Wszyscy kochamy smutne piosenki - Kortez wystąpił w B90

Kortez jest w bardzo dobrej formie. Pozbył się nawet tej maniery śpiewania przez nos. Bardzo dobrze poprowadził swój występ, w którym nowe piosenki przeplatał z bumerangowymi hitami, jak "Zostań", "Wracaj do domu" czy "Z imbirem".
Kortez jest w bardzo dobrej formie. Pozbył się nawet tej maniery śpiewania przez nos. Bardzo dobrze poprowadził swój występ, w którym nowe piosenki przeplatał z bumerangowymi hitami, jak "Zostań", "Wracaj do domu" czy "Z imbirem". fot. Edyta Steć/Trojmiasto.pl

Kortez jest obecnie jednym z najpopularniejszych polskich wykonawców. I nic nie zwiastuje zmiany tego stanu. Tym bardziej jeśli daje się tak dobry koncert, jak ten w B90. Wyprzedany do ostatniego miejsca.



Zanim jednak o samym bohaterze piątkowego wieczoru i jego kojącej, acz smutnej muzyce, trochę o publiczności. Korteza słucha dziś każdy. Dosłownie. Od najmłodszych, po najstarszych. Z najróżniejszych grup społecznych. I coś, co dla samego artysty jest wymierne pod względem popularności, sprzedaży płyt i kolejnych zer na koncie, w przypadku odbiorców już wcale takie wspaniałe być nie musi.

Piątek w B90 dobitnie to potwierdził. Nie ma co poruszać tematu telefonów, bo jest to walka z wiatrakami i tylko ostre restrykcje, które wprowadzają tacy wykonawcy, jak Fever Ray czy Jack White mogą przynieść zmianę w tej materii. Tym razem problem polegał na nieustannym gadaniu. Trudno było znaleźć miejsce, gdzie było przynajmniej dziesięć osób w pełni skupionych na tym, co dzieje się na scenie. I nie były to rozmowy jednozdaniowe. To były całe tyrady. Tym bardziej zaskakujące, że najgorzej zachowywała się ta dojrzalsza część widzów. Naprawdę, tu nie chodzi o obrażanie kogokolwiek. Ale odrobina przyzwoitości względem wykonawcy i pozostałych uczestników to naprawdę nie jest wygórowane wymaganie.


A teraz już zostawmy tę łyżkę dziegciu i skupmy się na miodzie. Bo to, co pokazał w stoczniowej hali Kortez, to była czysta przyjemność. Kortez, czyli Łukasz Federkiewicz, już trzeci rok cieszy się niesłabnącą popularnością. Jego trasy wyprzedają się na pniu, ludzie znają większość jego piosenek i jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych oraz rozchwytywanych wykonawców na scenie alternatywnego popu. Jest też świetnym przykładem na to, kolejnym już w historii zresztą, że Polacy kochają smutne piosenki. Nie disco polo, nie rock and rolla, tylko utwory o tym, że komuś jest źle.

Siłą Korteza jest to, że śpiewając o sobie, robi to w taki sposób, że praktycznie każda osoba może się z tym utożsamić. I druga płyta, "Mój dom", którą promował na piątkowym koncercie, jest tego najlepszym przykładem. Kontynuacją tematyki z debiutanckiego "Bumerangu", ale chyba jeszcze ciekawszą. Bo nie tak rozrzuconą stylistycznie, bardziej spójną i - uwaga! - przebojową. Ten dysonans pomiędzy brzmieniem a liryką naprawdę świetnie się sprawdza. Bo nie dostajemy obuchem, nie chcemy od razu rzucać się z mostu. Dostajemy czas na to, aby ten potężny emocjonalny ładunek przyswoić. Federkiewicz prowadzi nas za rękę, oswaja z tym smutkiem.

Świetnie pomagają w tym brzmieniowe pasaże, które pozwalają słuchaczom zebrać myśli, a jednocześnie swoją nienachalną przebojowością budują coraz lepszy nastrój koncertu. A ten był naprawdę świetny.

Kortez jest w bardzo dobrej formie. Pozbył się nawet tej maniery śpiewania przez nos. Bardzo dobrze poprowadził swój występ, w którym nowe piosenki przeplatał z bumerangowymi hitami, jak "Zostań", "Wracaj do domu" czy "Z imbirem". Nie zagadywał przy tym widzów, nie zaczepiał ich, to nie jego stylistyka. On po prostu siedzi przy klawiszach albo stoi z gitarą i śpiewa.

I robi to w sposób niezwykle prawdziwy. W tym także tkwi jego siła. Ludzie od razu kupili jego szczerość. A ci, którzy odrzucili go kilka lat temu w jednym z muzycznych talent show, muszą sobie dziś pluć w brodę, że przepuścili kurę, która mogła znieść im sporo złotych jaj. Jednak dla samego wykonawcy tamta porażka okazała się być sukcesem. Momentalnie został wyłowiony przez wytwórnię Jazzboy i tak rozpoczęła się Kortezomania.


Lubimy tę smutną muzykę, bo odnajdujemy w niej nas samych. Ale przede wszystkim lubimy Korteza za to, że nikogo nie udaje. To chłopak sprawiający wrażenie odklejonego od rzeczywistości, zatopionego we własnym świecie. Kawałek tego świata zobaczyliśmy w B90. Ten koncert był naprawdę na świetnym poziomie i jeśli muzyk utrzyma formę, to trasy wyprzedawać będzie dalej, nawet za kilka dekad.

Jest to też jeden z tych wykonawców, którego muzyka bardzo wiele zyskuje na żywo. Staje się bardziej przestrzenna, dosadna. Dzięki temu może przekonać do siebie jeszcze wiele osób, które słuchając nagrań studyjnych, nie do końca są przekonane do tej estetyki.

Opinie (36) 2 zablokowane

  • Kortez to jest gość... (2)

    Śpiewa co czuje, co myśli, na co czeka.
    I jest taki fajny i przy tym przeciętny, nikogo nie udaje-tym kupuje ludzi. Porwał mnie przy pierwszym lajwie w muzo.fm i tak (na całe szczęście) poszło.

    • 24 7

    • Ja tam nie przepadam

      za jego stękaniem, marudzeniem, rozpamiętywaniem i jątrzeniem doła. Zasadniczo jest to niedojrzałe. Dojrzale o miłości śpiewa np. Nosowska.

      • 12 11

    • nazywam się Milijon bo cierpię za miliony

      ale to już gdzies było

      • 2 0

  • Gadali ? (4)

    Nie zgadzam się z autorem tekstu. Występ zaj..bisty. I nie słychać było żadnych pogaduszek czy rozmów. Może autor był z tyłu estrady, gdzie rzeczywiście "obsługujący" koncert ekipa przy stoiskach zachowywali się głośno.
    każdy słuchał piosenek jak i wtórował śpiewem wszystkim hitom balansując samemu lub w parach przytakując nogą czy kołysząc głową melancholicznym rytmom piosenek.
    Koncert wspaniały, kameralny. Jedynie co mi przeszkadzało, to gorąco i brak nawiewu świeżego powietrza.

    • 11 17

    • gadi

      i to jeszcze jak
      im blizej sceny tym mniej osob gadajacych
      a im dalej tym gorzej

      • 5 0

    • Zazdroszczę. Ja co koncert muszę się męczyć z rozgadanym towarzystwem, które na koncert przyszło gadać gadać i gadać... Tragedia.

      • 1 0

    • (1)

      Tym razem ja się nie zgodzę-niestety gadali i to głośno

      • 0 0

      • też tak uważam, rozmowy non stop, zastanawiam się o co chodzi tym ludziom

        • 0 0

  • smartfony to niestety zmora wszystkich koncertów (1)

    Ludzie przychodza aby nagrywać? A potem lansować się w portalch ...
    Stoję na koncercie a przede mną las ekranów...
    Dzięki za zepsucie odbioru...bo przychodzę i zapłaciłem bilet na koncert na konkretną osobę ( lub zespół) a nie na patrzenie smartfonów, które zasłaniaja i psują każdy koncert.

    PS. Zaduch na koncertach to druga ważna sprawa, nie raz musiałem opuścić lokal, bo prawie zemdlałem z powodu braku powietrza...

    • 22 0

    • Nastepnym razem wybierz pierwszy rząd

      • 0 0

  • Byłam pierwszy raz i nigdy więc. Na jedną nutę, smutne, jednostajne, zamulone. (1)

    Na dłuższą metę depresja murowana.

    • 20 19

    • depresja

      murowana

      • 5 4

  • MÓWCIE ZA SIEBIE!

    Ja nienawidzę smutnych piosenek - mam dość traum w życiu więc niech Szanowna Redakcja nie wpycha mi w usta słów i zwrotów, których nie uważam, abym ich kiedykolwiek używał...

    • 13 10

  • co miesiąc ten smutas jest w trójmieście. nigdzie więcej nie chcą go słychać???

    Tylko u nas taką grobowa atmosfera się sprzedaje?

    • 19 21

  • (1)

    Nie rozumiem fenomenu Korteza.
    Moja koleżanka ma jego płytę,i słucha go cały czas.
    Ja bym nie mogła jego muzyka mnie drażni.
    Tak jakby to była wielka podrógka Grechuty lub Bajora.
    Tylko cały czas zbyt nostalgiczna i dołująca.
    Straszne ma te piosenki

    • 18 14

    • Bo do tego, by się zachwycać muzyką Korteza, potrzebna jest znajomość zasad interpunkcji ...

      • 1 0

  • Koncert odsłuchowo do bani (4)

    Mialem okazję słuchać Korteza w innych miejscach i tutaj nie dość, że sam wykonawca zdawał się być wczorajszy to jakość nagłośnienia poległa. Dramat. Nie muszę być fanem czy antyfanem ale lubię posłuchać dobrej muzy w dobrej jakości. W moim aucie ,małej puszczce , miałem lepsze wrażenia muzyczne. Wprawdzie to pierwsza wizyta w B90 ale nie zachęciło mnie do powortu. Korteza słuchać lubię, ale staranniej trzeba wybierać miejsce, ale też chciałbym słychać jak śpiewa nie na kacu. Ludzie wychodzili z koncertu, a to jak dla mnie porażka występu.

    • 6 6

    • B90 ma słabą akustyke (1)

      Serio.. Na koncerty polecam maneż. A wokalista jedzie na dragach i chleje, wiec co sie dziwic.. Lubie go i szkoda mi go

      • 2 0

      • No wiadomo że B90 to najgorzej nagłośniony klub.

        Cały ten klub to porażka. Dźwięk z demobilu. Obsługa z łapanki. Kompletnie nie mają pojęcia Ci ludzie o produkcji koncertowej. Słyszałem że każdy koncert tam to porażka. Powinni zamknąć to miejsce bo obniża poziom w Trójmieście.

        • 2 0

    • (1)

      Był chory, nie wczorajszy

      • 0 0

      • na chorobe filipińską

        • 0 0

  • Typowe polskie smęty. Bez talentu i osobowości.

    • 6 15

  • Pozbył się nawet tej maniery śpiewania przez nos

    d*pa tam. Nadal go nie można zrozumieć, bo jak bąkał tak bąka. Nie rozumiem tej fascynacji kolesiem.

    • 7 12

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Kazik
Kazik
rock / punk
mar 11
piątek, g. 20:00
Gdańsk, Stary Maneż
IRA
IRA
rock / punk
mar 12
sobota, g. 17:00
Gdańsk, Filharmonia Bałtycka
Pat Metheny - Side Eye
Pat Metheny - Side Eye
jazz
cze 3
piątek, g. 20:00
Sopot, Opera Leśna

Nowe Lokale

Sprawdź się

Sprawdź się

Gdańska scena stand-upowa, Elżbietańska 6 na ostro, organizowana jest w klubie: