Wiadomości

stat

Zaskakujący i nieprzewidywalny. Podsumowaliśmy festiwal filmowy w Gdyni

Jury w tym roku przyznało nagrody wg własnego klucza. Festiwalowe "pewniaki" wróciły do domu z pustymi rękami. W tym Magdalena Boczarska, której wielu wróżyło Złote Lwy za rolę Michaliny Wisłockiej w "Sztuce kochania".
Jury w tym roku przyznało nagrody wg własnego klucza. Festiwalowe "pewniaki" wróciły do domu z pustymi rękami. W tym Magdalena Boczarska, której wielu wróżyło Złote Lwy za rolę Michaliny Wisłockiej w "Sztuce kochania". fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Za nami 42. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Nie wszystkie nasze przewidywania się sprawdziły, a decyzje jury mocno zaskoczyły, nie zawsze pozytywnie. Co nam się podobało, a co byśmy zmienili? Poniżej nasze podsumowanie.





Tomasz Zacharczuk, serwis Rozrywka

Zaskoczenie. To uczucie towarzyszyło mi od początku festiwalu aż do ostatnich decydujących rozstrzygnięć gali finałowej. Bolesną porażkę poniósł zdecydowany faworyt, który nie doczekał się żadnej statuetki w najważniejszych kategoriach konkursu głównego. Jestem jednak pewien, że "Najlepszy" będzie największym wygranym, gdy tylko wszystkie nominowane produkcje znajdą się w kinowej dystrybucji. Często to frekwencja na widowni i głos samych widzów mają większe znaczenie dla twórców niż nawet najcenniejsze nagrody. A co czeka "Najlepszego" zapowiada Nagroda Publiczności tegorocznego FPFF.

Przeczytaj także recenzję filmu "Najlepszy"

Zaskoczeniem i to ogromnym jest pominięcie znakomitego Jakuba Gierszała. Trzymałem podświadomie kciuki za równie świetnego Dawida Ogrodnika, więc werdykt jury poniekąd mnie ucieszył. Gierszał kapitalnie wypadł jednak w aż trzech filmach (poza przerysowaną i słabą rolą w "Pokocie"). Trudno doprawdy wyobrazić sobie, co jeszcze może zrobić aktor, by zostać należycie uhonorowanym.

Statuetka za drugoplanową rolę dla Łukasza Simlata w mojej opinii to spore nadużycie przy genialnych występach Arkadiusza Jakubika. Pierwszy z panów miewał naprawdę świetne momenty w "Amoku", drugi z nich jednak trzymał wysoki poziom przez cały czas. I to w dwóch produkcjach konkursowych. Wśród pań bez zaskoczeń, i choć szkoda wyrazistej i wszechstronnej Magdaleny Boczarskiej, to takie werdykty jury na pewno się bronią.

Wspomniane uczucie zaskoczenia zakiełkowało już podczas pierwszego, zaskakująco niezłego, seansu "Wyklętego", skończywszy na świetnej "Cichej nocy", którą słusznie obstawiałem w roli "czarnego konia". Piotr Domalewski stworzył niezwykle sugestywny portret prowincjonalnej rodziny ukazanej w wielowątkowym dramacie z elementami gorzkiej satyry. Duże brawa za odwagę dla jury i złamanie festiwalowego klucza. Zaskoczeniem była niezwykle sprawnie i niestandardowo ograna "Zgoda", poruszająca niebywale istotne zagadnienie związane z budową powojennej Polski, choć z samą tematyką filmowcy sądzę, iż spóźnili się kilka ładnych lat. Najważniejsze, że taki film powstał.

Ubolewam nad przepięknym "Twoim Vincentem", ale film Doroty Kobieli nie miał szans na uznanie na tak hermetycznej imprezie. Jestem pewien, że worek zasłużonych nagród rozwiąże się za granicą. Moich wymagań nie zawiódł również wciąż niebojący się nieoczywistych rozwiązań Bodo Kox ze swoim "Człowiekiem z magicznym pudełkiem".

Festiwal w Gdyni przejmuje filmowa młodzież. Drugi rok z rzędu wygrywa debiutant, a pozostali zostawili doświadczonych filmowców daleko w tyle. Machulski, Gliński, Adamik wypadli wręcz blado przy Domalewskim, Maślonie, Sobieszczańskim i Szelc. Debiutanci pokazali niezwykle interesującą autorską wizję kina, uwypuklając jednocześnie tematyczną różnorodność. Dzięki nim głównie był to festiwal na wysokim poziomie. I po raz kolejny zaskoczenie - nie spodziewałem się, że tyle filmów trafi w moje gusta.

Drugi wniosek "na gorąco" po festiwalu - mamy fenomenalnych aktorów w Polsce, którzy są w stanie zagrać wszechstronnie i wielowymiarowo nawet w ramach jednego filmu. Prawie każda produkcja miała co najmniej jednego aktorskiego asa w rękawie. Prawie, bo pojawiły się tytuły, które po prostu nie mogły znaleźć się na festiwalu ("Catalina", "Reakcja łańcuchowa"), stąd może sugestia w stronę organizatorów - warto zmniejszyć liczbę nominowanych. Oszczędzimy przez to sporo czasu, a i naprawdę zadowalający poziom nie będzie przez to niepotrzebnie zaniżany. Polskie kino wciąż ma się dobrze, a nawet lepiej niż przed rokiem.

Czerwony Dywan 2017:



Jarek Kowal, serwis Rozrywka

Obecność ośmiu debiutów i siedmiu filmów zrealizowanych przez kobiety w Konkursie Głównym to w moim odczuciu największy sukces 42. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Pokazuje to dobitnie, że polskie kino nie musi polegać wyłącznie na dorobku legend, może liczyć na świeże, nowatorskie pomysły. Nie wszystkie z nich były udane, ale ten najważniejszy, najbardziej poruszający i mój prywatny zdobywca Złotego Lwa został doceniony. "Wieża. Jasny dzień" otrzymała nagrodę za najlepszy scenariusz oraz najlepszy debiut reżyserski.

Reszta wyników jest w przeważającej mierze bardzo satysfakcjonująca. Jurorzy nie dali złapać się w sidła "Najlepszego", którego stworzono na niemal dokładnie tym samym schemacie, co "Bogów". Zamiast tego drugi rok z rzędu triumfuje rodzinna opowieść pełna skrajnych emocji, a na na drugim miejscu znalazła się wspaniała artystyczna wizja o porzuceniu rodzimego kraju. Wątek uchodźców oraz imigrantów pojawiał się zresztą w kilku filmach w tym roku, co dobrze świadczy o wrażliwości twórców na aktualne problemy społeczne.

Zaskoczeniem może być wyróżnienie Agnieszki Holland za najlepszą reżyserię, ale prawdopodobnie jest to ruch, o którym dużo mówiło się w kuluarach, czyli taktyczne wzmocnienie nominacji do Oscara.

Przeczytaj także recenzję filmu "Pokot"

Świetny Jakub Gierszał to chyba największy przegrany festiwalu. Wystąpił aż w czterech filmach, ale jego fenomenalne kreacje nie zostały uhonorowane Złotymi Lwami. W tym roku najlepszym aktorem został Dawid Ogrodnik.
Świetny Jakub Gierszał to chyba największy przegrany festiwalu. Wystąpił aż w czterech filmach, ale jego fenomenalne kreacje nie zostały uhonorowane Złotymi Lwami. W tym roku najlepszym aktorem został Dawid Ogrodnik. fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl
Konkurs Główny to zbiór skrajności, jednak w tym roku czułem znacznie mniejszy dyskomfort, oglądając tak złe filmy, jak na przykład "Wyklęty". Mam świadomość, że dla wielu osób jest to ważna historia, ale tym bardziej sądzę, że zamiast zachwalać marny efekt, powinny czuć się rozczarowane, bo dialogi, przy których "Pitbull" zaczyna przypominać zaginiony manuskrypt Mickiewicza, a montaż nie wykracza ponad poziom gimnazjalisty stawiającego pierwsze kroki w movie makerze woła o pomstę do nieba. Takie filmy są jednak potrzebne dla kontrastu i docenienia tego, co naprawdę wartościowe.

Największym minusem festiwalu były natomiast problemy techniczne. Obsługa dwoiła się i troiła, by okiełznać system zapisujący rezerwacje, ale w pierwszych dniach co rusz zdarzały się wpadki, łącznie z awarią totalną, przez którą na jednym z pokazów "Twojego Vincenta" znalazło się zdecydowanie więcej osób niż powinno się zmieścić. Te drobne wpadki nie mogą jednak negatywnie wpłynąć na całościowy odbiór święta polskiego kina, które niezmiennie uważam za jedno z najważniejszych wydarzeń kulturalnych w Polsce.

Przeczytaj także recenzję filmu "Ptaki śpiewają w Kigali"

Eliane Umuhire i Jowita Budnik: podwójna wygrana za kreacje w filmie "Ptaki śpiewają w Kigali".
Eliane Umuhire i Jowita Budnik: podwójna wygrana za kreacje w filmie "Ptaki śpiewają w Kigali". fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl
Łukasz Rudziński, serwis Kultura

To nie był rok wielkich odkryć, ale już ciekawych filmowych eksperymentów jak najbardziej. W nurcie głównym znalazły się tak nietypowe obrazy, jak dowcipne polskie science fiction "Człowiek z magicznym pudełkiem" Bodo Koxa czy pełen kontemplacji i wyciszenia paradokument "Ptaki śpiewają w Kigali" Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauze. Do tej kategorii śmiało zaliczyć można również nieudany, ale trzymający w napięciu thriller "Wieża. Jasny dzień" z pewnością zafascynowanej kinem grozy i odważnie (choć jeszcze według mnie z mizernym skutkiem) operującej obrazem reżyserki Jagody Szelc (mimo wszystko słusznie dostrzeżonej w werdykcie jurorów). W kategorii eksperymentu nie ma sobie jednak równych doskonały w koncepcji i bardzo dobry w wykonaniu "Twój Vincent" - film będący prawdziwym dziełem sztuki (więcej o nim przeczytaj w naszej recenzji).

Triumf "Cichej nocy" jest niespodzianką, bo murowanym faworytem był "Najlepszy", ale cieszę się, że jurorzy zdecydowali się zaufać talentowi młodego, bardzo dobrze rokującego reżysera Piotra Domalewskiego (a zarazem aktora do dziś obecnego na deskach Teatru Wybrzeże w spektaklach "Amatorki", "Czarownice z Salem i "Na początku był dom"). Jego film jest bardzo dojrzałą, precyzyjną i spójną opowieścią o siatce rodzinnych powiązań, które nierzadko okazują się siecią pętającą tych, którzy pragną się wybić. A wszystko to dzieje się gdzieś w "Polsce B", pełnej kompleksów i zmarnowanych szans. Świetna rola głównego bohatera "Cichej nocy" Adama w wykonaniu Dawida Ogrodnika nie jest kreacją na miarę jego pamiętnej roli chłopaka z porażeniem mózgowym w "Chcę się żyć" (za co statuetki w Gdyni przecież nie otrzymał). Ogrodnik jest jednak aktorem wyjątkowym i główna nagroda aktorska po prostu trafiła do godnego tego wyróżnienia artysty.

Srebrne Lwy dla "Ptaki śpiewają w Kigali" przyjmuję z rozczarowaniem, bo były na Festiwalu znacznie lepsze filmy. Wskazanie Jowity Budnik wraz z Eliane Umuhire najlepszymi aktorkami pierwszego planu jest o tyle dziwne, że ta druga ma typową rolę drugoplanową. Trudno w ten sposób sklasyfikować z kolei Łukasza Simlata, mającego de facto główną rolę inspektora tropiącego mordercę w "Amoku". To niezła, ale schematyczna rola, niewarta w moim odczuciu takiego wyróżnienia. Cieszy za to dostrzeżenie Magdaleny Popławskiej w brawurowym w jej wykonaniu wątku "Ataku paniki". Za to w kategoriach typowej środowiskowej koterii rozpatrywałbym nagrodę za reżyserię dla Agnieszki Holland i Kasi Adamik za "Pokot". Ponad połowa konkursowych filmów była lepiej wyreżyserowana.

Przeczytaj także recenzję filmu "Atak paniki"

Największym przegranym festiwalu z pewnością jest Jakub Gierszał, który w postaci Jerzego Górskiego stworzył doskonałą i przekonującą kreację. Film "Najlepszy" doskonale sobie jednak poradzi bez środowiskowego splendoru, czego najlepszym dowodem jest Nagroda Publiczności. Typowo hollywoodzka opowieść Łukasza Palkowskiego, wyrastającego na największego w Polsce specjalistę od kina biograficznego, jest po prostu frekwencyjnym pewniakiem. Obok Gierszała rozczarowana ma prawo czuć się Magdalena Boczarska, bo jej kreacja Michaliny Wisłockiej w przyjemnej komedii "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej" Marii Sadowskiej dała aktorce mnóstwo przestrzeni, którą ta świetnie zagospodarowała. Prawdziwym mistrzem charakterystycznych ról drugiego planu jest tym razem niesłusznie pomięty w werdykcie Arkadiusz Jakubik.

Ciekawe, że tylu polskich twórców mierzy się z thrillerem. Poza "Wieżą. Jasnym dniem" w tej konwencji przygotowano niezły kryminał "Amok" Kasi Adamik, dość przeciętny (nieudolny scenariusz) "Czuwaj" Roberta Glińskiego, czy zepsuty przez przerost ideologii nad treścią "Pokot" Agnieszki Holland. Wysoki poziom trzyma kino wojenne - bardzo dobra, niedoceniona w Gdyni "Zgoda" Macieja Sobieszczańskiego i zadziwiająco zgrabny jak na "kino patriotyczne" film "Wyklęty" w reż. Konrada Łęckiego. Honoru polskiej komedii brawurowo broni "Atak paniki" Pawła Maślony, zapatrzonego ewidentnie w "Dzikie historie" Damiána Szifrona oraz wspomniana "Sztuka kochania. Historia według Michaliny Wisłockiej". Podsumowując, nie był to rok wyjątkowo udany dla polskiej kinematografii, ale co najmniej kilka filmów ("Najlepszy", "Twój Vincent", "Atak paniki", "Zgoda", "Cicha noc") sprawi, że na pewno nie traktuję go w kategoriach rozczarowania.

Przeczytaj także recenzję filmu "Człowiek z magicznym pudełkiem"

Urbaniak, Możdżer i Detko Band na bankiecie 42. FPFF

Opinie (28) 4 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

23

lipca

Scorpions Gdańsk, Sopot, Ergo Arena

26

lipca

Kabaret Neo-Nówka - Żywot M... Sopot, Tarasy przy Aquaparku

04

sierpnia

Michał Szpak - Dreamer Tour... Sopot, Tarasy przy Aquaparku

Kultura

Nietypowy koncert na schodach Gdyńskiej Szkoły Filmowej
Nietypowy koncert na schodach GCF
W potrzasku. O spektaklu "Pan Schuster kupuje ulicę"
O spektaklu "Pan Schuster kupuje ulicę"

Kulinaria

Planuj z nami tydzień

Wygraj bilety,
sprawdź nasze konkursy

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Cappella Gedanensis wykonuje muzykę: