Wiadomości

Łobaszewska: muzyki szukam w sieci

Klip promujący najnowszą płytę Grażyny Łobaszewskiej, zatytułowaną "Sklejam się".


- Dobrej muzyki trzeba szukać w sieci. Tam trafiam na nowe zjawiska muzyczne, nowe postaci, ciekawą muzykę, a stacje radiowe w kółko mielą to samo - z playlisty. I do tego dosmaczają muzyką disco polo - mówi Grażyna Łobaszewska, która we wtorek wystąpi w gdyńskim Atlanticu zobacz na mapie Gdyni na koncercie promującym nową płytę "Sklejam się".



Ewa Palińska: Kasia Nosowska śpiewała kiedyś, że piosenka musi posiadać tekst, a jednak wiele współcześnie tworzonych piosenek jest kompletnie pozbawionych sensu. Przykłada pani dużą wagę do tekstu śpiewanych przez siebie piosenek?

Grażyna Łobaszewska: Piosenka składa się z muzyki i tekstu. Jeśli nie byłoby tekstu, nie byłaby to piosenka, tylko utwór muzyczny.

Słuchając "cudzych" piosenek wsłuchuje się pani w tekst?

Słucham całości, ale zaczynam od tekstu. Jeśli tekst jest kiepski, a już po dwóch zdaniach można się zorientować, to przerzucam się na inną stację.

Jest pani na bieżąco z muzycznymi trendami?

Ale co to są trendy? Słucham tego, co jest w radiu, ale w samochodzie. Częściej jednak poszukuję w internecie tego, czego radio puścić nie chce. I to jest prawdziwy obraz muzycznych trendów.

Radio kłamie?

Mam nieodpartą chęć wreszcie powiedzieć to głośno: często odnoszę wrażenie, że niektórzy radiowcy nie interesują się muzyką, bo z rozmów wynika, że słuchają zupełnie czegoś innego niż prezentują na antenie. To się kłóci z etyką zawodową - swoista schizofrenia. Dla sztuki może to się okazać katastrofą.

To gdzie szukać tej dobrej muzyki?

Dobrej muzyki trzeba szukać w komputerze. Tam trafiam na nowe zjawiska muzyczne, nowe postaci, ciekawą muzykę, a stacje radiowe w kółko mielą to samo - z playlisty. I do tego dosmaczają muzyką disco polo. W ten oto prosty sposób społeczeństwo ubożeje mentalnie. Ale może o to chodzi.

- Koncerty są jak wielokrotne oglądanie filmu. Za pierwszym razem zwraca się uwagę na fabułę, grę aktorów, a podczas kolejnego oglądania wsłuchuje się w muzykę. Są tacy, którzy dany film oglądają po kilkanaście razy i wciąż odkrywają coś nowego. Z naszymi koncertami jest podobnie - mówi Grażyna Łobaszewska.
- Koncerty są jak wielokrotne oglądanie filmu. Za pierwszym razem zwraca się uwagę na fabułę, grę aktorów, a podczas kolejnego oglądania wsłuchuje się w muzykę. Są tacy, którzy dany film oglądają po kilkanaście razy i wciąż odkrywają coś nowego. Z naszymi koncertami jest podobnie - mówi Grażyna Łobaszewska. mat. prasowe
Dobra muzyka jednak istnieje i cieszy się niemałym zainteresowaniem.

Radio nie wygra z publicznością, która przychodzi na koncerty swoich ulubionych artystów np. takich jak my, którymi radio się nie przejmuje. Jeśli już, to szczątkowo. Może dlatego koncertujemy bardzo dużo i zawsze przy pełnej widowni. To pokazuje, że ludzie nie zatracili wrażliwości i liczy się dla nich przede wszystkim uczciwość zawodowa, a nie pokazywanie tyłka.

Ma pani na myśli niedawny koncert z udziałem prezydenta?

Chociażby. Pomyślałam sobie wtedy: jaki kraj, taka gwiazda. Skoro takie sytuacje są akceptowane w mediach, to widocznie na nic lepszego nie zasługujemy. Jeśli media się nie opamiętają i nie zmienią kierunku, za kilka lat będziemy mieli społeczeństwo durne do kwadratu, a przynajmniej jakąś jego część.

No ale sprzedawanie się w mediach nie jest zjawiskiem nowym. Kiedy zaczynała pani karierę, wiele wokalistek również grało nieczysto i dzięki temu nie tylko zrobiły karierę wtedy, ale utrzymały się na rynku aż do dziś.

Oj, tak. Kiedyś się za to dostawało mieszkania, samochody, talony na różne rzeczy.

Pani zaproponowano działkę...

No ale jej nie przyjęłam, bo uważałam, że była za daleko... (śmiech). No cóż - jestem po prostu piosenkarką, a nie deweloperką.

Ma pani jakieś sceniczne fobie?

Nie, ponieważ nie boję się ludzi - przecież dla nich śpiewam. Na nasze koncerty przychodzą osoby, które kupiły bilet, a więc wiedzą, czego się spodziewać. Nie występujemy na festynach, gdzie jest piwko i mnóstwo przypadkowych gapiów. Ci, którzy przychodzą na nasze koncerty, to moi przyjaciele. Słuchając naszej muzyki poświęcają nam część swojego życia.

Czy ktoś kiedyś powiedział o pani muzyce "to się nie sprzeda"?

Jeśli coś jest niewystarczająco dobre, czy nadpsute, potrzebuje dużo reklamy. Może raz czy dwa się sprzeda, ale na rynku nie przetrwa. Całe szczęście nie gramy na rynku.

Podczas koncertu w gdyńskim Atlanticu Grażynie Łobaczewskiej będzie towarzyszył zespół Ajagore.
Podczas koncertu w gdyńskim Atlanticu Grażynie Łobaczewskiej będzie towarzyszył zespół Ajagore. mat. prasowe
Przez wiele lat była pani zameldowana w Gdańsku, ale teraz mieszka pani w Gdyni. Nie kusiło pani, żeby uciec do Warszawy?

Nie. Ja za bardzo kocham Gdynię. Mieszkam tu od 16 lat, ale zakochałam się w tym mieście znacznie wcześniej, już jako dziecko. Tutaj ludzie są przyjaźni. Kiedy pierwszy raz jechałam trolejbusem, zszokowało mnie, że niektórzy tuż po wejściu mówili do współpasażerów "dzień dobry".

We wtorek, 13 grudnia o godz. 20 w gdyńskim Atlanticu odbędzie się koncert promujący pani najnowszą płytę, zatytułowaną "Sklejam się". Jaka jest ta pani nowa muzyka?

Śpiewam o różnych rzeczach. O sile kobiety przede wszystkim, ale również o człowieku silnym w ogóle. Człowiek bezsilny przegrywa wszystko: swoje życie uczuciowe, prawdę o ludziach. Śpiewam też o tym, że można się cieszyć z każdego dnia, choć na ulicach jest zawierucha. Musimy uzbroić się w siłę, żeby przetrwać to, na co nie mamy wpływu.

Podczas koncertów śpiewa pani ludziom prosto w oczy, czy w tzw. bliżej nieokreśloną przestrzeń?

Zawsze do ludzi.

I kogo pani wówczas widzi przed sobą? Kojarzy pani twarze?

Przychodzi bardzo dużo osób w moim wieku. Byli młodzi, kiedy i ja byłam młoda, starzejemy się razem, więc jesteśmy jak stare dobre małżeństwo. Często są ze swoimi dziećmi i wnukami. Przychodzą za kulisy się przywitać. Kilka dni temu podeszła do mnie pani z dorosłą już córką, uściskała moje ręce i ze łzami w oczach powiedziała: "pani Grażyno, nigdy mnie pani nie zawiodła". To najpiękniejsze, co może człowieka spotkać.

A jak radzi sobie pani z rutyną? Podczas trasy koncertowej trzeba przecież zagrać ten sam program co najmniej kilkanaście razy z rzędu.

Ależ my nigdy nie gramy tak samo! Takie koncerty są jak wielokrotne oglądanie filmu. Za pierwszym razem zwraca się uwagę na fabułę, grę aktorów, a podczas kolejnego oglądania wsłuchuje się w muzykę. Są tacy, którzy dany film oglądają po kilkanaście razy i wciąż odkrywają coś nowego. Z naszymi koncertami jest podobnie.

Niedługo rusza pani w trasę promującą nowy krążek. Ma już pani pomysł, co będzie później?

Oczywiście kolejna płyta i koncerty. Dlatego już myślę o nowych piosenkach. Bo jest o czym śpiewać!

Opinie (25) 4 zablokowane

Dodaj opinię
Walczymy z przemocą słownąKasujemy opinie obraźliwe i nie na temat

Dodaj opinię

Odpowiedz

Dodając opinię akceptujesz regulamin dodawania opinii.
Administratorem Twoich danych osobowych jest Trojmiasto.pl Sp. z o.o.. Szczegóły przetwarzania danych znajdują się w polityce prywatności.

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

12

sierpnia

Nowe idzie od morza do Wrze... Gdańsk - wrzeszcz,

23

sierpnia

Kasia Kowalska akustycznie Sopot, Amfiteatr Tarasów przy Aquaparku

26

sierpnia

Nowe idzie od morza do Wrze... Gdańsk - Wrzeszcz,

Kultura

Muzeum Gdańska kupiło 330-letnie bursztynowe szachy za ok. 2,4 mln zł
Bursztynowe szachy za 2,4 mln zł
Pełen niespodzianek koncert Kwiatu Jabłoni
Kwiat Jabłoni zagrał w Operze Leśnej

Kulinaria

Trójmiejskie klubokawiarnie z duszą
Trójmiejskie klubokawiarnie z duszą
Jemy na mieście: Mnie to rybka w Brzeźnie
Jemy na mieście: Mnie to rybka w Brzeźnie

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Na festiwalu Kolosy spotykają się: