• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Arek Stolarski - stoi za Męskim Graniem, integruje trójmiejską branżę muzyczną

Patryk Gochniewski
30 marca 2022, godz. 07:00 
Opinie (24)
Arkadiusz Stolarski, założyciel agencji Live: Nie chcieliśmy robić kolejnego festiwalu. Formuła showcase'u wydała nam się ciekawszą do zaprezentowania trójmiejskiej sceny. Jestem bardzo ciekaw tego wydarzenia. Jednym z celów Sea You jest także wyszukiwanie ciekawych artystów, z którymi będzie można robić kolejne nietuzinkowe projekty. Arkadiusz Stolarski, założyciel agencji Live: Nie chcieliśmy robić kolejnego festiwalu. Formuła showcase'u wydała nam się ciekawszą do zaprezentowania trójmiejskiej sceny. Jestem bardzo ciekaw tego wydarzenia. Jednym z celów Sea You jest także wyszukiwanie ciekawych artystów, z którymi będzie można robić kolejne nietuzinkowe projekty.

Arkadiusz Stolarski to jedna z tych osób, których na co dzień nie zobaczymy na pierwszych stronach gazet. To człowiek z cienia, który robi wszystko, aby uczestnicy imprez byli zadowoleni. Działa, organizuje, tworzy. Stoi na czele agencji Live, która od ponad dwóch dekad działa w branży rozrywkowej. To ona odpowiada za Męskie Granie. A teraz, w kwietniu, wraz z Arkadiuszem Hronowskim, współorganizuje bezprecedensowe wydarzenie w Gdańsku - Sea You to festiwal prezentujący trójmiejską muzykę i branżowa konferencja pełna spotkań i paneli dyskusyjnych z promotorami branży muzycznej.



Festiwale muzyczne w Trójmieście



Czy podoba ci się koncepcja Męskiego Grania?

Patryk Gochniewski: Jak to się zaczęło? Pomysł na stworzenie agencji eventowej. Domyślam się, że bez doświadczenia takie przedsięwzięcie byłoby trudno realizować.

Arkadiusz Stolarski: Właściwie od szkoły podstawowej zajmowałem się organizacją imprez i różnego rodzaju "kółek zainteresowań". Po siódmej klasie podstawówki, w wieku 14 lat, pojechałem do Jarocina. To był 1984 rok. Zobaczyłem tam m.in. Moskwę, Siekierę. Chyba każdy, kto wtedy wracał z Jarocina, później w swojej miejscowości zakładał kapelę. Ja też to zrobiłem. W liceum założyłem z kumplami zespół, punkowy oczywiście. Nazywał się Areszt. Wiesz, musiało się to wpisywać w ten buntowniczy klimat. My wtedy walczyliśmy z systemem, Babilonem tak zwanym. Nie chodziło tylko o komunizm.

Pionierskie, piękne czasy garażowych kapel.

Tak. Na dodatek nie było wtedy managerów, więc wszystko musieliśmy ogarniać sami. Ja, poza tym że grałem na gitarze, byłem też organizatorem. Muszę przyznać, że przychodziło mi to wszystko bardzo naturalnie. No i przyszedł czas wyboru studiów. Na przełomie lat 80. i 90. bardzo mocna była trójmiejska scena alternatywna. Nie przesadzę, jeśli powiem, że to był jeden z głównych czynników, dla których wybrałem właśnie Gdańsk, a nie coś bliżej mojego rodzinnego Lwówka Śląskiego. Na studiach od razu zacząłem działać kulturalnie - przejąłem pałeczkę KO-wca w klubie Trops, później trafiłem też do Radia Arnet i wspólnie z Jarkiem Janiszewskim i Pawłem "Konjo" Konnakiem robiliśmy pokręcone imprezy.

Niewykorzystany potencjał gdańskiego stadionu. Gdzie leży problem?



To był też chyba czas, kiedy zaczęły tworzyć się zalążki agencji.

Można tak powiedzieć. To był okres, kiedy dość mocno na rynku działała marka piwa EB. Chcieli robić coś więcej, działać koncertowo. Przyszli do Tropsa, ale muszę przyznać, że byłem dość sceptyczny w stosunku do ich dotychczasowych działań artystycznych. W związku z tym stwierdzili, że skoro jestem taki cwaniak, to zaprosili mnie do siebie, żebym pracował z nimi. No i tak dołączyłem w 1994 r. do ekipy EB i odpowiadałem za cykl koncertów Brzmienie EB. Organizowałem też Juwenalia, byłem w ekipie, która organizowała pierwszy koncert U2 na Służewcu, pierwszy koncert Stinga. Zaczęło się dziać. Wtedy też stwierdziłem, że trzeba iść na swoje. I tak w 1999 r. założyłem działalność, która wyewoluowała w agencję Live.

Miałeś więc doświadczenie, miałeś know-how. Ale też wiadomo, jak jest - kiedy ktoś odchodzi na swoje, wcale nie jest tak łatwo.

No nie było. Tym bardziej że w EB byłem odpowiedzialny za wiele rzeczy. A tu nagle trzeba było te kontakty na nowo do siebie przekonać. I to jeszcze w dzikich tak naprawdę latach 90., kiedy wszyscy rzucili się na wszystko i powstawało naprawdę dużo imprez. Powstawało też wiele firm. I kiedy ja postanowiłem założyć swoją w 1999 r., to wiele osób pukało się w głowę: że teraz to nie, za późno, że to trzeba było robić kilka lat wcześniej. Na początku był więc strach. Ale od razu zaczęliśmy wymyślać projekty. Ja wierzę w to, co robię. I chcę zobaczyć efekt, więc do tego dążę. To jest proces, który lubię.

Męskie Granie, flagowy projekt agencji Live, to dziś ogromna marka. Bilety na to wydarzenie rozchodzą się w kilka minut. Męskie Granie, flagowy projekt agencji Live, to dziś ogromna marka. Bilety na to wydarzenie rozchodzą się w kilka minut.
Męskie Granie. Flagowy projekt twojej agencji. Obecnie to gigantyczna marka. Powiedz, jak to wyglądało od początku.

Trzeba wiedzieć jedną rzecz. My, jako agencja eventowa, dostajemy tak zwane briefy określające potrzeby danej marki. No i przyszedł brief od Żywca. Szukali pomysłu, aby stworzyć wydarzenie z męskimi autorytetami. Razem z agencją Just przygotowaliśmy koncept Męskiego Grania - z artystami, mężczyznami. Zaprosiliśmy do współpracy Wojtka Waglewskiego. Razem z nim stworzyliśmy cały program pierwszej edycji.

Wydaje się to proste, ale chyba tak nie było.

Dużo było wtedy trudnych, nieoczywistych decyzji. To, że miksujemy artystów między sobą, to nie było coś zupełnie nowego, natomiast my z tego zrobiliśmy pewną wartość. Nową jakość. Inną nieoczywistą sprawą były termin i lokalizacja. Miały to być duże miasta podczas wakacji. Do tej pory wszystko robiło się na plażach, za darmo. Wpisaliśmy się w trend tworzenia miejskości, ożywiania przestrzeni. Pierwsza edycja nie była komercyjnym sukcesem. Nawet Żywiec nie był przekonany, żeby to kontynuować. Tylko że jakość, którą stworzyliśmy, zaowocowała wieloma propozycjami. Do tego mnóstwo nagród. Łącznie z Fryderykami. Pozwoliło to na rozwinięcie formatu. Wykonawcy zobaczyli, że mają tu wolność artystyczną. Wielu też otworzyliśmy drogę do kariery. Uważam też, że udało nam się zredefiniować pop. Ludzie w to uwierzyli. Żywiec też (śmiech).

Krzysztof Zalewski oczarował publiczność w Olivia Star



Dzięki sukcesowi Męskiego Grania możecie też robić rzeczy bardziej niszowe. Mniejsze. Możecie realizować pomysły, które w innym przypadku byłyby karkołomne i mało rentowne. Jak chociażby Sea You.

No tak. Sea You, Olivia Stars czy też monodram z Kasią Figurą. Wiesz, na pewno jest to pomocne. Już na starcie mamy pewien handicap zaufania. Artystów, partnerów, sponsorów czy mediów. W pewnym stopniu dzięki Męskiemu Graniu rozmawiamy teraz ze sobą. Moglibyśmy tylko odcinać kupony, robić rzeczy wyłącznie komercyjne, ale nie o to nam chodzi. Poza tym, nie ukrywam, że w okresie pandemii, gdy mieliśmy mniej ogólnopolskiej roboty, postanowiliśmy zrobić coś na naszym rynku lokalnym. Wyciągnęliśmy z szuflady wszystkie pomysły, na które do tej pory nie było czasu, jak Ultras Oliwski czy Olivia Stars - ja miałem pomysł na to już w momencie, kiedy na tym 34. piętrze stanąłem jeszcze w trakcie budowy. A teraz, 14 maja, będzie już trzecia edycja tego wydarzenia.

Sea You. Święto trójmiejskiej muzyki



Męskie Granie pozwoliło agencji Live na realizowanie mniejszych imprez, które w innym przypadku byłyby mało rentowne. Ponadto firma nie chce odcinać kuponów i skupiać się wyłącznie na wydarzeniach komercyjnych - zależy im także na promowaniu i pokazywaniu nowych artystów. Męskie Granie pozwoliło agencji Live na realizowanie mniejszych imprez, które w innym przypadku byłyby mało rentowne. Ponadto firma nie chce odcinać kuponów i skupiać się wyłącznie na wydarzeniach komercyjnych - zależy im także na promowaniu i pokazywaniu nowych artystów.
Sea You też było z szuflady?

Tak. Tym bardziej że mało działaliśmy w Trójmieście. Czułem potrzebę, żeby tu coś zrobić. Poszedłem z pomysłem do Arka Hronowskiego z B90 i po wielu rozmowach uznaliśmy, że najlepszą formą będzie showcase. Pokażemy wszystko, co świeże, aktualne i ciekawe z trójmiejskiej sceny w jednym miejscu, w jednym czasie, w Teatrze Szekspirowskim. Zaprosiliśmy ludzi z branży muzycznej z całej Polski, fachowców z różnych dziedzin. Zobaczymy, co się wydarzy.

Czy to też próba zjednoczenia, ujednolicenia lokalnej sceny?

Nie, nie. Różnorodność jest siłą Trójmiasta. Jak w latach 80. Wtedy było nieco inaczej, bo było kilka miejsc, w których wszyscy się spotykali, wspólnie grali - Burdl, Buda czy Wysepka. Teraz to jest bardziej zdywersyfikowane. Nie ma aż takiego tygla. Dlatego chcemy dać im tę możliwość. Organizujemy panele, które pozwolą poszerzyć wiedzę i - być może - zaplanować karierę. Przede wszystkim chodzi jednak o to, aby się wzajemnie zobaczyć. Możliwe, że jest wiele osób, które mimo tego, że wiedzą o istnieniu jakiegoś zespołu, nigdy go nie widziały. Tu dajemy w końcu taką szansę. Ponadto dajemy im możliwość zetknięcia się ze sobą. Mam nadzieję, że to jakoś fajnie zadziała.

Ale też chcecie pokazać to później w sieci.

Tak. Chcemy zrobić spójny przekaz i pokazać, jak teraz gra Trójmiasto. Powstanie kilka teledysków koncertowych. Dlatego też małą scenę oddaliśmy pod opiekę Marcie Kacprzak, która jest autorką teledysków - w tym Iggy'ego Popa, Trickiego - oraz artystką wizualną. Pomoże stworzyć występującym ich oprawę wizualną, aby była spójna z ich przekazem, oczekiwaniami. Liczymy też na to, że organizatorzy festiwali, którzy będą obecni - a jesteśmy z nimi po słowie - wezmą kogoś do siebie. My na pewno zaprosimy kogoś na Męskie Granie. Na Sea You pojawią się też dziennikarze muzyczni - Agnieszka Szydłowska, Jacek Nizinkiewicz i Piotr Stelmach. Radio Nowy Świat i Radio 357 zrealizują na miejscu audycje na żywo. Będzie głośno na całą Polskę.

Takie trochę mini SXSW.

Nie chcieliśmy robić kolejnego typowego festiwalu. Formuła showcase'u wydała nam się ciekawszą do zaprezentowania trójmiejskiej sceny. Jestem bardzo ciekaw tego wydarzenia. Też wielu wykonawców nie znam. To normalne. My, jako organizatorzy, także potrzebujemy nowych rzeczy, aby działo się jak najwięcej. Jednym z celów Sea You jest także wyszukiwanie ciekawych artystów, z którymi będzie można robić kolejne ciekawe projekty. Podczas imprezy chcemy się też włączyć w pomoc na rzecz Ukrainy. Wspólnie z artystami zorganizujemy zbiórkę instrumentów muzycznych, które zostaną przeznaczone na wyposażenie klasy muzycznej, gdzie będą się uczyć dzieci z Ukrainy, które musiały uciekać przed wojną.

Wydarzenia

Sea You | Tricity Music Showcase

festiwal muzyczny, wystawa, warsztaty

Miejsca

Zobacz także

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (24)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Letnie brzmienia - Sobel

hip-hop, pop

Wystawa o kosmosie "Kosmopark"

wystawa, warsztaty

FETA 2022

festiwal teatralny

Nowe Lokale

Sprawdź się

Sprawdź się

W którym roku odbyły się pierwsze gdyńskie CudaWianki?