Yawning Man przemienił klub B90 w pustynię

Gdyby trzydzieści lat temu nie rozstawili marnej klasy ekwipunku w jednym z kalifornijskich garaży, dzisiaj być może nie byłoby Queens of the Stone Age. Jak się jednak sprawdzili protoplaści stoner rocka w warunkach solidnie wyposażonego klubu, z dala od pustynnych upałów? Lepiej być nie mogło.



Josh Homme był tak bardzo zafascynowany dziwacznym, nastrojowym hard rockiem (o stonerze w 1986 roku nikt jeszcze nie słyszał) w wykonaniu Yawning Man, że pod jego wpływem sam założył najpierw Kyuss, później Queens of the Stone Age. Przypadkowo stał się także specem od marketingu, bowiem to właśnie dzięki jego nieustannym zachwytom w wywiadach oraz w kuluarach na europejskich trasach koncertowych, ekipa z Palm Desert zaczęła otrzymywać oferty występów na Starym Kontynencie. Dla Yawning Man było to o tyle niespodziewane, że jak mało który zespół kompletnie nie są zainteresowani komercyjnym sukcesem. Wystarczy wspomnieć, że debiutancki album wydali po blisko dwudziestu latach działalności, a w sumie - w ciągu trzech dekad - zarejestrowali zaledwie trzy pełne wydawnictwa. Ostatnie w tym roku i to właśnie ono stało się pretekstem do trasy, na szlaku której znalazł się klub B90.


Na otwarcie wystąpiło lokalne Lady Electric. Zamieniłem kilka słów z basistą, który porównał wrażenia z koncertu na małej scenie B90 do zaprezentowania się na Camp Nou. Na szczęście od strony muzycznej Lady Electric nie musi mieć kompleksów. Tercet znakomicie posługuje się dźwiękami pozbawionymi ludzkiego głosu. Nie jest to może ani szczególnie oryginalna twórczość, ani technicznie skomplikowana, ale posiada znacznie ważniejszą cechę - potrafi wymusić zamknięcie oczu, a pod ciężkie powieki wtłacza odprężające, przenoszące w alternatywną rzeczywistość obrazy. Gdzieś w Trójmieście musi być pustynia, o której wiedzą tylko członkowie Lady Electric. Przecież to niemożliwe, żeby osiągnęli takie brzmienie bez spędzenia na niej kilku inspirujących miesięcy.

Niestety los "otwieraczy" nie jest lekki i przez pierwszą godzinę pod sceną było pustawo. Dopiero leniwa linia basu z "Far-off Adventure" Yawning Man zwabiła większą liczbę słuchaczy, którzy w komplecie pozostali niemal do ostatniego utworu blisko dwugodzinnego setu. Centralnymi postaciami w zespole są jego dwaj oryginalni członkowie - Mario Lalli oraz Gary Arce, obydwaj reprezentujący zupełnie inne wcielenia sceniczne. Pierwszy okazjonalnie zagadywał publiczność, podkreślając radość z grania w odległej Polsce, gdzie w dodatku istnieją ludzie doskonale znający repertuar jego zespołu. Drugi przez większość czasu stał na uboczu, niemal przyklejony do jednej ze ścian. Tegorocznym nabytkiem w składzie jest natomiast Justine Summer Heaven, która z początku grała na gitarze basowej, by później zamienić się na instrument z Lallim.

Yawning Man na koncercie w B90:


W wyjątkowo długim programie znalazło się miejsce na utwory z niemal każdego materiału opublikowanego przez Yawning Man. Z debiutanckiego "Rock Formations" odegrano między innymi kawałek tytułowy oraz "Perpetual Oyster"; z drugiego albumu wybrzmiało obowiązkowe "Sand Whip", a wydane w tym roku "Historical Graffiti" usłyszeliśmy niemal w całości. Pojawił się także utwór "Underwater Noise" ze splitu wydanego wraz z Fatso Jetson, drugim zespołem Mario Lalliego, a także, dotąd nigdzie nieopublikowane (nie licząc coveru w wykonaniu Kyuss) "Catamaran", gdzie Lalli obnażył swoje wokalne talenty.

Każda kolejna, instrumentalna mantra wynosiła słuchaczy na wyższy poziom mistycyzmu, a w finałowych minutach już chyba nikt ze zgromadzonych nie odczuwał więzi z własnym ciałem, lecz unosił się nad nim, próbując dosięgnąć kalifornijskiego słońca, w czym skutecznie pomagało rewelacyjne nagłośnienie.

Yawning Man to kolejny znakomity zespół, który wystąpił na Soundrive Stage - małej scenie klubu B90. W tym roku byli tu już między innymi Rolo Tomassi, Raketkanon, Brujeria czy Shining, a więc zespoły ważne na scenie alternatywnej, z tym, że tej, która zazwyczaj jest drapieżna i ciężka. Trudno porównywać tak różne występy, ale z całkowicie subiektywnej perspektywy odnoszę wrażenie, że wczorajszy koncert był jak dotąd najciekawszym wydarzeniem w tym miejscu i jeżeli na coś można narzekać, to tylko na frekwencję na poziomie około stu osób. Tego typu granie to oczywiście nisza, ale jak na aglomerację liczącą blisko siedemset pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców, to niestety zasmucający wynik...

Opinie (22)

  • Gdyby każdy z uczestników tego koncertu mógł napisać relację, byłyby podobne. Koncert totalny!

    • 13 0

  • Filmik kręcony komórką?

    Dźwięk-drama!
    Lepszego nie było?

    • 8 2

  • (5)

    Dlaczego recenzje koncertów w klubie B90 pisze osoba de facto w nim zatrudniona?

    • 8 2

    • Bo Borys napisałby znów relację z koncertu podobną do relacji z koncertu Lemon, a ten gość naprawdę wie o czym pisze

      • 7 2

    • (3)

      nie wiem, czy tak jest, ale klub powinien go zwolnić za relacje z Therion czy Arkony ;)

      • 4 1

      • i to dowodzi, że nie jest stronniczy! (2)

        • 6 2

        • (1)

          Wcale nie dowodzi, że nie jest stronniczy. W tych recenzjach dostało się tylko supportom.

          • 1 1

          • ale te zespoły grały w klubie obok czy też w B90? w końcu ktoś dobrze pisze o muzyce na t.pl, ale zawsze znajdzie się jakiś malkontent... o koncercie Soulfly w Uchu też same dobre słowa, podobnie Cocorosie w Szekspirowskim. po co tworzyć problem tam, gdzie go nie ma?

            • 2 1

  • (1)

    wole polski rap
    elo!

    • 2 14

    • przykro mi...

      • 0 0

  • Dokładnie TAK (1)

    zgadzam się z każdym słowem tej relacji, genialny koncert

    • 3 0

    • Bo to był genialny koncert!

      • 2 0

  • Doskonały koncert!

    I recenzja w punkt

    • 1 0

  • Jeden z najlepszych koncertów w B90

    Magia

    • 0 0

  • 100 widzów

    to smutne

    • 2 0

  • mniej więcej po drugim numerze

    byłem już w kosmosie

    • 3 0

  • (3)

    Szkoda tylko, że musieli ciągle narzekać na brak światła i mikrofon nie działał przez połowę jednego z dwóch kawałków z wokalem :E

    Kapela sama w sobie oczywiście rewelacja.

    • 0 1

    • (2)

      raz, pomiędzy utworami Lalli zażartował, że potrzebuje więcej światła, bo chciał spojrzeć na setlistę, a wokalu nie było może przez 5 sekund...

      • 1 1

      • no ale trzeba się przyczepić :)

        • 0 0

      • Dodał przy tym coś w stylu, że jest już stary i niedowidzi :) Wokalu nie było chwilę dłużej, i była to jakaś wpadka ekipy technicznej, ale zdecydowanie nie zmienia to obrazu tego fantastycznego koncertu. Nie ma na co narzekać. A ludzie? Że mało? Jakość się liczy!

        • 0 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Koncert Muzyki Filmowej i Epickiej
Koncert Muzyki Filmowej i Epickiej
muzyka chóralna, widowisko / show
paź 22
piątek, g. 19:00
Gdynia, Gdynia Arena
Mela Koteluk & Kwadrofonik
Mela Koteluk & Kwadrofonik
rock, pop
paź 29
piątek, g. 20:00
Gdańsk, Stary Maneż
Fisz Emade Tworzywo - Ballady i Protesty
Fisz Emade Tworzywo - Ballady i Protesty
muzyka alternatywna
lis 12
piątek, g. 20:00
Gdańsk, Stary Maneż

Kulinaria

Nowe Lokale

Sprawdź się

Sprawdź się

FETA to festiwal: