• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Święto saksofonu. Zakończył się Jazz Jantar

Borys Kossakowski
17 listopada 2014 (artykuł sprzed 8 lat) 
Jazz Jantar zakończył wesoły koncert James Carter Organ Trio, pełen śmiechów, pląsów i z chóralnym "sto lat" dla organisty Gerarda Gibbsa. Jazz Jantar zakończył wesoły koncert James Carter Organ Trio, pełen śmiechów, pląsów i z chóralnym "sto lat" dla organisty Gerarda Gibbsa.

Rozwój festiwalu Jazz Jantar robi świetne wrażenie. Coraz bogatszy, coraz ciekawszy i coraz lepiej zbalansowany program jest w stanie zainteresować fanów rozmaitych gatunków muzycznych, nie tylko jazzu. Najważniejsze jest jednak to, że organizatorzy wyciągają wnioski z własnych porażek i sukcesów, dzięki czemu Jazz Jantar się zmienia i intryguje.



Program tegorocznego festiwalu Jazz Jantar został zdominowany przez saksofonistów, a na nieoficjalnego patrona namaszczono Adolphe Saxa, belgijskiego twórcę saksofonów, którego urodziny przypadają na szóstego listopada. Ciekawe, czy zmarłemu w 1894 roku konstruktorowi śniła się taka popularność jego wynalazku?

Fanów jazzowego mainstreamu zelektryzowały nazwiska trzech tuzów tego instrumentu: Branforda Marsalisa (który na Jazz Jantar występował już w 2009 roku, a wcześniej zaliczył wspominany przez wielu występ podczas Gdynia Summer Jazz Days), Jamesa Cartera oraz Rudresha Mahanthappy. Największą publiczność zgromadził ten pierwszy, a jego występ wzbudził dużo emocji. Nie tylko z powodów muzycznych - podczas występu Branford Marsalis oraz Eric Revis bez cienia skrępowania pouczali młodziutkiego perkusistę Evana Shermana, co wywołało oburzenie u niektórych widzów. W zupełnie innej atmosferze przebiegał koncert tria organowego Jamesa Cartera. Zespół emanował pozytywną energią, z twarzy muzyków nie schodziły uśmiechy, publiczność chóralnie odśpiewała "Sto lat" (a wcześniej "Happy Birthday") niedzielnemu jubilatowi, organiście Gerardowi Gibbsowi, a całość zakończyła się owacjami na stojąco i bisem. James Carter przy tym objawił się publiczności, jako wirtuoz, który z saksofonem potrafi zrobić dosłownie wszystko, opanował każdą technikę, a do tego swobodnie żonglował trzeba instrumentami (sopranem, altem i tenorem).

Niezwykłą gratkę dostali także fani eksperymentalnego podejścia do saksofonu. Przede wszystkim z powodu występu Colina Stetsona, czarodzieja saksofonu basowego, mistrza techniki oddechu cyrkularnego. Choć technika ta przez Mikołaja Trzaskę nazywana jest żartobliwie "małpią sztuczką" (żeby było jasne - Trzaska sam jej używa), jej użycie robi piorunujące wrażenie. Rozciągnięte, barokowe arpeggia Stetsona są jak śpiew wielorybów, jak łoskot fal, przez które przebijają się jego wokalizy przypominające z kolei melodie wyśpiewywane przez Jóna Þór Birgissona z Sigur Ros. Ten efektowny (czasem nawet efekciarski) występ został zrównoważony przez zupełnie prosty i niewirtuozowski koncert Matany Roberts. Saksofonistka ta (również występująca solo) zauroczyła widzów grą pełną naturalnego wdzięku i pozytywnych emocji kontrastujących z dość ponurym, złowieszczym koncertem Stetsona. Ogromne wrażenie zrobił też występ duńskiego kwintetu żeńskiego Selvhenter, którego saksofonistka Sonja Marie Henriksen Labianca (jak również puzonistka Maria Bertel) przepuszczała dźwięk instrumentu przez baterię efektów gitarowych i wielki basowy piec. Muzyka Dunek była porażająca swą intensywnością i... zupełnie niejazzowa. Jak ktoś żartobliwie zauważył, kwintet mógłby spokojnie supportować zespół The Swans podczas nadchodzącego koncertu w B90. Dla mnie było największe odkrycie festiwalu i jeden z jego najjaśniejszych punktów.

Zupełnie niejazzowo zabrzmiał także kwartet Robert Glasper Experiment, który zaserwował widzom występ niezwykle eklektyczny, pełen nawiązań do muzyki funk, r'n'b, hip-hopu (Glasper nawet szukał wśród widowni MC (rapera), którego prawdopodobnie chciał zaprosić na scenę - tego się nie dowiedzieliśmy jednak, bo MC na widowni się nie znalazł) i ambitnej, tanecznej elektroniki. Występ ten przyciągnął kilka setek fanów i (miejmy nadzieję) stanowi zapowiedź eksploracji tanecznych regionów muzyki okołojazzowej.

Jazz Jantar od lat bardzo konsekwentnie stawia na muzyków trójmiejskich. Mało tego - traktowani są oni z należnymi honorami, nie jako (przepraszam za określenie) "zapchajdziury". W tym roku okazję do zaprezentowania swojego talentu dostał Maciej Grzywacz, który na potrzeby festiwalu skomponował zupełnie nowy, skandynawski kwartet, który łączył w sobie skandynawską delikatność z polską śpiewnością i zwracał uwagę niezwykle miękkim (ale nie: banalnym) brzmieniem. Co ciekawe, publiczność również docenia trójmiejskich muzyków: na koncertach Macieja Grzywacza, Sławka Jaskułke (9.11) oraz Wojtek Mazolewski Quintet (11.11) klub tętnił życiem i emocjami. To, trzeba przyznać, piękny widok!

Coraz lepiej zagospodarowywana jest kameralna kawiarnia żakowa, w której odbywały się mniejsze koncerty, "pomiędzy" występami gwiazd na dużej scenie w Sali Suwnicowej. Kawiarniane koncerty w poprzednich latach zostawiane na koniec wieczoru, często były pomijane przez publiczność. Tym razem było inaczej, choć skutek był taki, że koncerty finałowe (jak np. wspomniany już występ Macieja Grzywacza) kończyły się trochę zbyt późno. Być może koncerty w kawiarni powinny zostać skrócone do "showcase'owych" 30 minut?

Festiwal w tym roku składał się z jedenastu dni koncertowy, z czego dziesięć biegło "ciurkiem" - jeden po drugim. Dziesięć dni koncertowych bez odpoczynku to dystans iście maratoński, mało kto byłby w stanie z należytą uwagą wysłuchać wszystkich propozycji. W zeszłym roku narzekałem na zbyt rozrzucony program festiwalu, tym razem organizatorzy "przedobrzyli" nieco w drugim kierunku. Ale efekt został osiągnięty - przynajmniej przez pierwszy tydzień (4-11) Żak żył tętnił festiwalową atmosferą, a ludzie na korytarzu dyskutowali o minionych koncertach.

Wydarzenia

Festiwal Jazz Jantar

jazz, festiwal muzyczny

Zobacz także

Opinie (17) 1 zablokowana

  • Festiwal (1)

    Festiwal bardzo udany!
    Ale jak można uznać za "udany" występ tych młodych Dunek???? Zupełne beztalencia!!! Amatorszczyzna. Nic wspólnego z jazzem to nie miało! Dwie perkusistki! Jeden dobry jazzowy perkusista robi lepszą robotę niż te dziewczyny. Dla mnie to był to największy niewypał festiwalu.
    Pozdrawiam.

    • 5 14

    • czeba być otwartym

      • 6 0

  • Trójmiejska scena jazzowa (2)

    daje radę!

    • 11 1

    • (1)

      trójmiejska scena jazzowa? kilku przemiłych starszych panów grających standardy sprzed ponad pół wieku, kilkoro młodych którym udało się przebić z czymś własnym, a reszta na oucie - to jest scena? Nawet klubu jazzowego na Długiej już od roku nie ma, bo "rynek go zweryfikował" i zastąpił budką z piwem.

      • 4 2

      • naj...

        największym problemem sceny muzycznej nie tylko jazzowej jest nie brak pieniędzy, ale dysproporcja. Promuje się wyłącznie najlepszych (obiektywnie lub subiektywnie), zapominając że o sile dowolnego ruchu czy nurtu świadczy jego masa. W związku z tym że najlepszych jest bardzo mało (z definicji), są bardzo drodzy i występują bardzo rzadko (bo mają pełne kalendarze, co wynika z poprzedniego). Równocześnie inni lub nowi twórcy, którzy mają coś ciekawego do zaproponowania są pomijani. "Pęd na top" to droga donikąd, bo z 1 honorarium Maryli lub Leszka, można sfinansować 100 albo i więcej koncertów młodych, nowych, nieznanych.

        • 2 0

  • Mniej więcej tyle samo wiadomo było przed festiwalem.

    Jaki jest sens publikować zlepek notek prasowych zamiast relacji? Gdzie tu ocena, subiektywne odczucia? To naprawdę aż tak duży wysiłek?

    • 8 0

  • Festwal Jazzowy 2014 (2)

    Wielka szkoda, że serwisem kulturalnym nie zajmuje się już P.ZUCHORA.
    To były prawdziwe relacje + piękna polszczyzna!
    A - festiwal, w mojej ocenie (ja 50+, nieźle osłuchana i młodzież 25,28 - bardzo osłuchana) - bardzo udany!
    Ogromne podziękowania dla bardzo zapracowanej P. Dyrektor Magdy Renk-Grabowskiej i całego zespołu Klubu ŻAK za sprawną organizację, ciekawe propozycje muzyczne i świetną atmosferę festiwalową!

    • 9 1

    • (1)

      ale wazelina :-D

      • 4 3

      • ?

        to nie wazelina - to szacunek dla ludzi, którzy po prostu dobrze pracują.
        i wypada im za to podziękować.
        to się nazywa kindersztuba!

        • 2 1

  • (3)

    Proponuję przed rozpoczęciem takiej imprezy informować a nie po... :(

    • 3 12

    • Proponuję nauczyć się korzystać z kalendarza imprez.

      trojmiasto.pl/jazz-jantar

      Informacja pojawiła się w STYCZNIU, co widać po komentarzach. Pretensje miej do swojego gapiostwa.

      • 7 1

    • (1)

      Był artykuł przed, były także plakaty i billboardy na mieście.

      • 5 0

      • ale ja pacze i nie widze

        • 3 0

  • A Steve Lehman??? (1)

    Steve Lehman Trio to było największe wydarzenie tego festiwalu, a w relacji o tym ani słowa???

    • 5 0

    • Steve Lehman Trio totalnie mnie rozwalili! Bylo niesamowicie

      • 2 0

  • Borys, błagam

    mniej literatury. Bo kiepska.

    • 3 0

  • Żak rządzi :-)

    • 9 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Ogród Świateł

w plenerze, pokaz

Jarmark Bożonarodzeniowy

jarmark

Pezet

hip-hop

Nowe Lokale

Najczęściej czytane

Sprawdź się

Sprawdź się

Który z muzyków współtworzył zespół Kury?