Wiadomości

Śnieg, mróz i sanki. Wspominamy ferie zimowe sprzed lat

felieton w trojmiasto.pl

artykuł historyczny
Nartosanki - o takim zimowym sprzęcie marzyło wiele dzieciaków. Na zdjęciu: czytelniczka Ewelina z dziadkiem. Styczeń, 1992 rok.
Nartosanki - o takim zimowym sprzęcie marzyło wiele dzieciaków. Na zdjęciu: czytelniczka Ewelina z dziadkiem. Styczeń, 1992 rok. fot. archiwum prywatne

"Kiedyś to było lepiej". To zdanie często możemy usłyszeć na rodzinnych spotkaniach, jednak i ci, którzy urodzili się dwie-trzy dekady temu, wracają pamięcią do dzieciństwa i widzą, jak bardzo zmienił się świat, choćby pod względem pogody. Jeszcze 20 lat temu podczas zimowych ferii śnieg i mróz były czymś oczywistym, dziś, gdy spadnie kilka centymetrów białego puchu, biegniemy do okna robić mu zdjęcia. Takie to czasy. Postanowiliśmy wrócić pamięcią do dzieciństwa i przypomnieć ferie zimowe sprzed lat. Czekamy też na wasze wspomnienia.



Ferie dla dzieci - znajdź ofertę


Jak najczęściej spędzałe(a)ś ferie zimowe w dzieciństwie?

na podwórku, korzystając z uroków zimy 81%
głównie siedziałe(a)m w domu 5%
jechałe(a)m do rodziny lub rodzina przyjeżdżała do mnie 7%
brałe(a)m udział w półkoloniach w moim mieście 1%
jechałe(a)m na zimowe kolonie/obozy 3%
wyjeżdżałe(a)m z rodzicami za granicę 2%
uczyłe(a)m się 1%
zakończona Łącznie głosów: 669
Zacznę od siebie. Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek wyjechała gdzieś na ferie zimowe, ale nigdy nie było to dla mnie problemem, chyba nawet o tym nie marzyłam. Nie mogłam się za to doczekać dwóch tygodni wolnego i beztroskiego czasu z rówieśnikami.

Całe chmary dzieciaków, "zapakowanych" w ortalionowe skafandry, z Relaksami na stopach i rękawiczkami na sznurku, biegały od rana do wieczora po okolicznych podwórkach. Morena, pełna mniejszych i większych górek oraz z położonym blisko lasem, była dla nas większą atrakcją niż modna dziś "Kraina Lodu". Sanki, narty, jabłuszka, kartony - było w czym wybierać i na czym zjeżdżać. A już największym sztosem były osiedlowe boiska-lodowiska, które gdy przyszedł porządny mróz, gospodarz polewał wodą z hydrantu. Nikomu nie przeszkadzało, że po jednym dniu ledwo dało się po takim zniszczonym lodzie jeździć.

Odmrożenia? Kto się nimi wtedy przejmował! W ciągu dnia szło się tylko na chwilę do domu na szybki obiad, na który mama albo babcia wołały przez okno. Nikt nas nie sprawdzał, czasem trzeba było się zameldować pod blokiem, a potem znowu lecieć na sanki.

A jak inni zapamiętali ten czas?

Dzisiejsi trzydziesto- i czterdziestolatkowie mają podobne wspomnienia, choć nie wszyscy tak "hardkorowe" - nie każdy dzieciak zaliczył np. kulig za samochodem albo zjazd na sankach na oblodzone jezioro. Rządzi w nich jednak piękna zima i zabawa na świeżym powietrzu. Mało kto siedział w domu, no chyba że został uziemiony przez rodziców.

