Wiadomości

Retrorecenzje: trójmiejski indie rock

Kiev Office to jedyny zespół z czasów świetności trójmiejskiego indie rocka, który wciąż aktywnie nagrywa i koncertuje, choć z indie rockiem ma to już niewiele wspólnego.
Kiev Office to jedyny zespół z czasów świetności trójmiejskiego indie rocka, który wciąż aktywnie nagrywa i koncertuje, choć z indie rockiem ma to już niewiele wspólnego. fot. Paweł Jóźwiak

Końcówka 2007 roku, w Trójmieście po raz kolejny czuć powiew świeżości - tym razem dobiegający znad Wysp Brytyjskich, nieco odmieniony przez charakterystyczne dla naszej lokalnej sceny poszukiwanie nowego. Potrwa to zaledwie kilka lat, ale indie rock będzie cieszył się ogromną popularnością. Tym razem w cyklu Retrorecenzje wracam do tego niezwykłego zjawiska. Ostatnio pisałem o płycie "P.O.L.O.V.I.R.U.S." zespołu Kury.



Miejscem, w którym trójmiejski rock dojrzewał był gdyński klub Ucho - wówczas jeden z największych obiektów koncertowych w Trójmieście i jeden z nielicznych, który organizował koncerty także w weekendy. W każdą sobotę od godziny 21 można było natomiast wziąć udział w cyklicznej imprezie Indie Night Party i to właśnie Adama Czajkowskiego - niezłomnego DJ-a przybliżającego nowości brytyjskiego rocka - należałoby uznać za prowodyra późniejszych wydarzeń. To on rozbudził fantazję nastolatków, które chwilę później same postanowiły chwycić za instrumenty.

Rockowe koncerty w Trójmieście


Początek 2008 roku okazał się przełomowy. Dokładnie 22 stycznia Piotr Wasylik z zespołu Alchemi zorganizował (w Uchu, rzecz jasna) pierwszą edycję festiwalu nazwanego po prostu Indie Rock Festival. W opisie imprezy można było przeczytać: "Ma ona na celu promocje sceny indie rockowej w Trójmieście. Jest to pierwsza tego typu impreza w Gdyni, która ma szanse rozwinięcia się na szerszą skalę". Skala faktycznie okazała się znacznie szersza, a już wkrótce w całej Polsce coraz większą popularnością cieszyły się zespoły Rotofobia czy Hatifnats. U nas kluczowe były trzy nazwy, wszystkie obecne na deskach Ucha 22 stycznia 2008 roku - Alchemi, Gentleman! oraz Kiev Offive.

Oryginalna grafika Indie Night Party była znakiem rozpoznawczym, który nie wymagał żadnego dodatkowego opisu. Powyższa zapowiada reaktywację imprezy.
Oryginalna grafika Indie Night Party była znakiem rozpoznawczym, który nie wymagał żadnego dodatkowego opisu. Powyższa zapowiada reaktywację imprezy.
Co ciekawe, te same trzy grupy pół roku później spotkały się w tym samym miejscu podczas finału pierwszej edycji Uchodromu - przeglądu młodych kapel organizowanego przez gdyński klub - co wyraźnie pokazuje, że nowa jakość gitarowego grania z Trójmiasta nie tylko fascynowała muzyków, ale również dziennikarzy lokalnych mediów, pełniących tutaj role jurorów. W 2008 roku pojawiły się także inne inicjatywy, chociażby impreza Alternatywy 3 (pierwszą edycję zorganizowano w kwietniu w gdańskiej Kwadratowej, drugą w grudniu już w Uchu), a jej inicjatorem był Piotr Malach z Gentlemana! Indie rockowe zespoły w zauważalnej ilości zaczęły pojawiać się także na koncertach w sopockiej, nieistniejącej już Papryce, a także na festiwalach Streetwaves, Metropolia jest Okey czy nawet na Open'er Festival.

Recenzje nowych płyt z Trójmiasta


Jak to zazwyczaj bywa, nagłemu przypływowi popularności towarzyszyło równie gwałtowne zakończenie. Jeszcze w maju 2010 roku w Uchu odbyło się wydarzenie pod hasłem "Odbudowa Jadłodajni Filozoficznej", którego byłem inicjatorem, a które miało na celu zebranie środków finansowych na wsparcie warszawskiego klubu zniszczonego przez pożar. Wystąpili wówczas Folder, Gentleman!, Kiev Office, Mananasoko, The Coin oraz stołeczne The Spouds, ale okazało się, że odbudowie jednego towarzyszyło zakończenie czegoś zupełnie innego.

Wasylik przy okazji drugiej edycji Indie Rock Festival opowiadał portalowi MM Trójmiasto: "Teraz co drugi młody zespół gitarowy określa się mianem indie. Nagle wyrosła cała masa kapel zainteresowanych graniem na festiwalu". W 2011 roku nie było już właściwie nikogo. Zostały tylko albumy.



Kiev Office - "Jest taka opcja"



Jako pierwsi, bo już w 2009 roku, efekt pracy w studiu przedstawili muzycy Kiev Office - jedynego zespołu z całego tego grona, który wciąż regularnie wydaje i koncertuje. Pierwsza próba zespołu odbyła się pod koniec 2007 roku na terenie Stoczni Gdynia, a poza Michałem "Goranem" Miegoniem (niezmiennie liderem Kiev Office, obecnie także muzykiem The Shipyard i Made in Poland), w składzie znaleźli się Magda Buller oraz Piotr Wasylik, których na albumie zastąpili już Krzysztof Wroński i Asia Kucharska. Taki skład utrzymuje się po dziś dzień.

Kiev Office: Kosmopolityzm kontrolowany, dźwięki nieokiełznane


Na "Jest taka opcja" nie ma jeszcze charakterystycznych dla zespołu, hałaśliwych, przesterowanych na przedziwne sposoby gitar. Dominuje tutaj niemalże punkowa prostota (zwłaszcza w utworze "Opony"), ale nawet na tym wczesnym (jak dla trójmiejskiego indie rocka) albumie wyraźnie da się odczuć pasję do poszukiwania i ten jeden element decyduje o wartości muzyki Kiev Office sprzed ponad dekady - to nigdy nie była ślepa fascynacja brytyjskim graniem, to nie było dokładne kopiowanie jego znaków rozpoznawczych, a raczej próba odnalezienia alternatywy dla... alternatywnej muzyki.

Wystarczy posłuchać instrumentalnego "Autobusy z plasteliny", elektronicznego "Telewizja" albo zwiastującego przyszłą słabość do hałasu "Płoty", aby przekonać się, że więzy z indie rockiem są bardzo luźne, a zmysł eksperymentatorski zmusza zespół do szukania własnego brzmienia (dzisiaj już doskonale znanego).

W większości ówczesnych recenzji jako główny mankament albumu wskazywano teksty - w dużym stopniu abstrakcyjne, ale jeszcze nie tak dobrze wyważone, jak te obecnie tworzone przez Miegonia. Po latach ma to jednak specyficzny urok, który natychmiast wskazuje na miejsce i czas powstawania tej muzyki. Gdyby się uprzeć na ułożenie albumów Kiev Office od najgorszego do najlepszego, nie dałoby się zacząć inaczej jak tylko od "Jest taka opcja", ale to jeden z tych materiałów, które poza samą zawartością mają także niezwykły kontekst i ważne miejsce w historii naszej lokalnej sceny.



Gentleman! - "Opowiem ci kilka historii"



Debiut Gentleman! ukazał się rok później, ale zawierał aż dziewięć utworów opublikowanych wcześniej na trzech EP-kach, więc dla fanów (a było ich wcale niemało, bo trójmiejska kapela zjeździła całą Polskę) miało to charakter postawienia kropki nad i. W tym przypadku mamy natomiast do czynienia z muzyką wyraźnie bliższą temu, co zazwyczaj ma się na myśli, używając określenia "indie rock" i chociaż nazwa kapeli była nawiązaniem do jednego z utworów The Afghan Whigs, recenzenci częściej wskazywali na podobieństwa do święcących wówczas największe sukcesy Editors (najwyraźniejsze w utworze "Anturium For My Girl").


"Opowiem ci kilka historii" całkiem nieźle znosi upływ czasu. To materiał na tyle solidnie wyprodukowany, że blisko dekadę po premierze wciąż brzmi aktualnie, a "Samoloty", cover "Love is a Battlefield" Pat Benatar czy zdecydowanie najciekawsze na albumie "Cops" mogą pobudzać wyobraźnię kolejnego pokolenia zwolenników brytyjskiego rocka. Album, który powstawał jako zlepek wcześniejszych wydawnictw z dodatkiem kilku nowych kawałków, nie może być jednak wolny od nierówności i faktycznie nie ma tutaj spójnej narracji, a raczej składanka z kilkoma słabszymi momentami, które można by wręcz uznać za stereotypowy indie rock.

Zespół Gentleman! wciąż istnieje, choć już bez Michała Tosia w składzie (rolę wokalisty pełni obecnie Piotr Malach, Toś śpiewa z kolei w M3tropolis). W 2014 roku opublikowali drugi album ("Cinco De Mayo"), sporadycznie koncertują i obiecują nagranie trzeciego krążka w niedalekiej przyszłości.



The Dionysos - "No More Control"



Po Alchemi nie zostały niestety żadne albumy, a sam indie rock w wydaniu trójmiejskim niespodziewanie dogorywał nie w Gdyni, lecz w Gdańsku, gdzie przez krótki czas funkcjonował Pub Doki (dzisiaj Wydział Remontowy), a imprezy pod szyldem This is Not Another Typical Party przyciągały tłumy. Ich inicjatorem był między innymi Michał Mielus, który aktualnie współtworzy Twin Prix razem z Piotrem Wasylikiem, a więc wszystko wciąż kręciło się wokół tego samego środowiska muzyków. W tych okolicznościach, na fali wciąż dużej popularności filmu "Control" Anton Corbijn (biografii Iana Curtisa, wokalisty Joy Division), narodził się prawdopodobnie ostatni lokalny zespół silnie zafascynowany brytyjskim rockiem, który potrafił przyciągnąć rzesze zwolenników.

The Dionysos na koncercie w gdyńskim klubie Ucho w 2010 roku.
The Dionysos na koncercie w gdyńskim klubie Ucho w 2010 roku. fot. Łukasz Unterschuetz/Trójmiasto.pl
Pierwszy raz widziałem ich właśnie w Pubie Doki, a właściwie tylko słyszałem, bo obydwa pomieszczenia były tak bardzo zatłoczone, że przedostanie się do sali koncertowej okazało się niemożliwe. Niedługo później sam organizowałem dwa z ich występów - w Uchu (razem z Proghmą-C i Russian Circles, do których wprawdzie The Dionysos kompletnie nie pasowało, ale mogło dzięki temu pokazać się przed zupełnie inną publiką) i w ponownie zapełnionym po brzegi Mechaniku. Żywot zespołu był wyjątkowo krótki - zaczęli w 2009 roku, skończyli w 2010 - ale pozostało po nich jedno demo, "No More Control", już w tytule wyraźnie nawiązujące do największej muzycznej fascynacji czterech młodych muzyków.

Ten czteroutworowy materiał ma w stu procentach garażowe, nieoszlifowane brzmienie i w najmniejszym stopniu nie oddaje energii, jaka kipiała od The Dionysos na scenie. Krótko pisząc, brzmi to fatalnie, ale pozostaje historycznym zapiskiem schyłku ważnego dla lokalnej sceny zjawiska. Można tu także zauważyć znacznie szerszy wachlarz inspiracji zespołu - "Schizofrenik" czerpie pełnymi garściami z dorobku Republiki, a piętnastominutowe "Time" oddala się w kierunku psychodelicznej, choć trochę nieporadnej improwizacji.

Słuchając tych nagrań, nie da się zrozumieć fenomenu The Dionysos. To był jeden z tych przypadków, kiedy właściwi ludzie znaleźli się we właściwym miejscu i we właściwym czasie, ale wytworzona przez nich energia spaliła się bardzo szybko, a zarówno imprezy, jak i koncerty indie rockowe już w 2011 roku należały do rzadkości.

Opinie (21) 1 zablokowana

  • Nic z tego nie ma już dziś znaczenia. Wtórne to było i odeszło słusznie. Nic nie wniosło nowego i oryginalnego. (2)

    W historii polskiego rocka to siódme tło piątego tła.

    • 5 11

    • (1)

      a czym na tym tle jest twój komentarz?

      • 3 3

      • prawdą

        • 6 3

  • Dzięki za przypomnienie o tych kapelach (1)

    dodałbym jeszcze Radio Bagdad, Pomidory, Sens, Ćma, Kciuk and the Fingers, Pawilon, a i to nie wszystko :)

    • 11 1

    • w zasadzie taka kapela na poczatku byl Folder

      Ale nadal graja ludzie z kapeli starzy pozerzy. Grali na Fladrze.

      • 0 0

  • Nie tęsknię za indie rockiem.

    • 9 5

  • To były czasy (3)

    Kiedyś można było pójść na koncert młodej kapeli i się dobrze bawić, poznać ludzi. Dziś miejsc na koncerty jest co raz mniej, młode kapele nie mają gdzie grać. dominują imprezy z techno i koncerty w manezu za stówę...

    • 9 0

    • kwestia skomercializowania centrum miasta.

      wladze za wszelka cene dazyly by bylo to prestizowe miasta dla przyjezdnych ludzi z wielkim kapitalem. Podwyzszano bardzo drastycznie czynsze.
      To nigdy nie idzie w parze z kultura. Gdansk stawial na odgorne obsadzanie instytucjonalnej.

      • 2 0

    • (1)

      Polecam Wydział Remontowy - koncerty młodych i "starych" kapel (np. Closterkeller, Lipali) za 30-40 zł, a tributy za 15-30 zł

      • 1 0

      • no właśnie

        głównie tribute to, nic ciekawego nic nowego

        • 0 0

  • Obecnie brakuje imprez tematycznych z muzyka alternatywną (2)

    The Smiths, The cure, Joy Division, Oasis. Tyle ciekawych zespołów z UK, a tak mało ich muzyki w naszych klubach.

    • 9 0

    • Przypomne, ze dlugi czas role takiego centrum pelnila Kaponiera.

      Zostala jak wiele innych (np Burdl) miejsca skradziona alternatywnej kulturze przez wlodarzy.

      • 2 0

    • Przejrzyj sobie program takich klubów jak: Wydział Remontowy, Metro, Mechaniczna Pomarańcza. W ciągu ostatnich trzech miesięcy byłam tam na takich imprezach jak tribute (czyli zespól grający na żywo) David Bowie, Joy Division i Tool (Wydział Remontowy), imprezy tematyczne z muzyką: Depeche Mode (WR, Mechaniczna), DM + The Cure (Metro), Queen, David Bowie, Tool (Mechaniczna). Oprócz tego mają imprezy gotyckie, rockowe, synth-popowe itd. Jest w czym wybierać.

      • 0 0

  • The Dionysos

    Szalone dzieciaki, zawsze dużo się działo na koncertach. Był jeszcze zespoł Scream City Scream.

    • 1 0

  • Tylko the COIN! Wasted Power, Specjal i stuleja!

    • 1 1

  • Michał Rostworowski (2)

    Michał od dawna nie ma na nazwisko Toś.

    • 2 0

    • Toś wymyślił.

      Sobie nowe nazwisko?

      • 1 1

    • !

      To napisz do autora,a nie w komentarzu.

      • 0 1

  • Polecam

    Na YT koncert Kiev Office z Parlamentu na festiwalu Metropolia jest Okey, rok 2013 albo 2014. Bardzo fajne brzmienie, pomimo niskiej jakości nagrania. Koncert dynamiczny, zagrali całą płytę i brzmią nadal świeżo, pomyłki wokalisty są raczej śmieszne. Na pewno jeden z najciekawszych polskich zespołów ostatnich lat.
    Pozdrawiam myślących o muzyce jak o sztuce.

    • 4 0

  • Indie rock sukcs my kock

    kto ma wiedziec

    • 2 1

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

29

września

04

października

Maleńczuk + Rhythm Section ... Gdańsk, Stary Maneż

11

października

Empire Gospel Choir - Glory... Gdańsk, Parlament

Kultura

Koncert skrzypcowy w zaskakującej scenerii
Koncert w zaskakującej scenerii
Roztańczony introwertyk. Artur Rojek w Starym Maneżu
Rojek w Starym Maneżu

Kulinaria

Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Szampańsko i rybnie. Kolacja komentowana w Grand Blue
Kolacja komentowana w Grand Blue

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Fląder Festiwal odbywa się na plaży w: