Wiadomości

Wydawnictwo to pasja. Rozmowa z Jolantą Świetlikowską

Jolanta Świetlikowska: Największa porażka? Chyba niewydanie kilku serii, do których się przymierzaliśmy. Ale zawsze można to nadrobić. Sukces? Mamy naprawdę wspaniałych autorów - to niesamowity sukces.
Jolanta Świetlikowska: Największa porażka? Chyba niewydanie kilku serii, do których się przymierzaliśmy. Ale zawsze można to nadrobić. Sukces? Mamy naprawdę wspaniałych autorów - to niesamowity sukces. mat. prasowe wydawnictwa / Oficynka

Gdańskie wydawnictwo Oficynka obchodzi w tym roku 10-lecie istnienia. Przez te lata wydało ponad trzysta tytułów: głównie kryminały, thrillery, literaturę piękną i obyczajową. O jego początkach, pracy wydawcy, a także o Gdańsku - tym literackim i tym rzeczywistym rozmawiamy ze współzałożycielką i dyrektorką wydawnictwa - Jolantą Świetlikowską.



Wydawnictwa w Trójmieście


Magdalena Raczek: Pani Jolanto, wydawnictwo Oficynka, którego jest pani dyrektorem, istnieje już od 10 lat. Dokładnie 23 czerwca 2010 roku premiery miały wasze trzy pierwsze książki. Pamięta pani tamten dzień?

Jolanta Świetlikowska: Pamiętam ekscytację. Czy wszystko dobrze zrobiliśmy? Czy się uda? Czy książki się spodobają? Początek nowej drogi wydawniczej był dla nas, dla mojego męża i dla mnie, bo razem założyliśmy to wydawnictwo, wyprawą w nieznane. Wcześniej przez prawie piętnaście lat zajmowaliśmy się książką naukową i popularnonaukową. Wejście w nową działkę, jaką była beletrystyka, okazało się dużym wyzwaniem. Nic nie działało tak, jak na rynku książki naukowej. Przecieraliśmy oczy ze zdumienia. No i trzeba było się zacząć uczyć wszystkiego od nowa. To było coś!

Przeczytaj także: Agnieszka Pruska: "Gdańsk jest ciekawy"

Jak narodził się pomysł na założenie wydawnictwa? Jakie były wasze początki?

Można powiedzieć, że wydawnictwo zawsze w nas było. Całe życie jesteśmy związani z książkami - studia literaturoznawcze, edytorstwo, praca dla różnych wydawnictw, wreszcie własne wydawnictwo. Oficynka i związana z nią nasza druga marka Wydawnictwo Naukowe Katedra to efekty naturalnego rozwoju, kształtowanego przez doświadczenia z książką w jej różnych wcieleniach. To pasja, pomysł na życie. Innego sobie nie wyobrażamy. Może właśnie dlatego przetrwaliśmy te pierwsze dziesięć lat, choć łatwo nie było. Początki, jak to zwykle w małym wydawnictwie, były trudne. Mieliśmy świetne pomysły, ale mało możliwości ich zrealizowania, popełniliśmy też wiele błędów, ale też z drugiej strony mieliśmy siłę, by przetrwać wszystkie zawirowania na rynku (a było ich tyle, że nawet nie sposób ich tu wymienić, kultura nigdy w Polsce nie miała lekko), różnorakie zmiany dystrybucji, ba, nawet próby odgórnego sterowania przez władze, co ma być wydawane, a co nie, a kiedy już wszystko wydawało się dobrze ułożone, przyszła pandemia. Nie można się nudzić (śmiech). Ważne jest to, że od początku Oficynkę wspierali ludzie. Nie tylko pracownicy i partnerzy, ale także autorzy i czytelnicy. To dzięki nim dziś jesteśmy dużym wydawnictwem, liczącym się na rynku wydawniczym. Ich życzliwość czujemy na każdym kroku i jesteśmy za nią ogromnie wdzięczni.

Oficynka kojarzona jest głównie z kryminałami. Czy od początku, z założenia, chcieliście wydawać taki rodzaj literatury?

Kryminały to literatura fanowska. Jak się już zacznie je czytać, to czyta się przez całe życie. Tak jest z nami. To z wielu względów bardzo wartościowa literatura. Jest nie tylko świetną rozrywką intelektualną, ale też stała się zwierciadłem naszych czasów.
Tak, od początku wiedzieliśmy, że chcemy wydawać kryminały. Wie pani, kryminały to literatura fanowska, jak określa to pisarz i znawca kryminału w jednym, profesor Mariusz Czubaj. Jak się już zacznie je czytać, to czyta się przez całe życie. Tak jest z nami. To z wielu względów bardzo wartościowa literatura. Jest nie tylko świetną rozrywką intelektualną (kto nie kochał rozwiązywać zagadek kryminalnych z Sherlockiem Holmesem czy Herkulesem Poirotem?), ale też stała się zwierciadłem naszych czasów. Ukazuje nie tylko lęki i problemy indywidualnego człowieka, jego zmagania z egzystencjalnymi codziennymi problemami (jak w powieściach Agnieszki Pruskiej czy Anny Klejzerowicz), przemocą (bardzo dobrze porusza się w tej przestrzeni Grzegorz Skorupski z mrocznymi thrillerami "Smak błękitu" i "Dłonie śmierci") czy własną naturą (jak np. w "Martwych ciałach" i "Chirurgu" Michała Larka), ale często daje cały przekrój społeczno-polityczny kraju, w którym dzieje się akcja (świetne współczesne thrillery autorstwa Piotra Liany), odnotowuje istotne historyczne wydarzenia, wpływające na losy jednostek (warto tu sięgnąć do powieści Krzysztofa Beśki, które między innymi dzieją się w naszym rejonie, czy serię z delingerem Adama Węgłowskiego). Jednym słowem - pozwala lepiej zrozumieć człowieka i czyni to w przystępnej, atrakcyjnej formie, bardzo sprzyjającej czytelnikowi. Pojawiła się też moda na komedie kryminalne, takie jak nasz bestseller "W jak morderstwo" Kasi Gacek. A więc tak - rzeczywiście jest to i będzie trzon naszej oferty.

To były czasy, gdy kryminał w Polsce dopiero raczkował. Dlaczego zatem chcieliście wydawać takie książki? Co na to wpłynęło? Czy na czymś lub na kimś się wzorowaliście?

Ja bym powiedziała, że mieliśmy nosa, biorąc pod uwagę fakt, że dziś praktycznie nie ma liczącego się wydawnictwa, które nie miałoby kryminałów. W przekonaniu o tym, że warto je wydawać, wspierało nas to, co działo się z tym gatunkiem na Zachodzie, gdzie taka literatura osiąga przeogromne nakłady, a wokół niej prężnie rozwija się cały okołoksiążkowy świat kryminalny - festiwale, spotkania, nagrody... Faktem jest, że wtedy łatwiej było wydawać przekłady kryminałów, lepiej się przyjmowały, ale dziś - co mnie ogromnie cieszy - dominuje u nas polski kryminał, pisany przez takie sławy, jak Marek Krajewski, Mariusz Czubaj, Marcin Wroński, Ryszard Ćwierlej, Katarzyna Bonda, Kasia Puzyńska i wielu, wielu innych. W tej chwili mamy bodajże sześć dobrych festiwali kryminalnych o zasięgu międzynarodowym. Rozwijają się kluby kryminału, tworzą grupy fanowskie, organizuje się szeroko zakrojone gry i zabawy kryminalne. Jest tego dużo, a będzie jeszcze więcej. Kryminał ma potencjał.

Wydajecie także powieści sensacyjne, thrillery oraz literaturę obyczajową. Czy to też było założeniem programowym?

Naszą ambicją jest takie poszerzanie oferty, by znalazły się w niej różne wartościowe książki, także innogatunkowe i artystyczne. Stąd wprowadzenie literatury odwołującej się do emocji czytelnika: z jednej strony obyczajowej, zasadzającej się na wzruszeniu, dobrych uczuciach - taka jest nasza "Błękitna seria", a z drugiej - powieści grozy, dla tych, którzy lubią się bać (świetne slashery Magdy Kałużyńskiej czy demoniczne opowiadania Łukasza Śmigla). Dla czytelników ceniących wyprawy do fantastycznych krain mamy serię fantasy, w której niebawem ukaże się przepiękna powieść słowiańska "Kukułka i wrona" Magdy Wolff. Naprawdę warto zwrócić uwagę na tę książkę.

Publikujecie również książki związane z Gdańskiem, takie jak "Szepty" Marka Adamkowicza. Które tytuły można jeszcze zaliczyć do tej "kategorii"?

Książek, których akcja dzieje się w Gdańsku mamy wiele. Najszerzej Gdańsk jest opisywany w powieściach policyjnych Agnieszki Pruskiej, których głównym bohaterem jest komisarz Barnaba Uszkier. Dzięki tym książkom wędrujemy po ogólnie znanych przestrzeniach Gdańska, ale także tych peryferyjnych, ukrytych, tajemniczych. Odwiedzamy i wiekowe budynki, i nowoczesne bloki, stare uliczki Dolnego Miasta i odrestaurowane kamienice przyciągające turystów. Gdańsk Agnieszki Pruskiej to miasto intrygujące, z wieloma tajemnicami, bogatą historią, tętniące życiem, miasto pasjonatów. Warto też wspomnieć o "Oblężeniu" Marka Adamkowicza - barwnej powieści o losach francuskiego garnizonu, osadzonej w Gdańsku w 1813 roku. Szykujemy też na jesień gdańską książkę "Bóg tak chciał" Arka Gieszczyka, będącą dojmującym zapisem wieloletniej traumy głównego bohatera.

Ale to nie wszystko, bo wydajecie jeszcze inne rzeczy...

Tak, rozwijamy również serię popularnonaukową. Ukazały się w niej takie książki, jak "Etnolog w Mieście Grzechu" Mariusza Czubaja, "Rewolucja rocka" Marcina Rychlewskiego czy "W Koloseum. O Tomie Waitsie" Tomasza Rabsztyna. Mamy poradniki, biografie, a za niedługo będziemy mieli też serię poetycką, a w niej pierwsze tomiki Piotra Szczepańskiego i Darka Dekańskiego. Naszą mocną stroną jest też literatura piękna... Tu polecam zwłaszcza bestsellerową "Starą Słaboniową i Spiekładuchy" Joanny Łańcuckiej oraz przepiękną, choć smutną powieść "Błahy incydent" Justyny Edmondson. Na pewno czegoś nie wymieniłam... Ale tak dużo się dzieje, że sama czasem nie nadążam.

Porozmawiajmy zatem o Gdańsku i szerzej - Trójmieście. Czy to dobra, przyjazna przestrzeń dla wydawcy?

Gdańsk jest w ogóle przyjaznym miejscem dla wszystkich. Może to frazes, ale ja w niego wierzę - Gdańsk to naprawdę miasto wolności, twórcze i wspierające. Współpracujemy z wieloma instytucjami miejskimi, w tym zwłaszcza z Wojewódzką i Miejską Biblioteką w Gdańsku. To wieloletnia współpraca, która zaowocowała wieloma pomyślnie zrealizowanymi projektami, choćby Aferą Kryminalną - największym pomorskim festiwalem kryminału.

Poza Oficynką prowadzi pani także Wydawnictwo Naukowe Katedra. Rozpiętość tematyczna tych dwóch skrajnie odmiennych oficyn może zaskakiwać. Skąd tak różne pomysły na publikacje?

Z zainteresowań. Katedra publikuje głównie naukowe książki z zakresu antropologii kulturowej, kulturoznawstwa, literaturoznawstwa, filmoznawstwa oraz nauk społecznych. Starannie kształtujemy naszą ofertę, wybierając książki, które poszerzają rozumienie świata, są efektem badań, stanowią jakiś przełom w myśleniu. Interesuje nas nauka krytyczna, poszukująca, stawiająca sobie ambitne cele. Wśród naszych autorów są takie znakomitości, jak Przemysław Czapliński, Magdalena Środa, Michał Paweł Markowski, Agnieszka Graff, Wojciech J. Burszta, Mariusz Czubaj, Julia Fiedorczuk i wielu, wielu innych. Książki Katedry i Oficynki na wielu poziomach się zresztą uzupełniają, ukazując różne oblicza tych samych problemów.

Przez te lata wydaliście ponad 300 tytułów. Które z nich to takie wasze top 5 bestsellerów?

To będzie trudne, bo trochę tych bestsellerów jest. Ale na pewno: "Stara Słaboniowa i Spiekładuchy" Joanny Łańcuckiej (Oficynka), "Pies też człowiek" pod red. Michała Pręgowskiego i Justyny Włodarczyk (WN Katedra), "Chirurg" i "Martwe ciała" Michała Larka (Oficynka), "Cyborg w ogrodzie" Julii Fiedorczuk (WN Katedra), wszystkie powieści Agnieszki Pruskiej (Oficynka), trylogia Krzysztofa Beśki "Ornat z krwi", "Krypta Hindenburga", "Konstelacja zbrodni" (Oficynka). Nie dałam rady, jak widać, wymienić tylko pięciu...

Co jest najtrudniejszego w pracy wydawcy?

Prawdę mówiąc, nieprzewidywalność otoczenia - gospodarczego, prawnego, politycznego. Gdyby tak można było w spokoju pracować, nie przejmując się zewnętrznymi czynnikami, byłoby cudownie. Ale to nierealne i trzeba rzeczywistość zaakceptować taką, jaka jest. O, ale mogę powiedzieć, co jest w naszej pracy najprzyjemniejszego - pozytywne opinie czytelników. Sprawiają, że czujemy wraz z autorami, iż nasza praca ma sens.

Gdyby pani miała podsumować te 10 lat: co było największym sukcesem, a co największą porażką?

Największa porażka? Chyba niewydanie kilku serii, do których się przymierzaliśmy. Ale zawsze można to nadrobić. Sukces? Mamy naprawdę wspaniałych autorów - to niesamowity sukces. Jestem z niego bardzo dumna. I dziękuję Wam, kochani Autorzy za te 10 wspólnych lat.

Jak pani widzi Oficynkę za kolejne 10 lat?

Widzę wydawnictwo bliskie ludziom, otwarte na ambitne książki i wciąż trwające na swoim
miejscu.

Opinie (10) 4 zablokowane

  • "To były czasy gdy kryminał w Polsce dopiero raczkował"

    Ktoś tu chyba jest bardzo młody :D

    • 12 1

  • Czy tylko mnie się zdaje czy to wydawnictwo (1)

    reaguje na potrzeby autorów w stylu nakład własny autora?

    • 7 3

    • Chyba się zdaje.

      • 0 0

  • Toczy się, rozgrywa (1)

    Kiedyś jak na lekcji polskiego powiedziałem, że akcja dzieje się to dostałem 1 z automatu ale podobno język żyje

    • 9 2

    • Ma Pan rację,

      Trzeba mówić poprawnie, mimo, iż ,,język żyje", bo, gdyby wszystko akceptować co się pojawia w języku poza tym co poprawne, to za kilkanaście lat nie będziemy mieć języka polskiego, tylko ,,język, który żyje" :))))

      • 6 1

  • Wydawnictwo to podstawa (1)

    Jeśli jesteś tylko zwykłym autorem, to się sporo napocisz zanim wyciągniesz z pisania kokosy. Wydawnictwo skroi większość wpływów ze sprzedaży, dla ciebie zostanie marny %. Dlatego sam założyłem własne wydawnictwo jakiś czas temu. Moje 3 najnowsze książki: o tym jak obudzić w sobie lidera i zwycięzcę; o kłamstwie covid-19 oraz o wpływie 500+ na degenerację i wzrost roszczeniowości obywateli wydałem bez żadnych pośredników. Dzięki zarobionym pieniądzom mogłem porzucić nudną pracę jako menadżer w korporacji w OBC i skupić się w pełni na swojej pasji. Pozdrawiam serdecznie.

    • 7 11

    • Ale za to zapomniałeś o lekach.

      Trzeba je brać regularnie, inaczej słabo działają.

      • 8 3

  • najlepiej wydac samemu niz napychac kase cwaniaczkom

    • 5 4

  • Wszędzie dyrektory

    • 5 2

  • Gratulacje z okazji dziesiątej rocznicy!

    Znam Jolę i Kazia od wielu lat i wiem jak bardzo ciężko pracowali budując oba wydawnictwa. I faktycznie łatwo nie było, szczególnie na początku, więc tym bardziej jestem pełen podziwu, że przetrwali tę dekadę i dalej się rozwijają. Warto wspierać lokalne firmy/wydawców, szczególnie takich pasjonatów jak oni. Jak czytam, że nie warto nabijać kasy wydawcom i wybrać samopublikowanie, to się tylko uśmiecham pod nosem. Jola z Kaziem pewnie też :)

    • 3 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

08

listopada

Mikromusic Gdańsk, Stary Maneż

Kultura

Rysownicy z Trójmiasta komentują protest
Rysownicy z Trójmiasta komentują protest
Piorunująca siła opresji. O spektaklu "Experyment" według Zimbardo
O spektaklu "Experyment" według Zimbardo

Kulinaria

Jedzenie na telefon: test trzech pizzerii z Trójmiasta
Jedzenie na telefon: test trzech pizzerii
Bary i puby komentują obecną sytuację
Bary i puby komentują obecną sytuację

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Whitney Houston wystąpiła w Sopocie w roku: