fot. Anna Szczodrowska
Słynący z niepokornych improwizacji Jimi Hendrix znalazł swoje odpowiednika w postaci siedzącego spokojnie przy fortepianie Artura Dukiewicza.
Artur Dutkiewicz udowodnił, że na język jazzu można przełożyć dosłownie wszystko. Jego akustyczne trio zaprezentowało kilkanaście zaaranżowanych na nowo kompozycji Jimiego Hendrixa. Największe wrażenie wywarły legendarne utwory oparte na potężnych gitarowych riffach. Natomiast ballady niebezpiecznie zbliżyły się do słodkiej, smoothjazzowej stylistyki.
Sceptycznie podchodzę do projektów, których ideą jest przerabianie czegokolwiek na jazz. Akurat ten gatunek muzyczny ma na tyle szerokie spektrum wyrazu, iż nie potrzebuje dorabiać sobie w innych. Na szczęście eksperyment pt "Hendrix Piano", za który odpowiada Artur Dutkiewicz trzeba uznać za udany. Przede wszystkim dlatego, że twórczość legendarnego Jimiego Hendrixa to przecież nie byle co. Mało tego, to dosłownie esencja wszystkiego, co najpiękniejsze w muzyce lat 70. ubiegłego stulecia. Dutkiewicz wykorzystał zatem nie tylko potencjał Hendrixa, jako wielkiego kompozytora, ale przede wszystkim jego wciąż niedoceniany geniusz improwizacji.
Różnorodność to najlepsze określenie tergo, co usłyszeliśmy we wtorkowy wieczór w sopockiej Versalce. Dutkiewicz bowiem na promowanej podczas koncertu płycie umieścił zarówno utwory balladowe - "Wind Cries Mary", "Little Wing" czy "Angel" jak i te szybkie, m.in. "Voodoo Chile", "Third Stone from the Sun", "Crosstown Traffic" czy "Manic Depression", od którego muzycy rozpoczęli koncert. Niestety ballady sprawiały wrażenie zbyt melodycznych, ocierając się czasem wręcz o smooth jazz. Długie improwizacje na pianinie męczyły i nie wnosiły do pięknych kompozycji Hendrixa wiele nowego. Oczywiście, bardzo przyjemnie się ich słuchało, ale przecież tak samo dobrze, a może i lepiej słucha się ich już przeszło czterdzieści lat.
Świetnie natomiast wypadły utwory oparte na potężnych riffach. Z samej istoty rzeczy wymagały większych nakładów pracy, nowych aranżacji i tu ujawnił się prawdziwy talent Artura Dutkiewicza. Słynący z niepokornych improwizacji Hendrix znalazł swojego odpowiednika siedzącego spokojnie przy pianinie. Warto podkreślić, iż koncert miał charakter akustyczny, muzycy grali cicho, a pomimo to klub wypełniała potężna siła. Przełożone na kompletnie inny język szaleństwa The Experience czy Band of Gypsys doskonale sprawdziły się jako otoczone improwizacją tematy jazzowego trio.
Warto dodać, że samo trio również stanowiło o sile wtorkowego koncertu. Dutkiewiczowi towarzyszyli bowiem na scenie wyśmienici muzycy. Na kontrabasie zagrał Darek "Oleś" Oleszkiewicz. Wystarczy wspomnieć, że ten mieszkający na co dzień w USA muzyk ma na swoim koncie współpracę z takimi gwiazdami jak Pat Metheny, Brad Mehldau czy Billy Higgins. Z kolei na perkusji usłyszeliśmy Łukasza Żytę, który należy obecnie do ścisłej czołówki najlepszych polskich jazzmanów. W swoich akustycznych improwizacjach zachwycali zarówno dynamiką wykonania jak i "gęstością" dźwięków. Hendrix Piano Trio udowodnili, że na język panina, rzekomo bardziej wyrafinowany od gitary elektrycznej, przełożyć można dosłownie wszystko. Wątpię jednak, czy pokonali Tori Amos, która od lat prezentuje niezwykłą, balladową wersję "Raining Blood" Slayera.


na liście wydarzeń.














Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.