• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

"Udało nam się stworzyć program kultowy". O kulisach "Od przedszkola do Opola"

Mateusz Groen
20 stycznia 2023, godz. 10:30 
Opinie (66)
Michał Juszczakiewicz w roli prowadzącego "Od przedszkola do Opola" występował do 2007 r. Michał Juszczakiewicz w roli prowadzącego "Od przedszkola do Opola" występował do 2007 r.

"Od przedszkola do Opola" był jednym z najpopularniejszych rodzinnych programów rozrywkowych emitowanych w TVP. Widzowie oglądali go przez 13 lat aż do 2007 r., gdy zszedł z anteny mimo wysokiej oglądalności. Prowadzącym, reżyserem, współtwórcą oraz dobrą duszą formatu był Michał Juszczakiewicz. Jak wspomina program i czym się teraz zajmuje?




1
miejsce: Agencje artystyczne
Empire Music
Gdańsk, Komety 14
9.5

Kultowy program, który znał każdy



Czy pamiętasz program "Od przedszkola do Opola"?

Mateusz Groen: Program "Od przedszkola do Opola" był popularnym formatem przez blisko 13 lat. Jak pan go wspomina?

Michał Juszczakiewicz: Wspominam go prawdopodobnie jak wszyscy, z wielkim sentymentem. Dla nas, czyli wszystkich twórców programu "Od przedszkola do Opola", jego sukces był potężnym zaskoczeniem. Myśleliśmy początkowo, że skończy się na rocznym programie, kilkunastu odcinkach, może na roku lub dwóch latach emisji. Pierwsza umowa została podpisana na bodajże 3 miesiące, a później producent podpisywał sukcesywnie kolejne umowy i ostatecznie skończyło się na ponad 200. odcinkach i prawie 13 latach na antenie. Z jednej strony była to wielka radość, bo był to olbrzymi sukces, ale z drugiej strony stała za nim olbrzymia praca całego zespołu "Od przedszkola do Opola".

Myślę, że jedną z tajemnic naszego sukcesu był fakt, że my jako twórcy programu sami byliśmy i jesteśmy jak większość Polaków fanami polskiej muzyki rozrywkowej i naszych małych wykonawców. To była po prostu "praca marzeń". Dzięki programowi miałem możliwość spotkania się z idolami mojego dzieciństwa i młodości. To było m.in. spotkanie z Markiem Grechutą, Mirą Kubasińską, Ireną Santor, Karin Stanek, Alibabkami, ale również z Korą, Prefectem i wieloma, wieloma innymi wspaniałymi artystami.

Gdańskiego aktora znają już na całym świecie. Zagrał w hitach Netflixa Gdańskiego aktora znają już na całym świecie. Zagrał w hitach Netflixa
Był też jednym z pierwszych programów, który odcisnął swój ślad w popkulturze. Dlaczego został zdjęty z anteny?

Powiem szczerze, że nigdzie nie istnieje dokument, który oficjalnie zdejmuje ten program z anteny. Prawda jest jednak oczywista. Program był bardzo popularny i plasował się w najlepszym czasie antenowym, nazywanym "prime time". To czas, kiedy przed telewizorami zasiada największa widownia i jest ograniczony do kilku godzin każdego dnia. To właśnie w tym czasie producenci programów chcą plasować swoje produkcje, dlatego o "prime time" zawsze toczy się zażarta walka.

Myślę, że w pewnym momencie program utracił możliwość obrony swojej pozycji wobec presji innych programów, które czekały na swoją kolej, i musieliśmy ustąpić im pola. Jestem jednak przekonany, że formuła "Od przedszkola do Opola" się nie wyczerpała. Tego typu programy, o ile przetrwają na antenie, mogą być emitowane z sukcesem przez dziesiątki lat. Pojawiają się nowe pokolenia utalentowanych dzieci, nowe przeboje, nowi twórcy, można wymyślać nowe treści tematyczne i stale sięgać do nieprzebranej skarbnicy polskiej muzyki rozrywkowej.

Wydarzenia w Trójmieście



Nagranie programu "Od przedszkola do Opola" z udziałem Natalii Kukulskiej (14.12.2005) Nagranie programu "Od przedszkola do Opola" z udziałem Natalii Kukulskiej (14.12.2005)
Gdyby program został wznowiony, to chciałby pan go ponownie poprowadzić?

Były już takie próby, ale jednak do tego nie doszło. Proponowano mi również, abym pojawił się w podobnym programie jako prowadzący, jednak już nie był to projekt autorski, jak było to w przypadku "Od przedszkola do Opola". Dzisiaj mogę powiedzieć, że cenię wysoko projekty autorskie, wiążą się z dużą odpowiedzialnością, ale kiedy "wypalą", dają olbrzymią satysfakcję.

Warto pamiętać, że "Od przedszkola do Opola" to autorski polski format. Twórcą tytułu i pomysłu programu była Jola F. Mąkosa, jednak całą formułę stworzyliśmy we trójkę: Jola F. Mąkosa, Maciek Grzywaczewski i ja. To był nasz polski format, a nie format adaptowany, kupiony z zagranicy.

Jakie były założenia programu?

Formuła zakładała, że nie będziemy budować "stajni" gwiazd. Nie chcieliśmy tworzyć z pięciolatków, siedmiolatków czy ośmiolatków gwiazd sceny popowej. To nie było naszym celem. Podchodziliśmy do tego jako do formy radosnej zabawy, poprzez którą mogliśmy uświadamiać rodzicom, że wśród nich jest utalentowane dziecko i może warto coś z tym faktem zrobić. Może dlatego, że miał taką wyjątkową, otwartą i "chill outową" specyfikę, udało nam się stworzyć program prawdziwie kultowy.

Bilety na filmy coraz droższe. Kina szukają oszczędności Bilety na filmy coraz droższe. Kina szukają oszczędności

Udało nam się stworzyć program kultowy



Pana funkcja w programie była dużo większa niż wielu widzom mogło się zdawać. Za co prócz prowadzenia był pan jeszcze odpowiedzialny?

Autorski program to zupełnie coś innego niż ściągnięty z zachodu i sprawdzony format. W "Od przedszkola do Opola" prócz tego, że byłem prowadzącym, współtworzyłem formułę, byłem też reżyserem i współscenarzystą. Tak naprawdę na samym początku miałem go jedynie reżyserować, jednak w pewnym momencie ktoś powiedział "Michał, ale to ty wiesz najlepiej, o co w nim chodzi. Może go poprowadzisz?". Zgodziłem się, jednak pod warunkiem, że nie utracę decyzyjności, czyli bycia reżyserem i współscenarzystą programu. Tak się też stało. Na planie cały czas miałem słuchawkę w uchu, byłem w kontakcie z realizatorem i byłem "reżyserem na planie", a później po trzy dni siedziałem wspólnie z montażystą Szymonem Tarwackim nad montażem każdego z odcinków.

Często w trakcie montażu, kiedy trafiał się wyjątkowo zabawny lub wzruszający występ czy rozmowa z dzieckiem, to sami mieliśmy łzy w oczach lub pękaliśmy ze śmiechu. Stwierdzaliśmy wówczas zgodnie, że podczas emisji cała Polska na pewno wzruszy się do łez lub do łez rozbawi. I przeważnie, ku naszej satysfakcji, mieliśmy rację. Po takich doświadczeniach nie wyobrażam sobie pracować w produkcji "trzeciej", gdzie nie mam wpływu na całokształt.

Stąd dzisiaj moja generalna refleksja jest taka, że udało nam się stworzyć program kultowy i lepiej pozostać w pamięci w ten sposób, niż rozmienić to na drobne i pojawić się w programie, który nie do końca odpowiada mojej stylistyce, a ja sam nie mam wpływu na jego ostateczny kształt. Gdyby jednak pojawiła się możliwość prowadzenia programu na zasadach, które legły u początku tworzenia programu "Od przedszkola do Opola", to na pewno byłbym zainteresowany. Mówi się, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Jak to nie? A kto zabroni?

Michał Juszczakiewicz i Edyta Górniak (2006 r.) Michał Juszczakiewicz i Edyta Górniak (2006 r.)
Tym bardziej pamiętajmy, że gdy wchodzimy do tej rzeki kolejny raz, to jest to już nieco inna rzeka. Jak wyglądał proces tworzenia programu?

Pamiętajmy, że był tam cały zespół, który tworzył program i nikomu nie chcę ujmować zasług. Czułem jednak dużą sprawczość i autorstwo. A pracy było mnóstwo. Przez pierwszy rok jeździłem na wszystkie castingi. Do każdego programu zapraszaliśmy dzieci, plus jedno dziecko zapasowe, by nie mieć problemów z czasem emisyjnym. Zawsze nagrywaliśmy jedno dziecko więcej, informując rodziców, że może tak się zdarzyć, że ich pociecha nie pojawi się w wyemitowanym nagraniu.

Historie z życia programu



Jak wyglądało zgłaszanie się do programu i kulisy jego powstawania?

By mieć sześcioro występujących dzieci, pojawiła się tzw. teoria wielkich liczb. Dawaliśmy w danym mieście ogłoszenie, że przyjeżdżamy np. do Wrocławia, Olsztyna, Warszawy czy Opola i organizujemy casting. Jeździliśmy po różnych miastach po to, by rodzice nie musieli wydawać potężnych pieniędzy, by ich dzieci mogły pojawić się w programie. Naszym zdaniem blokowałoby to dzieci z domów niezamożnych. Jeździliśmy zatem po miastach i na jedno ogłoszenie przychodziło około 50 dzieci z rodzicami. Jeżeli chcieliśmy mieć program, gdzie występuje 6 świetnych dzieci, to musieliśmy przesłuchać od około 200 lub do 250 malców. Jakoś tak wychodziło.

Imprezy dla dzieci w Trójmieście



Musieliśmy zatem, aby przesłuchać 250 kandydatów, pojawić się na castingu w 5 miastach, by stworzyć 1 program. Załóżmy: mamy Gdańsk, Rzeszów, Wrocław, Olsztyn i Kraków, a w nich każde dziecko śpiewające swój utwór przez 4 minuty. Następnie ja jeszcze rozmawiałem z każdym dzieckiem, szukając ciekawych osobowości. Program przecież, prócz pokazania talentu wokalnego dziecka, lubiany był za to, że miał charakter wesołego talk-show, więc oprócz śpiewu trzeba było też sprawdzić, czy mamy do czynienia z ciekawym rozmówcą. Jednemu dziecku poświęcałem około 10-15 minut. 50 dzieci w jednym mieście zajmowało mi ponad 10 godzin. Zaczynałem o 9 rano i kończyłem rozmowy i casting około 19 - i tak przez 5 dni w tygodniu. Potem nagranie programu, montaż oraz pamiętajmy, że jeszcze trzeba było napisać scenariusz.

W pewnym momencie nie byłem w stanie wszystkich rzeczy robić, bo musiałbym pracować 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu, a i tak zabrakłoby mi czasu. Przetarłem zatem szlak, a castingiem zajęła się wówczas siostra Joli F. Mąkosy, Basia Skarżyńska.

Grupy teatralne w Trójmieście - dołącz do pasjonatów


Program Od przedszkola do Opola:

Zapewne ma pan wiele historii, które zapadły panu w pamięć z czasów nagrywania programu.

Każdy z programów był moim zdaniem równie interesujący i niepowtarzalny. Sytuacji i opowieści było wiele, jednak najbardziej istotne było dla nas, jako twórców, że szliśmy na nagranie każdego programu z tą samą radością i zaciekawieniem, pytając się "Co dziś się zdarzy?". Ten brak rutyny był bardzo budujący. Jednym razem był to przepiękny występ w wykonaniu dziecka, który wzruszał nie tylko zaproszoną gwiazdę, ale i nas oraz widownię w studiu, a później widzów przed telewizorami, a innym razem była to jakaś zabawna historia.

Muszę tu podkreślić, że dzieci nie śpiewały do półplaybacku, tylko akompaniowali im nasi goście - gwiazdy, najlepsi muzycy polskiej sceny rozrywkowej. Gwiazdy ze swoimi zespołami muzycznymi przyjeżdżały specjalnie dzień wcześniej po to, aby dzieci miały próby wokalne przed nagraniem. Kierownikiem muzycznym była Krysia Kwiatkowska, świetny muzyk i kompozytor, autorka wielu dziecięcych przebojów, w tym nieśmiertelnego przeboju "Zuzia, lalka nieduża". Dzieci pod okiem Krysi próbowały zatem z zawodowcami. Specjalnie dla małych uczestników zmieniane były tonacje, by wygodnie było im śpiewać.

Pamiętam, jak bodajże Grzegorz Turnau akompaniował dziecku, które śpiewało jeden z jego przebojów. Utwór ten grał od wielu lat i teraz nagle musiał zmienić tonację "pod dziecko". Co oczywiście wiązało się przełamaniem "wgranej" od wielu lat wersji tonacji. Pamiętam, że powiedziałem do Grzegorza: "Panie Grzegorzu, to my teraz zamieniamy się w słuch", a Grzegorz wówczas, prostując palce nad klawiaturą i wizualizując sobie wszystkie zmiany i przesunięcia krzyżyków i bemoli, mruknął do siebie pod nosem: "A ja zamieniam się we wzrok" (śmiech).

Po sieci krąży historia, w której na wizji ponoć po pana pytaniu "Jak tata mówi na kotka" dziecko odpowiedziało "ty sierściuchu jeb*ny". Czy faktycznie miała miejsce taka sytuacja?

Wiele osób się zarzeka, że to widziały, ale ja, prawdę powiedziawszy, nie bardzo to pamiętam.
Nasz program nie był na żywo, był montowany, a na antenie TVP taki tekst na pewno nie mógł się
pojawić w "programie rodzinnym". Wulgaryzmy nie wchodziły w grę. Czy jednak coś takiego
wydarzyło się w trakcie nagrania? Nie mogę potwierdzić. Ale cóż... mamy nową "legendę
miejską". Dla świętego spokoju pozwalam zatem, żeby było jak u Szekspira "as you like it".

Program zachęcił wiele osób do dalszego szlifowania głosu. W chórze programu występował Tadeusz Seibert, który w późniejszym czasie dał się poznać w takich talent-show, jak "The Voice of Poland". Więc widać, że dużo mu dało obycie się przed kamerą.

Trzeba podkreślić ważną rzecz: jeżeli chodzi o chórek Ajram prowadzony przez Marysię Seibert, mamę Tadka Seiberta, to była olbrzymia praca tych dzieci. Były to często 8-, 9- lub 12-letnie dzieci, które Marysia selekcjonowała i pracowała z nimi. Te dzieci w programie wykonywały chórki. Śpiewały w wielogłosie do 6 utworów na odcinek. Co ciekawe, nigdy na przestrzeni wielu lat nie zafałszowały! Moim zdaniem na dzisiejszy sukces Tadka Seiberta pracuje również unikalne doświadczenie.

Kursy muzyczne w Trójmieście


Jak teraz patrzy pan na programy rozrywkowe? Brakuje takiego formatu jak "Od przedszkola do Opola"?

Powiem szczerze, że nie śledzę tych programów, zatem nie mogę ich oceniać. Obecnie zajmuję się tematami bardzo odległymi od tych z czasów "Od przedszkola do Opola". Mogę jednak podzielić się jedną refleksją. Myślę, że problemu z dziecięcymi talent show dopatrywać się możemy w tym, że pojawiają się w mediach "dziecięce gwiazdy". W tym tkwi problem, kiedy z 12-13-latki próbuje się robić "gwiazdę". Pamiętajmy, że nikt nikomu nie gwarantuje sukcesu na całe życie. Sława jednych będzie trwała kilka dni, tygodni, miesięcy. Innych przez dziesięciolecia.

Programy z "małymi gwiazdami" obecnie starają się traktować "serio" sukces "dziecięcej gwiazdy". Moim zdaniem może być to problem, bo zamiast pomóc dziecku w jego harmonijnym rozwoju, można stworzyć presję, która potrafi być przytłaczająca. To jest trudne, ale życzę rodzicom, opiekunom i twórcom tego typu programów, by umiejętnie omijali te zagrożenia i zwracali na to uwagę.

Czy nie uważa pan, że odbiera się w ten sposób dzieciństwo dzieciom?

To jest pytanie z typu tzw. kwadratura koła. Zakazać tego - szaleństwo, nie ma sensu. Jednak warto zadbać o harmonię tak, aby z niczym nie przesadzić. Dzieci kochają tańczyć, śpiewać i dzielić się ze sceny swoją radością. Zakazywanie im tego byłoby szaleństwem. Widać, z jakim przejęciem, radością i szczęściem z nich emanującym występują na scenie. Z jaką dumą oglądają i podziwiają je ich rodzice. To ma wielki potencjał, którego nie wolno zmarnować. Warto jednak zachować w tym złoty środek i zdrowy rozsądek. Przedwczesne obwoływanie "gwiazdami" to problem nie tylko dzieci w talent show. Mamy to dzisiaj na wielu polach. Tak jest m.in. np. ze sportowcami, których obwołujemy geniuszami i nosimy na rękach po strzeleniu jednej bramki, zdobyciu medalu, żeby później strącać ich z piedestałów. Nie róbmy tego najmłodszym. Nie róbmy też tego oczywiście dorosłym.

