Wiadomości

Trójmiejscy fotografowie: Michał Olech o górach i morzu

Fot. Tomasz Wożniak

Zakochany w morzu i w górach 38-latek na co dzień jest grafikiem w jednej z trójmiejskich firm w branży IT. Pasjonat podróży, miłośnik Lwowa, kultury słowiańskiej i wschodnich Karpat. Od 10 lat fotografuje Bałtyk i regularnie podrzuca nam swoje zdjęcia, które publikujemy w naszej galerii oraz na profilu Facebook.



Z Michałem spotkaliśmy się w naszej redakcji, by w ramach cyklu "Trójmiejscy fotografowie" porozmawiać o jego przygodzie z fotografią. Każdy wyróżniony fotograf otrzymuje od nas bon o wartości 300 zł do wykorzystania w sklepie Cyfrowe.pl.

Marta Nicgorska: Co jest większe: twoja miłość do kobiet czy Ukrainy?

Michał Olech: Ukraina też jest kobietą (śmiech). Trudno powiedzieć, co bardziej mnie pociąga (śmiech). Nie da się ukryć, że Ukrainą jestem bardzo zauroczony. Kocham góry, uwielbiam ich dzikość, majestat, różnorodność. Urzekły mnie Karpaty, ale nie te polskie, dobrze wszystkim znane, lecz te, które kryją się na wschód, gdy spojrzymy z Tarnicy czy Halicza. Intryguje mnie spiczasty Pikuj, który wieńczy długie pasmo we wschodnich Bieszczadach, potężna i piękna Borżawa, wyrastająca z dolin niczym wielka ściana, dzikie i nieprzebyte Gorgany, rozległa i malownicza połonina Świdowca, słynąca z kapryśnej pogody. Za naszą wschodnią granicę podróżuję regularnie od 2011 roku i za każdym razem czuję się tak, jakbym przeżywał pierwszą miłość.

Podobno twoja przygoda z fotografią zaczęła się na dobre w Karpatach ukraińskich?

Zdecydowanie! Na jednej z wypraw poznałem Karola Nienartowicza, fotografa górskiego, z którym od pierwszych chwil złapałem świetny kontakt. W czasie długiej podróży gadaliśmy jak nakręceni o górach i fotografii. Połączyły nas wspólne pasje i podobne charaktery. Dzięki Karolowi odkryłem fotografię w sobie. Dużo się od niego dowiedziałem, podglądałem, jak on to robi, próbowałem naśladować. Karol jest fenomenalny, ma niesamowite oko, doświadczenie w fotografowaniu gór, artystyczne wyczucie.

Zobacz także: Trójmiejscy fotografowie - Marek Sałatowski



Wcześniej nie miałeś bladego pojęcia o fotografii?

Coś wiedziałem, coś liznąłem za młodu, ale pierwsze zdjęcia to była totalna amatorszczyzna. Fotografia zaczęła mnie kręcić na serio, kiedy na rynku pojawiły się pierwsze aparaty cyfrowe. Efekty zabawy sprzętem były widoczne od razu, nie trzeba już było biegać do labu i to też zachęcało do pstrykania. W 2005 roku kupiłem pierwszą lustrzankę i zacząłem kombinować. Nie miałem wtedy pojęcia o filtrach, fotografowałem na oślep, próbowałem i zdawałem sobie sprawę, że przede mną bardzo długa droga. Potem zajrzałem do literatury. Przeczytałem książkę "Szkoła fotografowania" National Geographic, napisaną przez starych kliszowych fotografów. Lektura pochłonęła mnie bez reszty. Prosty język, cała masa zdjęć sprawiły, że zainspirowałem się. Kupiłem sobie kolejne części. Były to znane pozycje dla początkującego fotografa. I tak zacząłem dryfować po fotograficznym morzu....

Zobacz także: Agata Reclaf - akt jest lepszym portretem niż twarz

Aż któregoś dnia wpadłeś na mistrza pejzażu, który pozwolił ci wsiąść na swoją tratwę i pokazał ci właściwy kierunek?

To nasze spotkanie z Karolem było chyba zapisane w gwiazdach. Został moim przewodnikiem w kwestiach technicznych. Gdy przeprowadził się do Trójmiasta chodziliśmy razem w plener, a dla odmiany robiliśmy wypady w góry z nocowaniem w namiocie, gdzieś hen poza szlakiem. Luźna znajomość przerodziła się w przyjaźń, a ja poczułem, że zaczynam się rozwijać. Choć Karol poszedł za głosem serca i po kilku latach wrócił na stałe w góry, nadal jest moim dobrym kumplem, z którym wciąż spotykamy się w plenerze.

Zrobiliście razem dużo zdjęć o świcie. Kto kogo wyciągał z łóżka?

Wyciągaliśmy się nawzajem. Czasami to ja pilnowałem budzika i robiłem mu pobudkę o trzeciej czy czwartej rano. Czasem to on bił na alarm, że jest super pogoda i warto ruszyć nad morze. Przed każdym plenerem czułem - jak przed podróżą - dreszczyk emocji. A że jesteśmy z Karolem dwa wariaty, to nasze wypady bywały hardkorowe. Ciągaliśmy się po bagnach, wchodziliśmy po pas do wody. Razem polowaliśmy na zorzę polarną, goniliśmy srebrzyste obłoki, łapaliśmy w kadrze tęczę nad zatoką. Niespokojne niebo, burza, a nawet zwykłe badyle w wodzie były pretekstem do wyrażenia siebie. Przy Karolu przekonałem się, że tematem przewodnim może być wszystko i z małych, zwykłych rzeczy można zrobić arcydzieło. Liczy się nastrój, perspektywa.

Zobacz także: Trójmiejscy fotografowie - Nikodem 'Projecton' Olejniczak



Morze jest jednym z twoich ulubionych motywów. Nie znudził cię już nadmorski klimat?

Bałtyk fotografuję od 10 lat, ale nuda jeszcze mnie nie dopadła. Żeby nie nastąpiło zmęczenie materiału, wystarczy krótka przerwa, zmiana otoczenia. Wypad w góry czy za granicę powoduje tęsknotę i odświeża spojrzenie. Morze jest magiczne i potrafi zapierać dech w piersiach. Czy spokojne, czy wzburzone, jest po prostu piękne. To wdzięczny temat do fotografowania, ujęcia są nie do powtórzenia. Bałtyk jest fantastyczny także zimą, gdy pogoda czyni cuda. Mimo trudnych warunków pogodowych, solidnego mrozu czy śnieżycy, nie potrafię się oprzeć. Ciągnie mnie niczym wilka do lasu.

Pogoda czyni cuda, ale potrafi płatać różne figle.

Mnie pogoda nie przeraża, nie odstrasza od wyjścia z domu. To właśnie dzięki zjawiskom atmosferycznym uzyskuję różne rezultaty i jedno, to samo miejsce, mogę pokazać w innym świetle. Zrobiłem kiedyś eksperyment i fotografowałem orłowskie molo przez kilka poranków: o stałej porze dnia, pod tym samym kątem. Efekt zadziwiający - te same kadry, a każde zdjęcie z innej bajki. Niejedna osoba założyłaby się pewnie, że to nie to samo molo. Odkąd zacząłem fotografować świadomie, interesuję się meteorologią. Sprawdzanie prognozy, obserwowanie map burzowych i zjawisk atmosferycznych weszło mi w krew, ułatwia organizację sesji. W zeszłym roku całe lato czekałem na porządną burzę w Trójmieście. Kiedy nadeszła w sierpniu, byłem przygotowany i zrobiłem wymarzone zdjęcie.

Zobacz także: Fotografia kulinarna ma znaczenie. Wywiad z Joanną Ogórek

Podobno z fotografowaniem jest trochę tak jak ze śpiewaniem piosenek: lubimy to, co dobrze znamy.

Coś w tym jest. Znajomość miejsca jest ważna dla przekazu. Inaczej fotografuje się miejsca bliskie i obce. Zdjęcia oddają przecież nasze uczucia, nasze spojrzenie, nasze emocje.

Jakie są twoje fotografie? Gdybyś miał je określić jednym słowem to...

Powiedziałbym, że są skrajne. Od harmonii i spokoju bijącego z tafli wody czy pasma górskiego do dynamicznych obrazów sztormowych fal, piaskowej zawieruchy i lawiny. Lubię skrajności: z jednej strony malownicze poranki, ciepłe, niemal bajkowe wschody słońca, z drugiej strony mroczny klimat, błyskawice, szalejące chmury. Zdjęcia odzwierciedlają moją podwójną naturę.

Niech zgadnę! Jesteś spod znaku Bliźniąt?

Tak (śmiech). Fotograficzne kontrasty idą w parze z moim charakterem.

Ile zdjęć liczy twoja kolekcja?

Nie wiem, nie liczę. Pewnie setki, albo nawet tysiące. Są wśród nich mniej lub bardziej udane kadry. Zdjęcia robię dla siebie. To moja odskocznia od codziennej pracy i obowiązków. Mój relaks, moje hobby.

Opinie (35) 1 zablokowana

  • Super ładne zdjęcia.

    • 25 6

  • Pięknie

    TAkich zdjęć nigdy dość....

    • 18 6

  • Piękna seria szacun

    • 17 3

  • Brawo

    Szacun za wytrwałość przy czekaniu na tę jedną chwilę z odpowiednim światłem nieżadko w temp. grubo poniżej zera plus wiejącym wietrze. Świetne zdjęcia można zrobić z mostów przy okazji utrwalając stocznie przy wschodzie i zachodzie słońca. Powodzenia przy realizowaniu pasji.

    • 10 2

  • (7)

    Szkoda tylko że są to graficzne kolorowanki a nie to co faktycznie fotograf widział

    • 36 18

    • żadne graficzne kolorowanki (4)

      właściwe i świadome naświetlanie matrycy i wykorzystanie odpowiednich filtrów (dobrej jakości) pozwala uzyskać tak fajne rezultaty. Każde zdjęcie, nawet te analogowe na kliszy wymaga wywołania i obróbki. To, że ty tego nie umiesz to nie znaczy, że to jest fake.

      • 14 6

      • lightroom (3)

        czyni cuda :) foto zrobione na miejscu , grafika w domu :)

        • 5 6

        • (2)

          no tak, kiedyś fotografowie też wyciągali kliszę prosto z puszki i mieli zdjęcia. mogli to nawet zrobić "na miejscu". Puknij się w łeb.

          • 5 0

          • (1)

            Widzimy to na bilbordach i w prasie. No i na fotach powyżej. Kiedyś też, po zrobieniu byle jakiego zdjęcia siedział fotograf w ciemni z farbami i poprawiał, zieleń, niebo, chmury, wodę. Wycinał to co mu się nie widziało itp. Kolorowanki opracowane na komputerze w programie graficznym.

            • 3 0

            • A gdzie tu mowa o fotografii komercyjnej czy reklamowej? A od kiedy fotografia to tylko odwzorowanie rzeczywistości bez kreatywnego wykorzystania np filtrów po to żeby zaakcentować pewne aspekty ? A rozumiesz, że w******czy założyć filtr szary, żeby np 1/20s otrzymać 1 minutę i pięknie rozmyć ruch fal czy zaakcętować pęd chmur? A kiedy widziałeś ostatnio kolory nieba przed świtem szczególnie przy częściowo zachmurzonym niebie czy po przejściu burzy? Smutny i ponury jest Twój świat.

              • 5 0

    • O (1)

      Panie siedź Pan tam cicho!
      Facet robi piękne zdjęcia i basta.
      Zawsze znajdzie się jakiś "głupio mądry"!

      • 7 2

      • Tak jest na 100%. Adobe to on w ogole nigdy nie uzywal.

        • 2 1

  • (1)

    Mi osobiście jego zdjęcia się nie podobają.

    • 12 9

    • Część zdjęć po prostu zalatuje kiczem. Te kolorki ..... podobnie malowano kiedyś jelenie na rykowisku, łabędzie na stawie itp

      • 8 1

  • szacunek za wytrwałosc i warsztat oraz podziw dla pasji (1)

    ale HDR-om mówie NIE

    • 14 9

    • Są hdr-y i są "hdr-y".

      • 2 1

  • piękne, interesujące zdjęcia,

    dopieszczone kadry, brawo!

    • 6 6

  • Siema A.!

    Super foty, ale może lepiej trochę mniej hdr-a i nasycenia barw. Będzie trochę bardziej elegancko. pozdro z medyka! \m/

    • 19 1

  • Klasyczny piktorial. (1)

    Ansel Adams wyczerpał już temat dziesiątki lat temu.

    • 8 1

    • gdzie Adams a gdzie pstrykacze dla trojmiasta....... no sorry

      • 0 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

29

września

04

października

Targi Ślubne Weselnik Gdańsk, Plenum

11

października

10. Alternatywne Targi Ślubne Gdańsk, Stary Maneż

Kultura

Koncert skrzypcowy w zaskakującej scenerii
Koncert w zaskakującej scenerii
Roztańczony introwertyk. Artur Rojek w Starym Maneżu
Rojek w Starym Maneżu

Kulinaria

Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Okiem dietetyka: jak wybrać dobry chleb?
Okiem dietetyka: jak wybrać dobry chleb?

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Klub będący miejscem spotkań sopockiej bohemy w latach 50. XX w. to: