• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Przemierzyli Demokratyczną Republikę Konga. Opowieść o niezwykłej wyprawie

Aleksandra Wrona
5 stycznia 2024, godz. 07:00 
Opinie (88)
  • Dodo, Michał i Obed, czyli wszyscy uczestnicy wyprawy
  • Michał i Dodo w trakcie podróży
  • Takie stare ciężarówki wciąż można spotkać w Kongo
  • W lesie deszczowym
  • "Wiele siatek w Kongo ma wizerunek Obamy" mówi Michał
  • Wyprawa zaczęła się od kilku dni spędzonych w Kinszasie
  • W busie w Kinszasie
  • Tęcza w lesie deszczowym
  • Dodo i Michał w Mbandace

To było ich wielkie podróżnicze marzenie. W połowie grudnia, Michał MiziarskiDominika (znana jako Dodo) Knitter wrócili z wyprawy przez Demokratyczną Republikę Konga. Pokonali drogę z Kinszasy do Kampali (Uganda), przejeżdżając przez samo serce lasu deszczowego. Wrażenia i wspomnienia z wyprawy Michał planuje opisać w książce.




Czy marzy ci się daleka podróż?

Michał Miziarski pochodzi z Gdyni. Cztery lata temu rozmawialiśmy z nim o jego marce odzieżowej Pole Pole, która produkuje ubrania w Tanzanii. Jak widać, fascynacja Michała Afryką nie tylko nie ustała, a mocno się rozwinęła. W połowie grudnia wrócił z wymarzonej wyprawy do Demokratycznej Republiki Konga.

- Marzenie o tej podróży po raz pierwszy pojawiło się w mojej głowie cztery lata temu, gdy płynąłem jeziorem Tanganika do Parku Narodowego Gombe. Wyruszyliśmy o świcie, a na horyzoncie majaczyła linia brzegowa Demokratycznej Republiki Konga. Patrzyłem na nią tęsknym wzrokiem marząc, że kiedyś tam pojadę - wspomina Michał Miziarski. - Ponadto, mam w sobie dużą ciekawość miejsc, o których za wiele nie wiadomo. W mediach wiadomości o DRK są bardzo jednostronne i ponure - kryzys, wojna, niebezpieczeństwo, bieda. Miałem za sobą doświadczenia półtora roku życia w Afryce Subsaharyjskiej i czułem, że nie jest to jedyna prawda, że cały kraj nie może żyć wyłącznie wojną. Chciałem sam się przekonać, jak tam naprawdę jest.
Otworzył sklep z modą z Tanzanii. Michał Miziarski i jego Pole Pole Otworzył sklep z modą z Tanzanii. Michał Miziarski i jego Pole Pole
Demokratyczna Republika Konga nie jest turystycznym kierunkiem. Na stronie Ministerstwa Spraw Zagranicznych możemy przeczytać, że podróże do DRK nie są zalecane z powodu napiętej sytuacji politycznej. W związku z tym, samo zorganizowanie wyprawy nie było łatwym zadaniem.

- Pierwsze trudności pojawiły się już przy załatwianiu wizy - mówi Michał. - Znaleźliśmy informację, że da się ją wyrobić w tydzień, co szybko okazało się nieprawdą. Ostatecznie zajęło nam to dwa tygodnie, wiza była bardzo droga, a żeby była ważna, to w samym Kongo trzeba było dostać aż 11 pieczątek w różnych urzędach. DRK to bardzo skorumpowany, pełen biurokracji kraj, o czym niejednokrotnie przekonaliśmy się już podczas podróży. Dziesiątki razy sprawdzano nasze wizy i paszporty, licząc na niemałe łapówki. Warto wiedzieć, że Kongo jest bardzo drogie, droższe niż inne kraje Afryki, więc na tę podróż oboje musieliśmy zaoszczędzić.

Spływ rzeką Kongo



Pierwszy etap podróży Michała i Dodo obejmował spływ rzeką Kongo z Kinszasy do Mbandaki. I choć, jak wspomina Michał, był to najspokojniejszy moment wyprawy, nie obyło się bez przygód.

- Pierwszą część podróży pokonaliśmy tzw. village boatem, czyli pływającą wioską. Tego typu barki głównie eksportują towar, ale mają też trochę miejsca, żeby zabrać ludzi, którzy rozbijają na nich swoje obozowiska. Barka płynęła niemożliwie powoli, ok. 3-5 km na godzinę, w dodatku co trochę się psuła i stawała w miejscu. Co ciekawe, oprócz nas nikt się tym zbytnio nie przejmował, ludzie którzy płyną tego typu barkami, bardzo często zabierają w podróż swoją rodzinę i przenoszą tam swoje życie na najbliższe tygodnie lub miesiące. Społeczność na takiej barce funkcjonuje jak dobrze prosperująca wioska, tu ktoś coś ugotuje, tu sprzeda, tu pożyczy. Niczego nam tam nie brakowało, ale czuliśmy rosnącą frustrację tempem podróży - opowiada Michał.
  • Postój na barce na rzece Kongo
  • Dodo i Michał w kajucie "Kopciucha"
  • Michał i Obed na dachu "Kopciucha"
  • Na dachu statku zwanego Kopciuchem
  • Przeprawa pirogą przez jedną z rzek Konga
  • Przeprawa pirogą przez zalaną wioskę
  • Zachód słońca na rzece Kongo
  • Mbandaka - przygotowania do wjazdu do lasu deszczowego
  • Postój w jednej z wiosek
Płynącą ślimaczym tempem barkę udało się zmienić na statek, który choć płynął niewiele szybciej niż barka, miał sześć silników, które zapewniały ciągłość podróży.

- Nazwaliśmy go "Kopciuch", bo wszystko było na nim pokryte czarnym pyłem z silników. W dodatku był bardzo głośny i nieco mniej bezpieczny. Tu załogę stanowili młodzi zawadiacy, którzy grali w kości, kłócili się o pieniądze, a nawet wdawali w bójki. Po paru dniach udało nam się dotrzeć do Mbandaki, gdzie mieliśmy w planach przesiąść się na motory.
Ma 58 lat i wyruszyła w drugą podróż dookoła świata Ma 58 lat i wyruszyła w drugą podróż dookoła świata

Motorami przez las deszczowy



W większej części podróży Dominice i Michałowi towarzyszył przewodnik - Obed. Było to ważne, ponieważ był on rodowitym Kongijczykiem, w związku z czym dobrze znał lokalne obyczaje i języki, którymi komunikuje się tamtejsza ludność. To właśnie on pomagał w takich sprawach, jak znalezienie odpowiednich kierowców motorów.

- Zdecydowaliśmy, że las deszczowy przemierzymy na motorach prowadzonych przez lokalnych kierowców. Było to ważne z tego względu, że dobrze znali drogę i potrafili tak zaplanować trasę, żebyśmy mieli gdzie spać. W dodatku już pierwszego dnia okazało się, że droga bywa tak zalana, że miejscami trzeba zatkać rurę wydechową i przeprowadzić motor idąc w wodzie po uda. Sami nie dalibyśmy sobie z tym rady. Kierowców zmienialiśmy co 3-4 dni, przede wszystkim dlatego, że zależało nam na osobach, które dobrze orientują się w okolicy, przez którą jedziemy. Ponadto, motory często się psuły i wymagały czasochłonnych napraw - mówi Michał.

Droga przez DRK to jednak nie tylko problemy techniczne związane z fatalnym stanem dróg i awaryjnymi motorami, ale też stawienie czoła panującej w państwie biurokracji i korupcji.

- Już w pierwszym większym mieście zaczęto żądać od nas licznych łapówek za przejazd. Im dalej byliśmy, tym częściej nas zatrzymywano, a każdy z tych postojów wymagał od nas dobrej gry aktorskiej - śmieje się Michał. - Im bardziej było po nas widać, że zależy nam na czasie, tym cena była wyższa. Staraliśmy się nie płacić, bo wspieranie tego systemu budziło w nas duży sprzeciw, jednak czasem nie dało się tego uniknąć.
  • Przeprawa przez błotnistą drogę
  • Przygotowania do wjazdu do lasu deszczowego
  • Przygotowanie do podróży w deszczu
  • Las deszczowy był naprawdę... deszczowy
  • "Gdziekolwiek nie utknęliśmy, zawsze otrzymywaliśmy krzesła, żeby odpocząć" opowiada Michał
  • Oczekiwanie na naprawienie usterki motoru
  • Podróż motorami przez las deszczowy
  • Przeprawa z motorami przez rzekę
  • Przeprawa z motorami przez rzekę
  • Przeprawa przez zalaną drogę
  • Wjazd do lasu deszczowego
Podróż z Mbandaki do Kisangani zajęła Dodo i Michałowi kilkanaście dni.

- To było niesamowite przeżycie. Przez niemal trzy tygodnie byliśmy cały czas w lesie deszczowym. Otaczała nas przepiękna, intensywna zieleń. Spotkaliśmy się też z ogromną gościnnością ludzi i wielkim sercem mieszkańców tych rejonów - wspomina Michał. - Ciemną stroną podróży było zobaczenie na własne oczy skali zniszczeń, jaką powoduje w lesie nielegalna wycinka drzew. Zagraniczni biznesmeni przekupują ludność drobnymi podarkami, po czym wycinają prastare drzewa, spławiają je barkami do Kinszasy i wywożą poza Afrykę.

Malaria



Jako że podróż okazała się być dłuższa niż zakładali, Michał i Dodo w Kisangani musieli pożegnać się ze swoim przewodnikiem i resztę drogi pokonać samodzielnie. W teorii powinno być łatwiej - lepszy stan dróg i więcej miasteczek po drodze. Jednak właśnie wtedy Michał poczuł się gorzej.

- Na początku myślałem, że to oznaki zmęczenia, ale objawy nie ustępowały. Dokuczały mi dreszcze, duże osłabienie, brak apetytu, dziwne sny, a nawet majaki. To było wyjątkowo trudne, bo jeszcze wtedy przemieszczaliśmy się motorami. Wiedziałem, że nie mogę po prostu przerwać tej podróży, że musimy przemieścić się z jednego punktu do drugiego, żeby bezpiecznie przenocować i ruszyć dalej. Mniej więcej co drugi dzień czułem się gorzej - wspomina Michał. - W końcu dojechaliśmy do Isiro, a stamtąd autobusem i taksówką dotarliśmy do Ugandy, gdzie sprawiliśmy sobie czterodniowy, zasłużony odpoczynek w domku pod miastem.
Dla Michała jednak przygoda się nie skończyła, dwa dni po przylocie do Polski trafił do Centrum Medycyny Morskiej i Tropikalnej w Gdyni, gdzie zdiagnozowano mu malarię. Na szczęście chorobę udało się wyleczyć i na święta mógł już wrócić do domu rodzinnego.

  • W Kinszasie Michał i Dodo zostali zaproszeni na imprezę rodzinną - drugie urodziny dziecka.
  • Sephora, Michał i Dodo w Kinszasie
  • Dodo i Sephora
  • Obed zagryza trzcinę cukrową
  • Podróż motorem

Książka o podróży



Podróż zainspirowała Michała do spełnienia swojego kolejnego marzenia i napisania książki.

- Na początku podróży pisałem bardzo dużo, na statku zajmowało mi to od dwóch do czterech godzin dziennie. Później jednak zrobiło się tak intensywnie fizycznie, że na pisanie nie miałem już ani czasu, ani siły, więc nagrywałem wspomnienia w formie notatek głosowych. Teraz, kiedy odzyskałem siły po przechorowaniu malarii, kończę segregowanie tych materiałów i zabieram się do pisania. Nie wiem ile czasu mi to zajmie, nie wyznaczam sobie żadnych terminów, bo jeśli ma być to dobre, to nie chcę działać pod presją. Chcę opisać nie tylko doświadczenia podróżnicze, ale też odczucia i przemyślenia, jakie towarzyszyły mi w tej podróży. Myślę, że każda podróż jest też podróżą w głąb siebie i tę perspektywę postaram się w niej zawrzeć. Datę premiery na pewno ogłoszę w swoich mediach społecznościowych - zapowiada Michał.
Więcej zdjęć i opowieści z podróży można zobaczyć na koncie Michała na Instagramie.

Miejsca

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (88)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Body Worlds Vital - wystawa human body (73 opinie)

(73 opinie)
65 - 75 zł
wystawa

Techno orkiestra Meute

muzyka elektroniczna

Piotr Rubik "Niech mówią że to nie jest miłość" (8 opinii)

(8 opinii)
129 - 399 zł
Kup bilet
pop

Najczęściej czytane

Sprawdź się

Sprawdź się

Kto zagrał na inauguracji stadionu w Letnicy w 2012 roku?