Wiadomości

stat

Podsumowanie muzyczne 2017. Co nas urzekło, a co rozczarowało?

Męskie Granie wróciło do Trójmiasta (w nowe miejsce - do parku Kolibki) po czterech latach przerwy.
Męskie Granie wróciło do Trójmiasta (w nowe miejsce - do parku Kolibki) po czterech latach przerwy. fot. Lucyna Pęsik/Trojmiasto.pl

W subiektywnym podsumowaniu przypominamy najważniejsze debiuty, wydarzenia muzyczne, płyty warte zapamiętania, zachwyty oraz rozczarowania koncertowe w Trójmieście mijającego roku. Podsumowują dziennikarze muzyczni Trojmiasto.pl: Łukasz Stafiej, Jarosław Kowal i Ewa Palińska.



Koncerty w hali i plenerze - podsumowanie Łukasza Stafieja



Podsumowanie koncertów halowo-plenerowych w Trójmieście w 2017 roku trzeba koniecznie rozpocząć od przypomnienia występu Guns N' Roses na stadionie w Letnicy. Po pierwsze było to największe wydarzenie muzyczne ostatnich lat w Trójmieście - amerykańscy rockmani przyciągnęli na stadion Energa Gdańsk ponad 40 tysięcy fanów z całej Polski. Po drugie była to rzadka okazja, aby zobaczyć żywą legendę muzyki rockowej, zespół, który stworzył znane przez wszystkich ponadczasowe przeboje. Po trzecie - dawno żadne wydarzenie nie wywołało takiej fali krytyki. I to nie z powodu poziomu artystycznego widowiska - Axl, Slash i koledzy dali z siebie wszystko i spełnili pokładane w nich oczekiwania. Ciała dał organizator - Live Nation. Nie tylko nie postarał się o porządne nagłośnienie, ale i nie zadbał o porządek na trybunach oraz namieszał z biletami w sektorze Golden Circle. Fani byli naprawdę wkurzeni.

Gunsi byli największą, ale oczywiście nie jedyną gwiazdą, która odwiedziła Trójmiasto w tym roku. Dwóch ważnych, choć mających już swoje lata artystów odwiedziło również Ergo Arenę. Zarówno Rod Stewart, jak i muzycy zespołu Scorpions pokazali, że nawet w wieku emerytalnym można być pełnym energii i charyzmy wykonawcą. Podczas świetnie przyjętych koncertów fani tylko utwierdzili się w przekonaniu, że niektóre przeboje nigdy się nie starzeją. Furorę zrobił również Elton John, który w Operze Leśnej zagrał swoje największe przeboje i nie omieszkał wygłosić swojego manifestu - Brytyjczyk apelował o pokój i wsparcie dla ofiar, nawiązując do ataków terrorystycznych na całym świecie. Występujący w tym samym miejscu Zucchero - włoski piosenkarz i rockman postawił z kolei na czystą zabawę. Szkoda, że publiczność nie dopisała, bo był to jeden z lepiej wyprodukowanych koncertów w Operze w sezonie.

Jeśli chodzi o rodzimą scenę, nie można zapomnieć o koncercie-hołdzie dla zmarłego w maju Zbigniewa Wodeckiego. W Gdynia Arenie muzyczną cześć oddali temu wybitnemu muzykowi współpracujący z nim artyści. Utwory Wodeckiego śpiewali m.in. Sławek Uniatowski, Olga Bończyk czy Grupa MoCarta. Dla fanów było to z pewnością udane, ale i wzruszające widowisko. Ważnym wydarzeniem był powrót duetu Kayah - Bregović, który wystąpił w Gdynia Arenie. Po osiemnastu latach od wydania wspólnego krążka - jednego z największych fenomenów polskiej branży muzycznej - artyści wrócili na scenę. Z pozoru odcinanie kuponów od dawnej popularności okazało się niemałym sukcesem. No i młodsi fani w końcu mieli okazję usłyszeć na żywo takie samograje, jak "Śpij kochanie, śpij", "Prawy do lewego" czy "Kalashnikow".

