"Rekolekcje" Szcześniaka z owacjami na stojąco

Miecz Szcześniak i Krzysztof Herdzin - przyjaciele na scenie.
Miecz Szcześniak i Krzysztof Herdzin - przyjaciele na scenie. fot. Łukasz Głowala / trojmiasto.pl

- Te piosenki są jak traktaty filozoficzne. Wybraliśmy je ze względu na teksty. To historie, które chcielibyśmy wam opowiedzieć - mówił Mieczysław Szcześniak. - A nikt nie opowiada, tak jak on, z jego anielskim głosem - wtórował mu Krzysztof Herdzin. Razem zagrali kilkanaście utworów w lekkich i niespiesznych aranżacjach, promując płytę "Songs From Yesterday", którą nagrali w ostatnich dniach 2015 roku. Koncert w Starym Maneżu zakończył się owacją na stojąco.



Płytę "Songs From Yesterday" podpisaną przez Szcześniaka i Herdzina można porównać do albumu "Songs From The Last Century" George Michaela. Powolna, zaaranżowana delikatnie, jakby od niechcenia. W zasadzie słucha się tego, jakby piosenki w ogóle nie były zaaranżowane. Panowie po prostu usiedli i zagrali. A że grać umieją, to musiało wyjść dobrze.

- Niektóre z tych utworów to ikony - mówił Szcześniak. - A co z taką ikoną zrobić? Paść na kolana, modlić się? A może przerysować?

"Can't Buy Me Love" w wykonaniu Szcześniaka


I faktycznie, kwartet porwał się na absolutne klasyki muzyki rozrywkowej, takie jak "Yesterday" The Beatles, "Imagine" Johna Lennona, "Satisfaction" Rolling Stonesów czy "Tears In Heaven" Erica Claptona. To ten ostatni utwór był dla muzyków jak ikona. Artyści jednak trochę "poprzewracali w nim klocki", grając w innym metrum, w rytmie walca. Dzięki temu Mieczysław Szcześniak mógł go zaśpiewać uciekając nieco od osłuchanej melodii. Mógł sobie na to pozwolić, bo dla Krzysztofa Herdzina gra na fortepianie to zabawa w skojarzenia - a jego partie mieniły się od stylów i gatunków muzycznych.

Tak zapowiadaliśmy koncert Mieczysława Szcześniaka i Krzysztofa Herdzina

Zresztą w żadnym z utworów wokalista szczególnie nie przywiązywał się do oryginalnej ścieżki melodycznej. Zadziwiające, że Szcześniak potrafił być pełen szacunku dla swych ulubionych kompozytorów i autorów, a jednocześnie tak lekko traktować samą kwestię własnego wykonania.

Krzysztof Herdzin - pianista i aranżer.
Krzysztof Herdzin - pianista i aranżer. fot. Łukasz Głowala / trojmiasto.pl
- To trochę absurdalne, jakby tak spojrzeć na nas z kosmosu - mówił. - Jeden facet stoi na scenie, coś mówi, coś śpiewa, a reszta siedzi i słucha. A przecież muzyka w zasadzie nie jest nam potrzebna. Człowiek poradziłby sobie bez niej na Ziemi - tu przerwały mu głosy wątpliwości z publiczności. - Ta muzyka to taki dziwny twór, matematyka plus emocje. I powstało coś takiego.

Szcześniak i Herdzin rozmawiali z publicznością, jakby to było przyjacielskie spotkanie. Widać, że znaleźli się razem na scenie nie dlatego, że ktoś "tak wymyślił". Grają razem, bo lubią grać, bo lubią siebie i lubią swoją twórczość. Cóż może spotkać lepszego dwóch muzyków? Otóż może jeszcze im ładnie zagrać sekcja rytmiczna. A w Starym Maneżu (tak jak i zresztą od lat) Herdzinowi przygrywał na perkusji Cezary Konrad, elegancki w swych ruchach, perfekcyjny, ale i z pewną nutką szaleństwa, którą pokazał w "What's Going On?" autorstwa Marvina Gaye'a. W Maneżu nie pojawił się jednak Robert Kubiszyn, etatowy kontrabasista Krzysztof Herdzin Trio akurat koncertował w Nowym Jorku. Zastąpił go Paweł Pańta.

Publiczność w Starym Maneżu.
Publiczność w Starym Maneżu. fot. Łukasz Głowala / trojmiasto.pl
"What's Going On?" O co chodzi? Oczywiście chodzi o głos Mieczysława Szcześniaka. Wokalista śpiewał czasami z chrypką, niczym Sting, czasem nieco nosowym głosem a'la (śpiewany tu dwukrotnie) Stevie Wonder, czasem delikatnym falsetem jak... Szcześniak. Potrafił też wydrzeć z piersi rozpaczliwy krzyk, jak w "Satisfaction". Artysta dysponuje niezwykłą paletą barw, którą zachwycił publiczność. Szkoda, że panowie nie zdecydowali się na zaśpiewanie ani jednej polskiej piosenki. Słychać było bowiem momentami bardzo wyraźnie, że język angielski nie jest językiem macierzystym Szcześniaka.

Ale cóż - jak mówi sam zainteresowany - życie to nie mistrzostwa świata. Tu raczej chodzi o to, żeby dobrze żyć. I żeby być wdzięcznym światu za to, co nam daje - podsumował swoje "rekolekcje" Szcześniak. I artysta faktycznie wydawał się wdzięczny publiczności za to, że przyszła. A publiczność zaś swą wdzięczność okazała owacjami na stojąco.

Opinie (20)

  • Elegancko

    • 16 8

  • Dla mnie to polski 2PAc.

    • 9 9

  • Wartościowy komentarz

    • 1 5

  • Dobry koncert!

    Dobry koncert poznaje się po publiczności a tą najlepiej zweryfikować patrząc na świecące ekrany smartfonów uniesione nad głowami. Czym więcej takich ekranów tym gorszy koncert i niższy poziom IQ widzów..

    • 17 3

  • Ja natomiast odnajduję inspirację DR.ALBANEM z pierwszej płyty, bo potem się sprzedał. ..

    .

    • 4 0

  • Czyja ta szyja

    • 2 4

  • Moze nie slucham pana Szczesniaka na co dzien ale gdy dorwe go gdzies w tv to z checia slucham. Co jak co ale ma w sobie cos co przyciaga, super glos. Ciekawy artysta z klasa. Widac, ze kocha to robic. Szkoda, ze jest go tak malo.

    • 16 6

  • macierzysty?

    po polsku mówi się raczej w języku ojczystym

    • 8 2

  • Misio

    Mietas prosiaczek

    • 4 11

  • wiesniacki co to nie on , artysta jak z koziej d*py traba , i beczy jakby sr*l a nie spiewa

    wiesniacki co to nie on , artysta jak z koziej d*py traba , i beczy jakby sr*l a nie spiewa

    • 2 13

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Jarmark Bożonarodzeniowy
Jarmark Bożonarodzeniowy
jarmark
lis 19-24.12
g. 12:00 - 20:00
Gdańsk, Targ Węglowy
Aga Zaryan Christmas Songs
Aga Zaryan Christmas Songs
kolędy i pastorałki
gru 12
niedziela, g. 19:00
Gdańsk, Stary Maneż
Tymek
Tymek
hip-hop
gru 16
czwartek, g. 20:00
Gdańsk, Stary Maneż

Kulinaria

Nowe Lokale

Sprawdź się

Sprawdź się

Powieść Moniki Milewskiej pt. "Latawiec z betonu" opowiada o: