Wiadomości

stat

Tomasz Stańko wraca do korzeni. Relacja z koncertu w Starym Maneżu

W wieku siedemdziesięciu pięciu lat Tomasz Stańko udowodnił, że jest w życiowej formie.
W wieku siedemdziesięciu pięciu lat Tomasz Stańko udowodnił, że jest w życiowej formie. fot. Dominik Staniszewski/Trojmiasto.pl

Po ponad pięćdziesięciu latach na scenie Tomasz Stańko nie musi już niczego nikomu udowadniać. Nikomu poza sobą samym. Zamiast spokojnej emerytury i odgrywania bezpiecznego repertuaru postanowił skierować się ku bardziej eksperymentalnym, porywającym dźwiękom i trzeba przyznać, że wyszło mu to na dobre.



W 2015 roku, przy okazji festiwalu Jazz Jantar, miałem okazję przeprowadzić wywiad z Tomaszem Stańko, podczas którego padła deklaracja: "Na pewno będę często wracał do muzyki free, bo muzyka free, która w Gdańsku nazywa się yassem, jest niesłychanie ważną rzeczą. [...] Na pewno będę szukał takiego grania, gdzie będę mógł rzucić się na wody czystej improwizacji". W niedzielny wieczór na własne uszy mogliśmy się przekonać, że obietnica została dotrzymana, a energia, jaką w 1970 roku można było usłyszeć na debiutanckim albumie "Music for K" raz jeszcze poruszyła słuchaczy. Szczerze współczuję każdemu, kto wybrał miejsca siedzące, ja usiedzieć nie mogłem.

Wydarzenie rozpoczęło się dość nieporadnie, od zapowiedzi będącej połączeniem recytacji podstawowych faktów encyklopedycznych oraz laudacji. Sztuka wprowadzania publiczności w koncert nie należy do łatwych, ale przemowa przypominająca zachwyt nad barejowskim prezesem klubu Tęcza zawsze będzie złym wyborem. W kolejnych minutach mogliśmy jednak doświadczać konsekwencji samych trafnych decyzji, a przede wszystkim doboru składu zespołu występującego pod nazwą Tomasz Stańko Band. Lider tym razem nie skorzystał z najpowszechniejszej metody, czyli kompletowania grupy na zasadzie selekcji ulubionych solistów. Zamiast tego zaabsorbował istniejące od szesnastu lat RGG Trio, co na pewno pozwoliło zaoszczędzić czas, jaki należałoby poświęcić na zgranie się wszystkich instrumentalistów. Jestem jednak przekonany, że nie to było główną motywacją rzeszowskiego trębacza, lecz ogromna wszechstronność oraz niebywały talent do tworzenia "wolnego" jazzu, jakimi wykazują się pianista Łukasz Ojdana, kontrabasista Maciej Garbowski oraz perkusista Krzysztof Gradziuk.

Najnowsze muzyczne wcielenie Tomasza Stańki obejrzała pełna sala.
Najnowsze muzyczne wcielenie Tomasza Stańki obejrzała pełna sala. fot. Dominik Staniszewski/Trojmiasto.pl
Stańko jest liderem mądrym. Zdaje sobie sprawę, że zajmowanie tej funkcji nie może być równoznaczne z zajmowaniem całego czasu trwania koncertu, zresztą nie po to angażuje się wybitnych muzyków, aby zaledwie akompaniowali. Jedne z najpiękniejszych dźwięków, jakie mogliśmy wczoraj usłyszeć miały początek na klawiaturze Ojdana. Każde jego solo było popisem technicznych zdolności oraz bujnej wyobraźni, któremu towarzyszyła sekcja rytmiczna naprzemiennie prowadząca dialog oraz przemawiająca wspólnym głosem, okazjonalnie sięgająca po sonorystyczne ozdobniki pogłębiające związek z free jazzem. Związek, a nie free jazz sam w sobie, bo trudno było nie odnieść wrażenia, że nie mieliśmy do czynienia z zespołem porywającym się na improwizację totalną. Nie jest to zresztą jedynie mój domysł, wystarczyło zwrócić uwagę na obecność pulpitów z nutami na scenie, co świadczy o tym, że przynajmniej część materiału została wcześniej skomponowana.

Jeszcze przed wyjściem na bis Stańko podziękował publiczności, która całkowicie wypełniła salę za przybycie i podkreślił, że była to "muzyka z jego ostatnich lat". Mogłoby się to wydawać zaskakujące, w końcu albumy publikowane w tym stuleciu były raczej nastrojowe czy wręcz melancholijne, łącznie z tegorocznym "December Avenue" nagranym wraz z kwartetem nowojorskim. Być może jednak znaczenie tych słów jest inne, a muzyk chciał podkreślić w ten sposób, że dokonuje swoistego podsumowania kariery.

Zacząłem od cytatu z wywiadu, więc i cytatem zakończę. "Jako trębaczka jestem fanką gry Tomasza Stańki, jego niesamowitego brzmienia i poczucia porzucenia, naprawdę uwielbiam to i podziwiam" - tak twierdzi Laura Jurd, liderka brytyjskiego Dinosaur, zespołu nominowanego do prestiżowej Mercury Prize 2017, który wystąpi na tegorocznej edycji festiwalu Jazz Jantar. Nie wierzę określeniom typu "ikona jazzu" (pod takim szyldem odbywał się koncert w Starym Maneżu), w moim odczuciu umiejętności muzyka są weryfikowane za każdym razem, gdy wychodzi na scenę, ale zarówno kondycja Tomasza Stańki, jak i jego wpływ na kształtowanie kolejnego pokolenia jazzowych instrumentalistów są imponujące. Po niedzielnym występie mam wręcz wrażenie, że w wieku siedemdziesięciu pięciu lat Stańko osiągnął szczytową formę i trzymam kciuki, aby materiał stworzony z RGG Trio jak najszybciej znalazł się na albumie - tej muzyki powinien słuchać cały świat.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (12)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
13.10.2017 wprowadzono zmiany w regulaminie.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Najnowsze wiadomości

Kalendarz imprez

kalendarz

Zdjęcia z imprez

    Nowe lokale

    Najczęściej czytane