Wiadomości

Tytus Skiba: Nie uważam się za muzyka

Tytus Skiba (na pierwszym planie): Dla wielu moich rówieśników konstytucja czy praworządność to abstrakcyjne pojęcia. Nie łączą tego, że jeśli sądy zostaną zupełnie upolitycznione, to nic ich już nie uratuje. Myślę, że to między innymi kwestia braku wychowania w duchu społeczeństwa obywatelskiego. Wielu moich znajomych często mówiło, że nie chodzą na wybory, bo nie interesują się polityką. Teraz są zdziwieni, że polityka zainteresowała się nimi i jacyś starzy, odrealnieni kolesie w krawatach chcą im układać życie.
Tytus Skiba (na pierwszym planie): Dla wielu moich rówieśników konstytucja czy praworządność to abstrakcyjne pojęcia. Nie łączą tego, że jeśli sądy zostaną zupełnie upolitycznione, to nic ich już nie uratuje. Myślę, że to między innymi kwestia braku wychowania w duchu społeczeństwa obywatelskiego. Wielu moich znajomych często mówiło, że nie chodzą na wybory, bo nie interesują się polityką. Teraz są zdziwieni, że polityka zainteresowała się nimi i jacyś starzy, odrealnieni kolesie w krawatach chcą im układać życie. fot. Karol Makurat

Tytus Skiba. Rocznik 1997. Młody, świadomy, mądry i niezwykle otwarty człowiek. Rozmawiając z nim, wraca nadzieja, że wkraczające w dorosłe życie pokolenie faktycznie może coś zmienić. Na lepsze. A przy okazji to syn Krzysztofa Skiby, ale - jak sam mówi - nigdy się z tym nie obnosił. Nie ukrywa jednak, że ojciec miał ogromny wpływ na to, jakim człowiekiem jest teraz.




Patryk Gochniewski: 2021 rok - wciąż punks not dead?

Tytus Skiba: To stare hasło jest już oczywiście totalnie wyświechtane i zbyt wiele nie znaczy. Ale mówiąc całkiem serio - punk do końca nie umarł. Mimo wielokrotnie obwieszczanej jego śmierci ma się całkiem dobrze. Z jednej strony - coraz więcej starych załogantów umiera, stare kapele przestają istnieć, a złote czasy punk rocka raczej już nie wrócą. Ale to dobrze, jedyną stałą we wszechświecie jest zmiana. Z drugiej, cały ten punkowy świat nadal się kręci.

Powstaje sporo nowych zespołów.

Tak. Kapele nadal wydają płyty, wydawane są fanziny. Epidemia, niestety, pozbawiła nas koncertów, ale przed nią nie mogliśmy w Polsce narzekać na brak punkowych festiwali i innych tego typu wydarzeń. A w Europie Zachodniej i w USA punk ma się chyba jeszcze lepiej. Może nie jest tak, że młodzi ludzie masowo zakładają punkowe kapele jak czterdzieści lat temu, ale punk rock ma dziś sporo do powiedzenia, bo dużo ciekawych rzeczy dzieje się na świecie. Od jakiegoś czasu ze stylistyki punkowej czerpią bardzo różni twórcy, choćby raperzy. Może szykuje się nam jakieś małe punkowe odrodzenie... W każdym razie nic więc nie wskazuje na to, żeby punk miał w najbliższym czasie umrzeć.

Wiesz, pytam, bo polski punk narodził się w czasach, do których musiał się przystosować. Ten dzisiejszy jest bliższy punkowi brytyjskiemu. Ma więcej cech wspólnych. Bunt dotyczy wielu kwestii, nie tylko polityki.

Nie pamiętam tamtych czasów, ale dzisiaj z pewnością jest łatwiej na wielu płaszczyznach. Wtedy zdobycie instrumentów czy zachodnich płyt graniczyło z cudem. Dziś wybór "narzędzi" jest ogromny, a płytę może nagrać tak naprawdę każdy przy użyciu smartfona, bez wychodzenia z domu. Dzięki internetowi mamy dostęp do całej muzyki świata na wyciągnięcie ręki. Dzisiejszy bunt faktycznie dotyczy wielu kwestii, ale tak naprawdę niemal wszystkie one łączą się z polityką, bo wszystko, co robimy, jest polityczne. Trudno jest żyć w oderwaniu od polityki. Powody apatii, frustracji i zmęczenia osób z mojego pokolenia są kwestią tego, w jakim kraju żyjemy, kwestią programu nauczania, w jakim nas wychowywano. A wychowywano nas bez edukacji seksualnej, za to z kilkoma godzinami religii tygodniowo. I to już są kwestie mocno powiązane z polityką.

Czytaj też: Pierwszy koncert po długiej przerwie. Kortez zagrał w Gdyni

Opowiedz o swoim zespole Danziger. Niedawno wydaliście swój debiut. Krótki, ale bardzo treściwy.

Danziger ma swoje początki w 2014 roku, ale na dobrą sprawę zaczęliśmy grać w roku 2016. Wtedy dołączył do nas Adam - basista - i od tego momentu wszystko poszło lawinowo. W październiku 2016 zagraliśmy pierwszy koncert. W 2017 roku była pierwsza epka, w 2018 druga... W końcu przyszedł czas na pełnowymiarowy debiut. Płyta "Hate Us!" trwa około pół godziny, ale - jak na punkowe standardy - to już zdecydowanie płyta długogrająca. Dwanaście kawałków, wszystkie dość żwawe, większość z nich - jak to się mówi - komentuje rzeczywistość. Są więc kawałki niepochlebnie mówiące o politykach i klerze, jest rozczarowanie życiem i światem, i tego typu, niekoniecznie wesołe, tematy. Ale jest też kilka piosenek bardziej prześmiewczych, mocno ironicznych. Nie wszystko na tej płycie jest na serio. Można ją kupić, pisząc na naszej stronie na Facebooku, można jej słuchać na Spotify, Tidalu, Deezerze i na wielu innych platformach streamingowych.

Co dalej? Pandemia jednak uniemożliwiła promocyjne koncertowanie. Wydaje mi się jednak, że to wdzięczny temat dla punkowców - inspirujący na wielu płaszczyznach.

To trochę trudna sytuacja, bo dla nas koncerty były jak powietrze, były głównym środkiem tak zwanej promocji i to na nich sprzedawaliśmy najwięcej płyt. Nie da się przenieść doświadczenia koncertu na żywo do internetu, mimo licznych prób. Sama epidemia i związane z nią zachowania ludzi, pewne mechanizmy, zachowania władzy - to z pewnością jest inspirujące, także w tym sensie, że ta epidemia na zawsze zmieni pewne nasze przyzwyczajenia, nawyki, sposób myślenia. Natomiast raczej nie zamierzamy pisać piosenek o kwarantannie i izolacji. Ten czas jest dość smutny i chyba większość ludzi ma go dość, jest zmęczona tym tematem, my również. Jedyne, co daje nam brak koncertów, to więcej czasu na próby i na pisanie nowych piosenek, ale niekoniecznie będą one o samej epidemii. Co dalej? Epidemia kiedyś minie, obostrzenia zostaną kiedyś zniesione. Może za kilka miesięcy, może za rok. Pozostaje czekać. Mamy sporo planów dotyczących koncertów i nowych piosenek.

Kiedy przy okazji wydania biografii rozmawiałem z twoim tatą, zapytałem go - odnosząc się do dedykacji w książce - czy synowie są z niego dumni. Odesłał mnie z tym pytaniem do was. Pytam więc - jesteście?

Podziwiam ojca za wiele rzeczy. Absolutnym fenomenem jest Big Cyc - to zespół, który od trzydziestu trzech lat gra w tym samym składzie. Nie jestem w stanie wskazać drugiego takiego zespołu w Polsce, za granicą to chyba też rzadkość. Od tych ponad trzydziestu lat pojawiło się mnóstwo nowych, młodych wykonawców, a mimo tego Big Cyc nadal utrzymuje się na pewnym poziomie popularności. Ta kapela jest niemal nieobecna w mediach, nie grają ich w rozgłośniach, a mimo tego wszyscy nadal znają ich piosenki. Stworzyć i utrzymać taki zespół to z pewnością duża sztuka. Tatę podziwiam też za jego upór, konsekwencję i zawsze optymistyczne podejście do życia i do świata. Jest osobą, która nigdy nie przejmuje się żadnymi niepowodzeniami, radzi sobie w każdej sytuacji. Mimo że epidemia praktycznie pozbawiła go pracy, nie narzeka i ma dużo nowych pomysłów, od marca zeszłego roku jest bardziej aktywny w internecie. Chyba dzięki takiej postawie tata odniósł sukces. Podoba mi się też, że zawsze mówi to, co chce, i nie przejmuje się konsekwencjami - ma obecnie pięć procesów sądowych z TVP.

Tytus Skiba (na pierwszym planie): Pamiętam jedną zabawną sytuację z przedszkola. Dostaliśmy zadanie, by narysować swoich rodziców. Narysowałem tatę z niebieskimi włosami, bo wtedy jeszcze miał włosy i farbował je na różne fantazyjne kolory. Panie przedszkolanki były przerażone i mówiły, że to niemożliwe, żeby mój tata tak wyglądał, a ja próbowałem im tłumaczyć, że to jest właśnie jego wierne przedstawienie.
Tytus Skiba (na pierwszym planie): Pamiętam jedną zabawną sytuację z przedszkola. Dostaliśmy zadanie, by narysować swoich rodziców. Narysowałem tatę z niebieskimi włosami, bo wtedy jeszcze miał włosy i farbował je na różne fantazyjne kolory. Panie przedszkolanki były przerażone i mówiły, że to niemożliwe, żeby mój tata tak wyglądał, a ja próbowałem im tłumaczyć, że to jest właśnie jego wierne przedstawienie. fot. Karol Makurat
Jak to jest być synem Krzysztofa Skiby?

Całkiem normalnie. Nie jesteśmy jakimiś ekstrawaganckimi freakami, nasz dom nie jest cyrkiem. Mój ojciec jest oczywiście bardziej wyluzowany niż rodzice większości moich znajomych. Pierwsze piwo i pierwszego jointa - oczywiście w Amsterdamie - spożyłem z nim. Byliśmy z tatą na wielu fajnych koncertach, kiedy jeszcze można było na nie chodzić. Zwiedziliśmy razem kawałek świata, kiedy jeszcze można było po nim swobodnie podróżować. Nigdy nie miałem żadnych profitów z tego powodu, że jestem jego synem. Wcześniej nigdy też celowo się z tym nie obnosiłem, a nawet trochę to ukrywałem, nie chciałem przedstawiać się z nazwiska, bo nie chciałem być specjalnie traktowany. Moja kapela przechodzi przez wszystkie te etapy, przez które przechodzi każdy zespół tego typu.

Czy droga, którą obrałeś, bycia punkowcem, to pokłosie wychowania, obcowania z otoczeniem Big Cyca?

Na pewno. Tata podrzucał mi pierwsze płyty w tej stylistyce: Sex Pistols, Ramones, Nirvana, The Clash, Danzig, Green Day. Pamiętam, jak słuchaliśmy tych kapel w samochodzie, kiedy byłem dzieckiem. Big Cyca po raz pierwszy usłyszałem, gdy miałem kilka lat i była to jedna z pierwszych płyt, chyba "Nie Wierzcie Elektrykom!". Można się kłócić, czy dzisiaj Big Cyc to punk, ale ta płyta z pewnością była punkowa. Więc ta towarzysząca mi od dzieciństwa muzyka, anarchistyczna przeszłość mojego taty i pewne życiowe postawy, które po nim przejąłem, na pewno na mnie wpłynęły. Ale równocześnie muszę zaznaczyć, że ojciec niczego mi nie narzucał, do niczego nie zmuszał. Ta muzyka mi się spodobała i większość kapel i tajników punkowego świata odkryłem sam. Mój brat na przykład poszedł zupełnie inną drogą, jego ulubioną muzyką zawsze był rap.

Czytaj też: Sławek Jaskułke: obrazy malowane dźwiękiem

Twoje dzieciństwo przypadło na szczyt popularności Big Cyca. Jaki to był dla ciebie czas?

Szczerze mówiąc, dokładnie nie pamiętam. Urodziłem się rok po wielkim sukcesie słynnej "Makumby". Raczej spędzałem dzieciństwo w błogiej nieświadomości, moimi ulubionymi zajęciami było wtedy oglądanie kreskówek i bawienie się w piaskownicy. Kreskówki nadal czasem oglądam. Pamiętam jedną zabawną sytuację z przedszkola. Dostaliśmy zadanie, by narysować swoich rodziców. Narysowałem tatę z niebieskimi włosami, bo wtedy jeszcze miał włosy i farbował je na różne fantazyjne kolory. Panie przedszkolanki były przerażone i mówiły, że to niemożliwe, żeby mój tata tak wyglądał, a ja próbowałem im tłumaczyć, że to jest właśnie jego wierne przedstawienie.

Jesteś lepszym muzykiem od taty?

Podchwytliwe pytanie! Mój tata nigdy nie grał na żadnym instrumencie, w Big Cycu pisze teksty, niektóre piosenki śpiewa, założył zespół i jest jego głównym motorem napędowym. Ja nie uważam się za muzyka, to pojęcie na wyrost. Muzyk to według mnie ktoś, kto choć minimalnie zna teorię muzyki. Dla mnie gamy, nuty, skale to czarna magia. Znam jedynie kilka akordów na gitarze, gram zupełnie intuicyjnie. Moje możliwości wokalne również są, delikatnie mówiąc, ograniczone. Dlatego nie uważam się w ogóle za muzyka.

Wróćmy do tego, co tworzysz z zespołem Danziger. Punks not dead - ok. Ale też chyba nie do końca "alive". Jak oceniasz kondycję współczesnego punk rocka i co chcesz osiągnąć z kapelą?

Jak już mówiłem, ta kondycja wcale nie jest najgorsza. Ostatnio choćby Dezerter wydał rewelacyjną płytę. Trójmiejska scena punk nie jest może imponująca, jest tu niewiele kapel, ale każda gra w trochę innej stylistyce, co czyni tę scenę dość interesującą. Oprócz starych legend, jak Po Prostu czy Bielizna, jest grający ciężki hardcore Dice Deal, postpunkowe Sztylety, a także - czerpiące z innych nurtów - Jaywalker, Bad Ol' Pervz, Coco Bongo, Death Crusade czy Crah, który teksty opiera na artykułach ze starych gazet. No i Danziger, który gra dość sztampowego, prostego, melodyjnego punka. Niektórzy słyszą u nas wpływy amerykańskich kapel i chyba mają rację, bo tych właśnie słucham najczęściej.

Co chcecie osiągnąć?

Nigdy nie działaliśmy na siłę, nie napinamy się na robienie kariery. Z drugiej strony, jesteśmy jednak zespołem, który działa dość prężnie. Póki mamy czas i póki dorosłość nas całkiem nie zjadła, chcemy jeszcze trochę pograć. Jeśli zostaniemy światowymi gwiazdami, to może zespół będzie sposobem na życie. Jeśli nie, to może będzie tylko odskocznią od codzienności. Zawsze chcieliśmy regularnie grać koncerty, jeździć coraz dalej, regularnie nagrywać płyty. Epidemia trochę pokrzyżowała nam szyki. Mieliśmy nawet plany, żeby w tym roku pojechać na małą trasę europejską, ale raczej nic z tego nie będzie. Może uda się w przyszłym roku.


Nie odnosisz wrażenia, że dzisiejsza młodzież - do której sam się przecież wciąż zaliczasz - jest mało zaangażowana? I nie mam tu na myśli konkretnego aspektu. Mówię ogólnie. Oczywiście, są aktywni młodzi ludzie, udzielający się w wielu ważnych sprawach, jednak to promil z całości.

Do niedawna tak było, ale chyba wszystko zmieniły protesty Strajku Kobiet związane ze skandalicznym wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Pojawiło się na nich mnóstwo młodych ludzi. Podczas wcześniejszych protestów w obronie konstytucji czy wolnych sądów prawidłowość była taka: dużo starszych, mało młodych. Teraz proporcje się całkowicie odwróciły. Młodzi ludzie się zorientowali, że coś nie gra. Szkoda, że tak późno. Dla wielu moich rówieśników konstytucja czy praworządność to abstrakcyjne pojęcia.

Czytaj też: Muzyka MaJLo w serialu TVN

Dlaczego?

Nie łączą tego, że jeśli sądy zostaną zupełnie upolitycznione, to nic ich już nie uratuje. Myślę, że to między innymi kwestia braku wychowania w duchu społeczeństwa obywatelskiego. Wielu moich znajomych często mówiło, że nie chodzą na wybory, bo nie interesują się polityką. Teraz są zdziwieni, że polityka zainteresowała się nimi i jacyś starzy, odrealnieni kolesie w krawatach chcą im układać życie. Ale nie jest też tak, że wszyscy młodzi ludzie byli wcześniej zupełnie nieświadomi. Większość uczestników Marszów Równości to młodzież, w Trójmieście działa też świetna organizacja pod nazwą "Młoda Zaraza". W kwestii zaangażowania młodzieży w sprawy polityczno-społeczne patrzę z dużym optymizmem.

Punk to bunt. Kim dla ciebie jest współczesny punk? Bo na pewno nie człowiekiem z irokezem i agrafkami w uszach. To już nie wróci.

Punk to przede wszystkim ktoś świadomy i wolny. Wiem, że teraz słowo "świadomość" zostało zawłaszczone choćby przez osoby negujące istnienie koronawirusa, ale nie o taką świadomość mi chodzi. Bliska jest mi idea punk rocka jako ruchu sprzeciwiającemu się rasizmowi, totalitaryzmowi, homofobii, seksizmowi, przemocy wobec ludzi, zwierząt i przyrody. Wiem, że punk stereotypowo utożsamiany jest właśnie z irokezami i piciem taniego wina, ale to tylko jeden z jego odłamów. Punk to w rzeczywistości bardzo szerokie zjawisko. Zawsze opierał się na wolności, dlatego ilu punkowców, tyle definicji punk rocka, ale ta definicja, którą przed chwilą podałem, jest chyba dość powszechna. Sprzeciw wobec faszyzmu, rasizmu czy homofobii to w punk rocku nic nowego. Jest teraz dość silny nurt punkowców, którzy twierdzą inaczej, ale to ignoranci, którzy nie znają historii tego ruchu.

Rozmawiasz z tatą o swojej muzyce, daje ci jakieś wskazówki? Rozmawiacie o współczesnym buncie?

Tata oczywiście dostał wszystkie nasze epki i najnowszą płytę. Twierdzi, że mu się podoba. Nie daje mi jakichś szczegółowych porad, ale to chyba dlatego, że wie, że i tak bym go nie posłuchał. Danziger to dziecko moje i moich kolegów. Był też kiedyś na naszym koncercie, chwalił nas i mówił, że słychać, że jesteśmy dość zgrani. Oczywiście, na bieżąco rozmawiamy z tatą na temat obecnej sytuacji politycznej. Dzięki tacie mam nawyk czytania gazet, sprawdzania newsów, weryfikowania źródeł informacji. Tak naprawdę nie lubię polityki, bo to przecież totalne bagno, ale warto być poinformowanym i warto wiedzieć, jakie władza ma plany wobec nas. Tata nigdy mnie nie nakłaniał do brania udziału w żadnych demonstracjach czy innych podobnych wydarzeniach. Nie musiał tego robić, tak się jakoś stało, że sam zacząłem brać w nich udział. A kiedyś byliśmy nawet razem na tak zwanym strajku samochodowym w sprawie zakazu aborcji.

Wiążesz swoje życie z muzyką na pełny etat czy to tylko dodatek? Jakie plany na siebie ma Tytus Skiba? Te bliższe i te dalsze.

Byłoby świetnie, gdyby zespół stał się sposobem na życie, ale zdaję sobie sprawę, że utrzymanie się z grania punk rocka w Polsce jest praktycznie niemożliwe. Z drugiej strony, cuda się zdarzają. Trudno jest cokolwiek planować w czasach, w których niepewność stała się naszą największą towarzyszką. Nikt nie wie, jak świat będzie wyglądał za miesiąc. Mogę zdradzić, że powoli kończę moje studia na kulturoznawstwie na Uniwersytecie Gdańskim i piszę pracę na temat trójmiejskiego punk rocka. Mam nadzieję, że będzie ciekawa. Jeśli uda mi się ją obronić, to będę mógł mówić, że mam magisterkę z punk rocka. Jeśli zaś chodzi o mój zespół, powoli piszemy kolejne piosenki. Jedną mamy już w pełni gotową i w najbliższym czasie nagramy ją w bardzo fajnym studiu. Można powiedzieć, że zespół wchodzi na nieco wyższy poziom. Mimo epidemii staramy się działać.


Na koniec muszę cię zapytać, czy czegoś zazdrościsz tacie. Żył w innych czasach, brał udział w niezwykłych przedsięwzięciach.

Na pewno nie zazdroszczę mu tego, że żył w innych czasach. Czasy PRL-u znam tylko z rodzinnych opowieści, z książek i artykułów prasowych i z tego, co się dowiedziałem, nie były to wesołe czasy. Dzisiejsze też nie są do końca wesołe, ale jednak mamy zapewnione pewne rzeczy, których wówczas nie było. Zazdroszczę mu tego, że dzięki talentowi udało mu się swoją pasję uczynić swoją pracą. Życie z występowania na scenie to spora sztuka. Oczywiście, włożył w to dużo wysiłku. Można powiedzieć, że on i ludzie jego pokroju bardzo ciężko pracowali, żeby nigdy nie musieć "chodzić do pracy". Bo show business to wcale nie jest relaks.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (254)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Kultura

Czuwaj Papciu - mural Tuse w hołdzie dla Papcia Chmiela
Papcio Chmiel na muralu Tuse
Przybylska, Wałęsa, Tusk, Krauze i inni - inspirujące biografie
Lubisz biografie? Zobacz nasze propozycje

Kulinaria

Kaszubska Koza w płomieniach. Pomoc płynie z całego świata
Kaszubska Koza w płomieniach
Smacznie, zdrowo, kolorowo. Ekorynki w Trójmieście
Bio i eko. Dokąd na zdrowe zakupy?

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Sezon letni w Gdyni inauguruje festiwal: