Wiadomości

stat

Soundrive Fest: dojrzały festiwal ze świadomą publiką

Zobacz, jak wygląda Soundrive Fest. Wideo z pierwszego dnia imprezy.


Soundrive Fest to już w pełni ukształtowany koncepcyjnie festiwal z bardzo świadomą i otwartą na muzyczne odkrycia publiką. Jego kameralna formuła spełnia się wyśmienicie.



Od czwartku do soboty w gdańskim klubie B90 zobacz na mapie Gdańska na terenach postoczniowych na trzech festiwalowych scenach można było zobaczyć ponad dwadzieścia zespołów reprezentujących różne odmiany muzyki alternatywnej. I to wcale nie tych z pierwszych stron internetowych portali zajmujących się tą tematyką. Organizatorzy Soundrive Fest układają swój program często przeczesując rubieże branży i zapraszając do Gdańska artystów niemalże w Polsce nieznanych. To czyni Soundrive jednym z najbardziej ambitnych przedsięwzięć festiwalowym w Polsce. I co pokazało czwarta edycja - przedsięwzięciem docenianym przez publikę.

Publiczność Soundrive Fest to w większości młode, świadome muzycznie i otwarte na dźwiękowe odkrycia osoby. W tym roku widzowie dopisali wyjątkowo licznie.
Publiczność Soundrive Fest to w większości młode, świadome muzycznie i otwarte na dźwiękowe odkrycia osoby. W tym roku widzowie dopisali wyjątkowo licznie. fot. Dominik Staniszewski/Trojmiasto.pl
Świadomi i otwarci odbiorcy

Publikę, która w tym roku postanowiła festiwalowe tereny postoczniowe odwiedzić wyjątkowo licznie. Codziennie na imprezie bawiło się około tysiąca osób, a to bardzo dobry wynik dla imprezy, biorąc pod uwagę jej niezwykle niszowy charakter. Co ważne, w żadnym wypadku nie była to publiczność przypadkowa. Wystarczyło stanąć podczas koncertów przy podscenicznych barierkach, aby przekonać się, że wielu festiwalowiczów to zagorzali fani występujących na imprezie zespołów. Niemal każdy spośród zaproszonych artystów miał swój niewielki fanklub.

Młode, ale bardzo ambitne młodziaki z The Wytches fani wspomagali zaangażowanym headbangingiem i wspólnym śpiewaniem tekstów, irlandzcy mistrzowie alternatywnej muzyki tanecznej z All We Are nie pozostawili obojętnymi nawet tych najmniej zainteresowanych czynnym udziałem w koncercie, a do chłopaków z indie-popowego Gengahr po koncercie ustawiła się kolejka spragnionych autografów fanek. To wszystko dowody na to, że Soundrive zbudował sobie bardzo wartościową publikę - są to w większości bardzo młode osoby, świadome swoich muzycznych wyborów, obeznane z alternatywą spoza jej głównego nurtu i - co najważniejsze - niezwykle otwarte na nowe doznania dźwiękowe. A tych podczas tegorocznej edycji nie zabrakło.

Headlinerzy nie są potrzebni

Organizatorzy Soundrive Fest programowo nie zapraszają dużych muzycznych nazw. Każdy zespół na scenie jest równy. Nie ma stref VIP, nie ma gwiazd, które prosto z hotelu przyjeżdżają na koncert, po czym uciekają na lotnisko. Tutaj muzycy przechadzają się wśród publiczności, wspólnie piją piwo, gawędzą i kibicują sobie wzajemnie pod sceną. Taka formuła powoduje coś jeszcze - kolejność zespołów występujących na scenach nie jest tak bardzo istotna, jak podczas innych festiwali. Przysłowiową "gwiazdą wieczoru" dającą najmocniejszy koncert może okazać się artysta grający nie na zakończenie, ale otwierający festiwal.

