Wiadomości

stat

Z "mięsem" czy bez? Jak najlepiej smakuje filmowe danie?

felieton w trojmiasto.pl

Bohaterowie "Wilka z Wall Street" wcale nie zamierzali gryźć się w język. Wulgarne zwroty w filmie przekroczyły barierę pół tysiąca, a głównymi postaciami wcale nie byli kryminaliści, zdeprawowani stróże prawa czy środowiska patologiczne. Popularnym "mięsem" rzucali tu wykształceni i bogaci biznesmeni.
Bohaterowie "Wilka z Wall Street" wcale nie zamierzali gryźć się w język. Wulgarne zwroty w filmie przekroczyły barierę pół tysiąca, a głównymi postaciami wcale nie byli kryminaliści, zdeprawowani stróże prawa czy środowiska patologiczne. Popularnym "mięsem" rzucali tu wykształceni i bogaci biznesmeni. mat.prasowe/Paramount Pictures

Jednych zmuszają do zatykania z niesmakiem uszu, innych pobudzają do głupawego rechotania z każdego zasłyszanego słowa. Przekleństwa coraz mocniej wpisują się w język współczesnych filmów, choć nie zawsze nadają filmom wulgarnego charakteru. Komu i po co potrzebne są ekranowe "wiązanki"?



Przekleństwa w filmie:

im więcej, tym lepiej! 17%
wzbogacają dzieło, ale łatwo z nimi przesadzić 49%
rażą mnie, ale rozumiem, że czasem są potrzebne 21%
są niedopuszczalne, należy dbać o piękno języka 13%
zakończona Łącznie głosów: 450
F-word, czyli amerykańskie rekordy

Filmowe bluzgi na tyle spowszedniały, że doprowadziły do lawinowego tworzenia wszelakich rankingów częstotliwości wykorzystania niecenzuralnych słów, w którym oczywistą palmę pierwszeństwa dumnie dzierżą Amerykanie. Wszak tylko w filmach Martina Scorsese, Quentina Tarantino i Spike'a Lee można dokopać się do tysięcy wszelkiego rodzaju obelg, wyzwisk i frywolnych przekleństw. W słynnym "Pulp Fiction" nie mniej słynnego czteroliterowego słowa na "f" użyto 291 razy, zaś 272 przekleństwa reżyser upchnął do scenariusza debiutanckich "Wściekłych psów". W mocnych słowach nie przebierali też bohaterowie "Morderczego lata" Spike'a Lee, którzy popularnym zwrotem wyręczali się w aż 435 przypadkach! Imponujące statystyki bledną jednak w momencie, gdy do pracy zasiada Martin Scorsese, który specyficznym filmowym pieprzem uwielbia wręcz doprawiać swoje dzieła. W "Kasynie" aktorzy na czele z Robertem DeNiro i Joe Pesci "rzucają mięsem" 422 razy. Ten ostatni na tyle przyzwyczaił się do wulgaryzmów, że na planie "Kevin sam w domu" ekipa filmowa notorycznie musiała przerywać ujęcia i przypominać aktorowi, że na planie są dzieci. Absolutnym rekordzistą jest jednak "Wilk z Wall Street", w którym słowa na "f" użyto ponad pół tysiąca razy! Lwią część z rekordowej liczby wyartykułował z siebie Leonardo DiCaprio, który po ówczesnym oscarowym rozczarowaniu z pewnością w kuluarach mógłby poprawić tę statystykę o co najmniej drugie tyle.

Zobacz także: Kto się nie umie zachować w kinie? O najbardziej irytujących widzach

Polak też, kurde, potrafi

Kroku Amerykanom ambitnie dotrzymywali nasi rodzimi twórcy. Według powszechnej przecież opinii polski film bez nagości i przekleństw nie ma właściwie racji bytu. A jeżeli mowa o polskim kinie, to oczywiście na myśl przychodzi tylko jeden mistrz niecenzuralnego słowa. Bogusław Linda wyniósł słowne wulgaryzmy niemal na artystyczny piedestał. W samych "Psach" z pomocą kolegów po fachu udało mu się zgromadzić liczbę ponad 300 bluzgów. Jednak policyjno-gangsterskie opowiastki nie posiadały całkowitego monopolu na używanie przekleństw. Doskonale łamie ten stereotyp Adaś Miauczyński z "Dnia świra", który udowadnia, że nie tylko macho z bronią potrafi seryjnie "rzucać mięsem". W tym przypadku wystarczy jedynie odrobina frustracji i społecznego rozczarowania.

W polskim kinie nikt tak nie przeklina jak Bogusław Linda. Jego wulgarne teksty zyskały już miano kultowych i wielokrotnie były cytowane, zresztą nie tylko w innych filmach.
W polskim kinie nikt tak nie przeklina jak Bogusław Linda. Jego wulgarne teksty zyskały już miano kultowych i wielokrotnie były cytowane, zresztą nie tylko w innych filmach. kadr z filmu "Psy"/Film Polski
Po cholerę to?

Uwidacznia się tu wieloraka funkcja używania przekleństw w filmach. Ciężko przecież przedstawić półświatek gangsterów, trzymając się jedynie kwiecistej mowy. Bohaterowie "Chłopców z ferajny" czy rodzimego "Pitbulla" są niemal skazani na charakterystyczny język. Brak typowych zwrotów zrujnowałby wszelki realizm i w efekcie zniechęcił widzów. Nawet stróże prawa, wzorem filmów Davida Ayera, nie potrafią odmówić sobie niecenzuralnych słów, czym najczęściej rekompensują sobie narastającą złość, frustrację i magazynowany wewnątrz stres związany z ryzykownym zajęciem.

Przekleństwa można też zawoalować w komediowej konwencji i uczynić z nich pikantny dodatek do ekranowych gagów. Esencją "Teda" był przecież sympatyczny z zewnątrz pluszak, niestroniący od seryjnie wystrzeliwanych wulgaryzmów, co właściwie stanowiło główną oś komedii Setha MacFarlane'a. Lubujący się w niskich lotów humorze reżyser przełamał tym samym kolejną barierę. Do przestępców, zatwardziałych stróżów prawa, psychopatów, desperatów, furiatów, językowych troglodytów dołączył bowiem ... pluszowy miś. Stąd już nieduży krok w kierunku bluzgających zwierząt czy dzieci, choć i tak żałosnymi dowcipami zdarzało się już filmowcom nadziewać swoje wątpliwej jakości dzieła.

Są jednak w historii kinematografii wulgaryzmy, które wręcz ocierają się o filmową poezję, bez których dany film nie miałby racji bytu, a bohaterowie nie zostaliby idolami publiki. Impulsywny Tony Montana z "Człowieka z blizną", gdyby nie oddał również w mowie swojej obłędnej żądzy dominacji, nie miałby żadnych szans na podbicie zarówno przestępczego Miami, jak i serc widzów. Czasami natłok niecenzuralnych słów może wynieść skromną scenę na nieosiągalny poziom tak, jak to miało miejsce choćby w jednym z najlepszych w historii monologów kinowych w filmie "25. godzina" z udziałem Edwarda Nortona w sekwencji barowej toalety.

Bez też można

Czy oznacza to, że wartościowego filmu nie można nakręcić bez obowiązkowej "wiązanki" wulgaryzmów? Bynajmniej. Frank Darabont w "Skazanych na Shawshank" udowodnił, że film o tematyce więziennej można zrealizować, korzystając z minimalnego nagromadzenia niecenzuralnych słów. A przecież w ponad dwugodzinnym dziele aż 90proc. opowieści zamkniętych jest w pilnie strzeżonych murach pośród morderców, złodziei, gwałcicieli i oszustów. Heath Ledger w roli Jokera nie opierał swojej roli na recytowaniu wszelkich możliwych kombinacji ze słowem na "f", choć osobowość zdeprawowanego psychopaty mogłaby to tłumaczyć. Nawet marvelowskie produkcje dalekie są od językowych szarż, aczkolwiek nonszalancki Tony Stark z pewnością posiada inklinacje na językową pikanterię. Nie wspominając już o Hulku, którego natura wręcz wymagałaby eksplozji nie tylko fizycznej, ale i werbalnej.

Zobacz także: Ciemna strona kina, czyli krótki film o zarabianiu

Joker Christophera Nolana pokazał, że psychopatyczny, zdegenerowany, obłąkany i brutalny aspołeczenik wcale nie potrzebuje językowych wzmacniaczy do podkreślenia swojego szalonego ego. Może to dobry trop dla innych filmowców?
Joker Christophera Nolana pokazał, że psychopatyczny, zdegenerowany, obłąkany i brutalny aspołeczenik wcale nie potrzebuje językowych wzmacniaczy do podkreślenia swojego szalonego ego. Może to dobry trop dla innych filmowców? mat. prasowe/Warner Bros
Przeklinanie się nie opłaca

W przypadku tych ostatnich poprawność językowa to w głównej mierze zasługa kategoryzacji wiekowej, która w ostatnich latach coraz mocniej wpływa na kształt filmowych widowisk. Autorzy scenariuszy i producenci z zegarmistrzowską precyzją dobierają więc takie treści, aby końcowe dzieło załapało się na kategorię PG (dzieci oglądają za zgodą rodziców) lub PG-13 (dzieci do 13. roku za zgodą opiekunów). Słynna "R"-ka, choć pozwala filmom na zdecydowanie więcej, to jednocześnie zamyka drzwi szerokiej publiczności, a przecież w wielomilionowych produkcjach chodzi o masowy przekaz właśnie.

Kategorie nie zawsze jednak oddają to, co dzieje się na ekranie. W "Igrzyskach śmierci" trup sypie się gęsto, a istota przetrwania na krwawej arenie polega przecież na zabijaniu innych uczestników rozgrywek. I choć nie pada ani jedno niecenzuralne słowo, to trudno w tym przypadku stwierdzić, że obraz nadaje się dla każdego młodego widza.

Cenzura, czyli przekleństwo przekleństw

Innym ograniczeniem wulgaryzmów w filmie jest cenzura. Najczęściej uskuteczniania przez stacje telewizyjne, które mogą sobie pozwolić na wiele więcej niż kinowe multipleksy. To telewizyjni cenzorzy najlepiej "wiedzą", jak ograbić film z soczystych zwrotów, a słowo na "f" zamienić na kurkę wodną lub "do diaska". Jedna z polskich stacji telewizyjnych jakiś czas temu poszła o krok dalej. Emitując "Wilka z Wall Street" cenzorzy nie tylko odpuścili sobie wierne tłumaczenie (rekordowych bądź co bądź) bluzgów, ale nawet wyciszyli je w warstwie dźwiękowej. Cicho nie było za to na forach internetowych, gdzie w niewybrednych słowach zdegustowani widzowie przypomnieli stacji oryginalne w filmie zwroty.

Jak więc lepiej smakuje filmowe danie?
Z soczystym, przyprawionym pieprzem mięsem, a może w wersji wegetariańskiej z zachowaniem odpowiedniej łagodności i poprawności?

Opinie (45) 5 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

22

listopada

Kasia Kowalska z zespołem Gdańsk, Stary Maneż

24

listopada

Niezapomniani Artyści Gdynia, Sala Koncertowa Portu Gdynia

30

listopada

Dont Let Daddy Know Gdańsk, Sopot, Ergo Arena

Kultura

Muzyka Hansa Zimmera w Ergo Arenie
Muzyka Zimmera w Ergo Arenie
Nocne spacery po Siedlcach. Narracje
Nocne spacery po Siedlcach. Narracje

Kulinaria

Arco by Paco Pérez: hiszpańska kuchnia z widokiem na Gdańsk
Arco by Paco Pérez: kuchnia z widokiem
Serce do garów. Szefowie kuchni gotowali w szczytnym celu
Kolacja charytatywna "Serce do garów"

Planuj z nami tydzień

Narracje, półmaraton i muzyka Hansa Zimmera. Planuj tydzień
Narracje i muzyka Hansa Zimmera

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Jarmark Św. Dominika organizowany jest: