Wiadomości

stat

Tommy Emmanuel - szalony wirtuoz gitary

Tommy Emmanuel: Kiedy gram, poruszam też którąś z waszych strun. Właśnie dlatego tu jestem.
Australijczyk udowodnił podczas koncertu w PFB, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych do zagrania.
Tommy Emmanuel: Kiedy gram, poruszam też którąś z waszych strun. Właśnie dlatego tu jestem. Australijczyk udowodnił podczas koncertu w PFB, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych do zagrania. fot. Edyta Steć/Trojmiasto.pl

Tommy Emmanuel we wtorkowy wieczór oczarował publiczność w Polskiej Filharmonii Bałtyckiej na Ołowiance. Wirtuoz gitary akustycznej ponownie udowodnił, że ten instrument nie ma przed nim żadnych tajemnic. Australijczyk potrafi stworzyć wyjątkową atmosferę na swoich koncertach - widzowie mogą się poczuć zarówno jak na intymnym występie, jak i na wielkim rockowym show.



Jednak zanim na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru, najpierw wyszła na nią Christie Lenée. Najlepsza akustyczna gitarzystka tego roku, jedna z najlepszych w technice fingerstyle. Jej gdański, zaledwie półgodzinny, występ był jej pierwszą w ogóle wizytą w Europie. Ale na pewno nie ostatnią. Ci, którzy ją znali, wiedzieli, czego się spodziewać - wirtuozeria, wspaniały głos oraz świetne dopełnienie całości loopami czy efektami. Natomiast ci, którzy widzieli i słyszeli ją po raz pierwszy, nie będą potrafili o niej zapomnieć.

Momentalnie po zakończeniu krótkiego seta Lenée na scenę PFB wyszedł Tommy Emmanuel. To taki trochę André Rieu gitary. Showman. Pełen luzu, zawadiackiego sznytu i umiejętności niezwykle potrzebnej, zwłaszcza kiedy jest się jedynym na scenie - hipnotyzowania widowni.


Muzyk z Antypodów. Samouk. Człowiek, który tak mocno zakochał się w gitarze, że postanowił poznać wszystkie jej tajemnice. Już jako młokos zafascynował się grą Cheta Atkinsa, a później Merle'a Travisa. Przez lata ta fascynacja prowadziła go do wypracowania własnego stylu. Perfekcji w technikach, jak slapping czy fingerstyle. Jest to o tyle interesujące, że Emmanuel nie zna nut. Wszystko gra wyłącznie na słuch.

Mimo że na scenie są wyłącznie muzyk i trzy jego gitary, to czasem można było odnieść wrażenie, że na scenie przebywał cały zespół. Wszystko przez używanie techniki, którą posługiwał się Travis - graniu partii basowych na strunach basowych kciukiem, a na strunach wiolinowych pozostałymi palcami z pominięciem małego. W ten sposób Tommy Emmanuel uzyskuje wielowymiarowy, multinstrumentalny efekt, którym zachwyca publiczność na całym świecie.

- Kiedy gram, poruszam też którąś z waszych strun. Właśnie dlatego tu jestem - rzucił w którymś momencie ze sceny. I miał rację. Obok jego muzyki nie można przejść obojętnie.
Australijczyk ma wybitny dar. Nie tylko do grania na gitarze, ale też do występowania na scenie. Jego wyjątkowa, czasem intymna, a momentami szorstka relacja z instrumentem sprawia, że widzowie przeżywają huśtawkę emocji. Raz jest to intymność właśnie, poczucie, że gra wyłącznie dla nas, a raz płomienne wykonanie, które przenosi wszystkich na wielotysięczny festiwal. Do tego dochodzi świetny kontakt z widownią oraz poczucie humoru rozluźniające atmosferę.


Bez względu na to, czy Australijczyk tylko gra, czy także dokłada do tego śpiew, wszystko to nosi w sobie znamiona perfekcji. Niektórzy mówią nawet bardziej odważnie - absolutu. W każdym razie gitarzysta udowadnia, że niemożliwe dla niego nie istnieje. Zagra wszystko i nie sprawi mu to najmniejszego problemu.

Porywa publiczność swoją charyzmą, żartami, komentarzami, ale przede wszystkim muzyką. Dało się to odczuć w Polskiej Filharmonii Bałtyckiej, wypełnionej może trochę więcej niż w połowie. Publiczność jadła muzykowi z ręki, a ten za ciepłe przyjęcie odwdzięczył się wybitnym koncertem. Długim koncertem, to trzeba zaznaczyć. Ale nie dlatego że ten czas był uciążliwy. Wręcz przeciwnie - można było słuchać bez końca. Zwłaszcza w tej sali o fenomenalnej akustyce.

Słuchacze byli zachwyceni swobodną improwizacją, jak i wirtuozerią. Coverami znanych utworów, jak i kompozycjami autorskimi. Starszymi i nowymi (z płyty, która ukaże się w przyszłym roku). W tym jedną, którą napisał w dniu koncertu w Gdańsku. Wielogatunkowością tego, co zaprezentował Tommy Emmanuel - od rock and rolla, przez blues i country po sentymentalne ballady czy claptonowskie dźwięki, które wszyscy przecież kochają. Świetnie zbudowany koncert, który nie pozwolił się nikomu nudzić. To jest coś, co nie wszyscy potrafią.

Opinie (8) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

23

listopada

Targi Gra i Zabawa Gdańsk, Amberexpo

26

listopada

Osiecka, Młynarski, Przybora Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

30

listopada

Dont Let Daddy Know Gdańsk, Sopot, Ergo Arena

Kultura

Muzyka Hansa Zimmera w Ergo Arenie
Muzyka Zimmera w Ergo Arenie
Nocne spacery po Siedlcach. Narracje
Nocne spacery po Siedlcach. Narracje

Kulinaria

Arco by Paco Pérez: hiszpańska kuchnia z widokiem na Gdańsk
Arco by Paco Pérez: kuchnia z widokiem
Serce do garów. Szefowie kuchni gotowali w szczytnym celu
Kolacja charytatywna "Serce do garów"

Planuj z nami tydzień

Narracje, półmaraton i muzyka Hansa Zimmera. Planuj tydzień
Narracje i muzyka Hansa Zimmera

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Ogólnopolskie Spotkania Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów obywające się w Gdyni to: