Wiadomości

stat

Sunday at 9: Marzenia można realizować w każdym wieku

"Mamy już swoje lata, ale czy to ma znaczenie? (...) Miłość do muzyki nie zna granic wiekowych, a każdy z nas od dzieciaka interesuje się muzyką, a jeśli przyjdzie nam zagrać na mega festiwalu przed Lamb of God, to się nie obrażę."
"Mamy już swoje lata, ale czy to ma znaczenie? (...) Miłość do muzyki nie zna granic wiekowych, a każdy z nas od dzieciaka interesuje się muzyką, a jeśli przyjdzie nam zagrać na mega festiwalu przed Lamb of God, to się nie obrażę." fot. Kobaru.pl

- Obojętnie, czy będziemy grać tylko na sali prób, czy rozbijać się po większych scenach, to dla mnie ten projekt działa w tej samej mierze, tylko ma inną liczbę odbiorców. My bawimy się dobrze - mówią muzycy Sunday at 9, nowego zespołu na trójmiejskiej scenie.



Patryk Gochniewski: Rozumiem, że ten zespół to trochę powrót do marzeń z lat młodości. Skąd wziął się pomysł, aby je w końcu zrealizować?

Mariusz Kowal aka Kobaru: Dokładnie tak było. Jakieś dwa lata temu zadzwonił do mnie Vitali - nasz perkusista - z którym graliśmy razem około czternaście lat temu i zapytał, czy znowu nie zagramy, tak dla odreagowania codzienności. Uznałem, że to dobry pomysł. Odkurzyliśmy graty i zaczęliśmy regularnie, we dwóch, robić próby. Pierw staraliśmy się przypomnieć sobie, co graliśmy kiedyś, ale szybko okazało się, że to dosyć nieaktualne i zaczęliśmy tworzyć nowe kompozycje. Później dołączył do nas Michał ze swoim basem, a kiedy podjęliśmy próby w Daj To Głośniej, zaangażował się Maciej na wokalu. Najnowszym naszym nabytkiem jest Kuba, który pojawił się stosunkowo niedawno, ale już na pierwszej próbie wszystko opanował.

Vitali Pikus: Po pierwsze, ja jestem młody. Marzenia podobno można realizować niezależnie od wieku. Moim i Kobaru był zespół. Najpierw zaczęliśmy grać we dwójkę, potem coś z tego zaczęło się robić, nabraliśmy wigoru i zebraliśmy grupę naprawdę świetnych chłopaków, specjalistów w swoim fachu.

Muzycznie to także chyba ukłon w stronę młodzieńczych inspiracji.

Maciej Tamulewicz: Nie wiem, jak w przypadku chłopaków, ale u mnie w zasadzie nie. Za młodu słuchałem zdecydowanie cięższej muzyki, a Sunday at 9 opiera się na raczej nowszym nurcie - jeśli mówimy o całokształcie brzmienia. Mamy też większy obraz, znając resztę utworów.

MK: Mi też się wydaje, że raczej nie jest to coś, czego słuchałem za młodych lat. Wtedy to był raczej Marilyn Manson, Korn i inne dosyć komercyjne projekty (śmiech). Do naszej muzyki trudno jest mi się zdystansować i jakoś ją zaszufladkować. Nie jest to nic skomplikowanego i wirtuozerskiego, ale grając te utwory czuję, że się wyżywam, daję upust energii i w zamian dostaję dawkę endorfin. Niełatwo złapać dystans, ale jeśli ktoś stwierdzi, że nasza twórczość to ukłon w stronę młodzieńczych lat, to ja nie mam nic przeciwko, nawet to miłe (śmiech).

VP: Po prostu robimy muzykę, która nas wszystkich buja i kręci. Może nawet blasty kiedyś będą.

Recenzje nowych płyt z Trójmiasta



Sunday at 9: Najpierw tworzenie materiału, ogrywanie go na próbach, pograć trochę koncertów, potem zamknąć się w studiu i nagrać płytę. Następnie wyruszyć w jakąś trasę promującą.
Sunday at 9: Najpierw tworzenie materiału, ogrywanie go na próbach, pograć trochę koncertów, potem zamknąć się w studiu i nagrać płytę. Następnie wyruszyć w jakąś trasę promującą. fot. Kobaru.pl
Podchodzicie do tego na luzie, ale jednocześnie z pełnym profesjonalizmem. Uciekliście się do ciekawej i udanej - moim zdaniem - formy promocji. Teasery na Facebooku zespołu pozwoliły wam zbudować większe zainteresowanie tym, co szykujecie?

MT: Teasery to już powoli standard, jeśli chodzi o wypuszczanie produkcji. Szczególnie u kapel spoza głównego nurtu. Inną sprawą jest, że zasięgi, dla mnie przynajmniej, były mocno zaskakujące. Duża tu zasługa tego, że znaczna część gdańskiej sceny udostępniła nasz klip. Po dwóch godzinach zasięg posta z wideo oscylował w okolicach trzech, czterech tysięcy odbiorców. Wyświetleń samego teledysku było koło tysiąca. Post o teaserze przeczytało ponad dziesięć tysięcy osób. Nijak to się ma do starych wyjadaczy i setek tysięcy, ale dla mnie to było bardzo zaskakujące.

MK: To chyba całkiem rozsądny i przemyślany zabieg, by pokazać zainteresowanym co nadchodzi, by chcieli oglądać i słuchać tego jak już nadejdzie. Teraz, kiedy już wyszliśmy z "piwnicy", trzeba ostro zabrać się do pracy i przyszykować materiał tak, aby niedługo zagrać jakieś koncerty. A przede wszystkim nie pozwolić o sobie zapomnieć.

VP: Jak nagraliśmy singiel i wpuściliśmy kawałek do sieci, zaczęło się dziać. Jak nie wypali z muzyką, to otwieramy firmę marketingową (śmiech).

Ciężkie brzmienie: koncerty w Trójmieście


Jest już wasz pierwszy klip. Singiel promujący ukazał się w dniu i porze analogicznych do waszej nazwy, ale co ona oznacza - co takiego wydarzyło się w niedzielę o 9?

VP: Oficjalnie - co niedzielę ludzie szli do kościoła, a my z Mariuszem graliśmy szatany. (śmiech). Normalne zespoły grają wieczorami, a u nas jakoś wyszło o bożej godzinie...

MK: Nieoficjalnie - o tej porze układ gwiazd Taurona sprzyja oczyszczaniu moich czakr (śmiech).

Kuba Kiśluk
: Przewróciłem się na drugi bok i poszedłem spać dalej.

Klip jest ukłonem w stronę klasyki ciężkiego brzmienia, wielu wielkich podobne motywy pokazywało, ale nie ukrywam, że część osób może być nieco zszokowana - celowy zabieg czy głębszy sens?

MT: Klip nie miał opierać się wyłącznie na tym, by szokować. Gdzieś tam w tych wszystkich kadrach są zilustrowane treści przedstawione w tekście. Temat ciężki, to i zobrazować go trzeba w podobnym tonie.


MK: Może i kogoś to zszokuje, ale nikomu krzywda się nie działa, wszyscy przeżyli, na wszystko była zgoda i wszyscy są zadowoleni. A jeśli kogoś szokuje to, co zobaczy na klipie, to super! Dodatkowe wrażenia lub hejt dla nas, nieważne. Ważne, by się oglądało.

Widać, że macie profesjonalne zaplecze - co dalej, kiedy płyta i czy macie już plan na dalszą promocję?

MK: Najważniejszym planem na nadchodzący czas są próby, próby i jeszcze raz próby. Jeśli chodzi o promocję, to jest parę pomysłów, ale na tę chwilę nie będę się nimi dzielił (śmiech).

KK: Najpierw tworzenie materiału, ogrywanie go na próbach. Trzeba pograć trochę koncertów, potem zamknąć się w studiu i nagrać płytę. Następnie wyruszyć w jakąś trasę promującą. Mam tylko nadzieję, że do tego czasu nie zapuszczę siwej brody (śmiech).


Sunday at 9 będzie tylko dodatkiem do waszego życia, czy też z czasem będziecie próbować zrobić z tego wasze główne zajęcie?

MT: U mnie to się w zasadzie wszystko pokrywa. Prowadzę salę prób Daj To Głośniej, chłopaków poznałem jako muzyków, którzy przyszli do mnie grać. Zamiast przerwy w pracy na etacie, mam kilka godzin prób i... wracam do roboty. Promowanie Sunday at 9, koncerty, próby w niczym nie odbiegają od tego, co robię na co dzień. Szczególnie, że staram się być i działać z resztą kapel na podobnym poziomie.

MK: Dla mnie jest to bardzo angażujący i miły dodatek do reszty życia. Już trochę za stary jestem na karierę muzyka (śmiech). Ale jeśli to się na tyle rozwinie, że zaczniemy koncertować i iść naprzód, to nie widzę problemu, by brnąć w to coraz głębiej. Niestety, nie ma się co oszukiwać - rynek muzyczny jest dosyć wymagający i trudno się wybić nawet naprawdę dobrym zespołom. To jeszcze nie ten etap, teraz trzeba się skupić na tym, by pokazywać to, co ma się do zaoferowania.

KK: Nie ukrywam, że chciałbym bardzo, aby zespół był głównym zajęciem, z którego można by było się utrzymać. Chyba każdy chciałby móc wyżyć z samego rozwijania pasji i tworzenia muzyki, którą czuje. Fajnie by było zrealizować taki plan.

VP: Bardzo bym chciał, ale realia są raczej inne. No, chyba że byśmy grali na weselach...

Mariusz, rozumiem, że nacisk na sprawy wizualne to głównie twoja inicjatywa. Masz dyplom z charakteryzacji, robisz świetne zdjęcia komercyjne, ale także sesje znanym muzykom z kręgu waszych zainteresowań. Czy w jakiś sposób będziecie próbowali wykorzystać te kontakty, aby wypłynąć na szerokie wody? Albo pytać o rady?

MK: Nasz klip powstał właśnie dzięki osobom, które znam od lat z dziedzin bardziej wizualnych. Całość nakręcił Michał Grzyb, właściciel Mental Fly Production, z którym znam się dzięki wspólnej pracy, oraz Michał Środek ze Splash Media. Moja praca pomogła także w znalezieniu odpowiedniej modelki, a nad naszym i jej wyglądem na planie czuwała Natalia Wszelaki. Gdyby nie zaangażowanie i ciężka praca tych ludzi, nie powstałby tak ciekawy obraz. Jeśli chodzi o znajomości z dziedziny muzyki, to w tej chwili zbieram wiadomości zwrotne względem naszej twórczości.

Sunday at 9: Nie ma co określać czasu na sukces, bo ten może pojawić się wcześniej, później lub wcale. Trzeba po prostu robić swoje i iść do przodu.
Sunday at 9: Nie ma co określać czasu na sukces, bo ten może pojawić się wcześniej, później lub wcale. Trzeba po prostu robić swoje i iść do przodu. fot. Łucja Stefaniuk
Nie boicie, że ktoś może wam zarzucić, że w tym wieku powinno się robić coś "porządnego"? Rozumiecie, o co mi chodzi, na pewno pojawią się głosy: "stare byki, a bawią się w nastolatków".

MT: Taka zabawa w nastolatka to w zasadzie 90 proc. mojego miesiąca. Praktycznie wszystko, co robię - czy hobbystycznie, czy zarobkowo - ma związek z muzyką. Tygodniowo mam do czynienia z, dosłownie, dziesiątkami muzyków wykonującymi różne style, a średnia wiekowa chyba mogłaby cię zaskoczyć.

MK: W pewnym wieku facet przeżywa drugą młodość (śmiech). Może to kryzys wieku średniego? A poważnie, jasne że mamy już swoje lata, ale czy to ma znaczenie? Jeśli jest zajawka i granie razem sprawia radość, to nie widzę problemu. Miłość do muzyki nie zna granic wiekowych, a każdy z nas od dzieciaka interesuje się muzyką, a jeśli przyjdzie nam zagrać na mega festiwalu przed Lamb of God, to się nie obrażę.

KK: Ej, ja jeszcze nawet nie mam trzydziestki (śmiech).

VP: Porządnego? Ja pracuję od 8 do 16 sprzedając webinary. Po czym przez cały tydzień zajmuję się dziećmi, żeby wypaść z domu na trzy godziny w niedzielę i usiąść przy perkusji. Nie obchodzi mnie, że ktoś pomyśli, że jestem za stary. Ważne, żeby było dobrze. A to, czy mam 35, czy 60 lat nie jest istotne. Jak się podoba, to będzie słuchane, jak nie, to nie będzie.

Wywiad ze Spitfish: Oderwać się od normalności


Ciekawi mnie, czy macie jakiś długofalowy plan na swoją działalność - dajecie sobie ileś czasu na sukces, czy nawet jeśli ten projekt nie wypali, będziecie dalej tworzyć dla własnej przyjemności?

MT: W momencie, kiedy przestaniemy grać uznam, że ten projekt nie wypalił. Obojętnie, czy będziemy grać tylko na sali prób, czy rozbijać się po większych scenach, to dla mnie ten projekt działa w tej samej mierze, tylko ma inną liczbę odbiorców. My bawimy się dobrze.

MK: Dokładnie tak, jak Maciej powiedział. Czy na dużej scenie, czy w sali prób, jeśli będziemy grać, to projekt będzie istnieć.

KK: Myślę, że nie ma co określać czasu na sukces, bo ten może pojawić się wcześniej, później lub wcale. Trzeba po prostu robić swoje i iść do przodu.

VP: Ale co oznacza sukces? Występ w Opolu czy trasa koncertowa z Behemothem? Jeżeli ten projekt nie wypali, to jestem pewien, że każdy z osobna będzie coś robił.

Opinie (25) 8 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

25

kwietnia

Gdańsk Lotos Siesta Festiva... Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

26

kwietnia

Łona, Webber i The Pimps Gdańsk, Kwadratowa

08

maja

Technikalia 2019 Gdańsk, Politechnika Gdańska - CSA

Kultura

Zwierzaki to nie pluszaki - wywiad z Pauliną Reglińską
Zwierzaki to nie pluszaki
Arcydzieła Jana Sebastiana Bacha na Actus Humanus
Bachowskie arcydzieła na Actus Humanus

Kulinaria

Jesteś mieszkańcem? Zjesz taniej w niektórych restauracjach
Zjesz taniej w niektórych restauracjach
Nowy wygląd plażowych barów w Gdańsku
Nowy wygląd plażowych barów w Gdańsku

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: rozgrzewka przed majówką
Planuj tydzień: rozgrzewka przed majówką

Wygraj bilety,
sprawdź nasze konkursy

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Bloger "Make Life Harder", który okazał się być gdańskim poetą to: