Wiadomości

stat

Sceniczne obrządki Walickiego, Kulki i Szupicy

The Saintbox tworzy coś, co określam jak „autorski obrządek” – mówi Olo Walicki.
The Saintbox tworzy coś, co określam jak „autorski obrządek” – mówi Olo Walicki. fot. Łukasz Ziętek /SHOOTME/ mat. prasowe

To będzie najważniejsza premiera tegorocznego festiwalu Jazz Jantar. Pomysłodawcą i autorem muzyki debiutującego The Saintbox jest Olo Walicki, za teksty i śpiew odpowiada Gaba Kluka, a za towarzyszący dźwiękom obraz wideo - Maciek Szupica. O tym, co kryje tajemnicze pudełko, manifeście artystycznym oraz scenicznym kapłaństwie z artystami rozmawia Przemysław Rydzewski.



Przemysław Rydzewski: Olo Walicki znów łączy. Sięga po kolejne środki artystycznego wyrazu, które tylko pozornie obracają się na innych, obcych sobie orbitach. Była swoboda Łoskotu, orkiestryzacja w "Metalla Pretiosa", etniczność w "Kaszëbë", a ostatnio teatralność w "Trauma Theater Theater der Liebe". Czym jest The Saintbox?

Olo Walicki: Od kiedy pamiętam, marzyła mi się możliwość tworzenia na polu interdyscyplinarnym. Jakieś siedem lat temu miałem okazję pierwszy raz współpracować z Maćkiem Szupicą, obiecaliśmy sobie wtedy, że koniecznie musimy coś jeszcze razem zrobić. Kiedy Borys Kossakowski zaproponował mi udział w Jazz Jantarze pomyślałem, że jest to idealna okazja do zrealizowania pomysłu, który od dawna chodził mi po głowie. W The Saintbox chciałem przede wszystkim przełamać konwencjonalną zależność wizualną między widzem, a muzykiem na scenie, a tworząc tę szczególną sytuację, odnieść się do tematu sakralności, który był dla mnie zawsze pokusą. To miało być trio, oczywiste było, że zwrócę się z tym właśnie do Maćka, a Maciek powiedział natychmiast: Gaba Kulka!

"Święte Pudełko" przywodzi na myśl symbolikę pokusy - kto jej ulegnie poniesie straszną karę. Co stanie się, gdy otworzymy wasze pudełko? Skąd pochodzi nazwa i czego spodziewać ma się publiczność Jazz Jantaru?

Gaba Kulka: Nazwę Saintbox wymyślił Olo, ale nie wpadłam na skojarzenie z puszką Pandory, jakie sugerujesz. To ciekawe! Dla mnie to coś pomiędzy relikwiarzem, a tajną skrytką na drogocenne dla nas rzeczy. To też proces wkładania i wyjmowania owych rzeczy, a przez to zmieniania ich natury, zaskakiwania. Wizualnie i muzycznie bawimy się w zakrywanie i odkrywanie tego, co publiczność często bierze za pewnik: grupę ludzi stojących przed nimi na scenie, połączenie widoku z tym, co słyszą. Chcemy pokazać coś innego, nagiąć kąt widzenia. Także tekstowo jest to gra pomiędzy zrozumiałym i niezrozumiałym. Zabawa w chowanego.

Maciek Szupica: Dla mnie The Saintbox to przede wszystkim możliwość wypowiedzenia się w języku, który stworzyliśmy razem z Gabą i Olem. Nie wiem, na ile jest on popularny, ale to materia, w której dobrze się czuję. To język, w którym staramy się przekazać wiele z myślą o indywidualnej interpretacji odbiorcy. To pewnego rodzaju manifest artystyczny.

To będzie zbiór utworów, czy może nierozerwalny koncept, który nie może istnieć bez swoich poszczególnych elementów?

G.B.: Wydaje mi się, że zaczęliśmy od zewnątrz, a skończyliśmy w środku. W tym procesie luźne elementy bardzo mocno zrosły się ze sobą i wydają się być nierozerwalnymi.

O.W.: Dla mnie to zbiór utworów, ale budowany w oparciu o pewną koncepcję dramaturgiczną. To sposób podejścia bliższy budowaniu scenariusza.

Wszelki rytuał zawiera w sobie sformalizowany porządek spraw, "świętą instrukcję" skierowaną do zbiorowości. Muzyka, tym bardziej ta improwizowana, to z kolei wyraz indywidualnej swobody artysty - często owe porządki poddający w wątpliwość. Jak to pogodziliście?

G.B.: Całość programu nie polega w dużej części na improwizacji, ale nawet te fragmenty, które mocno na niej się opierają, ujęte są w pewne ramy. Może tu jest ta instrukcja? "Tutaj grasz, co chcesz" - to bardzo mocny nakaz. Ale poważnie to dla mnie bardzo nowy temat. To co sama robię zwykle jest dużo bardziej usztywnione formalnie i cieszę się, że The Saintbox daje mi możliwość poruszania się w luźniejszych muzycznych konstrukcjach. To bardzo uskrzydla.

O.W.: Etap tworzenia koncepcji projektu był z założenia bardzo swobodny. Ważne jest też to, że wszystkie pierwotne plany, na ile to było możliwe, odrzucały znane nam konwencje, czy pierwsze skojarzenia - to kolejne założenie. W początkowym etapie budowania programu improwizacja stanowiła bardzo silny element, ale kiedy szliśmy tym tropem, pojawiało się coraz większe skupienie i dotarliśmy do uporządkowanej formy.

W The Saintbox ciekawi mnie element sakralny. Nie ulega wątpliwości, że jego najdoskonalszym odzwierciedleniem byłaby religijna sztuka średniowiecza, która posiada ogromny potencjał mistycyzmu. Czy odnosicie się do tego elementu?

G.B.: Na pewno tak! Myślę, że przesiąknięci jesteśmy wizją średniowiecza, która powstała gdzieś w romantyzmie i taka już pozostała w naszych głowach. Więc mistycyzm na pewno zaprzątał nasze głowy, ale to nie jedyna tradycja religijna, która inspirowała mnie przy pisaniu czy wyborze tekstów. Chodziło mi bardziej o indywidualne przeżywanie różnych duchowych zawirowań, niż konkretny obrządek czy styl. Po głowie chodziła mi wizja rytuału jako czegoś jednostkowego, wewnętrznego - procesu przez który przechodzi pojedynczy człowiek.

O.W.: W The Saintbox, nie odnosząc się do konkretnych religii, łączymy nasze doświadczenia i rozumienie pojęcia sakralności, tworząc coś, co określam jako "autorski obrządek".

W składzie oprócz waszej trójki znalazł się tajemniczy MM. Kto to taki?

G.B.: To człowiek zagadka! Widzowie sami muszą się przekonać.

O.W.: MM pojawi się nieoczekiwanie, niczym kometa i nieoczekiwanie zniknie, jak to on.

Obrządek nierozerwalnie związany jest z postacią kapłana. Czy za takich ma was uznać zgromadzona w Żaku publiczność?

G.B.: Osobiście nie pretenduję do aż tak sprecyzowanej roli duchowego pośrednika, choć oczywiście muzyka zawiera w sobie gigantyczną dawkę szamanizmu. Chcemy wywołać emocje i zabrać widzów podróż, która, jeśli nam się powiedzie, nie pozostawi ich takimi samymi, jacy byli przed koncertem. O to chyba też chodzi w rytuale.

Prapremierowy koncert The Saintbox odbędzie się w piątek, 12 listopada o godz. 12 w gdańskim klubie Żak. Tego samego wieczoru zagra również Joanna Duda Auaua. Bilety w cenie 10-30 zł.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (2)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

21

kwietnia

Schism Gdańsk, Metro

22

kwietnia

Baśń o rycerzu bez konia - ... Gdańsk, Teatr w Blokowisku

03

maja

Kultura

Długi mur przy ul. 3 Maja bardziej kolorowy
Murale ozdobią mur Forum Gdańsk
Opowieść o falowcu. "Latawiec z betonu" Moniki Milewskiej
Opowieść Moniki Milewskiej o falowcu

Kulinaria

Jak restauracje naciągają klientów?
Jak restauracje naciągają klientów?
Gastrobanda: Kamil Sadkowski odkrywa smak okry
Gastrobanda: odkryj smak okry

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: Taconafide, foodtrucki i imprezy plenerowe
Planuj tydzień: Taconafide i foodtrucki

    Najczęściej czytane