Sukcesem okazał się powrót po czterech latach nieobecności do Trójmiasta festiwalu Męskie Granie. W tym roku impreza prezentująca czołowych polskich muzyków odbyła się po raz pierwszy w orłowskim Parku Kolibki. Biletów nie było już na kilka tygodni przed wydarzeniem, a sześć tysięcy osób, którym udało się je zdobyć miało okazję uczestniczyć w siedmiogodzinnym maratonie muzycznym. Najważniejszym elementem programu był koncert specjalny Męskie Granie Orkiestra pod przewodnictwem Moniki Brodki, Tomasza Organka i Piotra Roguckiego. Na co dzień działający w różnych estetykach artyści odnaleźli się na jednej scenie wyśmienicie, wspólnie tworząc świetnie wyreżyserowany - zarówno muzycznie, jak i wizualnie - show będący niejako hołdem dla polskiej muzyki. Trzymamy kciuki, aby w przyszłym roku Męskie Granie wróciło do Kolibek.

Festiwal Opener trzeba wspomnieć, bo to największe wydarzenie muzyczne w tej części naszego kraju. Ale nie tylko dlatego. Na lotnisku w Kosakowie spełniło się w tym roku marzenie wielu bywalców tej imprezy. Stało się tak za sprawą koncertu Radiohead, jednego z najbardziej wyczekiwanych w Polsce zespołów. Brytyjska legenda alternatywnego rocka koncertowała u nas dopiero trzeci raz w swojej ponad trzydziestoletniej karierze i Thom Yorke z kolegami nie zawiódł publiczności - to był świetny występ.

Na koniec Polsat SuperHit Festiwal, o którym trzeba napisać ze względu na jeden fakt. Choć Bursztynowe Słowiki otrzymali rockmani z T.Love oraz Michał Bajor, to największą gwiazdą imprezy - biorąc pod uwagę zainteresowanie publiczności - okazał się Zenek Martyniuk z discopolowego zespołu Akcent. Jego pojawienie się na scenie wywołało burzę braw i okrzyki uwielbienia, a przy dźwiękach hitu "Oczy zielone" szalała cała Opera Leśna. Ten koncert świetnie pokazał jedną rzecz: disco polo to ulubiona muzyka przeciętnego Polaka.

Udane debiuty i koniec pewnej historii - podsumowanie Jarosława Kowala



Trójmiasto jak Islandia



Mamy coraz ciekawszą i coraz bardziej zróżnicowaną scenę muzyczną. Każdego roku można odnieść wrażenie, że lepiej już się nie da, a jednak następne miesiące zmuszają do weryfikacji tego przekonania. Podobnie jak mniej więcej dekadę temu każdy islandzki album zachwycał, tak teraz Trójmiasto może poszczycić się świetną passą, co nie powinno dziwić - w końcu liczba ludności jest tutaj ponad dwukrotnie większa niż na Islandii.

Niektórzy próbują umniejszyć fenomen trójmiejskiej muzyki, sięgając po teorię spiskową, zgodnie z którą za sukcesem stoi "kolesiostwo".
Najlepszych kolegów ma w takim razie Trupa Trupa - jej najnowszy album ("Jolly New Songs") można było usłyszeć na falach radia BBC, a o recenzję pokusiły się takie portale, jak Pitchfork, The Quietus czy The Line of Best Fit. W równie wpływowych kręgach musi obracać się Stefan Wesołowski, bo nie dość, że jego "Rite of the End" otrzymało Palnik za Album Roku podczas antygali Doki 2017, to jeszcze nominację do Paszportu Polityki. Przyznaję, że Stefana nie mam nawet w "znajomych" na Facebooku, ale to nic, i tak uważam, że nagrał jeden z najważniejszych albumów tego roku. Nie w Trójmieście, nie w Polsce, po prostu najważniejszych.

Debiutanci



Dziwną właściwością tutejszej sceny jest to, że gdy tylko muzyk albo zespół oderwie się od niej i wyruszy na podbój świata, lukę natychmiast wypełniają kolejne, świetnie zapowiadające się projekty. W mijającym roku było ich wyjątkowo dużo, a ich wydawnictwa obejmowały niemal wszystkie gatunki. Niemal, bo pomorski metal nadal pozostaje daleko w tyle za chociażby fenomenalną sceną śląską. Świetnie przedstawiło się natomiast Dule Tree, które z metalowych korzeni wyrosło; Królestwo i Lastryko dopisały solidne rozdziały do snutej od lat historii o dziwacznych, eksperymentalnych brzmieniach znad morza; Kalafior Derambo oraz Projekt Poezja Kulturystyczna przypomnieli, że hip-hop nie musi być o pieniądzach i luksusach; a Dalekie i Lasy zadbały o to, by w zestawieniu nie zabrakło dźwięków syntetycznych.

Z satysfakcją odnotowuję również, że moje ubiegłoroczne rozczarowanie (rozpad zespołów Pedal Distorsionador oraz Destructive Daisy) przerodziło się w udane przedsięwzięcia - już koncertujące i nagrywające White Starlite oraz Vempire, którego ekstremalnie przesterowanego brzmienia będę wypatrywać przez następne miesiące. Zresztą już teraz wiadomo, że rok 2018 podejmie próbę przeskoczenia wysoko zawieszonej poprzeczki - na horyzoncie są debiuty Kwiatów, Lepi.my, Vacos Malcolm (nowego projektu Williama Malcolma) i przede wszystkim skrywającej ogromny potencjał Khry Dalivy.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje natomiast lokalny jazz, który przebudził się z wielką siłą wśród bardzo młodych, pozbawionych maniery i strachu przed wyzwaniami muzyków. Immortal Onion, Tomasz Chyła Quintet, Algorhythm, Quantum Trio czy Michał Bąk Quartetto to autorzy jednych z najlepszych albumów jazzowych tego roku. Ponownie nie w Trójmieście, nie w Polsce, a po prostu najlepszych i mam nadzieję, że ta nowa energia z jednej strony zainfekuje publiczność w najbliższym otoczeniu, a z drugiej uświetni programy festiwalów w całej Europie.

Koniec Doków


Popsysze, Sounds Like The End of the World, Death Crusade, Bad Ol' Pervz, Wieloryb, Sautrus, Octopussy, Wh0wh0 - długo mógłbym wypisywać nazwy, za sprawą których rok 2017 zapisze się w historii trójmiejskiej muzyki jako jeden z najbardziej płodnych. Jedyne, czego szkoda, to kasacja święta tej twórczości, jakim była antygala Doki. Rozdania nagród zawsze wywołują wiele emocji (zwłaszcza wśród tych, którzy mają poczucie, że ich wysiłek nie został doceniony), ale środowiskowe spotkanie w luźnej atmosferze, z odgrywaniem zaskakujących interpretacji nominowanych do Palników utworów zacieśniało więzy tej różnorodnej społeczności (trudno sobie wyobrazić inną okazję, by na scenie spotkali się Mateusz Śmierzchalski z zespołu Blindead oraz Olo Walicki albo Irek Wojtczak i Krzysztof Paciorek z Calm the Fire). Szkoda, że do podobnego spotkania w 2018 roku nie dojdzie.

Recenzujemy najnowsze trójmiejskie płyty - zobacz, kogo warto posłuchać

Antygala Doki przeszła do historii pod koniec 2017 roku. W przyszłym kolejna edycja imprezy już się nie odbędzie. Na zdjęciu: laureaci tegorocznych Doków.
Antygala Doki przeszła do historii pod koniec 2017 roku. W przyszłym kolejna edycja imprezy już się nie odbędzie. Na zdjęciu: laureaci tegorocznych Doków. fot. Maciej Czarniak / Trójmiasto.pl

Wrzenie w kulturze, konflikty i klęska urodzaju - podsumowanie trójmiejskiej muzyki klasycznej wg Ewy Palińskiej



Kadrowe posunięcia i przepychanki



W marcu ze stanowiskiem dyrektora artystycznego orkiestry pożegnał się holenderski dyrygent Ernst van Tiel. Zastąpił go ceniony w dużej mierze za interpretacje dzieł romantycznych Gruzin Georg Cziczinadze, co niemal natychmiast odbiło się na repertuarze. Orkiestra PFB pod dyrekcją nowego szefa coraz częściej sięgała po szlagiery gruzińskie, władze PFB otwierając nowy sezon otwarcie przyznały, że będzie on miał właśnie charakter polsko-gruziński. Pomysł ciekawy, bo przecież gdyby nie gruziński dyrektor, wielu melomanów być może nigdy nie miałoby okazji posłuchać muzyki naszych dalekich sąsiadów. Szkoda tylko, że pomysł ten nie był realizowany za czasów Ernsta van Tiela i nie zaprezentowano wówczas w Gdańsku tego, czym poprzedni dyrektor zasłynął na świecie, jak chociażby projekcja filmu "Artysta" z oscarową muzyką wykonywaną na żywo.

Kadrowe przepychanki zdeterminowały natomiast pracę w Operze Bałtyckiej. Choć początkowo wydawało się, że zmiana dyrektora załatwi sprawę, konflikt jeszcze się zaognił. Im bardziej Warcisław Kunc próbował coś zrobić, tym większy napotykał opór. A pomysłów miał co nie miara, jak chociażby nawiązanie współpracy z Uniwersytetem Gdańskim, dodatkowe koncerty w wakacje czy wydarzenia edukacyjne dla nastolatków.

Pracownicy zarzucali dyrekcji, że realizacja kolejnych pomysłów wiąże się z łamaniem praw pracowniczych. Dyrekcja stwierdziła, że protesty są niezgodne z prawem i posypały się zwolnienia, w tym dyscyplinarne. Te przepychanki odbiły się negatywnie na wizerunku instytucji do tego stopnia, że nawet sympatycy opery nie dają wiary, że konflikt uda się zażegnać i optują za likwidacją opery. Cała nadzieja w organizatorze, czyli marszałku województwa pomorskiego, tylko po czyjej opowie się stronie? Czy zezwoli dyrekcji na masowe zwolnienia i stworzenie instytucji od podstaw? A może, zgodnie z piłkarską zasadą, że łatwiej zmienić trenera niż wymienić zawodników, przyzna rację pracownikom? A może posłucha melomanów i rozwiąże instytucję, budując nową, nieskonfliktowaną operę od podstaw? Czas pokaże.

Jedynym ogniwem, które w skonfliktowanej Operze Bałtyckiej nie dość, że działa bez zarzutu, to jeszcze rozwija się i rośnie w siłę, jest balet. Zobacz fragment otwartej próby.



Dwa razy Actus Humanus i przeładowany kwiecień



Festiwal Actus Humanus stał się kulturalną marką Gdańska, dlatego miasto szczególnie hojnie wspiera tę imprezę. Od tego roku zamiast jednej imprezy zorganizowano aż dwie edycje - wielkanocną i bożonarodzeniową. I choć podobno od przybytku głowa nie boli, to jednak w kwietniu melomani musieli mocno się nagłowić, żeby ogarnąć przeładowany kalendarz koncertowy.

Festiwalowe perturbacje



Poprzedniej zimy osoby podziwiające zimowe iluminacje w parku Oliwskim zadeptały trawniki. Odbiło się to na festiwalu Mozartiana, który okrojono z jednej z najbardziej widowiskowych atrakcji - pokazu tańczących fontann. Nie miało znaczenia to, że przez wiele lat festiwalowa publiczność krzywdy trawnikom nie zrobiła i że impreza odbywa się latem, a nie zimą, kiedy (szczególnie podczas odwilży) o zniszczenia znacznie łatwiej. Fontanna nie zatańczyła, bo tak postanowili urzędnicy.

W mijającym roku zaszły też zmiany w formule lubianych przez mieszkańców Trójmiasta imprez cyklicznych. Oprócz Actus Humanus, któremu akurat zmiana wyszła na dobre, były też takie imprezy, których nowe oblicze słuchaczy rozczarowało. Najwięcej kontrowersji wzbudziły zmiany w formule festiwalu Solidarity of Arts, który ze spektakularnej imprezy "dla wszystkich" stał się butikowym wydarzeniem dla wybranych. Melomani mieli również zastrzeżenia co do realizacji Koncertów Promenadowych, organizowanych przez Filharmonię Bałtycką. Niby program był ciekawy, ale niejasny podział na biletowane koncerty pod dachem i darmowe na scenie plenerowej dał im się we znaki. Swoją cegiełkę dorzuciła też kapryśna pogoda.

A skoro mowa o pogodzie, to nie sposób nie wspomnieć o skandalicznej organizacji Koncertu Bomsori Kim. Ktoś musiał się wykazać kompletnym brakiem wyobraźni przygotowując program na tego rodzaju okoliczność i dopuszczając ewentualność, że artystka wystąpi w tak zimnym o tej porze roku kościele. Zaniedbano również promocję wydarzenia, przez co o występie genialnej artystki, w dodatku darmowym, melomani w większości nawet nie wiedzieli.

Koncerty gwiazd światowego formatu



Trójmiasto staje się coraz ważniejszym ośrodkiem kulturalnym co potwierdza choćby fakt, że wiele gwiazd światowego formatu odwiedza nas w ramach swoich tras koncertowych. W mijającym roku zagrali w Trójmieście m. in. Andre Rieu, Misza Majski i Maksym Vengerov, Hans Zimmer, Charles Richard-Hamelin, Juan Diego Florez, David Garrett czy wspomniana wcześniej Bomsori Kim.

Mieliśmy okazję również podziwiać znakomitą grę orkiestr biorących udział w projekcjach filmów "Harry Potter" czy "La La Land" z muzyką wykonywaną na żywo.

Koreańska skrzypaczka Bomsori Kim może nie najlepiej wspominać swój koncert w Gdańsku. Nie dość, że kazano jej występować w zimnym o tej porze roku kościele, w ostatniej chwili zmieniono miejsce imprezy, to przyszło jej występować dla publiczności w większości gustującej w innego rodzaju muzyce, w dodatku w sali zapełnionej jedynie w 1/3.
Koreańska skrzypaczka Bomsori Kim może nie najlepiej wspominać swój koncert w Gdańsku. Nie dość, że kazano jej występować w zimnym o tej porze roku kościele, w ostatniej chwili zmieniono miejsce imprezy, to przyszło jej występować dla publiczności w większości gustującej w innego rodzaju muzyce, w dodatku w sali zapełnionej jedynie w 1/3. fot. Lucyna Pęsik/Trojmiasto.pl

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (25)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

19

lipca

Anna Stankiewicz & Janusz S... Sopot, Teatr Atelier

20

lipca

Oldschool 2 Newschool - qua... Gdańsk, Protokultura

27

lipca

Tidal x Summer: Smolasty Sopot, Zatoka Sztuki

Kultura

Filharmonia Bałtycka usunie kontrowersyjny wyświetlacz
Filharmonia usunie szpetny wyświetlacz
Trwa Festiwal FETA na bastionach
FETA na półmetku: pierwsze oczarowania

Kulinaria

Nowe lokale: dziczyzna, bezglutenowe i domowe jedzenie
Nowe lokale w Trójmieście. Co oferują?

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: teatry plenerowe, koncerty i pikniki rodzinne
Planuj tydzień: warto wyjść z domu

    Najczęściej czytane