Wiadomości

stat

Film z Trójmiasta wzruszył tysiące widzów. O "Spełnieniu" rozmawiamy z Dawidem Napierałą

"Spełnienie" Dawida Napierały:


Zaledwie 60 sekund wystarczyło, by w oryginalny i poruszający sposób opowiedzieć historię o przemijaniu i ulotności każdej chwili. Film trójmiejskiego twórcy Dawida Napierały "Spełnienie" znalazł się w wąskim finale ogólnopolskiego konkursu Papaya Young Directors, do którego zgłoszono ponad tysiąc propozycji. Teraz produkcja podbija serca internautów.



Tomasz Zacharczuk: Pochodzisz z Trójmiasta i tutaj na co dzień mieszkasz. Powiedz, jakie trójmiejskie wątki możemy znaleźć w twojej produkcji - zarówno, jeśli chodzi o lokalizacje, w których kręciliście film, jak i osoby, które w nim zagrały?

Dawid Napierała (reżyser, scenarzysta, producent filmowy i muzyczny, współwłaściciel jednego z trójmiejskich domów produkcyjnych): Trójmiasto jest mi bliskie. Tu się urodziłem, mieszkam i tworzę. Ze względu na to, że na co dzień pracuję przy produkcjach filmowych, jestem współwłaścicielem trójmiejskiego domu produkcyjnego G58 i współpracuję z niesamowitymi i uzdolnionymi ludźmi, nie czułem potrzeby wsparcia z zewnątrz. Zdecydowałem się, by cały materiał filmowy wyprodukować w Trójmieście i okolicach. Od początku założyłem, że chciałbym minimalnie skorzystać z oferowanej pomocy i zrealizować to ze swoimi ludźmi. Jedyne, z czego skorzystaliśmy, to możliwość wynajmu sprzętu oświetleniowego od firmy Heliograf, za co jestem bardzo wdzięczny.

Zdjęcia realizowaliśmy w Sopocie, Gdyni, Gdańsku oraz w Sierakowicach i w Lublewie. Staraliśmy się tak wybrać lokacje, żeby nic nie wskazywało jednoznacznie, że akcja filmu dzieje się w Polsce. Chodziło o to, żeby reklama była jak najbardziej uniwersalna. Myślę, że nam się to udało - kilka niezależnych osób zapytało mnie, czy kręciliśmy to za granicą. Zwracaliśmy uwagę na najdrobniejsze szczegóły, np. rodzaj nawierzchni przed kościołem (chodziło o to, by nie był to ani typowy chodnik, polbruk czy płyty betonowe, a nieregularna kamienna nawierzchnia). Jedyną osobą spoza Trójmiasta, biorącą udział w produkcji, był autor zdjęć - Patryk Antoniewicz, który mieszka w Kanadzie. Ponieważ jestem ogromnym fanem pracy Patryka (często współpracujemy przy większych produkcjach), bardzo ucieszyło mnie, że bez wahania zgodził się wziąć udział w tym projekcie.

Odtwórca głównej roli - Krzysztof Stasierowski - również jest z Trójmiasta i przez dużą część swojej kariery był aktorem Teatru Muzycznego w Gdyni. Znamy się z panem Krzysztofem już dość długo. Zrobiliśmy razem kilka projektów i nie wyobrażałem sobie, że kto inny mógłby zagrać tę rolę. W filmie zagrał także Janusz Wiśniewski. Jest to jeden z najbardziej znanych polskich krawców mający swój słynny zakład krawiectwa miarowego w Gdyni. Naszej ekipy nie zamieniłbym na żadną inną.

- Nie pamiętam dokładnie procesu, który zachodził w moim mózgu, ale gdzieś na początku stwierdziłem, że chciałbym wziąć na warsztat ciężką i niewygodną emocję. Z natury jestem ekstremalistą, więc nic dziwnego, że złapałem się tej najtrudniejszej - opowiada autor filmu reklamowego dla Mastercard, Dawid Napierała.
- Nie pamiętam dokładnie procesu, który zachodził w moim mózgu, ale gdzieś na początku stwierdziłem, że chciałbym wziąć na warsztat ciężką i niewygodną emocję. Z natury jestem ekstremalistą, więc nic dziwnego, że złapałem się tej najtrudniejszej - opowiada autor filmu reklamowego dla Mastercard, Dawid Napierała. fot. Sara Napierała
Produkt finałowy to 60 sekund. Tyle zobaczy widz. Natomiast w rzeczywistości to zapewne wiele godzin intensywnej pracy na planie. Ile czasu trwa przygotowanie takiej produkcji i na co trzeba go poświęcić najwięcej?

Podczas realizacji tego projektu musieliśmy zmieścić się w dwóch dniach zdjęciowych. Ale te dwa dni poprzedzone były ponad miesięcznym przygotowaniem. W tego typu produkcji nie ma miejsca na przypadki i nie można pozwolić sobie na brak konkretnego i ścisłego planu. Oczywiście oprócz kwestii skompletowania ekipy, odnalezienia lokacji, castingu, opracowania scenopisu, logistyki planu i innych podstawowych rzeczy, w tym przypadku musieliśmy jeszcze wykreować zupełnie autorskiego superbohatera. Stworzyliśmy komiksy, zabawkę oraz cały świat Ocean Mana, ale przede wszystkim kostiumy, które uszyła znakomita kostiumograf Kasia Piątek, również pochodząca z Trójmiasta. Ludzie czasami nie zdają sobie sprawy, że zrealizowanie kilkudziesięciosekundowego spotu wymaga tak dużego nakładu pracy wielu osób.

Ile osób zaangażowanych było w produkcję filmu i jak oceniasz waszą współpracę na planie?

Kiedy maszyna ruszyła w miarę kolejnych potrzeb, na statek wsiadały kolejne osoby. Okazało się, że jest mnóstwo szczegółów, o które trzeba zadbać. Podczas preprodukcji i produkcji ta liczba ciągle rosła. Ale dopiero, gdy mieliśmy już finalną wersję, musiałem przygotować tak zwaną "tyłówkę", czyli spis osób, które pracowały przy projekcie. Wszyscy wzięli w tym udział z czystej przyjemności i bez honorarium, za co jestem im bardzo wdzięczny.

Kiedy spisałem już wszystkie nazwiska i policzyłem, ile rzeczywiście osób zaangażowało się w projekt, okazało się, że była to niespełna setka. Wówczas trafiło do mnie, ilu ludzi stanęło za mną, żeby wspólnie urzeczywistnić te kilka stron maszynopisu. Pamiętam, że było to ok. godz. 2 w nocy. Obejrzałem po raz pierwszy gotowy spot, raz jeszcze spojrzałem na listę i najzwyczajniej w świecie się wzruszyłem. Nie zdawałem sobie sprawy, że moja eksplikacja pociągnęła za sobą tyle wspaniałych osób. Przyjaciół, znajomych, a także zupełnie mi wcześniej nieznanych. Cały ten projekt był dla mnie niesamowitym przeżyciem i dowodem na to, że ludzie są wspaniali.

Nad "Spełnieniem" pracowała blisko setka osób, w tym odtwórca głównej roli, Krzysztof Stasierowski, operator Patryk Antoniewicz czy odpowiedzialna za kostiumy, Katarzyna Piątek. Usłyszeć za to możemy trójmiejskiego muzyka, Macieja "Majlo" Milewskiego.
Nad "Spełnieniem" pracowała blisko setka osób, w tym odtwórca głównej roli, Krzysztof Stasierowski, operator Patryk Antoniewicz czy odpowiedzialna za kostiumy, Katarzyna Piątek. Usłyszeć za to możemy trójmiejskiego muzyka, Macieja "Majlo" Milewskiego. fot. Sara Napierała
W tej krótkiej produkcji dotykasz bardzo wrażliwego i poważnego tematu, który udało ci się ująć w niezwykle oryginalnej formie. Koncepcja, którą wybrałeś od razu przyszła ci do głowy? Tak to widziałeś od początku, czy jednak było kilka prób podejścia do tego tematu?

Generalnie zawsze unikałem konkursów. Do wzięcia udziału w tym namówiła mnie moja żona. W zasadzie nie namówiła, tylko zaczepnie podesłała mi link do rejestracji. Stwierdziłem, że nic mnie nie kosztuje, żeby się zarejestrować i zobaczyć, o co chodzi. Pomyślałem sobie, że jeżeli będzie wśród sponsorów marka, dla której chciałbym zrealizować reklamę, to spróbuję. Zasady konkursu mówiły o tym, że jedna osoba może przygotować maksymalnie po dwie eksplikacje dla każdego ze sponsorów. Firm było 9, czyli teoretycznie mogłem przygotować 18 koncepcji.

Od początku miałem zamiar napisać tylko jedną, ale pod warunkiem, że to poczuję. Gdy zobaczyłem na liście marek Mastercard, od razu wiedziałem, że chcę to zrobić. Jeszcze tego samego wieczoru poukładałem sobie w głowię praktycznie cały scenariusz. Nie pamiętam dokładnie procesu, który zachodził w moim mózgu, ale gdzieś na początku stwierdziłem, że chciałbym wziąć na warsztat ciężką i niewygodną emocję. Z natury jestem ekstremalistą, więc nic dziwnego, że złapałem się tej najtrudniejszej. Jeżeli chodzi o zasady reklamowe należy raczej unikać negatywnych skojarzeń, ale mam wrażenie, że ludzie mają powoli dosyć oglądania cukierkowego świata, w którym wszystko jest idealne. A przecież każdy wie, że śmierć jest jedyną pewną rzeczą, jaka nas wszystkich spotka. Pomyślałem, że przecież można ten temat ograć w taki sposób, żeby zamiast widza zdołować, pokazać umieranie w całkiem inny sposób.

Skąd pomysł na wykorzystanie, tak to ujmę - superbohaterskiego wątku? To wynika z jakichś twoich prywatnych fascynacji czy tak po prostu wyszło samo z siebie?

Z założenia w produkcjach, które realizuję, nie staram się implementować swoich prywatnych fascynacji. Uważam, że należy patrzeć szeroko i nawet, jeśli coś mnie nie jara, to przecież wielu osobom może się podobać.

Komiksiarzem nigdy nie byłem, ale bardzo lubię formę komiksu. Lubię też tę amerykańskość superbohaterowości. Chciałem śmierć ograć w takich naprawdę pozytywnych i trochę unikalnych warunkach. Konstrukcja była taka, że dziadek jest chory i wie, że umrze, więc za pomocą pewnych rzeczy, za które zapłaci, wyprawi sobie oryginalny pogrzeb, żeby sprawić rodzinie pozytywną niespodziankę, która może ułatwi im ten ciężki moment. Pomyślałem, że narzucenie głównemu bohaterowi pasji komiksowej spowoduje, że będzie on dużo ciekawszy, oryginalny i przez to bardziej lubiany. Wywoła to wtedy większe emocje u widza w chwili, kiedy dowie się, że dziadek umarł.
- Chciałem śmierć ograć w takich naprawdę pozytywnych i trochę unikalnych warunkach. Konstrukcja była taka, że dziadek jest chory i wie, że umrze, więc za pomocą pewnych rzeczy, za które zapłaci, wyprawi sobie oryginalny pogrzeb, żeby sprawić rodzinie pozytywną niespodziankę, która może ułatwi im ten ciężki moment - tak o pomyśle na scenariusz opowiada Dawid Napierała.
- Chciałem śmierć ograć w takich naprawdę pozytywnych i trochę unikalnych warunkach. Konstrukcja była taka, że dziadek jest chory i wie, że umrze, więc za pomocą pewnych rzeczy, za które zapłaci, wyprawi sobie oryginalny pogrzeb, żeby sprawić rodzinie pozytywną niespodziankę, która może ułatwi im ten ciężki moment - tak o pomyśle na scenariusz opowiada Dawid Napierała. fot. Sara Napierała

Takie produkcje jak twoja to pewnego rodzaju hybryda telewizyjnej reklamy i krótkiej formy filmowej. Choćby za sprawą spotów Allegro zyskują ostatnio na popularności. Czy według ciebie to chwilowy trend, czy tak właśnie mogą wyglądać w przyszłości reklamy największych marek?


Myślę, że ludziom już nie wystarczy sucha informacja o promocji. Potrzebują emocji, żeby związać się z jakąś marką czy produktem. Widok logo musi wywoływać w nich jakieś uczucie. Największe marki świata reklamują się w ten sposób. Oczywiście w różnych formach. Ten filmowo-fabularny styl faktycznie stał się ostatnio dość popularny. Dzięki niemu można zaserwować widzowi krótki film z ciekawą i zazwyczaj wzruszającą historią.

Ludzie zawsze lubili filmy, a te wzruszające często trafiały do klasyki. Moimi ulubionymi reklamami tego typu są między innymi spoty realizowane dla John Lewis - brytyjskiego domu towarowego. Są tam naprawdę oryginalne i niebywałe opowieści. Nie wiem, jak długo potrwa ten trend. Możliwe, że jeszcze długo będzie dawał o sobie znać. Ludzie kochali, kochają i będą kochać filmy.

Tak kręcono film:

Opinie (22) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

16

lutego

Acid Drinkers Gdynia, Klub Ucho

25

lutego

Eliminacje mistrzostw świat... Gdańsk, Sopot, Ergo Arena

01

marca

Koncert Muzyki Filmowej i E... Gdynia, Gdynia Arena

Kultura

Co grają gościnnie w Trójmieście w marcu i kwietniu?
Gościnne spektakle w marcu i kwietniu

Kulinaria

"Zawieszone zupy" w bistro na Przymorzu
"Zawieszone zupy" w bistro na Przymorzu

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: ferie, Dzień Kota i dużo koncertów
Planuj tydzień: ferie i dużo koncertów

Wygraj bilety,
sprawdź nasze konkursy

    Najczęściej czytane