• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Wieczór panieński, który wymknął się spod kontroli. "Strup" w Teatrze Wybrzeże

"Strup" premiera.
"Strup" premiera. mat. pras.

Podczas zwykłej z pozoru imprezy zorganizowanej przez cztery przyjaciółki nic nie idzie zgodnie z planem. Z kobiet wychodzą ich wewnętrzne demony, co prowadzi do tego, że kobiety stopniowo odkrywają prawdę o sobie. Tak można opisać spektakl "Strup" wystawiony premierowo przez studentów Akademii Muzycznej w Gdańsku na scenie Stara Apteka Teatru Wybrzeże w Gdańsku. Dzisiaj o godz. 19 sztuka zostanie wystawiona ponownie.



Spektakle teatralne w najbliższym czasie


Jak często chodzisz do teatru?

Zobacz wyniki (424)
Spektakl został zrealizowany i wystawiony przez młodych adeptów studiów musicalowych na Akademii Muzycznej, a dokładniej koła artystyczno-naukowego "Next to musical". Wyreżyserował go Michał Jaros, a tekst napisał Jakub Zubrzycki. W spektaklu wystąpili: Anna Biniek, Anna Nowak, Maria Leszczełowska, Anna Piotrowska i Krzysztof Chorzelski.

"Strup" to historia czterech młodych kobiet i jednego niezapowiedzianego gościa. Akcja rozpoczyna się od skrzętnych przygotowań do idealnej zabawy podczas wieczoru panieńskiego. Impreza odbywa się w drewnianym domku z kominkiem, w oddalonej od miasta wiosce w górach. Drewniane elementy scenografii, włączony przez cały czas elektryczny kominek i elementy dekoracyjne wprowadzały nastrój wiejskiej drewnianej chaty. Zapowiadała się niesamowita zabawa i mimo sprzeczki o papierosa między dwiema przyjaciółkami nic na samym początku nie wróżyło tragicznych wydarzeń, które targać będą emocjami widzów przez najbliższe kilkadziesiąt minut.

Czytaj też: Ten "Szelest" naprawdę szeleści. O nowym kryminale Małgorzaty Sobczak

Atmosfera sielanki zmienia się, gdy po dłuższym oczekiwaniu do górskiej chaty wpadają koleżanki panny młodej. Jednak nie same. Wraz z nimi pojawia się niezapowiedziany gość, który został przez nie potrącony na trasie. Dziewczyny spanikowały i nieprzytomnego przywiozły do domku, ze strachu przed konsekwencjami. Akcja tuż po wprowadzeniu niezapowiedzianego jegomościa do chaty momentalnie gęstnieje. Każda spośród czterech przyjaciółek zaczyna w zupełnie inny sposób reagować na stresową sytuację. Reżyser przeprowadza nas przez cztery totalnie różne typy reakcji. Pojawia się motyw zajadania problemu, w idealny sposób odegrany przez Marię Leszczełowską, a także takie reakcje, jak załamanie, choleryczne ataki krzyku i całkowite zamknięcie się w sobie.

Spektakl od początku serwuje mocną dawkę emocji, ale też emocje te systematycznie są podkręcane. Wspomniany potrącony mężczyzna budzi się, jednak w całkowitej amnezji, bez jakichkolwiek dokumentów czy telefonu, za których sprawą cztery koleżanki mogłyby zidentyfikować jegomościa. Od jego pojawienia się następuje ciągła dywagacja nad tym, co moralne, a tym, co wygodne i co powinno się zrobić. Niespodziewana sytuacja, w której znalazły się cztery koleżanki, daje widzom bukiet emocji i powodów do rozważań.

Czytaj też: Gdański Teatr Szekspirowski nie tylko dla koneserów

Sceny podzielone zostały na te bardziej metaforyczne, w których potrącony mężczyzna wyciąga z kobiet ich najbardziej skrywane słabości, i te bardziej realne, w których aktorki prezentują pełen wachlarz emocji od śmiechu przez płacz, smutek czy zagubienie. Z każdym kolejnym krokiem poznajemy bohaterów coraz lepiej, niekoniecznie od tej dobrej strony. Na powierzchnię wychodzą demony i ciemne strony osobowości - problemy miłosne, zdrady czy niezadowolenie z własnego życia. Ciągłe budowanie atmosfery sprawia, że widz wręcz czuje jej gęstość i wyczekuje rozwikłania sytuacji, która zmieniła wieczór przyszłej panny młodej w koszmar.

Spektakl pokazuje wiele prawd o życiu każdego z nas. Odsłania też to, co siedzi pod gruboskórnym pancerzem, który na co dzień wiele osób wkłada. Reżyser przeprowadza nas przez meandry ludzkich trudności i pozornego, płytkiego szczęścia. Należy oddać uznanie młodym aktorom, którzy przez cały spektakl, nie schodząc ze sceny, odkrywali kawałek po kawałku swoje postaci.

