• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Szlakiem gdyńskich barów i spelunek. Kultowe miejsca i osiedlowe centra dowodzenia

Patryk Gochniewski, Jakub Jakubowski
11 maja 2022, godz. 06:30 
Opinie (295)
Gdyńskie Kandelabry w 1973 r. Dziś lokal o tej samej nazwie znajduje się nieopodal bulwaru Nadmorskiego. To tylko jeden z wielu przykładów miejsc, które zniknęły lub zmieniły swoją lokalizację, ale mają już niewiele wspólnego z pierwotną wersją. Gdyńskie Kandelabry w 1973 r. Dziś lokal o tej samej nazwie znajduje się nieopodal bulwaru Nadmorskiego. To tylko jeden z wielu przykładów miejsc, które zniknęły lub zmieniły swoją lokalizację, ale mają już niewiele wspólnego z pierwotną wersją.

Były, ale już ich nie ma. Puby i bary, w których przez wiele lat spotykali się mieszkańcy miasta z morza i marzeń. Gdyńskie ulice niegdyś tętniły życiem - zwłaszcza tym nocnym - znacznie bardziej niż dzisiaj. Co się stało z lubianymi przez odwiedzających miejscami? Sprawdzamy wraz z Michałem Miegoniem z Muzeum Miasta Gdyni.



Browary i piwiarnie w Trójmieście



Czy dawne puby i bary mają wartość historyczną?

Michał Miegoń jest nie tylko głównodowodzącym zespołem Kiev Office. To także człowiek, który chłonie historię swojego miasta oraz jego okolic. Lokalny patriota - bez dwóch zdań. O Gdyni wie tyle, że zabrakłoby dni w roku, aby wszystkie ciekawostki opowiedział. Wie także wiele o barach, pubach i spelunkach nadmorskiego miasta.

Każde miasto ma takie miejsca. Znane z opowieści i historii, ale dawno już pozostawione w przeszłości. Często lokalizacji, w których były, nawet już nie ma. Bo zburzono, bo postawiono coś nowego. Albo na ich miejscu powstały sklepy, apteki czy banki. Żyją tylko w pamięci tych, którzy w nich bywali, albo tych, którzy dalej przekazują tę wiedzę.

Warto przypomnieć, jak wyglądało w ogóle prowadzenie lokali gastronomicznych po drugiej wojnie światowej. Jak mówi mi Michał Miegoń, w Gdyni w tamtym okresie przetrwało zaledwie kilka miejsc w niemalże niezmienionej przedwojennej formie. Szybko je jednak upaństwowiono bądź zmieniono profil ich działalności.

- Przełomem w kwestii funkcjonowania barów i restauracji było zarządzenie z lipca 1963 r., wydane przez ministra handlu wewnętrznego Mieczysława Lesza - opowiada Miegoń. - Wprowadzono charakterystyczną trójstopniową klasyfikację. Oprócz klasy pierwszej, drugiej i trzeciej istniał jeden symbol literowy. Lokal oznaczony znakiem "S", od słowa specjalny, obejmował restauracje wysokiej klasy oraz wagony restauracyjne - kontynuuje.

Rynek we Wrzeszczu jak pudełko czekoladek



Dawny bar Wrzos, dziś pod szyldem restauracji Jedynej. Dawny bar Wrzos, dziś pod szyldem restauracji Jedynej.
Lokalami pierwszej klasy określano restauracje, herbaciarnie, kawiarnie i cukiernie spełniające wysokie standardy w obsłudze i formie podania dań i napojów. Lokale drugiej i trzeciej klasy obejmowały zaś restauracje, kawiarnie, gospody, bary, bufety czy winiarnie. Czym różniła się druga i trzecia klasyfikacja, skoro obejmowała ona teoretycznie te same podmioty?

- Trzecia klasa charakteryzowała się małym wyborem w menu, standardowym umeblowaniem, choć zdarzały się lokale, gdzie konsumowało się na stojąco, a także mniejszymi wymogami związanymi z BHP, w tym z metrażem danego pomieszczenia, w którym podejmowano klientów - wyjaśnia Miegoń, który jest odpowiedzialny za inicjatywę Inne Szlaki. To właśnie podczas takich spacerów pokazuje nieznane lub zapomniane oblicze Gdyni. - Mniejsze były również wymogi dotyczące obsługi kelnerskiej. Klasyfikacje lokali co roku weryfikowano i degradowano te, w przypadku których dopatrzono się nieprzestrzegania przepisów.
Dokonywała tego komisja składająca się z przedstawiciela handlu, członka miejskiej stacji sanitarno-epidemiologicznej, dyrekcji lustrowanego zakładu oraz gospodarza placówki, który nie posiadał jednak prawa głosu. W ten sposób żywienie zbiorowe otwarte, do których zaliczano bary i restauracje, i zamknięte -stołówki, zostało uporządkowane i podporządkowane jasnym zasadom na następne lata.

Saturator, oranżada i wata cukrowa. O smakach dzieciństwa



Sala pamiątkowa w barze Orlik. Sala pamiątkowa w barze Orlik.
Skoro już znamy rys historyczny dotyczący tego, jak wyglądało funkcjonowanie lokali gastronomicznych, sprawdźmy, co działo się w Gdyni. A działo się sporo. Powojenne gdyńskie lokale drugiej i trzeciej klasy - można je podzielić na nieliczne, które posiadały przedwojenne tradycje, i te, które powstały z oddolnej inicjatywy lub z inspiracji Ministerstwa Handlu Wewnętrznego na skutek zapotrzebowania społecznego.

- Te drugie, spod znaku słynnej "sety i galarety", bardzo szybko stały się miejscami, w których za pomocą wysokoprocentowych trunków rozluźniano atmosferę po pracy - zauważa Miegoń. - W pewnym momencie lansowano nawet trendy, iż "piwo krzepi", stawiając coraz to więcej niewielkich lokali najgorszej kategorii w okolicy miejsc pracy. Do tych lokali należała kultowa Baryłka w Gdyni-Grabówku, gdzie oprócz regularnej konsumpcji alkoholu dochodził element magiczny - kultowy artysta Jerzy Stachura, grabówszczanin, grał tu koncerty, zapraszał m.in. Marka Gałązkę i innych krajowej sławy twórców poezji śpiewanej - kontynuuje opowieść.

Najlepsze w Trójmieście
Ranking: Puby


Z drugiej strony, oprócz robotniczego Grabówka, prym wiodły bary peryferyjne, Orlik oraz Mrówka na terenach Małego i Wielkiego Kacka oraz Karwin. Orlik, który nie był zwykłą pijalnią piwa, a kulturotwórczą przestrzenią, zrzeszającą również fanów Arki Gdynia, do niedawna wciąż przyciągał rzesze klienteli. Jak wspominał jeden z klientów: "W Orliku nie pije się po prostu piwa. Tu celebruje się chwilę z całą jej dostojnością". Czyż to nie jest tożsame z Hygge lub slow life? Kibice spotykali się także w kultowych Kandelabrach przy al. Czołgistów, dziś al. Piłsudskiego.

Należy także pamiętać, że tego typu miejsca stawały się nierzadko kolebką życia kulturalno-rozrywkowego, gdzie rodziły się ważne nie tylko dla Gdyni, ale także dla Trójmiasta nurty.

- W Mrówce na Karwinach, otwartą jako restauracja Turysta, po spadku kategorii organizowano imprezy, na których lokalni muzycy punkrockowi, jak zasłużona dla polskiej sceny DIY formacja 105 lux, spotykali się i wymieniali nowinkami, ryzykując konfrontację z bardziej krewko nastawionymi lokalnymi mieszkańcami - słyszę od Miegonia.
Istniały także bary ostatniej kategorii, dość nietypowe. Vis a vis budynku dworca Gdynia Chylonia znajdowały się dwa zespawane ze sobą autobusy San H-01 o samonośnych nadwoziach, w których serwowano piwo oraz serki pokrojone w trójkąty.

Front baru Orlik w 2017 r. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych gdyńskich barów, które dziś są jedynie wspomnieniem. Front baru Orlik w 2017 r. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych gdyńskich barów, które dziś są jedynie wspomnieniem.
- Ów osobliwy bar posiadał wnętrze typowego autobusu, z tym że pomiędzy siedzeniami ustawiono niewielkie stoliki, a w miejscu kabiny kierowcy znajdował się bar wraz z dystrybutorem piwa - wyjaśnia mój rozmówca.
Nieopodal autobusów, u zbiegu ulic Chylońskiej i Puckiej, znajdowała się piwiarnia Beczułka, prowadzona przez pana Władysława, znanego pod pseudonimem Głuchy Władziu. Miał on w swoim mieszkaniu zamontowany dzwon strażacki ze zlikwidowanej remizy. Jak mówi Miegoń, lokalna anegdota opowiada o tym, że przez pewien czas barman dosypywał do piwa niewielką dozę proszku do prania marki Ixi, by poprawić wygląd piany piwnej. Prowadzono tam również wypożyczalnię kuflów - nierzadko mieszkańcy brali kilka piw na wynos, po czym zawsze sumiennie zwracali opróżnione szklanice.

Czytaj także: Kultowe trójmiejskie kluby



Dziś gdyńskie bary ostatniej kategorii znikają. W ciągu ostatnich kilku tygodni gdyńskich miłośników klasycznych barów piwnych zasmuciła informacja o zamknięciu baru Orlik oraz baru Podmiejskiego przy ul. Morskiej, miejsc odwiedzanych, kultowych, odkrywanych też przez nowe pokolenia, które nie znają czasów epoki socjalizmu. Były to miejsca, które z trendem retromody na pewno przyciągałyby nowych odbiorców.

- Do dziś istnieją radykalne w swojej prostocie bary, z których wyróżnia się proekologiczny Bar pod kleszczem w leśnych ostępach Pustek Cisowskich, Bar Orzech położony w katakumbach pod pewnym sklepem monopolowym oraz Merkury, czyli pomieszczenie przy jednym ze sklepów - wymienia Michał Miegoń.

Życiem tętni także bar piwny na Grabówku, na rogu ul. Morskiej i Kalksztajnów. Konia z rzędem temu, kto zna jego nazwę. Całkiem niedawno nowe, ładniejsze oblicze zyskał kultowy bar Pod Wiatą na tyłach Hali Targowej w Gdyni - to popularne miejsce szczególnie wśród stoczniowców, podobnie jak bar U Filipa przy przystanku SKM Gdynia Stocznia - to największa pijalnia piwa w Gdyni, w której biesiadować może nawet kilkaset osób. Niewiele dalej, bo przy SKM Gdynia Leszczynki, funkcjonuje Bar Myśliwski. Wchodzi się do niego przez ogródek piwny, można tu zagrać w bilard, darta, obejrzeć mecz.

Od lat 80. w Chyloni przy ul. Kartuskiej, przed wjazdem na Demptowo i Pustki Cisowskie, działa bar Pianka.

- W środku krzesła są poustawiane pod ścianami, także wszyscy siedzą w kółku i widzą siebie nawzajem. Na środku lokalu, w samym centrum uwagi, stoi stół bilardowy. W lokalu jest też telewizor, na którym wyświetlane są wydarzenia sportowe. Ekipa różnorodna - zarówno stara gwardia (charakterystyczne postaci), jak i młode pokolenie - czytamy na blogu Gdyński Folklor.
Z kolei na Wzgórzu św. Maksymiliana przy Alei Zwycięstwa mieści się równie kultowy Krzyżak

- Jest to bardzo specyficzne miejsce, gdzie piwo kupuje się w warzywniaku, wnosząc dodatkową opłatę kapslowego, a prowizoryczna sala konsumpcyjna z niewielkim ogródkiem mieści się obok, poniżej poziomu ulicy. Goszczą tu głównie starsi miejscowi panowie. Wystrój jest bardzo surowy, ale należy też pamiętać, że jest to najtańszy lokal w Gdyni - czytamy na blogu Gdyński Folklor.
W osiedlowe bary i pijalnie, w których niejeden niejedną pensję zostawił, obfituje rejon Obłuża, Oksywia i Pogórza. Przy ul. Kwiatkowskiego na Obłużu mieści się Seven Pub. Z kolei mieszkańcy Pogórza od 1981 r. chętnie odwiedzają Golden Street Pub - w tej osiedlowej pijalni spotykają się najczęściej miejscowi kibice Arki Gdynia, a bar słynie z tego, że do piwa podaje się wędzoną na miejscu rybę. Na Oksywiu w Pubie 69 spotykają się zarówno żołnierze z Portu Wojennego, studenci pobliskiej Akademii Marynarki Wojennej, jak i pracownicy stoczni i portu. Kiedyś odbywały się tutaj huczne imprezy, teraz można obejrzeć mecze i pograć w piłkarzyki.

Niektóre z barów-dyskotek były tworzone bezpośrednio przy osiedlach mieszkaniowych, nowych blokowiskach. Szybko zorientowano się, że hałas jednak niekoniecznie służy wypoczynkowi klasy robotniczej. Wiele z lokali zlikwidowano, do dziś przetrwała restauracja Jedyna na Witominie, dawny Wrzos. Inne osiedlowe lokale pozostają jedynie wspomnieniem na położonych w dzielnicy tablicach informacyjnych.

  • Nieistniejące już wejście do dawnej restauracji Turystycznej.
  • O niektórych miejscach dziś przypominają jedynie szyldy porozstawiane na osiedlach. Dziś to często ostatni pomnik historii wielu pubów, barów i spelunek.
Starsi mieszkańcy Karwin i Wielkiego Kacka z rozrzewnieniem wspominają Kozaka, pijalnię działającą w latach 60. przy skrzyżowaniu ul. Wielkopolskiej ze Źródłem Marii. Dużo młodszy był bar Czarna Bila, który na przełomie lat 80. i 90. był nieformalną siedzibą kibiców gdańskiej Lechii z Karwin. W Orłowie przy ul. Inżynierskiej działał Bar Inżynierski, który wraz z Orlikiem i Mrówką należał do tzw. Kackiego Szlaku Piwnego. Sympatyczna spelunka o nazwie Antyczna znajdowała się także przy placu Górnośląskim. W połowie lat 90., po ponad 20 latach pojenia lokalnej społeczności, zamknął się bar Pod Żaglami zlokalizowany przy skrzyżowaniu ul. Orłowskiej i al. Zwycięstwa.

Swoje miejscówki znaczone chmielem miało też Witomino. I trzeba przyznać, że nie cieszyły się one dobrą sławą, bo oprócz piwa można tam było dość łatwo dostać w zęby. Mowa o Maxie, który do 2014 r. działał przy ul. Widnej, oraz Violetce na rogu ul. Stawnej i Wielkokackiej.

Jednak najwięcej tego typu przybytków zawsze było w centrum Gdyni, a największą popularnością cieszyły się kufloteki na tyłach hali targowej przy ul. Jana z Kolna. Szczególnie dwie z nich. W barze Pod Okorkiem, działającym do 2013 r., atrakcją był striptiz, a bar Atut słynął z rzadkich gatunków piwa, piwnych biesiad, drzewa rosnącego w środku oraz pani w toalecie zbierającej pieniądze na mleko dla kota.

Prawdziwą legendą był jednak bar U Wikarego na rogu ul. Św. Piotra i ul. Żeromskiego. To najstarszy bar piwny w Gdyni. Bywali tu stoczniowcy z Nauty, rybacy z Dalmoru, kibice i policjanci.

- Był to najstarszy bar w mieście - swą działalność rozpoczął w 1937 r., a zakończył dopiero w 2013 r. Wychował wiele pokoleń stoczniowców, rybaków i piwoszy. Przetrwał wojenne zawieruchy, socjalizm i transformację. Wnętrze baru było dość krzykliwe, a zamiast krzeseł były tylko taborety. Udając się do łazienki, należało podejść do barmanki i poprosić o przydział papieru toaletowego - czytamy na blogu Gdyński Folklor.
Jak widać historia nawet tak błahych z pozoru miejsc, jak bary piwne czy okoliczne spelunki, potrafi być niezwykle barwna i bogata. To, co dla wielu jest jedynie miejscem przesiadywania okolicznych pijaczków, dla innych jest jednym z ważniejszych aspektów życia miasta. To pewien tygiel, rodzaj komórki społecznej. Jak się okazuje - niezwykle istotnej dla każdego miasta.

A wy, jakie pamiętacie kultowe bary i puby, które zniknęły z mapy Gdyni albo innych części Trójmiasta? Dajcie nam znać w komentarzach.

Miejsca

Opinie wybrane


wszystkie opinie (295)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Open'er Festival 2022

festiwal muzyczny

Open'er Dzień 4 - Jessie Ware

festiwal muzyczny

Letnie brzmienia - Sobel

hip-hop, pop

Nowe Lokale

Najczęściej czytane

Sprawdź się

Sprawdź się

Ciabatta to: