Wiadomości

stat

W podróż dookoła świata ze sztuczną inteligencją. Wywiad z Markiem Kamińskim

Marek Kamiński niebawem wyruszy w podróż dookoła świata z... robotem. Właśnie ukazała się nowa wersja jego książki pt. "Wyprawa".
Marek Kamiński niebawem wyruszy w podróż dookoła świata z... robotem. Właśnie ukazała się nowa wersja jego książki pt. "Wyprawa". Lucyna Pęsik/Trojmiasto.pl

Podróżnik, założyciel fundacji, który od lat przemierza świat pokazując, jak wiele stawia przed nami możliwości. Marek Kamiński jako pierwszy i bez pomocy zdobył oba bieguny Ziemi w rok. Odbył również pierwszą w historii wyprawę polarną z niepełnosprawnym Jaśkiem Melą. Wkrótce wyruszy w podróż dookoła świata z robotem Noa. W wolnych chwilach pisze książki, które motywują nie tylko podróżników. Właśnie pojawiło się nowe wydanie jego książki "Wyprawa".



Katarzyna Lepianka-Głuszkiewicz: Właśnie ukazało się nowe wydanie pana książki "Wyprawa". To książka o podróżowaniu, poszukiwaniu własnej tożsamości, poradnik dla ludzi sukcesu? Jak pan by ją sklasyfikował?

Marek Kamiński: Chyba wszystko po trochu. Starałem się w tej książce pokazać, na czym w życiu polega osiąganie celu i że nie warto osiągać go za wszelką cenę. To jest mniej więcej metodologia osiągania celów pokazana w krótkich opowieściach, które pokazują, że życie nie jest takie jednoznaczne, jak by się mogło nam wydawać. Osiąganie celów też nie polega na tym, że się prze do przodu. Poza tym w życiu chodzi o coś więcej niż tylko o osiąganie celów. Krótko mówiąc, jest to również opowieść o mojej wyprawie przez życie i czego się z niej nauczyłem.

Jedna z czytelniczek, która zawodowo jest managerem, napisała do mnie po pierwszym wydaniu tej książki, że słuchała w życiu ze stu coachów, ale ta książka dała jej więcej. To była dla mnie zachęta, żeby tę książkę wydać drugi raz pokazując, że jest w niej coś więcej niż tylko moja opowieść.

Spotkania i wystawy w Trójmieście


Czy w takim razie pisał pan tę książkę z zamiarem, żeby była to książka motywacyjna czy bardziej zależało panu na opisaniu swoich przygód?

Wydaje się nam, że gdzieś indziej, daleko jest świetnie, a tutaj, na miejscu, nic nie ma. To bardzo ludzkie.
Myślę, że zawsze człowiek opisuje swoją historię. Czy ja myślałem o tym, żeby motywować ludzi? Trochę tak, ale bardziej chciałem się podzielić doświadczeniem. Co ludzie zrobią z tymi informacjami, to już ich sprawa. Nie lubię motywacji "na siłę" i uważam, że ludzie motywują się, kiedy mają dobry przykład i kiedy ten przykład jest prawdziwy. Dlatego starałem się opowiedzieć jak najdokładniej swoją historię i zachęcić ludzi, żeby wyciągnęli z tego wnioski. Natomiast nie napisałem tej książki z myślą: "chcę motywować innych". Książki takie jak moja pisze się, żeby się podzielić doświadczeniem. Sądzę jednak, że ta książka może motywować.

W książce daje pan czytelnikom zadania i zostawia puste strony do notowania, aktywizuje pan czytelnika. Czyli pana opowieści krok po kroku mają zbliżać nas do celu?

Tak, chciałem skłonić do myślenia, do interakcji po prostu.

Zachęca pan do odkrywania siebie: swoich marzeń, celu, osobowości. A co panu w tym najbardziej pomogło?

Najbardziej pomogło to, że czytałem książki i zawsze, kiedy miałem marzenie, starałem się zobaczyć, czy możliwa jest jego realizacja. Możemy czytać książki powierzchownie, ale możemy również wejść w ten świat i pozwolić sobie uwierzyć w nierealny świat. Jest nawet taka metoda kontemplacji, kiedy człowiek wierzy w to, co czyta. To bardzo rozbudowało moją rzeczywistość. Marzenia zawsze były we mnie. Nie bałem się spróbować, nie bałem się porażki. Uważam, że to normalne, że ponosimy porażki, jest to czymś ludzkim.

Chyba nie dla każdego jest to normalne, bo właśnie przed spełnianiem marzeń i ruszeniem do przodu najczęściej blokuje ludzi strach przed porażką, odkryciem swoich słabości.

Od zawsze myślałem w następujący sposób: w sumie, to co w tym takiego złego, że odniosę porażkę? To nigdy nie był dla mnie problem, bo myślałem, że nawet jeśli się nie uda, to zawsze się z tego czegoś nauczę. Poza tym można spróbować jeszcze raz. Kluczowe jest to, żeby nie bać się tego, że coś nie wyjdzie.

Podróżnik, który stał się pielgrzymem. O książce "Idź własną drogą" Marka Kamińskiego


Północ, czyli zdobycie bieguna północnego, to dla pana ważny punkt, moment zwrotny w pana życiu. Skąd wiedzieć, gdzie jest nasza "północ", jeśli jeszcze jej nie odkryliśmy w sobie?

Myślę, że trzeba próbować. Ja próbowałem: popłynąłem do Maroka jako dziecko, potem byłem w Meksyku, gdzie spotkałem dwa jaguary twarzą w twarz. Więc nieustannie próbowałem znaleźć coś takiego, co by było wielką północą właśnie. Momentem zwrotnym była oczywiście wyprawa na biegun północny i zdobycie go, to było dla mnie duże osiągnięcie. Ważną wyprawą była również ta na Grenlandię. Tych północy jest tak naprawdę wiele, a samo ich szukanie też jest ważne.


Czy jest tak, że za każdym razem, gdy zdobywał pan określony punkt, to w myślach już szukał nowego? Czy to nie było najważniejsze, a pomysły na kolejne wyprawy przychodziły same?

Nie musiałem ich szukać, te wyprawy same mnie znajdowały. Refleksje, pomysły, przychodziły do mnie. Rzeczy, miejsc godnych uwagi, jest wokół nas naprawdę dużo, tylko my po prostu nie jesteśmy na nie uważni.

W książce też pisał pan o niedocenianiu tego, co jest blisko, na przykładzie Wisły, o której nikt przez lata nie mówił, która nikomu nie wydawała się na tyle ciekawa, żeby o niej pisać, przemierzać ją. Szukamy daleko, wyjeżdżamy na wycieczki, (oby) zagraniczne. Czy to wynika z naszych kompleksów?

Nie tylko my, Polacy, tak mamy. Myślę, że ogólnie ludzie tak mają. Wydaje się nam, że gdzieś indziej, daleko jest świetnie, a tutaj, na miejscu, nic nie ma. To bardzo ludzkie. Podróżuję dużo po świecie, ale to nie jest tak, że gdzieś daleko jest pięknie, a tu jest źle - wszędzie świat jest naszym odbiciem, bo wszędzie ten świat zabieramy z sobą. Jeżeli tutaj jest nam źle, to prawdopodobnie na Bora-Bora też nam będzie źle.

Odnośnie pana wypraw: wrócił pan z podróży dookoła świata. Wiem, że już w październiku wyrusza pan w kolejną podróż dookoła świata, jednak tym razem towarzyszyć panu będzie robot Noa.

To jest projekt wyprawy ze sztuczną inteligencją, czyli robotem humanoidalnym Noa. Jest to wyprawa AINTE 2019, w którą wyruszę samochodem elektrycznym. To jest swego rodzaju eksperyment: jak człowiek może funkcjonować ze sztuczną inteligencją, żeby świat był lepszym miejscem dla nas wszystkich? Robot ma być towarzyszem podróży, jego możliwości dopiero się tworzą, ale już wiemy, że będzie mógł być pomocnikiem, zadawać i odpowiadać na pytania.

Od 14 maja w księgarniach znajduje się nowe wydanie książki "Wyprawa" autorstwa Marka Kamińskiego.
Od 14 maja w księgarniach znajduje się nowe wydanie książki "Wyprawa" autorstwa Marka Kamińskiego. fot. Lucyna Pęsik/Trojmiasto.pl
Od kilku lat odbywa się swego rodzaju bum podróżniczy. Powstają blogi, przewodniki. Coraz więcej jest kont, na których ludzie prześcigają się w liczbie odwiedzonych krajów. Pan w swojej książce pisze, że nie tylko zdobyty punkt jest ważny, ale cała droga, doświadczanie. Uważa pan, że takie podróżowanie, zbierając pieczątki w paszporcie, ma sens?

Szczerze mówiąc nie obserwuję tych kanałów, młodych osób, które jakiś swój sposób na podróżowanie znaleźli. Obserwuję to wybiórczo. Myślę jednak, że każde podróżowanie ma sens, bo zawsze nas czegoś uczy, możemy poznawać nowe miejsca i kultury. Faktem jest, że ten trend podróżowania wpływa też na środowisko, chociażby samoloty, przez które jest taka emisja CO2. Ważne, żeby przy okazji tego świata nie niszczyć. Z drugiej strony, człowiek eksplorowanie świata ma w naturze, więc ciężko by było mu tego zabronić.

Porzucił Holandię z miłości do Trójmiasta


Chciałam zapytać o działania pana fundacji: jakie projekty aktualnie realizujecie?

Teraz mamy dwa główne projekty. Pierwszy z nich to Life Plan. W tej chwili kończymy do niego rekrutację, bo mamy tylko 26 miejsc, a aktualnie dzieci jest 40. Jest to ośmiomiesięczny program coachingowy, uczy mniej więcej tego, co jest w książce "Wyprawa". To jest program, który zrobiliśmy z Jaśkiem Melą, tylko on miał to podane w pigułce, a teraz jest to rozciągnięte na miesiące i zamiast iść na biegun, robimy to w Polsce.

Natomiast drugim projektem fundacji jest aplikacja Work for Life, która ma pomagać w pokonywaniu chorób cywilizacyjnych: depresji, otyłości, choroby dwubiegunowej i starzenia się społeczeństwa. Aplikacja jest już w fazie testów, więc niedługo będzie dostępna.

Czego nauczyła pana praca w fundacji?

To jest ciężka i dosyć niewdzięczna praca. Niewdzięczna dlatego, że nie zawsze można zrealizować to, co by się chciało: często brakuje pieniędzy, środków, trzeba iść na pewne kompromisy. Czasami mnie to przytłacza, że życie biegnie, niby dużo zrobiłem, ale to wciąż kropla w morzu. Natomiast nauczyła mnie ta praca, że mimo wszystko, warto. Teraz, gdybym miał do wyboru: zajmowanie się tylko swoją firmą Inveną, zarabianie pieniędzy i zwiększanie obrotów, posiadanie swego rodzaju spokoju albo wykonywanie pracy dla innych ludzi, to wybrałbym fundację. Nauczyła mnie ta praca, że mimo wszystko warto, że może życie nie polega tylko na tym, żeby odnosić kolejne sukcesy.

Jak patrzę teraz na to, co dotychczas się wydarzyło w moim życiu, to o wiele bardziej cenię sukcesy fundacji, a nie mojej firmy, choć one oczywiście też są ważne. Trzeba zachować balans pomiędzy życiem zawodowym, prywatnym, a taką pracą na rzecz innych, a potrzeby są nieograniczone. Dlatego mimo wszystko warto było poświęcić tyle czasu na wszystkie te działania.

Marek Kamiński chce dojechać autem elektrycznym do Japonii


Często w książce porównuje pan swoje wyprawy na biegun do prowadzenia biznesu. Chciał pan, żeby to był podręcznik dla liderów, szefów, pokazujący im, jak osiągać zamierzone cele i współpracować z ludźmi?

Myślę, że należy dawać ludziom maksymalną przestrzeń, wolność w działaniu, oczywiście nadzorując, ale nie ograniczając. Tak wygląda mój model, choć wiem, że wiele osób potrzebuje po prostu konkretnych wytycznych każdego dnia. Aktualnie zarówno w fundacji, jak i w firmie nie jestem szefem, a kimś w rodzaju mentora, doradcy. Mając dużo ról trzeba pamiętać, żeby się nie pogubić. Ciężko być szefem, gdy jest się ciągle nieobecnym tu na miejscu.

A gdy wraca pan do Trójmiasta, jak pan się tu czuje?

Bardzo dobrze, tylko trochę za zimno teraz (śmiech). Tak poważnie, to w Trójmieście czuję się świetnie. Mieszkam w Orłowie, praktycznie nad samym morzem i uwielbiam na nie patrzeć, biegać tam. To również moje miejsce.

Opinie (33) 6 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

20

maja

01

czerwca

Chris Botti Sopot, Opera Leśna

01

czerwca

Elder, Red Scalp, Diuna Gdynia, Klub Ucho

Kultura

Kulinaria

Krepy, pankejki i naleśniki. Naleśnikarnie w Trójmieście
Ciekawe naleśnikarnie w Trójmieście
Nowe lokale: makaron, krepy i Hawaje
Nowe lokale: makaron, krepy i Hawaje

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: przed nami czas pełen atrakcji
Planuj tydzień: czas pełen atrakcji

Wygraj bilety,
sprawdź nasze konkursy

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Od którego roku wręczana jest Nagroda Literacka Gdynia?