- W ferie chodziłam na łyżwy i na sanki. Największą frajdą była wyprawa na zamarznięty staw. Temperatura -20 stopni pozwalała na w miarę bezpieczną zabawę, bo po kilku dniach tęgich mrozów ryzyko zarwania lodu było znikome. Na sanki chodziłam z siostrą do pobliskiego parku. Górki były dość strome, dlatego każdy zjazd dostarczał mnóstwa adrenaliny - opowiada Marta z Gdańska.
- Całymi dniami łyżwy na jeziorze, sanki, budowanie igloo, ogniska w tajemnicy przed rodzicami, na dworze byliśmy zawsze tak długo, że po powrocie do domu bolały stopy, gdy się rozgrzewały. Było wspaniale i rozmarzyłam się... - powiedziała mi koleżanka, Justyna.
- Przerwa świąteczno-noworoczna była fajna, ale i tak zawsze czekałem na ferie zimowe! Powiem więcej: wolałem je od letnich wakacji. Zresztą do dziś uprawiam zimowe sporty i na zimę czekam z wytęsknieniem - mówi 46-letni Piotr z Wrzeszcza. - Pamiętam, że kiedyś coś porządnie przeskrobałem i rodzice nałożyli na mnie szlaban, że przez tydzień nie mogłem wyjść na dwór. To był koszmar! Patrzyłem z tęsknotą na biegające za oknem dzieci i tak strasznie cierpiałem.

Ferie w Trójmieście - imprezy dla dzieci i młodzieży


Dzieciaki na lodowisku, Hala Olivia, luty 1997 rok.
Dzieciaki na lodowisku, Hala Olivia, luty 1997 rok. fot. Maciej Kosycarz/Kfp.pl
Jeszcze inni wyjeżdżali do rodziny na ferie. To też znamienne, że spędzało się ten czas z kuzynami i w rodzinnych stronach oraz robiło się rzeczy, które dziś pewnie wielu rodziców przyprawiłyby o mikrozawał.

- Ferie spędzaliśmy u dziadków z Malborku (razem z mieszkającymi w Malborku kuzynami, kuzynami kuzynów i wszystkimi dzieciakami z okolicy). Dziadkowie mieli dom naprzeciw zamku, także co rano uzbrojeni w worki wypełnione słomą - dziadkowa alternatywa dla sanek (śmiech) - przechodziliśmy przez ulicę i zjeżdżaliśmy z górki prosto na zamarznięty Nogat. Po południu po pracy przychodzili do nas wujkowie (ci prawdziwi i ci przyszywani) i jeździliśmy wspólnie na łyżwach albo graliśmy w hokeja. Wieczorami jeździliśmy na kuligi, które odbywały się na parkingu naprzeciwko zamku. Sanki przywiązywało się do samochodu i zaczynała się zabawa. A im więcej zakrętów, tym zabawa była lepsza. I nigdy nikomu nic się stało - dodaje Magda z Gdańska. - W ramach "kary", czyli przerwy na obiad, grzaliśmy się w domu przy piecach, a razem z nami mokre ortaliony i Relaksy. Naleśniki nigdy już tak nie smakowały...

Zupa owocowa, kasza z sokiem i kakao. Wspominamy smaki dzieciństwa



- Ferie z dzieciństwa kojarzą mi się z mnóstwem śniegu, ortalionowym kombinezonem uszytym przez babcię i nartosankami, czyli sankami z kierownicą na nartach. Mieszkałam w górach, więc nie brakowało miejsc do szalonej jazdy, bo wszędzie były pionowe skarpy. Gdy nartosanki się połamały po kraksie z drzewem, jeździliśmy całymi dniami na "łopatach", zwanych też jabłuszkami - mówi Ewelina. - Do domu wracało się wieczorem, jak już wszystko było kompletnie przemoczone. Chodziłam też z dziadkiem na łyżwy na zamarznięte jezioro wysoko nad miastem, było tak super, że wtedy uznałam, że będę łyżwiarką figurową. Nie wyszło (śmiech). Był jeszcze klasyczny podryw w ferie, czyli nacieranie śniegiem przez kolegów - ta, którą najczęściej nacierali, miała największe branie.
- Mieszkałam na wsi, więc nigdy nam się nie nudziło. Przed wyjściem trzeba było ubrać 3 pary skarpet i zrobione przez babcię na drutach rękawiczki na sznurku. Oprócz standardowego bałwana, wielkiego igloo, najlepsze wspomnienia mam jak tata zabierał nas na kulig traktorem. Mieliśmy jedne sanki na trzech, więc pakowaliśmy w śliskie worki po nawozie siano i na nich śmigaliśmy. Później z tymi workami szliśmy na wyślizganą górkę w lesie, gdzie się cała wioska schodziła - dodaje Karolina.
Osiedlowe lodowiska oraz kuligi za samochodem to częste motywy we wspomnieniach trzydziestokilkulatków.

- Lodowiska powstawały u mnie na osiedlu, ponieważ jeden z sąsiadów był strażakiem. Potem dowiedziałem się, że wodę do basenu można zamówić u straży pożarnej. Ciekawe, czy dziś wspólnota mieszkaniowa mogłaby sobie zamówić od straży wodę na ślizgawkę na osiedlu? Fajne wspomnienia mam z górek, gdzie zjeżdżało się na lód jeziora, łyżwy na jeziorze albo kuligi za samochodem, ale teraz to chyba głównie kojarzy się z niebezpieczeństwem... - dodaje Tomasz.
Oczywiście nie mogło zabraknąć butów Relaks - jedni o nich marzyli, inni widzieli niewygodne i toporne kozaki. Bywało, że dziecko nosiło... dwa lewe buty. Jaki cudem? Wyjaśnia Monika:

- Moje wspomnienie z dzieciństwa to dwa lewe kozaki marki Relaks. Po odstaniu 2,5 godzin na mrozie w kolejce do obuwniczego, gdy przyszła kolej na moją mamę, zostały dwie ostatnie sztuki i niestety lewe. W tym obuwiu, w ortalionowych ogrodniczkach i w wełnianej czapie wraz z pozostałymi dziećmi łączyłam sanki za pomocą sznurka i w tzw. "kuligu" zjeżdżaliśmy z najwyższych górek na Chełmie. Tak połączonych sanek było czasem nawet kilkanaście, więc każdy zjazd kończył się gigantycznym karambolem (śmiech).
Zimowce Relaks - kozaki, które wielu kojarzą się z zimową modą sprzed lat.
Zimowce Relaks - kozaki, które wielu kojarzą się z zimową modą sprzed lat. fot. Demotywatory.pl
Młodsze pokolenia także z sentymentem wspominają zimę oraz wspólne obiady z rówieśnikami.

- Ferie z dzieciństwa kojarzą się z podstawówkowo-osiedlowym gangiem, spędzaliśmy zawsze dużo czasu na dworze, a w ferie nie było ograniczeń, w końcu cały dzień można było biegać po osiedlu - wspomina dwudziestokilkuletnia Ania z Sopotu. - Najczęściej dzień dzielił się na trzy etapy: poranny sankowy albo łyżwy (ale to już była wyprawa), potem robiliśmy natarcie na któryś dom, w zależności od tego, czyja mama była gotowa na wykarmienie większej liczby śnieżnych ludzi, a wieczory spędzałam już w domu, chociaż zdarzyły się też noce u przyjaciółki. Ferie przede wszystkim kojarzą mi się ze śniegiem, zazwyczaj było biało i korzystaliśmy z tego na 100 proc. Nie mogę nie wspomnieć o moich starszych braciach, którzy zaszczepili we mnie miłość do saneczkowania i dzielnie wciągali mnie na te wszystkie (wtedy dla małej mnie) wysokie osiedlowe góry.
Zimowy spacer nad morzem. Kiedyś sporo osób karmiło ptaki chlebem i wydawało się to oczywiste, dziś na szczęście odchodzi się od tego. Pamiętajmy: ptaków nigdy nie karmimy chlebem.
Zimowy spacer nad morzem. Kiedyś sporo osób karmiło ptaki chlebem i wydawało się to oczywiste, dziś na szczęście odchodzi się od tego. Pamiętajmy: ptaków nigdy nie karmimy chlebem. fot. archiwum prywatne
Nie wszystkie dzieci tak chętnie spędzały ferie na zewnątrz - były też takie, które cieszyły się, że mogą posiedzieć spokojnie w domu i mieć czas dla siebie.

- Ponieważ w podstawówce chodziłam też do szkoły muzycznej, ferie oznaczały dla mnie zawsze naukę materiału na fortepian na nowy semestr, czego szczerze wtedy nie znosiłam. Lubiłam siedzenie w domu. Namiętnie czytałam książki, zwłaszcza z detektywistycznej serii dla dzieci Alfreda Hitchcocka, słuchałam kaset ze słuchowiskami i sama miksowałam swoje własne nagrania na starym rozklekotanym radiu. Nagrywałam też wywiady z "gwiazdami", w które wcielałyśmy się na zmianę z koleżankami. Robiłam teatrzyki z papieru i dużo układałam Lego. Kiedy mamie już udało się wyciągnąć mnie z domu, szłyśmy nad morze albo do lasu, często też zabierała mnie na jakieś wystawy albo koncerty muzyki poważnej, na których się nudziłam - opowiada Julia z Dolnego Miasta.
A z czym wam się kojarzą ferie zimowe? Podzielcie się z nami swoimi wspomnieniami.

Opinie (68) 1 zablokowana

Wszystkie opinie

  • Opinia wyróżniona

    Aż mi się łezka w oku zakręciła...

    Pamiętam jak dziś, oblodzone plaże, wysokie zaspy śniegu...

    • 23 1

  • Opinia wyróżniona

    Nartosanki lub narty z wiązaniami pod buty skorupy to był totalny lans tamtych czasów. Pamiętam polskie buty do nart marki Fabos lub Fobos do tego polskie wiązania Gamma-ręczne i Beta już automaty :) no i narty Polsport Pieniny :D

    • 21 0

  • Z początkiem lat 90 tych skończyły się zimy

    Dostałem od rodziców narty pod koniec lat 80 - piękne Polsporty z wiązaniami Salomona z Pewexu.
    Niestety razem z tym prezentem skończyły się zimy na Pomorzu. Pozostały najwyżej wyjazdy w góry.

    • 17 5

  • To były czasy...teraz zim nie ma i czasy jakieś inne....

    • 39 1

  • Ten gościu w okularach na pierwszym zdjęciu...

    ..to JA we własnej osobie...Teraz przebywając 20 lat w Miami beach patrzę na siebie jak na obcą osobę..Niestety połowa polaków tak wygląda..jednak zmiana klimatu korzystnie wpływa nie tylko na samopoczucie człowieka...

    • 8 24

  • Nikt kto miał choc troche rozumu na staw nie chodził,rodzice i nauczyciele zabraniali.

    Na kazdym osiedlu wylewało sie wode i robiło sie osiedlowe lodowiska było ich mnóstwo nawet przy kazdej szkole.Nawet na osiedlu były wszedzie górki do jazdy na sankach .Śniegu nigdzie nie brakowało mozna bylo sankami wszedzie pojechac.Najwieksze jak zawsze górki w TPK. Na osiedlach zawsze wojny na kulki z towarzystwem ze szkoły. A bałwany i zamki ze sniegu przed kazdą klatką.
    Pokolenie smarfonów moze tylko zazdroscic .

    • 51 1

  • Niema i nie będzie :) Zadufanym w sobie co widza tylko czubek własnego nosa

    zniszczyli klimat spalinami !!I niszczą nadal najwiecej właśnie w Polsce !

    • 6 11

  • Opinia wyróżniona

    Ooo nartosanki. To było coś. Ja mieszkałem na Siedlcach. Chodziło się na sanki na górkę na Szarej, na górkę przy Kolonii zręby przy schodach na suchanino. To były czasy. Przemarznięty, mokry ale jaki szczęśliwy!

    • 45 2

  • Nie jest noc teraz?

    • 6 0

  • Pamiętam te nartosanki!

    Kumpel miał prawie identyczne, tylko kierownica była inna. Jeździli oczywiście wszyscy, a jakże!

    • 19 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

25

stycznia

Iluminacje świąteczne w Tró... Gdańsk Sopot Gdynia,

07

lutego

Marek Dyjak Gdańsk, Stary Maneż

Kultura

Plany trójmiejskich teatrów na najbliższe miesiące
Teatry planują nadchodzące miesiące
Kontrowersje wokół działalności miejskiego artysty
Kontrowersyjna działalność artysty z Gdyni

Kulinaria

Jedzenie do domu: testujemy hot dogi
Jedzenie do domu: testujemy hot dogi
Catering dietetyczny. Prosty sposób na zdrowe odżywianie
Dieta z pudełka: zdrowa, smaczna i kolorowa

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Dokończ słowa Barbary Wolańskiej z filmu "Kogel-mogel", które wypowiedziała na widok Pawła Zawady: "Marian, no zrób coś. Zobacz, przecież on jest jakby bez (...)!