Wiadomości

stat

BrzydUla pójdzie w Swing w Walentynki. Wywiad z Abelardem Gizą

Oficjalny zwiastun filmu "Swing" pojawi się pod koniec stycznia. Na razie musimy zadowolić się teaserem.


- Jak jest zimno to nosy aktorów robią się czerwone i trzeba je ciągle pudrować. Ludzie, którzy robią herbatę są tak samo ważni jak operatorzy, bo bez nich zamarzlibyśmy - o pracy nad komedią "Swing" opowiada jego reżyser, trójmiejski komik Abelard Giza. Premiera w kinach w Walentynki, 14 lutego.



Swing, czyli wymiana partnerów:

to niemoralne 38%
to nie dla mnie - jestem zbyt zazdrosny/a 30%
może być ciekawie, ale jeszcze nie teraz 12%
chętnie spróbuję 13%
próbuję od lat i polecam 4%
spróbowałem/am i nie polecam 3%
zakończona Łącznie głosów: 388
Borys Kossakowski: Na odpowiedź na to pytanie czeka cała Polska. Czy Julia Kamińska, serialowa BrzydUla, rozebrała się przed kamerą?

Abelard Giza: Żeby za dużo nie zdradzić, mogę powiedzieć, że zrzuca to i owo. Może nawet bardziej owo.

Swing to gra erotyczna polegająca na wymianie partnerów. Będzie XXX?

Główny bohater - Marek - przez cały film próbuje namówić swoją narzeczoną oraz przyjaciela i jego dziewczynę na swing. Każdego podchodzi w inny sposób, a każdy z tych sposobów jest dość pokrętny, co tworzy dużo zabawnych sytuacji z seksem w tle.

O co chodzi w tym swingowaniu?

O dobrą zabawę.

Spóźniacie się z filmem już ponad rok. Co macie na swoje usprawiedliwienie?

Jeśli cztery osoby robią film, to nie da się nie spóźnić. Już pierwszego dnia na planie wiedzieliśmy, że bierzemy udział w czymś zupełnie innym niż to, co znaliśmy. Do tej pory stawialiśmy trzy halogeny ogrodowe, biegaliśmy po podwórku i mieściliśmy się w tym terminarzu. Nagle okazało się, że się nie mieścimy.

Czyli nadal w ręku mieliście motykę, ale okazało się, że porywacie się nie na ogródek przydomowy, ale na słońce?

Nie nazwałbym tego motyką. Mieliśmy ekipę zawodową: oświetlenie, charakteryzacja, kamery. Ale im więcej ludzi, tym więcej tłumaczenia, objaśniania. Im więcej sprzętu, tym więcej ustawiania. A wszystko trwa. Na koniec pierwszego dnia mieliśmy zrealizowane tylko trzydzieści procent planu. Pierwszy dzień na papierze udało się zamknąć dopiero po trzech dobach kręcenia. Towarzyszył nam pośpiech, bo finanse nie pozwalały nam na przedłużanie dni zdjęciowych. Dysponowaliśmy budżetem, który stanowił jedną trzydziestą budżetu profesjonalnych produkcji. Ale jesteśmy bardzo podnieceni efektem końcowym.

To twój pierwszy kontakt z zawodową ekipą filmową?

Tak. Współpraca z zawodowcami na początku mnie trochę stresowała. Bałem się o to, co pomyślą o naszym systemie pracy. Czy okażemy się dla nich wystarczająco "profesjonalni"? Na szczęście okazało się, że oni załapali nasz entuzjazm. Wsadziliśmy w to razem mnóstwo serducha. Wstawaliśmy codziennie o piątej nad ranem, a szliśmy spać w środku nocy. Zrobiła się taka atmosfera, że wszyscy mieli poczucie, że współtworzą film. Oczywiście jako reżyser podejmowałem decyzje, ale w tworzeniu brali udział w zasadzie wszyscy. Podziały zniknęły, razem pracowaliśmy i razem jedliśmy obiady.

Związki zawodowe nie interweniowały?

Wszyscy się tak zaangażowali, że gdy na koniec trzeba było pracować do czwartej nad ranem, to wszyscy robili to bez słowa skargi. Wierzę, że ta energia i chemia, która była na planie, przeniosła się także na ekran.

Co ciebie najbardziej zaskoczyło podczas kręcenia?

Największe zaskoczenia wynikają z drobnych detali, które często trudno przewidzieć. Kręciliśmy w lutym, a hala w Fabryce Karabinów szybko się wyziębiała. Jak jest zimno, to wszyscy pracują inaczej. Poza tym nosy aktorów robią się czerwone i trzeba je pudrować. Ludzie, którzy robili dla ekipy gorącą herbatę byli tak samo ważni jak operatorzy, bo bez nich zamarzlibyśmy. Inny przykład: śmieciarka, która hałasuje pod budynkiem i trzydzieści osób czeka, aż odjedzie. Albo samolot, który przelatuje nad nami i hukiem niszczy ujęcie. Któregoś dnia padł prąd. Nagle walnął jakiś korek. Właściciel Fabryki Karabinów osobiście młotkiem przebijał się przez jakąś ścianę, żeby naprawić awarię.

Ale zdjęcia skończyliście na czas. Czyli poślizg wydarzył się na etapie postprodukcji?

Tak. Wynika to z faktu, że robiliśmy to wszystko w kilka osób, a że wszyscy normalnie pracujemy, żeby się utrzymać, film robiliśmy w tak zwanym czasie wolnym. Do muzyki próbowało podejść czterech muzyków. Ostatecznie całość skomponował Wojtek Horny (m.in. O.N.A.). Potem kilka miesięcy trwała korekcja barwna, którą nota bene robiliśmy w firmie Platige Image (pracowała m.in. przy "Melancholii" Larsa von Triera i efektach do gry "Wiedźmin"). I tak dalej, i tak dalej.

Znamy "Swing" ze sceny teatralnej. A jaki jest film?

Swing to taka hybryda. To trochę film, trochę sitcom, trochę teatr telewizji. Ale to nie jest istotne, bo naszym celem było opowiedzieć śmieszną historię. A ta historia nie wymaga fajerwerków, ani efektów specjalnych. Kiedy jeszcze "Swing" był spektaklem, graliśmy go tylko z jednym rekwizytem, którym była sofa. Dlatego wiedzieliśmy, że w filmie też sobie poradzimy prostymi środkami. I poradziliśmy sobie. Efekty każdy będzie mógł zobaczyć w kinach w Walentynki.

Zobacz reportaż z planu "Swing" w reż. Abelarda Gizy.

Opinie (36) 2 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

26

lipca

Kabaret Neo-Nówka - Żywot M... Sopot, Tarasy przy Aquaparku

27

lipca

The Best of 15 lat kabaretu... Sopot, Tarasy przy Aquaparku

03

sierpnia

6. Urodziny SurfBurger X So... Gdańsk, Ulica Elektryków

Kultura

Nietypowy koncert na schodach Gdyńskiej Szkoły Filmowej
Nietypowy koncert na schodach GCF
W potrzasku. O spektaklu "Pan Schuster kupuje ulicę"
O spektaklu "Pan Schuster kupuje ulicę"

Kulinaria

Planuj z nami tydzień

Wygraj bilety,
sprawdź nasze konkursy

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Festiwal Polskich Filmów Fabularnych organizowany jest w Gdyni od roku: