Wiadomości

stat

Sarsa: zawsze byłam różnorodna

Sarsa Markiewicz to piosenkarka, której debiutancki album studyjny  "Zapomnij mi" ujrzał światło dzienne w sierpniu 2015 roku, uzyskując status złotej płyty.
Sarsa Markiewicz to piosenkarka, której debiutancki album studyjny "Zapomnij mi" ujrzał światło dzienne w sierpniu 2015 roku, uzyskując status złotej płyty. fot. Agnieszka Potocka/ Trójmiasto.pl

Dla jednych - kosmitka z charakterystycznymi "rogami" na głowie. Dla innych - wzór do naśladowania i wielka inspiracja. Kim jest Marta Markiewicz, 26-latka z Trójmiasta, szerzej publiczności znana jako Sarsa? Dlaczego w jej otoczeniu spotkamy m.in. flamingi oraz tygrysy? I czy powinniśmy się bać, gdy w naszym towarzystwie krzyknie tajemnicze "Rah!"?



Justyna Michalkiewicz: Co takiego fantastycznego jest w Trójmieście, że postanowiłaś tu zostać na dłużej?

Marta Markiewicz: Urodziłam się w Słupsku. Po drodze był Koszalin, Wrocław i Warszawa. Ostatecznie doszłam do wniosku, że potrzebuję otwartej przestrzeni, morza i zwolnionego tempa. Tutaj nawet po chodnikach ludzie chodzą wolniej. Odpowiada mi to, relaksuję się w tym miejscu.

Masz na głowie charakterystyczne "rogi". Stylizujesz się tak na co dzień?

Zazwyczaj gdy wychodzę do ludzi to mam "sarsorogi" na głowie, ale zdarza mi się również chodzić w rozpuszczonych włosach. Śmieję się, ze wtedy mam totalny kamuflaż. Ostatnio ktoś na mnie spojrzał i powiedział - patrz, ale ta dziewczyna jest podobna do Sarsy.

I jak zareagowałaś?

Uśmiechem. To są bardzo pozytywne przygody.

Twój wizerunek jest nieco kosmiczny. Zapytam metaforycznie - z jakiej planety pochodzisz i jakie tam panują zwyczaje?

Nazwałabym ją "niespójność". Mam w sobie dużo kontrastów, które czasami mi przeszkadzają, ponieważ toczę nieustanną walkę wewnętrzną, ale ostatecznie stanowią inspirację twórczą. Te kontrasty są fundamentem mojej osobowości. Myślę, że każdy artysta ma w sobie coś dziwnego, taki konflikt wewnętrzny, który czyni go twórczym i kreatywnym. Wracając do planety, jest różnorodna i niespójna - oczywiście w pozytywnym znaczeniu, ponieważ mam mocny kręgosłup moralny i sztywne zasady w życiu, których się trzymam. Pozostałe odgałęzienia to moje melancholijne nastroje i skrajne emocje. To właśnie one podpowiadają mi linie melodyczne czy słowa do moich utworów.

Zawsze taka byłaś, czy to był proces, podczas którego szukałaś swojego stylu, skreślając opcje, które nie zagrały?

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że to nie był proces. Rozwijam się, więc pewne sprawy z biegiem czasu również uległy zmianie. Zawsze jednak byłam różnorodna i nigdy nie planowałam stworzenia własnego wizerunku. Z resztą, ludzie nie są głupi i potrafią zauważyć, co jest sztucznym, a co prawdziwym tworem. Moim znakiem charakterystycznym od dawna były kitki na głowie, które dzisiaj przerodziły się w "sarsorogi". Już w gimnazjum powstały moje pierwsze projekty muzyczne, więc to, co dzisiaj robię, jest kontynuacją tego, co powstało w przeszłości. Efektem mojej wrażliwości muzycznej i emocjonalnej.

Interesuje mnie twój pseudonim artystyczny. Gdy podzieliłaś się w mediach, że pochodzi od nazwy rośliny Sarsaparilla, nagle rozpętała się burza. W szklance wody.

Dokładnie (śmiech). Gdy zaczęłam funkcjonować w środowisku muzyki alternatywnej i grałam pierwsze koncerty to pomyślałam, że nie do końca utożsamiam się ze swoim imieniem. Chciałam żeby nazywano mnie w artystyczny sposób. Na nazwę rośliny Sarsaparilla trafiłam przy okazji jakiejś starej gierki komputerowej. Jest to roślina kolczasta, w której środku znajduje się słodki wyciąg, będący jednocześnie napojem leczniczym oraz energetycznym. Jest w  tym pewna niespójność. Z jednej strony kolce, a z drugiej właściwości uzdrawiające. Idealnie odzwierciedla mnie, bo ja również czuję się dualistyczna. Moim odbiorcom ciężko jednak było krzyczeć spod sceny Sarsaparilla, więc naturalnie skróciło się do Sarsy.

W mediach rozrywkowych funkcjonujesz od niedawna, a już zdążyłaś przełknąć gorzką pigułkę. Jaka to relacja? Pełna dystansu i ostrożności czy bliżej jej do symbiozy?

Dla mnie sytuacje związane z mediami są bardzo nienaturalne. Jestem ostrożna. Boję się sytuacji, w których media próbują wyciągnąć z kontekstu coś, co często nie jest prawdą. Nie byłam i nadal nie jestem przygotowana na takie podstępy, a niektóre sytuacje są na tyle przykre, że mogą człowieka wpędzić nawet w depresję. Często liczy się kontrowersyjny nagłówek, bo to zapewnia klikalność, a pod spodem jest prawda, która już nikogo nie interesuje. Temat nie jest tak oczywisty, ponieważ z drugiej strony, media dają mi szansę dotrzeć do ludzi, a ja uwielbiam ten kontakt. Przyjęłam więc zasadę, że chętnie rozmawiam, ale nigdy o moim życiu prywatnym. Odbiorcom daję dużo emocji i historii, które przekazuję w utworach. Im to wystarcza. Bardzo się szanujemy.

Zbudowałaś wokół siebie silną społeczność, która nazywa siebie "Tygrysami Sarsy". Na facebooku jest ich ponad 7 tys., a na twoim fanpage'u ponad 200 tys. Nie każdy artysta ma wokół siebie tak zaangażowane grono, które stoi za nim murem. Jak to robisz?

Staram się pielęgnować wszystkie relacje. To dla moich odbiorców tworzę muzykę i dzięki nim istnieję. Jesteśmy w stałym kontakcie, spotykamy się regularnie na koncertach, właśnie planuję zrobić zjazd (przeczytaj relację z koncertu Sarsy w Gdańsku). To miłe, że mnie dopingują i są konsekwentni w tym, co robią. Staram się wyłapywać spośród tygrysów te jednostki, które mają talenty i chcą się rozwijać. Angażuję moich fanów w pracę rozwojową. Teraz na przykład powstają koszulki z grafikami zaprojektowanymi i stworzonymi przez moich fanów. Ja starałam się jedynie ich zainspirować, ukierunkować i motywować.

To są relacje na zasadzie fan-idol czy bardziej przyjaciel-przyjaciel?

Nigdy nie szastam słowami. Przyjaźń to słowo bardzo nabudowane w swoim znaczeniu. Na pewno te relacje są bardzo ciepłe i staram się z każdym po trochu utrzymywać kontakt.

Zdarzały się sytuacje niebezpieczne?

Mam to szczęście, że moi fani są wspaniali, ale nigdy nie wiesz, kto siedzi po drugiej stronie monitora, więc trzeba być ostrożnym. Jestem bardzo otwarta i póki co nie buduję wokół siebie muru, którym mogłabym się odgrodzić. Nigdy się nie sparzyłam, ale otwartość ostatecznie może okazać się wadą. Kiedy poświęcasz czas i uwagę drugiej stronie, zaczynasz tworzyć relację i w ten sposób bierzesz odpowiedzialność za tę osobę. Mam wielu znajomych z branży muzycznej, którzy odgrodzili się od fanów z obawy przed toksycznymi, często zagrażającymi życiu sytuacjami. Cieszę się, że mnie to nie dotyczy i oby ta sytuacja trwała jak najdłużej.

O życiu prywatnym nie opowiada zbyt wiele, a media trzyma na dystans. Otwiera się w muzyce, w której przekazuje swoje emocje i samą siebie, szyfrując jednak tekst, aby nie był zbyt oczywisty.
O życiu prywatnym nie opowiada zbyt wiele, a media trzyma na dystans. Otwiera się w muzyce, w której przekazuje swoje emocje i samą siebie, szyfrując jednak tekst, aby nie był zbyt oczywisty. fot. Agnieszka Potocka/ Trójmiasto.pl
Uruchomiłaś stronę "Fake Fashion", na której tworzysz grafiki na ubrania. Kolorowe, abstrakcyjne, często z twoim ulubionym wzorem przedstawiającym flaminga. Bawisz się tym. To moda dla pozytywnych wariatów?

Całkiem możliwe (śmiech). Uwielbiam flamingi, więc często ten motyw przejawia się w moim życiu. To abstrakcyjne, że ptaki są różowe! Na tych ubraniach znajdują się również symbole geometryczne, obrazujące muzykę. Każdy dźwięk ma swój obraz geometryczny. Mamy też zestawy w Rah'y! czyli tzw. okrzyki tygrysów, symbolizujące odwagę wewnętrzną, którą każdy powinien w sobie odnaleźć.

No właśnie. Rah! To twój kolejny poza tygrysami, sarsorogami i flamingami znak charakterystyczny. Wchodząc na scenę podobno zawsze krzyczysz Rah! Dlaczego?

To takie programowanie umysłu, po którym odpuszczają mi nerwy. Dzięki temu przypominam sobie, ilu mam fanów, którzy przesyłają w moją stronę dobrą energię. Budzę w ten sposób wewnętrznego tygrysa w sobie, który pozwala mi mierzyć się z przeciwnościami losu i dążyć w wyznaczonym kierunku.

Z którym utworem utożsamiasz się najbardziej?

Będzie nim utwór "Chill", czyli angielska wersja "Zapomnij mi". To pierwszy kawałek, który stworzyłam, mając świadomość kim naprawdę jestem i jaka jest moja wrażliwość muzyczna. Zawarłam wszystko zarówno w słowach, jak i melodii. Ponadto, utwór ten umożliwił mi nagranie pierwszej płyty, ponieważ wysłałam go do managementu, który został zauroczony dźwiękami.

Popularność zdobyłaś rok temu utworem "Naucz mnie". Nie pojawiłaś się jednak znikąd. Twoja droga muzyczna trwała nieprzerwanie od kilkunastu lat. W jednym z wywiadów wspomniałaś, że miałaś swój moment krytyczny, po którym już nie widziałaś szans zaistnienia na rynku muzycznym.

Jest mi wstyd, że miałam taki moment, ale jestem tylko człowiekiem. Przeszłam przez kilka autorskich projektów muzycznych. Był zespół Fluktua, Tak Loop Nie czy Sarsa Parilla. Tworzyłam muzykę od alternatywnego rocka po poezję śpiewaną. Przez te kilkanaście lat wykrystalizował się mój solowy styl. Zanim przyszedł sukces komercyjny, wielu ludzi poklepywało mnie po plecach, gratulując talentu, ale nikt nie złapał mnie za rękę i nie pokazał, co z tym zrobić dalej. Zwątpiłam, bo w pojedynkę niewiele da się zrobić w branży muzycznej, zwłaszcza bazując na muzyce niszowej. Czułam się osamotniona do czasu, aż nagle moim materiałem na solową płytę "Zapomnij mi" zainteresowało się kilka osób, którzy uwierzyli w jego sukces. Już nigdy nie zwątpię.

A jednak jest wielu artystów, którzy nie mogą się przebić. Mają walczyć przez całe życie?

Mogę powiedzieć tylko tyle, co wiem z własnego przykładu. Konsekwencja i ciężka praca doprowadzą do celu. W życiu nie warto mieć planu B, bo wtedy zaczynamy się rozdrabniać. Jeżeli mamy tylko plan A, 100 proc. energii poświęcamy na jego realizację. Ja tak zrobiłam. To było kilkanaście lat drogi w jednym kierunku - do dzielenia się twórczością z innymi ludźmi. Chciałam, żeby to grono było liczne, bo śpiewanie do czterech ścian znudziło mi się po pierwszym roku.

Jaki jest twój kolejny cel?

Pracuję teraz nad materiałem niszowym. Cieszę się, że ilość głosów, które za mną krzyczą jest tak duża. Moi fani dają mi swobodę twórczą. Mam świadomość, że cokolwiek nagram, materiał ujrzy światło dzienne. Korzystając z tego zaufania, w październiku planuję wypuścić płytę alternatywną, reaktywację projektu Sarsa Parilla. Mam wiele nagrań domowych z tamtego okresu, które spodobały się moim fanom, a które chciałabym zarejestrować profesjonalnie. Stacje radiowe prawdopodobnie nie sięgną po ten materiał, ale mam nadzieję, że odbiorcom się spodoba.

Sarsa - Chill

Opinie (68) 3 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

16

września

Kino Letnie Kino Polska Gdynia, Plac Grunwaldzki

20

września

XXVI Dary Ziemi Gdynia, Park Kolibki w Orłowie

20

września

Polska muzyka filmowa Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

Kultura

Aquaman i Green Lantern na okładkach z Gdańskiem w tle
Aquaman i Green Lantern z Gdańskiem w tle
David Garrett: Jestem szczęściarzem, że mam tak fantastyczną publiczność
David Garrett: Jestem szczęściarzem

Kulinaria

Darmowa kranówka w restauracji: tak czy nie?
Kranówka w restauracji: tak czy nie?
Weekend Kulinarny: czas promocji w gdyńskich restauracjach
Nadchodzi Weekend Kulinarny w Gdyni

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: festiwal filmowy w Gdyni, dzień otwarty schronów, weekend kulinarny
Planuj tydzień: nudy nie będzie

Wygraj bilety,
sprawdź nasze konkursy

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    W serii albumów "Fot. Kosycarz - Niezwykłe zwykłe zdjęcia" znajdziemy zdjęcia: