"Zdarzyło mi się wypłacić artyście z pięści". Rozmowa z Marcinem Jacobsonem

- Artystom zdarza się zapomnieć, jak dużo pracy w sukces włożył menadżer. Bo przecież artysta tworzy, a menadżer to darmozjad - mówi Marcin Jacobson, były menedżer zespołów TSA, Dżem, Krzak i in.
- Artystom zdarza się zapomnieć, jak dużo pracy w sukces włożył menadżer. Bo przecież artysta tworzy, a menadżer to darmozjad - mówi Marcin Jacobson, były menedżer zespołów TSA, Dżem, Krzak i in. fot. Henryk Malesa

- Zdarzyło mi się wypłacić artyście z pięści. W hotelu "Pod Różą" przez tydzień spały dwie rozrywkowe kapele. Trwała nieustająca balanga. Jeden z członków ekipy postanowił przejść po stalowej lince, na której nad ulicą wisiała lampa... - opowiada Marcin Jacobson, były menedżer zespołów Dżem, TSA, Krzak oraz współorganizator festiwalu w Jarocinie.



Borys Kossakowski: Jak byłem mały, w moim domu rodzinnym dyskutowano, czy Czesław Niemen miał swoje włosy czy nosił perukę. Ostatnio zastanawiałem się, kto mógłby odpowiedzieć na to pytanie (i jemu podobne). Wypadło na ciebie.

Marcin Jacobson: Autorytarnie nie jestem w stanie powiedzieć (śmiech). Na własne oczy widziałem Niemena, który w młodości nosił krótkiego jeżyka, ale to było jeszcze zanim odniósł duży, solowy sukces. Wedle przekazów moich znajomych Niemen miał słabe włosy, ale nie był łysy. Gdy narodziła się moda na długie włosy to zaczął nosić perukę, bo nie lubił długich włosów. Stała się ona jego drugim ciałem. Na pewno nie był łysy, na 99 proc. nosił perukę (śmiech).

To ciekawe, że rewolucja hippisowska, która buntowała się przeciwko rygorystycznym zasadom moralnym również wprowadziła swoje rygorystyczne zasady. Nie można było nosić krótkich włosów.

Aż tak źle nie było. Jakiś czas później Isaac Hayes był łysy i nikomu to nie przeszkadzało. Karewicz też kiedyś sfotografował perkusistę zespołu Hollies, który też nosił treskę, ale w garderobie ją zdejmował. Ich występ to był dla mnie osobiście szokiem - piosenka The Hollies weszła wtedy na szczyt listy przebojów w Wielkiej Brytanii, co dla nas było kosmosem. W Hali Stoczni okazało się, że to tacy sami ludzie jak my, tak samo się zachowują, pocą, żartują - są tylko lepiej ubrani (śmiech). To było bardzo pociągające dlatego bardzo chciałem zobaczyć ich z bliska. Po koncercie udało mi się, po raz pierwszy w życiu, wbić na zaplecze, ale nic specjalnego się nie działo (śmiech).

Słowo zaplecze to słowo klucz dla twojego życiorysu. Wybrałeś drogę człowieka na zapleczu: organizatora, menadżera, człowieka, który pociąga za sznurki.

Trochę to wynikało z mojego lenistwa. Bo, tak jak większość, ciągnęło mnie na scenę, która wówczas traktowana była przez nas jak "ziemia obiecana". Szukałem z nią kontaktu, chciałem być idolem. Mając, chyba, 17 lat zapisałem się do podstawowej szkoły muzycznej, gdzie ze względu na wzrost skierowano mnie do klasy kontrabasu. Wytrzymałem tam niezbyt długo, byłem dosłownie na kilku lekcjach. Byłem lekkoduchem, systematyczna praca nigdy nie była moją mocną stroną, więc zacząłem szukać innej drogi do muzyki, która mnie fascynowała.

Jacobson był przez długie lata menedżerem Dżemu. Na filmie "Whisky" w wersji akustycznej z 2013 roku.

Co robiłeś?

Dosłownie chłonąłem wszystko, co się wiązało z muzyką rockową. Z kieszonkowego zaprenumerowałem sobie New Musical Express i kupowałem płyty, co nie było proste. Będąc na bieżąco ze światową muzyką, zacząłem pisać do gazet, robić audycje w radio. Debiutowałem w pierwszej polskiej dyskotece w Grand Hotelu. Potem trafiłem do Żaka, gdzie byłem dj-em, a potem organizowałem koncerty. Tam spotkałem znakomity zespół Baszta, który szykował się do grania w zachodnich restauracjach. Uznałem, że zasługują na coś więcej i zostałem ich menedżerem. I tak potem poszło.

Porwała cię fala?

Z Ryśkiem Riedlem to była zabawa w chowanego. Zdarzało się czasem, że nie udawało się nam go znaleźć i wtedy zespół grał program instrumentalny.
Można tak powiedzieć. Najpierw moją aktywność zauważył przyszły prezydent, Aleksander Kwaśniewski, który wówczas był szefem Związku Młodzieży Socjalistycznej. Chciał na fortach zrobić letni klub muzyczny i zlecił mi kierownictwo programowe. Na bazie tego programu stworzyliśmy z kolegami Muzykę Młodej Generacji, a potem zorganizowaliśmy festiwal w Jarocinie. Gdy wycofałem się z Jarocina, zgłosił się do mnie Krzak i zostałem ich menedżerem. Gdy Krzak się rozpadł, zacząłem pomagać chłopakom z Dżemu, którzy już dobrze grali, ale byli zupełnie nieprzygotowani do profesjonalnej pracy. Zaprzyjaźniłem się z Martyną Jakubowicz, której, tak jak Dżemowi, załatwiłem nagranie pierwszych dużych płyt. TSA, Cree, Mietek Blues Band to również, w dużej mierze, moje dzieci.

Wiele zespołów rozstaje się z menedżerami, a rozprawy sądowe wloką się potem przez lata.

Wiesz, dopóki wszyscy razem solidarnie wdrapują się na górkę to jest okej. Ale jak się już osiągnie szczyt, czyli sukces, to artystom zdarza się zapomnieć, jak dużo pracy w sukces włożył menedżer. Bo przecież artysta tworzy, a menedżer to darmozjad. Tymczasem każdy produkt potrzebuje dobrego opakowania, reklamy, przemyślanej strategii. To często mrówcza praca, która z zewnątrz jest niezauważalna. Artysta się pyta sam siebie: "Po co mi facet, który mnie opieprza, bo się spóźniłem pięć minut na odjazd autobusu, a ja akurat miałem ochotę na papierosa czy pogawędkę?". Dopiero, gdy menedżer odchodzi, gdy wszystko zaczyna się sypać, okazuje się, że był potrzebny. Menedżer bardzo często bywa katalizatorem, ale też piorunochronem.

Opieprzałeś swoich podopiecznych?

Nie byłem zamordystą. Raczej należałem do tych menedżerów, którzy "wiedzą kiedy podać kawę". Zawsze starałem się rozładowywać napięcia, a pracowałem z kapelami uchodzącymi za najtrudniejsze i najbardziej rozrywkowe - Krzak, Dżem, TSA. Co najmniej połowa awantur na początku Lady Pank była dziełem Krzaka (śmiech).

Rozmowa z Markiem Piekarczykiem z TSA, który długie lata współpracował z Jacobsonem,

I nigdy na nikogo nie krzyczałeś?

No dobrze. Zdarzyło mi się wypłacić artyście z pięści. Było to tak. W hotelu "Pod Różą" przez tydzień spały dwie rozrywkowe kapele. Trwała nieustająca balanga. Jeden z członków ekipy postanowił przejść po stalowej lince, na której nad ulicą wisiała lampa. Za pierwszym razem, w ostatniej chwili ściągnęliśmy go z gzymsu. Objechałem go wtedy jak burą sukę. Obiecał, że już będzie grzeczny, ale po chwili znów stał na parapecie. Przyłożyłem mu wtedy z pięści i to poskutkowało.

Z Ryśkiem Riedlem też pewnie miałeś sporo roboty...

Z nim to była raczej zabawa w chowanego. Kiedyś Dżem grał w Jarocinie. Siedzieliśmy w samochodzie pod samą sceną pilnując, by Rysiek nie zniknął. On jednak jakoś skutecznie czmychnął. Akurat przywiozłem wtedy pierwsze egzemplarze albumu "Absolutely Live". Nie mogąc znaleźć Ryśka, ogłosiłem ze sceny, że kto go znajdzie i do nas doprowadzi, to dostanie płytę. Od razu się znalazł. Okazało się, że siedział na odległym polu namiotowym i palił z kimś jointy. Zdarzało się czasem, że nie udawało się nam go znaleźć i wtedy zespół grał program instrumentalny. Niezadowolonym zwracaliśmy za bilety, ale na szczęście takich było niewielu.

To były inne czasy. Muzyka była zaangażowana, natchniona. Czy muzyka XXI wieku cię porywa?

Ktoś mądry powiedział, że wtedy utwory się komponowało, a teraz je się produkuje. Na tym polega zasadnicza różnica. Wtedy najpierw był artysta, jego emocje, a potem nadbudowa. A teraz jest odwrotnie, najpierw image, opakowanie, a potem artysta i sztuka. Stąd tyle wydmuszek i jednosezonowych gwiazdek.

Opinie (41) 6 zablokowanych

  • Deficyt skromności

    "Na bazie tego programu stworzyliśmy z kolegami Muzykę Młodej Generacji, a potem zorganizowaliśmy festiwal w Jarocinie".

    Z tekstu wynika jakby to pan Jacobson z panem Kwaśniewskim stworzyli MMG. Nazwisko Korzeniewskiego czy Chełstowskiego nie pada ani razu. Riedl nie palił jointów tylko walił w kanał, jointy nie zabiłyby Riedla.

    • 28 42

  • Fajny wywiad, trochę prawdy o 'idolach' mojej młodości :)

    • 20 4

  • Żelazna logika: skoro umarł pośrednio przez heroinę, to nigdy nie palił marihuany.

    • 22 6

  • Jesli chodzi o ostatnie zdanie-jedna uzywka nie wyklucza drugiej, natomiast finalna dedukcja jest niepotrzebna i nie podwaza niczego co bylo w ww tekscie.

    • 7 0

  • Borys, bardzo fajny wywiad :) Pracujcie nadal nad tym też aby informować o wydarzeniach przed faktem - ostatnio o zorzy napisaliście dzień wcześniej - duży plus.

    • 14 10

  • Potem walił w kanał, za Jarocina były jointy.

    • 3 1

  • Stąd tyle wydmuszek i jedno-sezonowych gwiazdek. To jakby o autorze wywiadu?

    • 17 18

  • Znałem Riedla

    Jego problemy z zespołem nie wynikały z jarania trawki tylko z uzależnienia od kompotu. Detoksy, kryzysy i problemy zdrowotne powodowały, że zespół nie mógł na niego liczyć, nigdy nie było wiadomo w jakim stanie będzie na koncercie.
    Kilka jego tekstów jest o polskim kompocie, nie znam żadnego o trawce. Nie napinaj się tak z logiką, bo tu nie o nią chodzi.

    • 15 10

  • Matołku, ja wiem co piszę, bo jestem z tej ekipy

    Kompot czyli domowa produkcja zaczęła się w 1974. Zanim zaczęto wytwarzać kompot były jeszcze letnie zbiórki mleczka. Jarocin to rok 1980. O problemie narkomanii w Polsce jako pierwszy zaczął mówić Marek Kotański, pierwszy detox prowadzony przez niego powstał w Głoskowie w 1974 roku.

    • 9 2

  • ooo znalazł się mesjasz co objawił prawdę światu :)

    HA HA HA ...PS z tekstu nie wynika ze zrobili to z kwachem sami...z drugiej strony należałoby zapytać tych panów (innych) czy chcą by umieszczano w tekscie ich nazwiska.

    • 5 6

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Koncert Muzyki Filmowej i Epickiej
Koncert Muzyki Filmowej i Epickiej
muzyka chóralna, widowisko / show
paź 22
piątek, g. 19:00
Gdynia, Gdynia Arena
Mela Koteluk & Kwadrofonik
Mela Koteluk & Kwadrofonik
rock, pop
paź 29
piątek, g. 20:00
Gdańsk, Stary Maneż
Fisz Emade Tworzywo - Ballady i Protesty
Fisz Emade Tworzywo - Ballady i Protesty
muzyka alternatywna
lis 12
piątek, g. 20:00
Gdańsk, Stary Maneż

Kultura

Kulinaria

Nowe Lokale

Sprawdź się

Sprawdź się

Jaki wiek uprawnia do lotów w tunelu Maxfly?