Wiadomości

stat

"Rysowanie sprawia, że czuję się szczęśliwa". Wywiad z Martą Płusą

"Dzięki architekturze moje prace są bardzo przemyślane, bo podczas zajęć nauczyłam się tego, że przede wszystkim liczy się koncepcja i pomysł."
"Dzięki architekturze moje prace są bardzo przemyślane, bo podczas zajęć nauczyłam się tego, że przede wszystkim liczy się koncepcja i pomysł." mat. prasowe / Marta Płusa

Rysowała od zawsze, ale dopiero na studiach odważyła się pokazać swoje prace światu. Okazało się, że pasja może stać się sposobem na życie, a rysunki, które dotychczas żyły tylko na papierze, niektórzy chcą nosić na swojej skórze. Z Martą Płusą rozmawiamy o tworzeniu, tatuażach i miłości do morza.



Aleksandra Wrona: Masz bardzo dopracowany, charakterystyczny styl rysowania. W jaki sposób powstał?

Marta Płusa: Z wykształcenia jestem architektem. W klasie maturalnej rozpoczęłam kursy przygotowawcze do architektury i właśnie wtedy na zajęciach z aksonometrii zrozumiałam, że podstawą dobrego rysunku jest prosta kreska, którą stopniowo zaczęłam wprowadzać do swoich prac. Mówi się, że architekci ubierają się na czarno, mam wrażenie, że to zdradza moje wykształcenie. W czerń i biel ubrałam nie tylko siebie, ale też i swoje prace.

A jak było przed studiami? Też rysowałaś?

Tak naprawdę rysowałam od zawsze. Jako dziecko brałam udział w każdym możliwym konkursie plastycznym. Pierwszy z nich wygrałam już w przedszkolu. Nigdy jednak nie myślałam, że to może być mój sposób na życie.

Kiedy uwierzyłaś, że może się tak stać?

Podczas studiów wynajmowałam pokój w Gdyni. Na jednej ze ścian był trwały ślad po lustrze, które wisiało tam kilka dobrych lat. Zamiast odmalować ścianę, postanowiłam przysłonić zabrudzenie jedną z moich prac. Jej pozytywny odbiór przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Za namową mojego chłopaka zaczęłam publikować prace w sieci. Okazało się, że zdobyły całkiem spore grono odbiorców. W pewnym momencie pomyślałam: "czemu by nie spróbować?". I tak wszystko się zaczęło.

Sprawdź październikowe wystawy w Trójmieście


Dlaczego nie wybrałaś studiów na ASP?

Myślę, że to, że trafiłam na architekturę było najlepszą rzeczą, jaka mnie spotkała. Studia bardzo mnie ukształtowały, nauczyły dokładności, konsekwencji i pomogły poznać fantastycznych ludzi. Dzięki architekturze moje prace są bardzo przemyślane, bo podczas zajęć nauczyłam się tego, że przede wszystkim liczy się koncepcja i pomysł. Bardzo dużo cennych wskazówek otrzymałam też od mojego przyjaciela z ASP, który kilka lat temu konstruktywnie skrytykował moje prace, co jeszcze bardziej zmotywowało mnie do dalszego rozwijania mojego stylu.

Chcesz powiedzieć, że to krytyka cię motywuje?

Tak, tym bardziej, że sama jestem swoim największym krytykiem. Nigdy nie zachwycam się swoją pracą, tylko szukam elementów, które mogłabym poprawić.

Zobacz także: Piwa z etykietami trójmiejskich rysowników

Jak w takim razie wygląda twój proces twórczy?

Bardzo różnie. Czasem wpadam na jakiś pomysł i tworzę całą pracę w kilka godzin, a czasem zaliczam momenty przestoju. Uwielbiam rysunek tradycyjny i jeśli tylko pozwala mi na to czas, wykonuję prace ręcznie na papierze przy pomocy rapidografów, cienkopisów i markerów olejowych. Jednak coraz częściej korzystam też z tabletu graficznego.

Skąd czerpiesz inspiracje?

Uwielbiam tematykę morską. Mam to szczęście, że codziennie otrzymuję od mojego chłopaka (trenera żeglarstwa) morze inspiracji w postaci zdjęć żaglówek, meduz, wybrzeża, roślinności morskiej. Ponadto czuję olbrzymi szacunek do morza i bardzo doceniam jego bliskość. Nie ma też nic lepszego na odświeżenie umysłu jak spacer po plaży. Inspirujące są dla mnie również twarze innych osób, nowo poznane miejsca, filmy, muzyka. Jedno jest pewne, nie ograniczam się i mam nadzieję, że nigdy nie będę tego robić.

Zobacz więcej inspirujących miejsc w cyklu "Pracownie artystów"

Niedawno zaprezentowałaś cykl rysunków pt. "Ilustracja społecznościowa". Co chciałaś nim opowiedzieć?

To cykl, o którym myślałam od dłuższego czasu i bardzo się cieszę, że udało mi się go zrealizować. Siła mediów społecznościowych jednocześnie mnie fascynuje i przeraża. Fascynujące jest to, że kiedy udostępniam zdjęcie mojej pracy, która wydaje mi się ciekawa i intrygująca, ma ona znacznie mniejsze zasięgi niż zdjęcie przedstawiające wycinek z mojego życia. "Ilustracja społecznościowa" ze szczyptą humoru i dystansem opisuje obrazem zjawiska społeczno-kulturowe, które możemy zaobserwować w sieci.

Siła mediów społecznościowych jednocześnie mnie fascynuje i przeraża.
Jakie inne trudne tematy chciałabyś poruszyć?

Nie lubię nudy i rutyny, dlatego jest jeszcze całe mnóstwo tematów, które chciałabym poruszyć. Obecnie pracuję nad cyklem prac związanych z religią, ale na razie nie chciałabym zdradzać więcej szczegółów.

Czy to z tej niechęci do rutyny postanowiłaś zająć się tatuażem?

Od czasu do czasu otrzymywałam zlecenia na wykonanie projektu tatuażu, ale nigdy bym nie pomyślała, że sama złapię za maszynkę. Jak to zwykle bywa w moim życiu, wszystko wyszło bardzo spontanicznie. Znajomy, który jest tatuażystą, po obejrzeniu moich projektów zaprosił mnie do studia, żebym spróbowała swoich sił w tatuowaniu. Muszę przyznać, że nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, ale teraz śmiało mogę stwierdzić, że sprawia mi to olbrzymią przyjemność.

Zobacz także: Tatuaże o wielu (kobiecych) twarzach. Rozmowa z Karoliną Wilczewską

Dlaczego nie przyszło ci to łatwo?

Mam duży respekt do skóry drugiej osoby. Zdaję sobie sprawę, że to nie kartka papieru, a ja nie rysuję ołówkiem, który bardzo łatwo usunąć przy pomocy gumki. Początkowo ta świadomość mnie hamowała, teraz polubiłam uczucie, które towarzyszy tatuowaniu.

W którą stronę chciałabyś teraz pójść? Tatuażu czy grafiki?

Bardzo bym chciała, żeby działo się to równolegle. Z racji tego, że moja pasja jest moją pracą, tak naprawdę do końca nie czuję, że pracuję. Czerpię z tego czystą satysfakcję i jeśli czas pozwoli, będę działać na obu polach. Tatuowanie to też rysunek i projektowanie, a sam fakt, że ktoś chce mieć na skórze moją pracę jest dla mnie olbrzymim wyróżnieniem.

Co czujesz, kiedy siadasz do rysowania?

Samo rysowanie sprawia, że czuję się szczęśliwa. Uwielbiam spędzać czas w domu nad kartką papieru w towarzystwie mojego psa, ale to dzięki tatuowaniu zyskałam równowagę pomiędzy czasem spędzanym w samotności a czasem spędzanym w towarzystwie innych osób.

Jakie są twoje artystyczne marzenia?

Moim największym marzeniem jest nawiązanie współpracy z firmą odzieżową, dzięki której mogłabym zobaczyć moje grafiki na koszulkach czy też bluzach.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (30)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

22

października

Kim do cholery jest Mirek Ś... Sopot, Państwowa Galeria Sztuki

22

października

Gdzie prowadzi droga - wystawa Gdańsk, Stacja Orunia GAK Dworek Artura

23

października

Musical Kosmos Gdańsk, Teatr Szekspirowski

Kultura

Krew nie woda, majtki nie pokrzywa. O spektaklu "Chłopem i babą stworzył nas Bóg"
O "Chłopem i babą stworzył nas Bóg"
SS Sołdek ma już 70 lat
SS Sołdek ma już 70 lat

Kulinaria

Smaki deluxe: jesienne menu w trójmiejskich restauracjach
Jesienne menu w restauracjach
Krzysztof Ilnicki z "Bake off": Widz chce czegoś pozytywnego
"Widz chce czegoś pozytywnego"

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: trochę jesiennego wyciszenia
Planuj tydzień: trochę jesiennego wyciszenia

    Najczęściej czytane