Zatem tworzenia młodych gwiazd bym nie pochwalał, ale jestem za tworzeniem zdrowej konkurencji. Szlachetna konkurencja, czytelne i jasne reguły oraz przygotowanie dziecka zarówno na sukces, jak i na porażkę - to nam przyświecało, kiedy tworzyliśmy formułę "Od przedszkola do Opola". Na przykład stając przed dylematem, czy w programie przeprowadzać głosowanie na najlepsze wykonanie piosenki, doszliśmy do wniosku, że nie wolno dzieci chować pod kloszem, ale należy je uczyć radzenia sobie zarówno z porażką, jak i zwycięstwem. Do mety nie dobiegają naraz wszyscy. Ale wszyscy, którzy uczestniczą w zawodach, muszą znać jasne i klarowne reguły, które nimi rządzą.

Nie przypadkiem zaraz po głosowaniu wręczaliśmy wszystkim małym wykonawcom takie same wspaniałe prezenty, żeby dzieci wiedziały, że akceptujemy je wszystkie i dziękujemy im za występ w ten sam sposób. Dzieci trzeba uczyć, że może im się nie powieść, ale zawsze są akceptowane i zawsze mają możliwość walczyć o siebie oraz że zwycięstwo nie oznacza, że jest się wielką gwiazdą. Właściwe proporcje są najważniejsze. "Znaj proporcją mociumpanie" - cytując za wieszczem.

Michał Juszczakiewicz (2017 r.) Michał Juszczakiewicz (2017 r.)

"Obecnie zajmuję się czymś innym"



Czym zajął się pan po zakończeniu emisji "Od przedszkola do Opola"?

Chociaż zaczynałem od aktorstwa, tworzę dziś filmy dokumentalne oraz dokumentalne filmy naukowo-historyczne. Przed i po studiach aktorskich w szkole teatralnej w Warszawie moim idolem był Zbyszek Cybulski. Zawsze jednak ciągnęło mnie ku reżyserii, dlatego po szkole teatralnej skończyłem jeszcze podyplomowy Wydział Scenopisarstwa przy łódzkiej Filmówce. Mimo że grałem u najlepszych polskich reżyserów, to zawsze będąc na planie, czułem niedosyt.

Dlatego pewnie zmierzałem ku reżyserii. W liceum moją wielką pasją była astronomia i zapewne nie przypadkiem mój pierwszy większy film dokumentalny, jaki zrobiłem, dotyczył tajemnicy grobu Mikołaja Kopernika. Miałem to szczęście, że jako jedyny filmowiec przez blisko pięć lat towarzyszyłem naukowcom z moją kamerą w tych fascynujących poszukiwaniach. Był to też czas budowania mojego warsztatu filmowego: kamer, światła, zestawów dźwiękowych i zestawów montażowych. I muszę dzisiaj z pełnym zadowoleniem stwierdzić, że odnalazłem swoje miejsce na ziemi.

Michał Juszczakiewicz: Mieszkający w Trójmieście aktor, prezenter telewizyjny oraz scenarzysta, reżyser i producent filmów dokumentalnych. W 1977 r. rozpoczął studia na Wydziale Aktorskim PWST w Warszawie. W latach 1987-1988 studiował na Wydziale Scenariuszowym PWSTTiF w Łodzi. W latach 1995-2007 tworzył i prowadził program rozrywkowy "Od przedszkola do Opola". Jest producentem festiwalu "Szanty pod Żurawiem" w Gdańsku. W 2009 r. premierę miał wyprodukowany i wyreżyserowany przez niego film dokumentalny "Tajemnica grobu Kopernika", za który otrzymał nagrodę na festiwalu filmów dokumentalnych w Szanghaju.

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (66)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Ogród Świateł (68 opinii)

w plenerze, pokaz

Dubioza Kolektiv

rock / punk

III Bal Równych Szans

bal, imprezy i akcje charytatywne

Najczęściej czytane

Sprawdź się

Sprawdź się

Europejskie Centrum Solidarności zostało otwarte w roku: