Wiadomości

stat

Przemek Dyakowski: Nie jestem zapiekły na cokolwiek

"Cieszę, że jeszcze mogę grać. Dopóki mogę, to się cieszę". Na zdjęciu: Przemek Dyakowski podczas drugiej edycji Niezależnej Nagrody Muzycznej DOKI 2016 w klubie B90.
"Cieszę, że jeszcze mogę grać. Dopóki mogę, to się cieszę". Na zdjęciu: Przemek Dyakowski podczas drugiej edycji Niezależnej Nagrody Muzycznej DOKI 2016 w klubie B90. fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

Nie znam osoby, która nie lubiłaby Przemka Dyakowskiego. Albo takiej, w której nestor polskiego i trójmiejskiego jazzu nie wzbudzałby sympatii. Ten człowiek to historia sama w sobie - barwna i pełna zwrotów akcji. Właśnie ukazał się wywiad rzeka, "Sax Club Pana Dyakowskiego", który przybliża postać Krakusa, który osiadł nad morzem, w Gdyni.



Patryk Gochniewski: Długo namawiano cię na książkę?

Przemek Dyakowski: Dosyć długo. Byłem zaskoczony, że w ogóle ktoś chce pisać takie historyjki, ale jakoś poszło. Trochę to też trwało.

Podobno ponad dwa lata.

Okładka książki "Sax Club Pana Dyakowskiego". Autorzy publikacji: Kamil Wicik i Mariusz Nowaczyński. Wydawca: Kosycarz Foto Press.
Okładka książki "Sax Club Pana Dyakowskiego". Autorzy publikacji: Kamil Wicik i Mariusz Nowaczyński. Wydawca: Kosycarz Foto Press. proj. Jarosław Świerczek (Karton Studios)
Aż tyle? Nie mam zanotowanej daty rozpoczęcia, ale bardzo możliwe. Kamil Wicik, który jest autorem, rzeczowo i rzetelnie podszedł do tematu, niezwykle źródłowo. Tak naprawdę dzięki niemu przypomniałem sobie wiele rzeczy, o których siłą rzeczy musiałem zapomnieć, np. jakieś koncerty, wydarzenia. Kamil jeździł do Zakopanego, Krakowa czy Katowic i wyciągał szczegóły. Ale, znów, nie ukrywam, że jestem tym wszystkim zawstydzony, mimo że jakość całości jest świetna.

I co teraz?

Jest spore zamieszanie wokół książki, dużo się dzieje. Zaplanowanych jest kilka spotkań autorskich, m.in. 29 listopada w Spatifie oraz 11 grudnia w NCK w Gdańsku.

Jesteś z natury bardzo skromny...

No może nie tak, że bardzo (śmiech).

Pewnie ciągle przez myśl ci przechodziło, że gdzie ty i taka książka...

To prawda, tak to było. Tym bardziej, że już kiedyś różne osoby robiły przymiarki do opisania mojego życia. Były zamachy na moją osobę (śmiech).

W takim razie co było w wizji Kamila Wicika, że się zgodziłeś?

Rzeczowość. Był bardzo konkretny ze swoim pomysłem. Powiedział, że chce, aby to był wywiad rzeka. Jeszcze wtedy nie sądziłem, że pochłonie on nam aż dziewięćdziesiąt spotkań. To wszystko było jednak przeprowadzone rozsądnie, sympatycznie i dzięki temu jest taki efekt.

Jazzowe koncerty w Trójmieście - nie przegap żadnego


Mimo tytułu nie jest to wydawnictwo stricte muzyczne. To przede wszystkim bogata historia twojego życia.

Nie jestem juniorem. Przeżyłem kilka historycznych rzeczy - wojnę, okupację, czas po niej. Jest ciekawa historia o szkole sportowej. Mało osób wie, ale nie mam wykształcenia muzycznego, tylko sportowe. Szkoda tylko, że teraz dawne kontuzje się przypominają (śmiech). No, ale powiedzmy, że to cena za pasję.

Nie chcę tu zbyt wiele zdradzać, żeby też nie odbierać czytelnikom przyjemności z lektury, jednak już od samego początku jest ciekawie - byłeś takim trochę bananowym dzieciakiem.

(śmiech) Nie no, bez przesady. Oczywiście, mieliśmy ziemię, ale nawet w domu ta nasza pozycja była niejako tępiona. My byliśmy tylko dziećmi ze wsi, nie odczuwaliśmy jakoś specjalnie statusu materialnego. To było raczej skromne życie. Mogę powiedzieć, że nie brakowało na pewno produktów własnych - zawsze było co zjeść, ale nie byłem paniczem.

Przemek Dyakowski gra w Spatifie (marzec 2017):


Chyba długo w ogóle nie narzekałeś na nadmiar bogactwa.

Nie, dużo lepiej zaczęło się dziać w latach sześćdziesiątych, kiedy zaczęliśmy - już jako muzycy - jeździć za granicę, do Skandynawii. Można powiedzieć, że wtedy było już dużo lepiej, bo do dorosłości to żyło się sporo poniżej średniej. W tej książce w ogóle jest dużo o tej drodze do dorosłości, jakimś żalu o niedokończonej edukacji, tym, że rzemiosło wymaga dużo więcej pracy...

Jest też wiele ciepłych słów innych o tobie. Nie masz dzieci, ale wiele osób mówi o tobie per ojciec. Jakie to uczucie?

Ponownie - jestem zawstydzony. Oczywiście, to bardzo przyjemne, ale nie jestem jedynym na świecie, o którym tak się mówi. To jest poniekąd normalne, to są ludzie pół wieku młodsi, nie tylko jazzmani. Mam z nimi bardzo dobry kontakt. Naturalnym jest przecież, że się pracuje z młodszymi od siebie.

Powiedz mi - jak człowiek może być tak otwarty względem drugiego? Wielu twierdzi, że gdyby nie ty, to lokalna scena jazzowa byłaby mocno podzielona.

Miłe to, ale na wyrost. Mimo różnicy pokoleń wiem, jaką ci muzycy mają wartość. Cały czas dochodzą młodzi, ambitni, wykształceni muzycy. Spełniają wszystkie kryteria. Starsi lubią z nimi pracować, bo są pełni świeżych, dobrych pomysłów. W Trójmieście jest szczególna atmosfera.

Zobacz także: recenzje trójmiejskich książek


Każdy to powtarza, więc coś w tym musi być.

No właśnie - nie wszędzie tak jest. Może to ten wiatr od morza przywiewa fajne pomysły? Tak naprawdę to środowisko takie jest: kontaktowe i z poczuciem własnej wartości.

A czy na przestrzeni tych wszystkich lat był ktoś taki, z kim nie chciałeś pracować?

Pewnie tak było, ale szczerze nie pamiętam. Z drugiej strony, nawet jak mnie zapraszano do projektów, które nie były jazzowe, chętnie brałem w nich udział. Czy to Jacek Staniszewski, z którym, niestety, nie udało mi się nagrać płyty, czy Larry Okey Ugwu, czy też Chlupot Mózgu. Swoją drogą wciąż uwielbiam tę nazwę (śmiech).

Co cię wkurza? Bo nie uwierzę, że nie masz gorszych dni.

Niemożność pewnych działań. Ogólnie szczęściarz jestem, ale gdybym miał na coś postawić, to sprawy zdrowotne. Sport to zdrowie, mówią. Jak się okazuje, nie do końca, o czym już wspominałem. Pewnych rzeczy nie da się pokonać, a tak to się cieszę, że jeszcze mogę grać. Dopóki mogę, to się cieszę. Na pewno nie jestem zapiekły na cokolwiek.

Wspominałeś mi, że byłeś na nagraniach w Radiu Gdańsk. Czy to oznacza, że szykujesz nową muzykę?

Nie, nie, audycję wspomnieniową! Staram się w niej przedstawiać jazzmanów w innej roli, bo przecież - wbrew obiegowej opinii - nie jest to tak hermetyczne środowisko, jak się wydaje. Wielu z nich było kompozytorami czy rockmanami. Pokazuję, że nie ma tych podziałów. Tak jak kiedyś mówiło się o konflikcie jazzu z yassem. Nie przypominam sobie czegoś takiego. To była po prostu naturalna kolej rzeczy, zmiana pokoleniowa, która następuje w każdym gatunku i dziedzinie życia. I, tak samo jak w modzie, tak samo w muzyce, pewne trendy pojawiają się, znikają i powracają. Dlatego mamy sentyment do rzeczy zasłyszanych w młodości.

Dobra, ale pozwól, że ponowię pytanie - nagrywasz coś poza audycjami?

Zdarza mi się. Ostatnio chociażby z Kiev Office. Mam też pewien pomysł z projektem Take It Easy, chcemy przypomnieć muzykę jednego z najbardziej znanych polskich jazzmanów, jednak w tej chwili więcej nie zdradzę, bo jestem przesądny i nie chcę zapeszyć (śmiech).

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (17)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

30

grudnia

Rewia - lata 20. lata 30. -... Gdynia, Konsulat Kultury

31

grudnia

Sylwester w Gdyni Gdynia, Skwer Kościuszki

31

grudnia

Sylwester Gdański Gdańsk, Park Oruński, Jar Wilanowski, Targ Węglowy, Molo w Brzeźnie

Kultura

Zaistnieć w grupie za wszelką cenę. O musicalu "Chłopcy z Placu Broni"
O musicalu "Chłopcy z Placu Broni"
Nowy dyrektor Narodowego Muzeum Morskiego
Nowy dyrektor Muzeum Morskiego

Kulinaria

Co zjemy i wypijemy na Jarmarku Bożonarodzeniowym?
Co zjemy na Jarmarku Bożonarodzeniowym?

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: dużo dobrych koncertów
Planuj tydzień: dużo dobrych koncertów

Wygraj bilety,
sprawdź nasze konkursy

    Najczęściej czytane