Pola Rise - jeden z ciekawszych zespołów, który wystąpił podczas tegorocznej edycji Soundrive Fest.
Pola Rise - jeden z ciekawszych zespołów, który wystąpił podczas tegorocznej edycji Soundrive Fest. fot. Dominik Staniszewski/Trojmiasto.pl
Najwyraźniej można było się przekonać o tym pierwszego dnia festiwalu. Otwierający dużą scenę punkowcy z Bad Breeding każdym elementem swojego hałaśliwego i energetycznego show starali się, aby był to jeden z najmocniejszych koncertów festiwalu. Przodował w tym wokalista, który wpierw miotał się na scenie jak oszalały, by potem przenieść się na dół, do publiczności. Objawieniem festiwalu był występujący po Brytyjczykach ich rodak William Doyle. Grający pod pseudonimem East India Youth swoją sceniczną charyzmą i niezwykłym talentem zdobył serca widzów w mgnieniu oka. Na scenę wszedł sam, ubrany w garnitur niczym grzeczny, angielski student, a gdy tylko zaczął grać wyszedł z niego muzyczny demon. Jego elektroniczny pop grany jednocześnie na gitarze i klawiszach energią przebijał punkowych kolegów. Zresztą i tej proweniencji zagrywek nie zabrakło podczas tego koncertu - w pewnym momencie Doyle zrzucił klawisze gitarą. Czy przypadkowo czy to element show? Do końca nie wiadomo.

Świetnie wypadło kilka polskich zespołów. Małe Miasta - choć odbierane z początku przez festiwalowiczów z ironicznym uśmieszkiem - pokazały alternatywnej publice, w jak ciekawą stronę ewoluuje rodzimy hip-hop i że warto te zmiany śledzić, szczególnie gdy nie są nam obce eksperymentalna elektronika i inteligentne teksty piosenek. Nie można z tegorocznej edycji nie zapamiętać dwóch wokalistek. MIN-t, czyli producentka Martyna Kubicz tworzy mroczną klubową elektronikę na najwyższym poziomie, a co ważne potrafi bardzo swobodnie poruszać się w tej ogranej stylistyce i zaproponować swoją własną sceniczną tożsamość. Z kolei trio Pola Rise to bardzo ambitne i udane połączenie kobiecej wrażliwości i nastrojowej elektroniki. Dużo w tym inspiracji takimi artystkami, jak Bjork czy Fever Ray, ale jednocześnie wokalistce nie brakuje naturalnej szczerości, pewności siebie i konsekwencji w kreowaniu własnego wizerunki. Obie panie przyćmiły nawet młody, ale już doceniony na brytyjskie scenie Vaults poruszający się w klimatach awangardowego popu.

Miasteczko festiwalowe zorganizowano w stoczniowej uliczce.
Miasteczko festiwalowe zorganizowano w stoczniowej uliczce. fot. Dominik Staniszewski/Trojmiasto.pl
Kameralność to zaleta

Soundrive Fest odbył się w tym roku po raz czwarty i pokazał, że to już w pełni ukształtowany i dojrzały festiwal. Wspomniany powyżej wysokiej jakości poziom artystyczny to rzecz najważniejsza i pod tym względem stoczniowemu festiwalowi nie można nic zarzucić. Druga sprawa to kwestie organizacyjne. Klub B90 przyzwyczaił swoich odbiorców do koncertowej usługi w jakości premium. Ta poprzeczka wcale nie opadła podczas o wiele bardziej skomplikowanego logistycznie i technicznie wydarzenia, jakim jest w porównaniu z pojedynczym koncertem festiwal. Wszystkie występy rozpoczynały się punktualnie, a ich nagłośnienie i oprawa wizualna były na najwyższym poziomie. Świetnie sprawdziło się miasteczko festiwalowe na Ulicy Elektryków oraz dodatkowa scena plenerowa na kontenerze, gdzie wystąpiło kilku artystów. Ta kameralna formuła w stoczniowym anturażu sprawdza się wyśmienicie i tego organizatorzy powinni się trzymać w następnych latach. Biorąc pod uwagę ich zadowolenie tegoroczną edycją, można być o to spokojnym.

Opinie (11) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

29

lutego

Hunter Gdynia, Klub Ucho

07

marca

Varius Manx i Kasia Stankie... Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

08

marca

Poeci Rocka Gdynia, Gdynia Arena

Kultura

Kaligrafia nowoczesna: nietypowa pasja Olgi Grochowskiej
Kaligrafia nowoczesna: wywiad
Art'n'Voices: "Muzyk bez płyty jest nikim"
Art'n'Voices: Muzyk bez płyty jest nikim

Kulinaria

Charytatywna kolacja z Marcinem "Różalem" Różalskim
Różal wspierał zwierzaki w Oliwie

Planuj z nami tydzień

Garou, targi vintage i hip-hop. Planuj tydzień
Planuj tydzień: targi vintage, hip-hop

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Ogólnopolskie Spotkania Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów obywające się w Gdyni to: