• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Recenzja filmu "Chrzciny". Anegdota dobra na raz

Tomasz Zacharczuk
18 listopada 2022, godz. 17:00 
Opinie (32)

Chrzciny - zwiastun filmu:

Nawet przy stole zastawionym "czystą" i białą kiełbasą kruszenie rodzinnych lodów wydaje się trudniejszą misją niż zatajenie przed domownikami faktu wprowadzenia stanu wojennego. Debiutujący w pełnym metrażu Jakub Skoczeń wraca w swoim filmie do wydarzeń z 1981 roku i proponuje widzom słodko-gorzką satyrę o polskiej, małomiasteczkowej mentalności, w której - jak w zwierciadle - odbijają się nasze narodowe przywary. W "Chrzcinach" komuniści biorą się za łby z klerykałami, co rusz wypadają "trupy z szafy", a modły do Matki Boskiej wybrzmiewają wraz z litanią kłamstw i wzajemnych pretensji. Polskie piekiełko jak się patrzy.



Repertuar kin w Trójmieście


Do położonego w prowincjonalnym górskim miasteczku domu Marianny (Katarzyna Figura) zjeżdżają kolejni członkowie rodziny. Chrzciny najmłodszego z wnucząt kobieta chce skrzętnie wykorzystać do pojednania skłóconych od kilkunastu lat dzieci. Misternie utkany plan psuje jednak sam generał Jaruzelski, który w dniu uroczystości wprowadza w Polsce stan wojenny.

Obawiając się wyjazdu bliskich, Marianna zataja przed nimi prawdę. Chowa radioodbiornik do szafy, przecina kable od telewizora i zmusza dobrze poinformowanego miejscowego proboszcza do złożenia ślubów milczenia. Drobne kłamstwo implikuje kolejne, które splatają się w komedię pomyłek. Mariannie jednak nie będzie do śmiechu, bo tajemnica w każdej chwili może wyjść na jaw, a wraz z nią zakopane w przeszłości rodzinne sekrety.

Tytułowa uroczystość w domu Marianny jest okazją do pojednania po latach skłóconych członków rodziny. Pod warunkiem, że nikt z domowników nie dowie się o wprowadzonym właśnie w Polsce stanie wojennym. Tytułowa uroczystość w domu Marianny jest okazją do pojednania po latach skłóconych członków rodziny. Pod warunkiem, że nikt z domowników nie dowie się o wprowadzonym właśnie w Polsce stanie wojennym.

Komedia pomyłek przy rodzinnym stole



Zaproponowana przez Iwa Kardela i Jakuba Skoczenia fabuła mogłaby się wydawać wręcz pretekstowa i nawet banalna, gdyby nie wyraziste postaci, jakimi wypełniono dom Marianny. Najstarszy z jej synów, Tadeusz (Michał Żurawski), jest zagorzałym zwolennikiem "Solidarności", a prywatnie zmaga się z małżeńskim kryzysem. Po przeciwnej stronie barykady plasuje się korzystający z dobrodziejstw i przywilejów komunistycznego systemu Wojtek (Tomasz Schuchardt). Męski tercet uzupełnia jeszcze najmłodszy Tolo (Maciej Musiałowski) - hulaka, karciarz i bawidamek, ostentacyjnie paradujący, na złość matce, w amerykańskich lakierkach.

Charakterologicznie najbliżej Mariannę przypomina Teresa (Agata Bykowska), jej prawa ręka i wychowująca dwójkę dzieci samotna matka, której mąż czmychnął za pracą do USA, gdzie znalazł kochankę. Zupełnym przeciwieństwem najstarszej córki jest zafascynowana Zachodem i wyzwolona światopoglądowo Irena (Marta Chyczewska), romansująca na boku z żonatym mężczyzną. Jest jeszcze najmłodsza w rodzinie Hanka (Marianna Gierszewska). To właśnie jej dziecko pragnie ochrzcić Marianna. Bez poklasku i atencji sąsiadów, bo dziewczyna nie chce zdradzić, kto jest ojcem malucha.

Zarówno ideologiczne, jak i te całkiem przyziemne spory szóstki rodzeństwa są paliwem napędzającym "Chrzciny". Z każdą kolejną konfrontacją bohaterów twórcy filmu podkręcają tempo, zaplatają na dalszym planie poboczne wątki i coraz mocniej zagęszczają i tak napiętą już od początku atmosferę. Sporo humorystycznych akcentów dostarcza też lawirująca pomiędzy swoimi kłamstwami Marianna. W pewnym momencie wszystkie te elementy składają się na zgrabną i wciągającą komedię pomyłek, która salw śmiechu raczej wśród widzów nie wzbudzi, ale sprawi, że większą część seansu spędzimy z wymalowanym na twarzy przyjemnym uśmiechem.

"Chrzciny" są osadzoną w peerelowskiej stylistyce rodzinną komedią pomyłek, która korzysta przede wszystkim ze słownego dowcipu i aktorskich umiejętności świetnie dobranej obsady. "Chrzciny" są osadzoną w peerelowskiej stylistyce rodzinną komedią pomyłek, która korzysta przede wszystkim ze słownego dowcipu i aktorskich umiejętności świetnie dobranej obsady.

Satyra tylko w połowie udana



Jakub Skoczeń w znacznym stopniu posługuje się więc dowcipem, ale kilkukrotnie próbuje też podbić dramaturgię zdarzeń, stara się pochylić się nad emocjonalnymi rozterkami swoich postaci i rozszerzyć perspektywę. Skłócona rodzina ma bowiem w domyśle symbolizować dążących na oślep do podziałów Polaków, którzy często bezzasadnie tworzą między sobą ściany, by chwilę później w solidarnościowym zrywie je obalać w imię wyższych wartości. Debiutujący w fabularnym kinie reżyser skręca więc w stronę satyry, która poza obśmianiem pewnych stereotypów i zachowań, polega też na celnym wypunktowaniu i zdiagnozowaniu paradoksów opisywanej rzeczywistości.

Z tym akurat Skoczeń nie do końca sobie radzi. Ze względu na dość skąpy metraż (film trwa zaledwie godzinę i 20 minut, przynajmniej o kwadrans za mało) niewiele miejsca poświęca poszczególnym postaciom, którym co prawda stara się rozplanować ekranowy czas, ale są to raczej epizody niepozwalające na wgryzienie się w psychikę bohaterów. Chaotyczny, zarówno fabularnie, jak i realizacyjnie, finał pozbawiony jest natomiast refleksji i emocjonalnej głębi, która w tego typu kinie musi wręcz wybrzmiewać z równie wielką siłą jak dowcip. A tak po prostu nie jest. Następuje zbyt szybkie domknięcie niezbyt rozwiniętych wątków. Daleko Skoczeniowi choćby do Piotra Domalewskiego, który w "Cichej nocy" specyfikę rodzinnych relacji dopieścił w najdrobniejszym szczególe. Twórcy "Chrzcin" zabrakło przede wszystkim reżyserskiej dyscypliny.

Ozdobą filmu bez wątpienia jest świetna kreacja Katarzyny Figury, która zaskakuje nie tylko wizualną metamorfozą. Ozdobą filmu bez wątpienia jest świetna kreacja Katarzyny Figury, która zaskakuje nie tylko wizualną metamorfozą.

Metamorfoza Katarzyny Figury robi wrażenie



Ten istotny dla konstrukcji filmu języczek u wagi decyduje właśnie o tym, że dzieło Skoczenia jest zadowalającą, lecz raczej jednorazową rozrywką, choć mogłoby aspirować do czegoś więcej. Scenariusz absolutnie dawał większe pole do popisu.

A skoro już o popisach mowa, to po stronie plusów z całą pewnością należy umieścić całą obsadę. Szczególnie ze świetnymi Schuchardtem, Musiałowskim i Andrzejem Konopką w roli księdza. Przede wszystkim jednak z magnetyczną, pomimo swego postarzałego i poszarzałego wizerunku, Katarzyną Figurą. Za spektakularną zewnętrzną metamorfozą kryje się też bardzo metodyczne i organiczne podejście do roli Marianny. Przewrażliwionej i nadopiekuńczej matki, pokutującej poniekąd za błędy swoich dzieci gorliwej katoliczki i seniorki rodu próbującej ujarzmić temperamenty potomnych. Barwna w ostatnich filmach na dalszym planie Figura nareszcie doczekała się ambitnego aktorskiego wyzwania, któremu całkowicie podołała, otwierając być może tym samym nowy rozdział swojej kariery.

Premiera "Chrzcin" nie jest natomiast nowym rozdziałem w polskiej kinematografii. Brak odpowiedniego zniuansowania opowieści odziera tę historię z oryginalności i sprawia, że raczej nie ma większego sensu już do niej wracać. To oczywiście nie zaburza przyjemności z samego seansu, bo na tle współczesnych polskich komedii zamknięty w nieco teatralnej formie film Skoczenia wydaje się być miłą i orzeźwiającą alternatywą, z bonusem w postaci pięknie skadrowanej zimy i wiernie odwzorowanej na ekranie peerelowskiej estetyki. Bardziej jest to jednak humorystyczna filmowa anegdota opowiadana przy rodzinnym stole niż pełnoprawna satyra.

OCENA: 6,5/10

Film

7.8
42 oceny

Chrzciny

obyczajowy, komedia

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (32)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Ogród Świateł

w plenerze, pokaz

Jarmark Bożonarodzeniowy

jarmark

Kazik & Kwartet ProForma

rock / punk

Nowe Lokale

Najczęściej czytane

Sprawdź się

Sprawdź się

ORP "Błyskawica" przycumowany jest do nabrzeża w: