Sławomir Łosowski: trzeba uspokoić emocje wokół Kombi i Kombii

Sławomir Łosowski
Sławomir Łosowski fot. Jacek Awakumowski

Sławomir Łosowski, założyciel zespołu Kombi. Legenda polskiej sceny muzycznej. Jedna z najbardziej wyrazistych jej postaci. Obecnie świętuje 45 lat działalności formacji i przygotowuje się do wydania jubileuszowej płyty. Nie ucieka jednak od pytań o trudną historię i jasno stwierdza, że czas burz już dawno za nim. Teraz patrzy tylko w przyszłość, w której wciąż jest miejsce na realizowanie pasji i nowych pomysłów.



Wakacje w Trójmieście pełne koncertów. Zobacz wszystkie



Wolisz twórczość Kombi czy Kombii?

Kombi Sławomira Łosowskiego 39%
Kombii Grzegorza Skawińskiego 22%
oba zespoły mi się podobają 19%
nie słucham żadnego z nich 20%
zakończona Łącznie głosów: 601
Patryk Gochniewski: 45 lat. Minęło jak jeden dzień?

Sławomir Łosowski: Można tak powiedzieć. Z biegiem lat ten czas zaczyna uciekać coraz szybciej.

To szmat czasu. Mało jest zespołów, które były tyle w stanie przetrwać. Jak byś miał ocenić - czym jest Kombi dzisiaj?

Może zacznę od tego, że niewiele jest zespołów, które funkcjonują tak długo. Te 45 lat pod nazwą Kombi, bo pierwsze siedem graliśmy jako Akcenty, to jest rozległy okres i współczesne Kombi kontynuuje to wszystko, co było znamienne w latach 80., kiedy staliśmy się jedną z kilku gwiazd na polskim rynku muzycznym i należeliśmy do czołówki wykonawców tamtego okresu. Historia każdego zespołu nie składa się tylko z okresów największej prosperity, lecz także z okresów mniej ekspansywnych. To normalna kolej rzeczy. Dzisiaj - bo szanując historię, żyjemy teraźniejszością - Kombi jest w znakomitej formie i bardzo twórczym okresie.

Minerał życia - nowa piosenka zespołu Kombi



Niemal pół wieku na scenie. Z tej okazji przygotowujecie płytę, która ukaże się w tym roku. Po dwóch pierwszych singlach można mieć wrażenie, że będzie to podróż przez wszystkie etapy istnienia Kombi. Będzie różnorodnie.

Faktycznie, tak będzie. Będzie oczywiście bardzo elektronicznie, co jest naturalne dla Kombi. Będą też zaskakujące elementy. Weźmy pierwszy singiel, "Minerał życia" - wersja singlowa różni się od płytowej, gdzie jest minutowe moje solo. Pojawia się więc element improwizacji, będą też utwory instrumentalne, a piosenki będą w różnych tonach - od nastrojowego "Minerału życia", przez dynamiczne, po takie wręcz prześmiewcze jak "Ale co z tego". Będą piosenki o miłości, korporacjach, ale też nawiązujące do 45-lecia, osadzone w najbardziej znanych moich brzmieniach. Dla wszystkich fanów coś mamy.

"Minerał życia" to ciekawe podejście do współczesnej elektroniki. "Ale co z tego" natomiast to dance'owa, lekka kompozycja do tańca. Powiedz mi, czy Kombi dziś poszukuje swojego miejsca na rynku, chce dotrzeć do nowego słuchacza czy po prostu eksperymentuje z brzmieniem?

Jeżeli już, to bardziej - w pewnych obszarach - to drugie, a generalnie realizujemy to, co pojawia się w naszych głowach. Trochę ilustracyjnie tworzyłem te piosenki - teraz coś wesołego, a teraz coś, co mi głęboko tkwi w sercu. I teksty, które w większości napisała Patrycja Kosiarkiewicz, dobrze oddają te nastroje. Jeśli zdejmiemy ścieżki wokalu z naszych piosenek, to piosenki bez problemu stają się utworami instrumentalnymi. Zresztą tak było zawsze, że niektóre utwory nagrywaliśmy w dwóch wersjach, instrumentalnej i wokalnej. Generalnie, na nowej płycie, pokazuję całą gamę różnych nastrojów. Gram to, co mam w duszy i chcę przekazać językiem dźwięków. Zawsze tworzę muzykę w dużej mierze ilustracyjną, która coś opowiada, ale oczywiście efekt tej pracy to dzieło całego zespołu.

Powrót kasety magnetofonowej. Artyści znów nagrywają na nośniku sprzed lat



Kombi
Kombi fot. Andrzej Tyszko
Wspomniałeś o tekstach, które napisała Patrycja Kosiarkiewicz, ale ty też napisałeś tekst. Kiedyś zresztą też to robiłeś, kiedy proponowani autorzy ci nie pasowali. Nie miałeś czegoś takiego, na tej płycie jubileuszowej, żeby było trochę więcej ciebie w tych tekstach?

Absolutnie nie. Ja w ogóle nie palę się do pisania tekstów. Robię to wtedy, gdy jest problem komunikacyjny. Tu tego nie było, napisałem ten tekst jeszcze przed kontaktem z Patrycją. Dokładnie wiedziałem, o co chodzi w tej piosence i jak chcę te ważne tematy ubrać w słowa. Kosmiczne metafory odnoszą się do tego, że nie doceniamy tego, co mamy. Niekiedy wydaje się nam, że gdzieś indziej lub z kimś innym znajdziemy to szczęście, które nazwałem minerałem życia. Gdy bardzo konkretnie opowiadam o czymś muzyką, to czasem zdarza się, że próbuję sam to opisać, ale jak dotąd napisałem w życiu tylko trzy teksty. Między innymi "Minerał życia", o którym mówimy.

Przez te 45 lat Kombi musiało zmierzyć się z wieloma trudnościami. Nie mogę nie poruszyć tego tematu. Dla postronnego słuchacza ten zespół kojarzyć się może przede wszystkim z jedną osobą - Grzegorzem Skawińskim.

Dla postronnego słuchacza rzeczywiście tak mogło się kojarzyć. A dla niepostronnego - nie. Jeśli zaś chodzi o trudności, to każdy, kto cokolwiek robi, spotyka się z nimi. Trzeba brać to na klatę.

Czytaj także: Wakacje w Trójmieście. Koncerty, festiwale, wydarzenia plenerowe

Skawiński i Tkaczyk wykorzystali to, co stworzyłeś. Masz żal o to?

Trochę tak, ale wraz z rosnącą radością z tego, co współcześnie robimy w Kombi, ten żal maleje. Każdy człowiek ma żal, jeśli ktoś zabiera jego pracę, wizerunek, coś, co było jego dzieckiem. Wszak nie wyrzuciłem ich z zespołu. Sami odeszli 29 lat temu, aby grać inną muzykę. Mogli wrócić do Kombi po jedenastu latach, w 2003 roku, gdy im proponowałem, ale odmówili i utworzyli wtedy zespół pod łudząco podobną nazwą Kombii. Skorzystali z sytuacji, że nie było Kombi na rynku, bo nie wznowiłem po 1992 roku działalności zespołu w nowym składzie, gdy z powodu choroby mojej żony musiałem przerwać próby oraz przygotowania i zupełnie wycofać się z muzyki, a nawet z pomysłów całkowicie solowych, które też miałem. Nie grałem nigdy jako muzyk w czyimś zespole, tylko od początku prowadzę swój i byłem w szoku, że byli muzycy mojego zespołu posunęli się tak daleko. Na szczęście, mimo trudnej sytuacji osobistej, przywróciłem Kombi do aktywności z nowym składem i dzisiaj - jak widzisz - jesteśmy bardzo widoczni.

Jak to wygląda w kwestii wykonywania starych utworów - mają prawo je śpiewać?

Każdy może grać utwory innych zespołów, byle ich nie przerabiać w jakiś radykalny sposób. Prawo autorskie dopuszcza takie rozwiązania. Inaczej zespoły weselne nie miałyby czego grać. To w ogóle nie jest problem.

Chciałeś zabrać tę sprawę do sądu?

Do sądu? Nie, zapomnij, żebym chodził do sądu (śmiech). To nie ma dla mnie żadnego znaczenia.

Kombi w latach 70
Kombi w latach 70 fot. Jacek Awakumowski
Nie da się ukryć, że Kombi to twoje dziecko. Już przerobiłeś ten temat wojny o nazwę i historię zespołu? Ale też może ta wojna została bardziej stworzona przez fanów obu frakcji i media niż was samych.

Myślę, że uspokojenie emocji wokół Kombi i Kombii byłoby z korzyścią dla wszystkich, a przede wszystkim dla obu zespołów. Otrzymywałem sygnały od moderatorów naszych profili, że coś takiego jest i starałem się zawsze tonować nastroje poprzez nasz fanklub, który z kolei ma kontakty z szerszym gronem fanów, żeby uspokajać emocje. Natomiast osobiście nie biorę w tym żadnego udziału, nie wchodzę w polemiki i nie zaglądam na facebooka. To raczej media szukają takich tematów lub ludzie, którzy nie mogą się pogodzić z rzeczywistością. Jeśli ktoś chce poznać prawdę o Kombi, to zanim napisze bzdury, może zadzwonić lub napisać do managerów zespołu, którzy pracowali w latach 1969-2021 i jako jedyni - poza mną - znają pełną historię zespołu we wszystkich jej aspektach. Wiadomo, że dzisiejsze Kombi gra w nowym składzie, choć mogło od 2003 roku grać, jak wcześniej wspomniałem, w starym. Praktycznie rzecz biorąc, na polskim muzycznym rynku większość starszych zespołów ma już inne składy czy wokalistów. Trudno, żeby przez wiele lat grać w jednym zestawieniu. Ludzie w małżeństwie czasem nie wytrzymują ze sobą kilku lat. A tu kilka obcych osób się ciągle spotyka, bo musi robić próby, komponować, podróżować. To naturalne, że może nastąpić zmęczenie materiału, a poza tym są ambicje poszczególnych muzyków. Chcą po kilku latach pracować na własny rachunek. Taki właśnie powód podali mi Grzegorz Skawiński i Waldemar Tkaczyk, gdy 29 lat temu poinformowali mnie, że odchodzą z Kombi.

Czytaj także: Imagine Dragons gwiazdą Open'er Festival

Po długiej przerwie w latach 90. postanowiłeś na początku nowego millenium powrócić z Kombi. Co cię do tego skłoniło?

Wracałem do muzyki etapami. Skoro koledzy odmówili powrotu do Kombi, musiałem szukać innej drogi. Zaczynałem więc skromnie, z perkusistą Tomkiem, od muzyki instrumentalnej. Szesnaście lat temu dołączył do nas wokalista Zbyszek, który do dzisiaj śpiewa w zespole. Na początku wykonywał na koncertach tylko cztery piosenki, a reszta programu była instrumentalna. Między innymi dlatego początkowo występowaliśmy tylko pod moim nazwiskiem. Kiedy pojawił się w zespole basista Karol, przywróciłem gros starego materiału koncertowego i zaczęliśmy grać też nasze nowe utwory. Fani bardzo to docenili. Szczególnie ci dawni, których mamy bardzo dużo. Mam dla nich bardzo wiele szacunku, że ciągle są wierni zespołowi.

Czas burz jest za tobą, za zespołem. Jesteście znów coraz popularniejsi - pojawiacie się w radiach, telewizji. Kombi rezurekcja?

Z pewnością większość ludzi już wie - mam przynajmniej taką nadzieję - że żyjemy, nagrywamy i gramy koncerty. Aczkolwiek nie przebieramy nogami, żeby konkurować z nowym pokoleniem młodych muzyków, które jest fantastyczne. Uprawiamy swoją grządkę. Jesteśmy po prostu elementem palety muzycznej, ale też wśród tych młodych twórców, którzy są obecnie na fali, mamy wielu fanów. Oni cały czas mają rękę na pulsie, piszą do mnie, a ci starsi i uznani czasem sięgają po moje kompozycje. Jak Leszek Możdżer, który "Przytul mnie" fantastycznie zaaranżował na orkiestrę i wykonuje je na swoich koncertach z cyklu Symhosphere. Ta muzyka żyje, jest ciągle na różne sposoby słuchana i grana, a my sami nie gramy tylko starych utworów, a przedstawiamy słuchaczom co jakiś czas nowe. Czasem też przearanżowujemy stare, żeby pokazać ich inne, świeższe oblicze.

A ci młodzi artyści, którzy są na fali, proponowali ci współpracą albo ty byś chciał z nimi pracować, gdyby nadarzyła się taka okazja?

Nie wykluczam czegoś takiego. Tylko chodzi o czas. Ten rok, aż do końca, do wydania płyty, to będą kolejne single. Mam też firmę, której nie zamknąłem, i ona też potrzebuje mojego zaangażowania. Ja właściwie udzielałem się do tej pory tylko epizodycznie u starszych kolegów, choćby na ostatnim albumie T.Love. Jakieś krótkie solóweczki, czyli coś, co nie zajmuje wiele czasu. Ale zrobienie wspólnej rzeczy... Nie wykluczam.

Zaczynamy wracać do normalności po pandemii. Jubileuszowa płyta za pasem. Koncerty również?

Dużo koncertów z czerwca i lipca nam odpadło, ponieważ niektórzy organizatorzy przestraszyli się sytuacji i przenieśli koncerty o kolejny rok, a część występów przeniesiono na sierpień i wrzesień. Z kolei jak są teraz zapytania o te właśnie miesiące, to często na terminy, które mamy już zajęte. Niby teraz ta fala pandemiczna opadła, ale podchodzimy do sytuacji z ostrożnym optymizmem, bo nie wiadomo, co się wydarzy.

Nie możecie się doczekać ponownego kontaktu z publicznością?

No pewnie, że tak. To jest dla nas najważniejsza sprawa. Graliśmy jeden koncert internetowy, bez publiczności, to jest całowanie się przez szybę. Więcej już nie chcieliśmy, odmawialiśmy. Koncerty z publicznością są dla nas jak tlen.

Nie mogę też nie zapytać o to, dlaczego śpisz ze swoimi syntezatorami. Budzisz się i co - od razu do pracy?

Jest pewna kolejność. Wpierw jest spacer i śniadanie, a potem - jeśli nie ma nic pilnego w kwestiach biurowych - można włączać instrumenty. Stoją w pokoju moim i żony, gdzie śpimy, i gdzie pracuję, ale to jest duże pomieszczenie, około czterdziestu metrów, więc przestrzeni nie brakuje. To jest wygodne, ponieważ moje studio działa na warunkach komercyjnych i tam się ciągle coś dzieje. Nie mogę tam po prostu wstawić moich instrumentów. Poza tym małżonka chce być świadkiem mojej pracy, uczestniczyć w niej duchowo. Dla nas to jest tylko wygoda. Centrum powstawania muzyki i grania, po prostu.

Boom na stocznię! Poznaj nowe miejsca rozrywki w Gdańsku



Muzyka nie jest jednak twoją jedyną pasją. Tak naprawdę nie była też pierwszą. Niemal całe życie tworzysz oryginalne grafiki. Co się stało, że nie poszedłeś tą drogą, tylko właśnie muzyczną?

Po pierwsze w moim dawnym mieszkaniu rodzinnym we Wrzeszczu, przy ul. Kolejarzy 11, gdzie w latach 80. przeprowadzałem na słynnej zielonej werandzie próby zespołu, a nawet nagranie płyty "Tabu", stało poniemieckie pianino. A w dawnych czasach w domu z pianinem uczono się muzyki. I to jest wynik tego dziecięcego czasu. A potem w ogóle bym nie wszedł w muzykę zawodowo, gdyby nie perkusista, kolega z liceum i drużyny harcerskiej, który zauważył, że na przerwach gram na szkolnym pianinie ówczesne hity. Koniecznie chciał ze mną grać. Zaczęliśmy robić pierwsze próby i on zaczął mnie namawiać, że muszę założyć zespół. Do dzisiaj nie wiem, dlaczego to nie on zakładał zespołu, tylko powiedział, że to właśnie ja powinienem to zrobić. W końcu było tak: on zawiózł mnie do Non Stopu w Sopocie, gdzie grały bardzo znane kapele i powiedział: "zobacz, jak założysz zespół, tak będziemy grać" (śmiech). Mnie to się bardzo spodobało, że tak można grać i założyłem zespół. A co ciekawe, po mniej więcej siedmiu, ośmiu latach znalazłem się wraz z zespołem właśnie na scenie sopockiego Non Stopu.

Ale też nie przestałeś rysować.

Oczywiście. Traktuję rysowanie jako przyjemność, rodzaj odskoczni. Miałem nawet sporo wystaw autorskich. Swoje rysunki nazywam gra-fikami. Właśnie teraz miałem nowe rysunkowe zadanie, związane z naszą sesją fotograficzną u Andrzeja Tyszki, autora słynnych zdjęć polskich "twarzy muzyki", w tym zdjęć Kombi z okresu płyty "Nowy rozdział" i całej dekady lat 80.. Otóż Andrzej zakomunikował, że do niektórych ujęć potrzebuje moich rysunków z motywami muzycznymi. Więc mu narysowałem i je wykorzystał.

Kombi wraca do łask. Kombi znowu będzie wielkie?

Kombi jest wielkie. Swoją historią, tym co zrobiło w polskiej muzyce i tym, co robi dzisiaj. Nasze koncerty są bardzo dobrze przyjmowane, a te z oprawą laserową są wielkim wydarzeniem artystycznym. Kombi nie musi już niczego udowadniać, muzyka zespołu jest obecna w domach, na imprezach i w mediach, a piosenka "Słodkiego miłego życia" mieści się we wszelkich zestawieniach w pięćdziesiątce największych polskich hitów wszech czasów. Nadal dajemy radość swoją muzyką, a słuchają jej stare i nowe generacje fanów. Cieszymy się, że możemy dla nich grać i możemy wraz z nimi powiedzieć "jeszcze wszystko przed nami".

Opinie wybrane


wszystkie opinie (97)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Wydarzenia

Lao Che - Trasa Pożegnalna - No to Che!
Lao Che - Trasa Pożegnalna - No to Che!
rock
paź 1
piątek, g. 20:00
Gdańsk, Stary Maneż
IRA
IRA
rock
paź 7
czwartek, g. 19:00
Gdańsk, Filharmonia Bałtycka
Pat Metheny - Side Eye
Pat Metheny - Side Eye
jazz
cze'22 3
piątek, g. 20:00
Sopot, Opera Leśna

Nowe Lokale

Sprawdź się

Sprawdź się

Kogo zobaczyliśmy w roli Jezusa w musicalu “Jesus Christ Superstar” granym na deskach Teatru Muzycznego w Gdyni?