtelnymi partiami saksofonu. Płyta wyprodukowana przez Pawlaka ma świetne brzmienie, a ponadto doskonale oddaje koncertową żywiołowość tego składu.

Karol Schwarz All Stars, "100 filmów", Salut 2007/Nasiono Records 2010
KSAS to jedna z najbardziej bezkompromisowych kapel w Polsce - ich płyty to zazwyczaj wynik kilkugodzinnych, improwizowanych sesji, które powstają z dala od zgiełku miast. "100 filmów" łączy masę elementów - od post-rockowych gitar, przez noise'owe, niemal industrialne kawałki, po psychodeliczne improwizacje, dodatkowo podlane masą absurdalnych tekstów. Ale w tym chaosie, gdzie oczko do słuchacza jest puszczane nie raz, tkwi klucz i "100 filmów" słucha się znakomicie.

Behemoth, "The Apostasy", Mystic 2007
Kiedy Behemoth zyskał mocną pozycję i popularność nie tylko na światowym rynku, ale też w Polsce (bo to, niestety, częsty paradoks), po trzech latach przerwy uderzył z nową dawką świetnego materiału. "The Apostasy" zachwyca siłą, brzmieniem, masą świetnych aranżacji i pokazuje, że trójmiejska grupa, mimo sukcesów, nie staje w miejscu, ale z impetem prze do przodu, wciąż tworząc potężną dawkę pomysłowego death metalu.

Olo Walicki, "Kaszëbë", Fonografika 2007
"Kaszëbë" zrobiło sporą przysługę Kaszubom, mimo że nie jest to album folklorystyczny, który przetwarza tradycję muzyczną tego regionu. Walicki stworzył płytę jazzową, z mocnymi wpływami współczesnych brzmień, łącząc z nimi to, co na Kaszubach najsilniejsze, czyli język. Teksty napisane przez Damrokę Kwidźińską świetnie komponowały się z nowymi piosenkami, zaaranżowanymi w bardzo współczesny sposób.

Pink Freud, "Punk Freud", Universal 2007
O ile po "Sorry Music Polska" Pink Freud można jeszcze było nie kojarzyć, o tyle "Punk Freud" ukazał się w momencie, kiedy nazwę tego zespołu utożsamiało się już ze świeżym i współczesnym spojrzeniem na polski jazz. Freudzi jako pierwsi zabłysnęli elokwentnym połączeniem muzyki jazzowej z elektroniką, graną na żywo, a bardzo surowo brzmiący "Punk Freud" to mocna dawka ich żywiołowej i punkowej ekspresji.

Przemek Dyakowski, "Melisa", Outside Music 2007
Album różnorodny, będący na swój sposób podsumowaniem twórczości Przemka Dyakowskiego, saksofonisty nazywanego duchem trójmiejskiego środowiska jazzowego. Jest na nim miejsce na przestrzenne kompozycje, jak i te bardziej zwiewne, żywiołowe, z masą bogato zaaranżowanych instrumentów. Plus masa gości z Możdżerem, Jaskułke i Wojtczakiem na czele. Wśród nich słychać, że Dyakowski to wszechstronny muzyk, świetnie odnajdujący się w wielu stylistykach.

Jacaszek, "Treny", Gusstaff 2008
Jacaszek na każdej płycie nagrywał diametralnie inne kompozycje. Po wymyślonych soundtrackach "Lo-fi stories" i jazzowo-triphopowym "Sequelu", na spółkę ze Stefanem Wesołowskim zabrał się za łączenie muzyki elektronicznej z klasyką. Efekt jest świetny - trochę brudne, utrzymane w stylistyce lo-fi współczesne brzmienia, przeplatają się z partiami skrzypiec i wiolonczeli, a wszystko jest utrzymane w trochę nostalgicznym klimacie, na który wskazuje sam tytuł.

Proghma-C, "Bar-do Travel", Mystic 2009
Na trójmiejskiej i polskiej scenie ciężkich brzmień, mimo dużej konkurencji, pojawiła się grupa, która odnalazła świetną drogę do wspólnego mianownika metalu i rocka progresywnego z elektroniką i muzycznymi eksperymentami. "Bar-do travel" to masywne gitary, które splatają się z nierzadko połamaną sekcją rytmiczną. Bardzo szybko zespół dostrzeżono za granicą, gdzie kilkakrotnie występowali, a płyta ukazała się także w Europie i Stanach Zjednoczonych.

Kyst, "Cotton Touch", Gingerbread Records 2010
Muzyka folkowa w Polsce do tej pory docierała z opóźnieniem, a zespół Kyst jako pierwszy podjął się wzięcia jej na warsztat już na debiutanckim albumie (który przez opóźnienie wyszedł dopiero w styczniu) robiąc, to z doskonałym rezultatem i na światowym poziomie. Rozedrgane kompozycje, w których raz pojawiają się piosenkowe struktury, a kiedy indziej bardziej improwizowane formy, brzmią niczym pocztówka znad morza, pełna młodzieńczej emocjonalności oraz ciepłego, przytulnego i bardzo świeżego brzmienia.

Opinie (107) ponad 10 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

01

czerwca

Kino Samochodowe - Gdynia Gdynia, Gdynia Arena

05

czerwca

Kino samochodowe - Kino Kul... Gdańsk, Stadion Energa Gdańsk

14

czerwca

Targi PupiLove Gdańsk, Galeria Metropolia

Kultura

Trójmiejski street art w pigułce - najważniejsi twórcy i ich dzieła
Trójmiejski street art w pigułce

Kulinaria

Kawa w domu jak z kawiarni. Dobre ekspresy do kawy
Kawa w domu: dobre ekspresy do kawy
Otwarte tarasy na galeriach handlowych w Trójmieście
Otwarte tarasy na galeriach handlowych

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Konkurs Literacki Miasta Gdańska nosi imię: