• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Roman Wróblewski - pianista obieżyświat. Obsesyjna perfekcja i brzmieniowe pejzaże

Patryk Gochniewski
14 października 2022 (artykuł sprzed 1 roku) 

Roman Wróblewski to muzyk, który kiedyś współtworzył kilka popularnych trójmiejskich kapel. Później jednak wyjechał do Lizbony i zniknął z radarów. Kiedy wrócił, można było odnieść wrażenie, że pojawił się znikąd. W końcu jednak trochę czasu minęło. Trzeba jednak przyznać, że to, jak się rozwinął jako pianista, robi ogromne wrażenie. Jego muzyka to uczta. Brzmieniowe pejzaże, które przenoszą nas do odległych krain.



Muzyka alternatywna - najbliższe koncerty w Trójmieście



Czy podoba ci się twórczość Romana Wróblewskiego?

Patryk Gochniewski: Twój debiut, "3.47", był bardzo ciepło przyjęty. Ale na początek mam inne pytanie - skąd ty się, chłopie, wziąłeś!? Wyskoczyłeś jak filip z konopii, a jednak na lokalnej scenie w większości są osoby, które tu i ówdzie się pojawiały. A ty, z tym swoim szelmowskim wąsem Herkulesa Poirot, jednak jesteś charakterystyczną postacią.

Roman Wróblewski: (śmiech) Nie dziwię się, że jesteś zaskoczony. W Trójmieście poziom muzyki jest tak wysoki, jak chyba nigdzie w Polsce, i co chwilę powstają projekty oryginalne, odważne i, co najważniejsze, poruszające aż do kości. Sam często się gubię i jest bardzo trudno się połapać. Ze mną było chyba tak, że bardzo długo szukałem swojego miejsca. Kiedyś był punk rock z Disorient - od 2006 roku - potem reggae z Enchantią - od 2008 roku.

No przecież! To było tak dawno, że wiele faktów mi umknęło.

Dokładnie tak, stąd też brak mojego zdziwienia. Potem dub i elektronika solowo - od 2013 i 2015 roku. W kilku projektach próbowałem sił jako muzyk sesyjny. Jednak od połowy 2016 do końca 2020 roku mieszkałem w Lizbonie i do Trójmiasta wpadałem na chwilę, raczej do najbliższych w odwiedziny. Pod koniec 2019 roku zagrałem kilka koncertów, w tym wyprzedany w Teatrze Boto w Sopocie, oraz nagrałem album solowy.

Poznajesz te gwiazdy?



To jednak nie był koniec dalszego rozwoju.

Tak. Dalsza historia to bardzo dużo pracy włożonej w budowanie publiki oraz świadome tworzenie wizualnej części. Jako artysta oraz menadżer próbuję - z różnym skutkiem - pogodzić te dwa światy, by ostatecznie całość była spójna i szczera. Nie lubię nijakości lub tendencyjności, o jaką dziś bardzo łatwo.

Dobra, muzyka. Debiut, jak wspomniałem, został przyjęty bardzo ciepło. Mimo że nawiązuje do bezsenności i momentu zawieszenia, a także pandemicznego cienia, który nad wszystkimi nami wisiał, to jednak nie ma w nim nic niepokojącego. A raczej kojącego - jakbyś chciał powiedzieć "zobaczcie, środek nocy też jest piękny".

Pięknie to ująłeś. Album "3:47 AM" był napisany przypadkowo. Szkice powstawały głównie po to, żeby zasnąć, i nie planowałem go nigdy wydawać. To nie była łatwa decyzja. Jednak raz podjęta zapoczątkowała przepiękną przygodę, która trwa do dziś. Wydanie debiutu wsparła też grupa ponad stu osób podczas akcji crowdfundingowej. Muzycznie jest tam wiele melodii, do jakich uwielbiam wracać. Końcowy proces twórczy głównie polegał na przelewaniu uczuć na klawiaturę, a każda z kompozycji jest osobnym snem. W muzyce dla mnie najważniejsze są te formy zmieszanych uczuć, jakich nie da się opisać słowami. To często prostota w sztuce znajduje najszybszą drogę do serca i usilnie pracuje nad tym, by zbytnio nie komplikować.

Jak silnie jesteś związany ze światem oraz naturą? Bo patrząc na to, jak wygląda oprawa graficzna twoich wydawnictw, teledyski czy zdjęcia, trudno nie odnieść wrażenia, że to bardzo ważna część twojego życia.

W młodości należałem do harcerstwa. Kilka tygodni w lesie, które spędzałem co roku na obozach w Borach Tucholskich, bardzo mnie uczuliły na piękno natury. Następnie przyszedł okres buntu i zapomniałem o spokoju, jaki może dać zwykły spacer w lesie. Jednak najbardziej rozkochałem się w naturze i wróciłem do korzeni, dzięki podróżom do Azji oraz mieszkaniu kilka lat w Portugalii. Ocean jest niekończącą się inspiracją, a wejście do wody na dobrą sesję surfingu o wschodzie lub zachodzie słońca to doświadczenie totalnej jedności z uniwersum. W naturze bardzo często odnajduję to, czego naszemu gatunkowi brakuje, i dlatego tam najczęściej szukam inspiracji, próbując przynieść coś nowego dla słuchaczy.

Płyta "Sun" nie jest twoim solowym projektem. To trio. Powiedz mi, jak doszło do tego spotkania i współpracy.

Luatiego Gonzalesa poznałem w Lizbonie, gdy grał koncert razem z polskim gitarzystą flamenco - Martinem Złotnickim. Pamiętam, jak na pierwszym ich numerze sala była prawie pusta. Gdy kończyli, to nie można było do niej wejść, a pomieszczenie mieściło ponad 70 osób. Wiedziałem od tamtego wieczoru, że muszę coś z nim zrobić. Zaprosiłem go na trasę w 2021 roku i tak to się zaczęło. Jego dar tworzenia dźwięków z paczki po orzeszkach, miski z wodą, sterty papierów i wszystkiego, co nie jest instrumentem, zadziwia tym, jak doskonale potrafi wpasować się w daną kompozycję i za każdym razem zaskakuje mnie na scenie. Prawdziwa magia w rękach bardzo skromnego człowieka.

Jazxing - wyjątkowy duet z Gdańska



Weronika Kulpa.

Weronikę usłyszałem po raz pierwszy w projekcie Alfah Femmes, który znam dzięki Przemkowi oraz Zosi Bartos. Wstyd się przyznać, ale gdy szykowaliśmy się na nasz pierwszy koncert w duecie, to na pierwszej próbie Werka znała moje numery lepiej niż ja sam... Jej energia i głośny śmiech na początku mnie onieśmielały. Ja nie wiem, jak to jest możliwe funkcjonować na takich wysokich obrotach. Na scenie, po ponad 20 wspólnych koncertach w duecie oraz w trio, zaczynamy rozumieć się bez słów, a muzycznie całość rozwija się w sposób błyskawiczny. Ostatnia trasa naszego trio w Polsce i Portugalii zespoliła nas na tyle, by móc zacząć wypływać na szerokie wody, dzięki zaufaniu oraz ciągłej uważności na scenie.

"Sun" rzeczywiście jest płytą w większości promienną. Ale przede wszystkim kojarzy mi się ze ścieżką dźwiękową. Zamykając oczy, niemal widzę sceny, do których można je dopasować.

Album "Sun" jest podróżą, a układ utworów ma odzwierciedlać całość uczuć towarzyszących wyprawom odkrywców na różnych etapach przygody. Tytuł odnosi się do tego, co w moim przypadku oznacza zmagania z kilkoma chorobami psychicznymi. Jest to dla mnie niezwykle ważne. Słońce ma wyjątkowe właściwości lecznicze, ale w nadmiarze może przyczynić się do bólu zębów w przypadku początkowej próchnicy. Co było pośrednią przyczyną bezsenności przy pracy nad pierwszym albumem w Lizbonie (śmiech). W nieco szerszej perspektywie jest to cel nieosiągalny, przynoszący życie, a jednocześnie - jak hinduski bóg Rudra - niszczycielsko "pożera ciało, krew i szpik" swoim palącym, "potwornym" żarem, jak opisuje to Stella Kramrisch.

RW Trio to obecny projekt, w którym Roman Wróblewski współpracuje z Weroniką Kulpą i Luati Gonzalesem. Owocem ich spotkania jest płyta "Sun", która eksploruje brzmienia z całego świata, głównie jednak Afryki. RW Trio to obecny projekt, w którym Roman Wróblewski współpracuje z Weroniką Kulpą i Luati Gonzalesem. Owocem ich spotkania jest płyta "Sun", która eksploruje brzmienia z całego świata, głównie jednak Afryki.
Korzystacie tu z brzmień afrykańskich.

Na płycie są trzy kompozycje bazujące na muzyce tradycyjnej krajów afrykańskich. Pierwsza, otwierająca utwór, oparta jest na rytmie kotoba z Senegalu. Z całej rzeszy ludzi, których poznałem w Lizbonie, to właśnie senegalczycy okazali się najbardziej otwartymi osobami, gotowymi dzielić się za darmo tym, co mają. To dla mnie niezwykle ważna umiejętność, a jako artysta staram się, by była trzonem mojego rozwoju oraz wszelkich działań. "Kuba" to utwór, gdzie wybrzmiewa jeden z najpopularniejszych rytmów egipskich - saidi. Wpasował się on idealnie w kompozycję, którą kilka lat temu stworzyłem dla mojego chrześniaka, o tym właśnie imieniu. W tytułowym utworze "Sun" wybrzmiewa natomiast rytm kuku, pochodzący z Gwinei. Rytm początkowo grany przez kobiety wracające z połowu ryb, dziś należy do jednego z najpopularniejszych z tego regionu Afryki. Solo Stanisława Nowodworskiego na djembe, w naszym nagranym na żywo albumie, jest totalnie z innej planety...

Jest też coś o Polsce.

Kompozycja "Smth About Poland" jest próbą opisania ambiwalencji uczuć związanych z patriotyzmem. Reszta to nowe aranżacje starszych kompozycji z debiutanckiego albumu, przy czym "My Cloud", dzięki saksofonowi Natana Kryszka, zabrzmiał o niebo lepiej.

Muzyka poważna - sprawdź trójmiejskie wydarzenia



Wróćmy do tej ścieżki dźwiękowej.

Ach, tak! Od mojego pierwszego koncertu w Lizbonie, w listopadzie 2019 roku, niezmiennie zapraszam obecnych do zamykania oczu. Sam, po ponad 30 latach gry na fortepianie, mogę sobie na to pozwolić przez prawie całość moich występów i jest to bardzo łatwy sposób wejścia dużo głębiej w proces słuchania. Reszta już rodzi się sama. Przy tworzeniu każdego albumu staram się także samemu produkować teledyski oraz bardzo ściśle pracować z każdą osobą w ekipie, opisując dokładnie to, co chciałbym pokazać. To jest moja obsesja, ale też bardzo ważna część całości.

Taka obsesyjność potrafi doprowadzić do perfekcji. I też pozwala panować nad całością.

Wiesz, nie wyobrażam sobie być tylko muzykiem i przy każdej możliwej okazji próbuje zadbać o część wizualną. To wynika głównie z fascynacji współczesną sztuką. Jest tyle pięknych form budowania wielopoziomowej narracji, że byłoby mi bardzo szkoda z nich nie skorzystać. Kosztuje to dużo więcej czasu, jednak staram się być w tym konsekwentny. Dodatkowo kilka udanych obrazów nakręciło już tę spiralę totalnie, a wiadomości, które dostaję od różnych ludzi, mówiące o tym, jak wiele u nich to zmieniło, zachęcają mnie jeszcze bardziej do wytężonej pracy.

Twoja muzyka była już wykorzystywana w filmach - co dalej? Pracujesz obecnie nad czymś nowym w tym kierunku?

"Rozkołys" to póki co największy projekt, w jakim brałem udział. Film wygrał kilka festiwali w Polsce i Europie, zebrał dużo pozytywnych recenzji, ale przede wszystkim - dla mnie - była to superprzyjemność tworzenia narracji do wyjątkowo bliskiej memu sercu historii surfingu w Polsce, którego sam próbuję przy każdej możliwej okazji. Wspaniała przygoda i wiem, że nie ostatnia tego typu, ale na ten moment nie mam nic potwierdzonego.

Roman Wróblewski jest obsesyjnym perfekcjonistą. Chce na każdym polu, na którym działa, mieć pełną kontrolę nad projektem - od muzyki, przez sferę wizualną, po całość konceptu. Roman Wróblewski jest obsesyjnym perfekcjonistą. Chce na każdym polu, na którym działa, mieć pełną kontrolę nad projektem - od muzyki, przez sferę wizualną, po całość konceptu.
Ale chyba coś filmowego masz w planach.

Nie czekając na nowe filmy, od początku tego roku, pracuję także nad swoim własnym krótkim metrażem. Będzie on uzupełnieniem kolejnego solowego albumu. Muzyka jest już nagrana i będzie to koncept album, z dwójką wyjątkowych gości. Scenariusz do filmu zacząłem pisać w styczniu i zostały mi już tylko drobne poprawki do wprowadzenia. Ekipa filmowa jest już do połowy ustalona, a reżyserem będzie Andre Abrantini, z którym pracowałem już przy kilku teledyskach. Projekt będzie międzynarodowy i na tę chwile obejmuje cztery kraje: Polskę, Portugalię, Hiszpanię i Francję.

Na jakim etapie kręcenia jesteście?

Prolog do filmu jest już nakręcony. Właściwe zdjęcia, mam nadzieję, ruszą wiosną 2023 roku. Każdą wolną chwilę staram się poświęcać na dopieszczanie szczegółów. Ponadto także planuję, by koncerty promujące to wydawnictwo były częścią całości i do pracy nad nimi zaproszę kilku ukochanych artystów wizualnych, z którymi od zawsze marzyłem, by współpracować. Kilku już się zgodziło, także jaram się tym totalnie!

Wracając do "Sun". Czy trio to będzie twój główny projekt, czy też będziesz mieszał je z solowymi wydawnictwami. Domyślam się, że w obu przypadkach inspiracje i proces twórczy wyglądają zupełnie inaczej.

Aktualnie jestem zaangażowany w cztery projekty i wiele nowej muzyki pojawi się w 2023 roku. Winyl z debiutanckim albumem już sie cały wyprzedał, a płyt CD zostało już tylko trochę. To bardzo motywuje do dalszej pracy i poza solowym koncept albumem, o którym wspomniałem wcześniej, planujemy wydać także album "Sun" na winylu i zagrać kolejną trasę europejską na wiosnę. Mamy już też kilka zaproszeń na festiwale w Polsce i nie tylko. Jesienią 2023 roku planujemy nagrać nowy materiał w studio.

Coś poza tym?

Ponadto z zespołem Daltonists, w składzie Jacek Rezner (Lastryko, Wilga) - perkusja oraz Piotr Orzechowski (drewnofromlas) - bas, nagraliśmy epkę i w niedalekiej przyszłości mamy nadzieję się nią podzielić. Od jakiegoś czasu pracuję także w duecie razem z Gosią Przyszłość (Raduga, Past) nad naszym debiutem, gdzie będę pełnił rolę producenta oraz będę odpowiedzialny za elektronikę. Zima zapowiada się więc bardzo pracowicie i aktualnie szukam wygodnego łóżka do mojego studia w Sopocie.

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (14)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Body Worlds Vital - wystawa human body (82 opinie)

(82 opinie)
65 - 75 zł
wystawa

Piotr Rubik "Niech mówią że to nie jest miłość" (10 opinii)

(10 opinii)
129 - 399 zł
Kup bilet
pop

ZOO Festiwal (16 opinii)

(16 opinii)
35 zł
targi, pokaz

Najczęściej czytane

Sprawdź się

Sprawdź się

Yach Paszkiewicz był znanym twórcą: