• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Recenzja filmu "Doktor Strange w multiwersum obłędu": Marvel w amoku

Tomasz Zacharczuk
8 maja 2022, godz. 07:00 
Opinie (17)

Obłędnie widowiskowo, szalenie nierówno. Nowy projekt Marvel Studios wrzuca nas w różne emocjonalne stany niemal równie często, co tytułowego bohatera w efektownie wykreowane wymiary. Pozytywne zaskoczenia biorą finalnie górę nad nieoczywistymi rozczarowaniami, lecz trudno oprzeć się wrażeniu, że na jeszcze większą frajdę z seansu znów nie pozwoliły uporczywie zaciągane przez producentów hamulce. Gdyby nie to, "pierwszy w historii MCU horror" stałby się faktem, a nie kolejną wyczarowaną przez Doktora Strange'a iluzją.



Spośród wszystkich produkcji Marvela, które miały swoją premierę po "Końcu gry", jedynie ostatnia część "Spider-Mana" wywoływała wśród komiksowych zapaleńców większe rozgorączkowanie niż nowy "Doktor Strange". Producenci skwapliwie efektownymi zwiastunami karmili wygłodniałych fanów, a ci kilkuminutowe zajawki rozkładali na czynniki pierwsze, snuli kolejne teorie i doszukiwali się gościnnych występów postaci z całego uniwersum, które liczy już sobie właśnie, bagatela, 28 (!) tytułów. Teraz nadszedł czas, by powiedzieć "sprawdzam". I jak się można było chyba spodziewać, oczekiwania znalazły potwierdzenie na filmowej taśmie.

Doktor Strange (Benedict Cumberbatch) tym razem musi przemierzyć różne wymiary, by znaleźć sposób na ocalenie pewnej nastolatki, która posiada unikalną umiejętność podróżowania pomiędzy równoległymi światami. Doktor Strange (Benedict Cumberbatch) tym razem musi przemierzyć różne wymiary, by znaleźć sposób na ocalenie pewnej nastolatki, która posiada unikalną umiejętność podróżowania pomiędzy równoległymi światami.

Wizualna petarda, ale mogło być jeszcze lepiej



W jednej kwestii Marvel Studios na pewno nie stosowało zasłony dymnej. Już w zwiastunach gigant filmowej branży rozrywkowej zapowiadał zapierające dech w piersiach widowisko, od którego nie sposób będzie oderwać wzrok. I rzeczywiście, osadzona na wielu płaszczyznach akcja gwarantuje wytrawną wizualną ucztę, która powinna w pełni nasycić nasz apetyt na imponujące efekty specjalne. Oczywiście wszystkim tym ozdobnikom sprzyja fabuła umożliwiająca Strange'owi (Benedict Cumberbatch) karkołomne nieraz podróże po różnych wymiarach. Czarodziej musi bowiem znaleźć tajemną księgę, by pomóc ściganej przez demona Americe Chavez (Xochitl Gomez). Nastolatka posiada unikalną zdolność teleportowania się pomiędzy równoległymi światami. Jej niespotykaną moc pragnie za wszelką cenę posiąść Scarlet Witch (Elisabeth Olsen).

Tempo właściwie od pierwszych kadrów jest obłędne, co nie pozwala na nudę czy dłuższe przestoje. Paradoksalnie, nie zawsze to jednak działa na korzyść filmu. Największa atrakcja, czyli wspomniana międzywymiarowa eskapada, rzuca bohaterów w różne intrygujące miejsca, ale żadnego z tych światów nie dane jest nam poznać przynajmniej w satysfakcjonujący sposób. Eksploracja wymiarów jest bardzo skąpa, bo Strange i Chavez co rusz muszą zmieniać lokalizację, uciekając przed Scarlet Witch. Motyw multiwersum nie do końca wydaje się więc wykorzystany. Tym bardziej, że akurat najwięcej czasu para głównych bohaterów spędza w mało atrakcyjnym wizualnie i fabularnie wymiarze.

Film Sama Raimiego to wizualna uczta, której szczególnie w środkowym akcie brakuje lepszego scenariusza. Wiele nadrabia jednak świetne zakończenie. Film Sama Raimiego to wizualna uczta, której szczególnie w środkowym akcie brakuje lepszego scenariusza. Wiele nadrabia jednak świetne zakończenie.

Czasami mniej znaczy więcej



Właśnie ten równoległy świat oznaczony liczbą 838 potencjalnie odkrywa przed fanami Marvela najwięcej niespodzianek i odniesień do całego uniwersum. Pojawia się nawet alternatywna grupa superbohaterów, wywołująca jednak bardziej śmieszność niż wzbudzająca jakikolwiek podziw, na dodatek zupełnie rozczarowuje personaliami. Raczej nie tego spodziewali się snujący domysły miłośnicy marvelowskich "easter-eggów". Szczęście w nieszczęściu, że twórcy filmu wykazali się jednocześnie powściągliwością i nie zrobili z nowego "Strange'a" składanki najlepszych przebojów tak, jak miało to miejsce w niedawnym "Bez drogi do domu". Nie bez powodu środkowy akt, w którym właśnie pojawiają się herosi z alternatywnego wymiaru, jest najsłabszym fragmentem całego "Multiwersum obłędu".

Lekką ręką można było odłożyć na bok wszelkie gierki z fanami i szukanie na siłę dodatkowych atrakcji, bo całą opowieść dzielnie na swoich barkach dźwiga trójka głównych postaci. Doktor Strange jest chyba swoją najlepszą wersją z dotychczasowych. Widzimy superbohatera, który w tej części całkowicie już musi pogodzić się z przeznaczeniem i zrozumieć poświęcenie, bez którego nie byłby w stanie choćby pokonać Thanosa. Tak świetnego efektu nie udałoby się uzyskać bez doskonałego Benedicta Cumberbatcha, którego kto wie, czy nie przyćmiewa jeszcze lepiej dysponowana w roli Scarlet Witch Elisabeth Olsen. Szkoda jedynie, że jej motywacji i przemiany część widzów nie będzie w stanie w pełni pojąć, bo "Multiwersum" wykorzystuje wątki z serialu "WandaVision", którego w Polsce niewiele osób miało okazję obejrzeć. Ten doskonale znany już widzom duet uzupełnia jeszcze nowa i bardzo obiecująca na przyszłość postać Ameriki Chavez. Niezwykle udany debiut w MCU.

Pogłoski o pierwszym horrorze w MCU okazały się mocno przesadzone, ale na pewno nie bezpodstawne. To bodaj najbardziej poważny i najmroczniejszy film w całym dotychczasowym uniwersum. Pogłoski o pierwszym horrorze w MCU okazały się mocno przesadzone, ale na pewno nie bezpodstawne. To bodaj najbardziej poważny i najmroczniejszy film w całym dotychczasowym uniwersum.

W Marvelu powiało grozą, ale to jeszcze nie horror



Do filmowego świata Marvela wraca natomiast Sam Raimi, twórca oryginalnej trylogii "Spider-Mana", a szerszej publiczności znany choćby z "Martwego zła". Nieprzypadkowo wymieniam ten akurat tytuł, bo doświadczenie w kręceniu kina grozy reżyser przekłada bezpośrednio na swoje najnowsze dzieło. Wbrew szumnym deklaracjom i wielu opiniom, nowy "Strange" nie jest pierwszym horrorem w MCU, co nie znaczy, że w tej plotce nie ma ziarenka prawdy. Kilka scen wygląda jak żywcem wyjęte z okultystycznych horrorów, Scarlet Witch urządza mini-masakrę w stylu pełnokrwistego slashera, pojawiają się nawet "jump-scare'y" i zombie (!), a w tle wybrzmiewają niepokojące melodie Danny'ego Elfmana. Naprawdę bywa mrocznie, poważnie, a momentami nawet strasznie.

To zmiana niemal o 180 stopni w stosunku do bardzo przejrzystych opowieści, w których nawet jeśli harmonia została na chwilę zmącona, to odpowiedni nastrój błyskawicznie przywracał nieodłączny dla Marvela humor. W "Multiwersum" nikt nas nie poklepie po ramieniu i nie powie, że będzie dobrze. Od niektórych dramatów nie odciągnie nas wtrącony mimochodem żart. Widzowie, tak jak bohaterowie filmu, muszą się liczyć z pewnymi konsekwencjami poszczególnych wydarzeń i pojedynczych decyzji. To bardzo śmiałe posunięcie producentów i samego reżysera, a zarazem po prostu kolejny do spełnienia obowiązek. Czwartą fazę swojego uniwersum Marvel rozpoczął już w ubiegłym roku, ale nie przełożyło się to na zupełnie nową jakość. Nowy "Strange" może coś w tej kwestii zmienić.

Może, ale nie musi, bowiem cała komiksowa saga jest zbyt dochodowym biznesem, by ryzykować zerwanie z dotychczasowym wizerunkiem szlachetnych i nieomylnych herosów. Kwintesencją tych zmian powinno być końcowe, znakomite 30 minut "Multiwersum" i aż szkoda, że na tak śmiałe pomysły trzeba było czekać wcześniejsze półtorej godziny. Nowy "Doktor Strange", choć jest filmem szalenie nierównym, a w niektórych momentach wręcz irytującym, pozwala wierzyć w to, że Marvel Studios w końcu zdecyduje się przekroczyć pewną granicę i nareszcie wyjdzie z muzeum pamiątek po Avengersach. Może to tylko jedna ze sztuczek Stephena Strange'a, ale chciałbym w to gorąco wierzyć. Póki co, zamiast obłędu jest lekki amok.

PS Warto zostać po napisach, bo zobaczymy nową postać i nową gwiazdę w uniwersum Marvela, a Bruce Campbell (tak, ten z "Martwego zła") "sypnie" na koniec najlepszą kwestią w całym filmie.

OCENA: 6,5/10

Film

6.7 29 ocen

Doktor Strange w multiwersum obłędu

akcja, fantasy, przygodowy

Opinie (17) 4 zablokowane

Wszystkie opinie

  • Opinia wyróżniona

    (1)

    Jeśli ktoś lubi filmy bazujące od pierwszej do ostatniej minuty na...przeładowaniu efektami CGI to Marvel jest dla niego.

    • 14 10

    • oglądałbym

      nie mam z kim,smuteczek

      • 0 1

  • Szkoda czasu (1)

    na bzdury

    • 16 18

    • woda jest mokra

      • 3 4

  • (2)

    Film kiepski,ot kolejny napakowany efektami produkt Marvela.

    • 7 12

    • (1)

      Kiedy planujesz go zobaczyć?

      • 11 4

      • No jak kiepski, to raczej nie planuje.

        • 0 1

  • My mamy urzędy, hollywood ma gnioty które dają miernotom

    możliwość bezpiecznego dryfu do emerytury.

    • 7 9

  • Nie jest to widowisko na miarę Smoleńska, ale od biedy może być.

    • 6 5

  • Opinia wyróżniona

    Filmy Marvela skończyły się na

    Trzech pierwszych częściach X-Men , pierwszych Spidermanach i Hulku.

    • 4 22

  • Opinia wyróżniona

    Ekstra

    A mi się podobał. Oglądało się go bardzo przyjemnie, efekty były spoko, scena walki Doktorów Strange "nutkami" i do tego muzyka... wow. Także dla fanów Marvela super rozrywka

    • 4 2

  • Bajeczka dla duzych dzieci i malych

    • 2 1

  • Po co?

    Jesteście jakimis krytkami filmowymi?

    • 0 2

  • to jak z innymi coraz słabsza rozrywka powielana co odcinek.

    • 0 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Letnie brzmienia - Sobel

hip-hop, pop

Wystawa o kosmosie "Kosmopark"

wystawa, warsztaty

Letnie brzmienia - Kwiat Jabłoni

pop

Nowe Lokale

Sprawdź się

Sprawdź się

W jakim obuwiu należy latać w tunelu aerodynamicznym?