• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Powrót w świetnym stylu. Recenzja filmu "Batman"

Tomasz Zacharczuk
5 marca 2022, godz. 16:30 
Opinie (46)

"Siedem" Davida Finchera spotyka się z klasykami kina noir przy akompaniamencie grunge'owej ballady i w towarzystwie pogrążonego w żalu i żądzy zemsty Roberta Pattinsona. Witajcie we współczesnym Gotham City, którego nie będziecie chcieli choć na chwilę opuścić. Nowy "Batman" nie pozostawia cienia wątpliwości: to brawurowo zrealizowane i znakomicie zagrane kino głęboko zakorzenione w komiksowym pierwowzorze i odcinające się stylistycznie od poprzednich ekranizacji. Wiele wskazuje na to, że narodziła się właśnie kolejna, znacznie mroczniejsza od pozostałych, filmowa saga o człowieku-nietoperzu.



Najwyżej oceniane filmy. Sprawdź w naszym serwisie kinowym



Czy lubisz filmy o superbohaterach?

Komiksowy heros stworzony przez Boba Kane'a i Billa Fingera przeżywał już na wielkim ekranie mnóstwo wzlotów i upadków. Wypieszczony przez Tima Burtona, następnie pokiereszowany przez Joela Schumachera, skutecznie reanimowany przez Christophera Nolana i wegetujący pod ręką Zacka Snydera fascynował kolejne pokolenia kinomanów, pozostając niezmiennie ekranowym symbolem skrytej pod maską siły przezwyciężania zbrodni, korupcji i obłędu. Matt Reeves odziedziczył więc po poprzednikach solidnie obciążony plecak wypakowany dodatkowo, często wygórowanymi, oczekiwaniami fanów Mrocznego Rycerza.

Reżyser nowego "Batmana" nie zamierzał go jednak dźwigać. Zluzował zbędny balast, odciął się od mniej bądź bardziej udanych ekranizacji i z podniesioną głową wkroczył do Gotham City, mając zupełnie nowy plan na człowieka-nietoperza. Właściwie początkowe fragmenty filmu wystarczą, by tę koncepcję uznać za całkowicie słuszną i trafioną. Nocny mściciel dziesiątkuje w metrze bandę ulicznych chuliganów, ale w bitewnym szale wydaje się dziwnie nieobecny, a jednocześnie niezwykle metodyczny i zdystansowany. Taki właśnie jest nowy Batman. Praktycznie pozbawiony efekciarskich gadżetów, milczący, zatopiony w smutku i pogodzony z mroczną naturą rodzinnego miasta. Niezwykle ludzki w tej zwyczajności, a przez to zupełnie wyjątkowy na tle poprzedników.

Batman (Robert Pattinson) musi stawić czoła przestępczemu światu Gotham City na czele z tajemniczym Ridderem, który dokonuje w mieście makabrycznych zbrodni. Podobnie jak tytułowy bohater złoczyńca kieruje się przede wszystkim zemstą. Batman (Robert Pattinson) musi stawić czoła przestępczemu światu Gotham City na czele z tajemniczym Ridderem, który dokonuje w mieście makabrycznych zbrodni. Podobnie jak tytułowy bohater złoczyńca kieruje się przede wszystkim zemstą.

Batman - zmysł nietoperza, serce człowieka



Nie jest to klasyczne "origin story", bo zamaskowanego Bruce'a Wayne'a poznajemy już w momencie, gdy wydaje się w pełni ukształtowanym superbohaterem zaciekle piętnującym kłębiące się w Gotham City zło. Tak naprawdę jest to jednak wybawiciel "na dorobku", bo z przebiegu wydarzeń dowiadujemy się, że Batman walczy z przestępcami zaledwie od dwóch lat. Można się o tym przekonać, gdy zdejmuje maskę i widzimy pogrążonego w smutkach przeszłości młokosa, który jeszcze do końca nie wie, którą ścieżką powinien podążać i w jaki sposób motywować swoją misję. Kieruje nim głównie zemsta, ale w nowym "Batmanie" chodzi przede wszystkim o to, by owej zemście nadać bardziej szlachetny wydźwięk i ostatecznie przeobrazić ją w nadzieję.

Wcześniej właściwie jedynie Christopher Nolan starał się nieco głębiej zajrzeć pod maskę nietoperza, ale dopiero Mattowi Reeves'owi udało się na ekranie uczłowieczyć Batmana i poniekąd odrzeć jego wizerunek z blichtru. Wszak mrok jest naturalnym środowiskiem alter ego Bruce'a Wayne'a i właśnie te tonacje twórcy filmu starają się odnieść do osobowości tytułowego bohatera. Zapomnijcie o playboyu gustującym w pięknych kobietach i technologicznych nowinkach. Nowy Batman jest aspołecznym outsiderem, który jedynie wiernego Alfreda i sojuszniczo nastawionego komisarza Gordona "częstuje" kilkoma lakonicznymi tekstami, rodzinny majątek ma w "głębokim poważaniu", a jakąkolwiek sławą wręcz się brzydzi. Nie jest to swojski Michael Keaton, czarujący George Clooney czy nawet na wpół tajemniczy i celebrycki Christian Bale. To obnażający wręcz cierpiętnicze spojrzenie w każdym kadrze Robert Pattinson.

Nowy "Batman" to świetnie zbilansowana mieszanka kina detektywistycznego, filmów z gatunku noir i mrocznych thrillerów z domieszką nieśmiałego romansu pomiędzy główną postacią a Seliną Kyle (Zoe Kravitz). Nowy "Batman" to świetnie zbilansowana mieszanka kina detektywistycznego, filmów z gatunku noir i mrocznych thrillerów z domieszką nieśmiałego romansu pomiędzy główną postacią a Seliną Kyle (Zoe Kravitz).

Gra Pattinson, gra Nirvana



Jakiekolwiek dyskusje na temat aktorskiego talentu odtwórcy głównej roli właściwie nie miały sensu jeszcze przed premierą filmu. Ktokolwiek widział "Good Time", "Lighthouse" czy "Diabła wcielonego", tego nie trzeba przekonywać o umiejętnościach Roberta Pattinsona. Zdaję sobie sprawę z tego, że jego Batman nie każdemu może się spodobać, aczkolwiek na taką wersję zdecydowali się scenarzyści. I po pierwsze, ma to uzasadnienie w fabule filmu. Po drugie, Pattinson ze swojej roli wywiązał się bez zarzutu. Dodatkowo został "obudowany" fantastycznymi kreacjami Zoe Kravitz (Selina Kyle aka Kobieta-Kot), Colina Farrella (rewelacyjny Pingwin) i Paula Dano (kradnący każdą scenę Riddler, czyli Człowiek-Zagadka i czołowy patostreamer Gotham City). Castingowo ten film jest obsadzony bezbłędnie. Aktorsko odegrany został bez nuty fałszu.

Jeśli już o nutach mowa, to nie sposób nie zauważyć kapitalnej ścieżki dźwiękowej Michaela Giacchino. Nawet jeśli muzyka jest w nowym "Batmanie" nadmiernie wykorzystywana (bo jest), to jednak dość pompatyczne często kompozycje kapitalnie uzupełniają fabułę i podsycają niezwykle mroczny klimat opowieści. Doskonałym uzupełnieniem twórczości Giacchino jest także "Somethung In The Way" Nirvany rewelacyjnie pasujące do samotnej przejażdżki Batmana po ulicach Gotham City.

Matt Reeves bez wątpienia otwiera nowy rozdział w filmowej historii Batmana. Zakończenie świadczy o tym, że jest sporo pomysłów na kontynuację, które mogą wypaść nawet lepiej niż pierwszy z nowych "Batmanów". Matt Reeves bez wątpienia otwiera nowy rozdział w filmowej historii Batmana. Zakończenie świadczy o tym, że jest sporo pomysłów na kontynuację, które mogą wypaść nawet lepiej niż pierwszy z nowych "Batmanów".

Obietnica świetnej sagi



Równie zapadających w pamięć scen jest tu znacznie więcej, bo nie zapominajmy, że "Batman" to przede wszystkim kino rozrywkowe. Nie jest oczywiście tak, że przez trzy godziny leżymy z Panem Nietoperzem na kozetce i wsłuchujemy się w jego autoterapię. Nie mamy do czynienia z pogłębioną analizą psychologiczną rodem z "Jokera" (któremu zresztą "Batman" stylistycznie niewiele tylko ustępuje). Film Matta Reevesa co prawda nie jest aż tak widowiskowy jak produkcje Christophera Nolana (można narzekać na skąpą liczbę scen akcji), ale pod kątem realizacyjnym nie odstaje od słynnej trylogii. Scena pościgu za Pingwinem obfituje w ciekawe pomysły operatorskie, obłędnie wygląda bijatyka Batmana w blasku wystrzeliwanych pocisków. A to tylko niektóre wizualne perełki.

Zresztą zdjęcia Greiga Frasera równie świetny efekt dają także podczas statycznych ujęć, a skąpane w deszczu, brudne jak nigdy i mroczne jak nigdy Gotham City jest dodatkową wartością "Batmana". Film nie bez powodu przywodzi na myśl "Siedem" Davida Finchera, a wszechobecna czerń w różnych jej odcieniach wywołuje do tablicy kryminały spod znaku kina noir. Całość doprawiona jest jeszcze znakomicie poprowadzoną i niezwykle wciągającą fabułą, która film zemsty z powodzeniem godzi z kinem detektywistycznym. Trzy godziny seansu upływają błyskawicznie i tylko kilkukrotnie można odczuć (szczególnie w środkowym akcie) lekką dłużyznę.

Do zwięzłej listy minusów należałoby jeszcze dopisać przydługie zakończenie, w którym Reeves co najmniej trzy razy ma okazję, by postawić ostatnią kropkę, ale za każdym razem niepotrzebnie zamienia ją w wielokropek. Przydałoby się też kilka mniej sztampowych dialogów, a niektóre postaci - na czele z Pingwinem - można byłoby lepiej rozbudować. Matt Reeves tak naprawdę przeprowadził jednak dopiero rekonesans po Gotham City, lecz już z tym potencjałem ma szansę podarować widzom zupełnie nową - dojrzalszą, mroczniejszą i brutalniejszą - sagę o człowieku-nietoperzu, który (jeśli wystarczy filmowego paliwa) może pofrunąć wyżej niż kiedykolwiek wcześniej.

OCENA: 8/10

Film

6.4
46 ocen

Batman

sci-fi, akcja

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (46)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

762. Jarmark św. Dominika

jarmark

Kosmopark - wystawa dla dzieci

wystawa, warsztaty, pokaz

Letnie brzmienia - Sobel

hip-hop, pop

Nowe Lokale

Sprawdź się

Sprawdź się

Który z wymienionych artystów wystąpił na CudaWiankach w 2010 roku?