Anna Biniek od samego początku przyciąga uwagę widza, a wewnętrzne cierpienie i żal po dokonanym czynie są prawdziwie hipnotyzującą częścią sztuki. Anna Nowak w roli przyszłej panny młodej, której "bajkowy" dzień zmienił się w tragedię, w iście cholerycznym stylu przeprowadza widzów przez swój pozornie perfekcyjny świat. Jej pełna gniewnych emocji rola, która przez cały spektakl ewoluowała, namacalnie przenosiła się na widza. Anna Piotrowska przez większość spektaklu pozostawała nieco w cieniu, ale podczas jej monologu zobaczyliśmy prawdziwą aktorską perełkę - od wewnętrznego szczęścia, przez niepewność, aż po wzburzenie w momencie, w którym wylewa się bolesna prawda i aktorka chwyta za siekierę, uderzając kilkukrotnie w część drewnianej scenografii. Ciarki na plecach miał niejeden widz. Podobnie było z Marią Leszczełowską, która długo musiała czekać na pokazanie aktorskiego kunsztu, który w pełni pokazała pod koniec, gdy zdecydowała się odkryć z długo skrywanym uczuciem do jednej z przyjaciółek.

Dużym zaskoczeniem była postać potrąconego mężczyzny, w którego wcielił się Krzysztof Chorzelski. Jego rola została napisana tak, aby wydobywać z czterech kobiet ich skrywane cierpienia, lęki i tajemnice. Robi to w sposób drwiący, podstępny, bezpośredni, pokazując pełny warsztat aktorski, a przy tym intrygując widownię, która do samego końca zadawała sobie pytanie - kim jest ten człowiek?

Jednak to puentujący spektakl koniec był czymś prawdziwie nieoczekiwanym. Animacja i film rzucone na tylną ścianę wizualnie tłumaczyły to, co rzeczywiście wydarzyło się w życiu bohaterów. Był to bardzo nieoczekiwany, jednak zadowalający koniec, który spinał cały spektakl i nie pozostawiał widzów z pytaniami dotyczącymi dalszych biegów życia postaci.

To będzie grane! Trójmiejskie teatry i ich nowości na 2022 rok



Były też jednak elementy, które czasami gryzły. Mimo poważnych tematów i mocno napiętej atmosfery zdarzały się komediowe wstawki, które najpewniej miały rozluźnić napięcie. Jednak momentami wręcz wybijały widza z wprowadzonej wcześniej nostalgii. Czy było warto i czy był to zabieg dobry? Można nad tym dywagować. Dodatkowo mimo dobrego grania atmosferą stworzoną przez autorów spektaklu to w dialogach między aktorami czasami nie czuć było prawdy. Było to swoistym kontrastem dla świetnych i emocjonalnych monologów.

Wielowarstwowy spektakl przyjemnie się jednak ogląda i widz może dużo z niego wyciągnąć. Przekaz jest wyraźny - warto zrzucić maski, które na co dzień nosimy, i odważyć się dojrzeć to, co faktycznie się w nas kryje, nim będzie na to za późno i własne demony nas zjedzą. "Strup" będzie wystawiony jeszcze dzisiaj. Z pewnością jednak warto, aby studenci Akademii Muzycznej poczynili kroki, by pokazać go szerszej publiczności.

Opinie (19) 3 zablokowane

Wszystkie opinie

  • Polecam

    Byłam i polecam! Wciągająca gra aktorska, emocje i szokujące zakończenia

    • 12 8

  • Znakomita recenzja (1)

    bardzo przyjemnie sie czyta

    • 18 7

    • Niestety w polowie jest zwyczajnie powtarzalna i staje sie nudna i schematyczna

      autorowi brakuje słow.
      tak ja zrecenzuje.

      • 2 1

  • Totalnie zgadzam się z autorem Ania Binek bardzo przykuwała wzrok. Niesamowity talent

    • 13 2

  • ładne dziewczyny na scenie (1)

    • 5 6

    • po prostu młode

      pozniej i tak kazda sie roztyje

      • 8 3

  • W życiu bym do teatru nie poszedł! !!! (3)

    • 7 24

    • Myśli pani że to ten sam? (1)

      • 4 0

      • nie - inny, tamten juz wtrwał

        • 5 0

    • A ja raz poszłem.

      • 4 0

  • Przejrzałam pobieżnie recenzję - trochę w niej spoilerów.

    • 8 0

  • mnie ciągnie na scenę

    póżno się obudziłem 50 tka na karku,nagryziony/lub wygryziony/ zębem czasu,eh.Włosy wyszły kobiety uciekły,zdrowie się rozwiało.W dodatku jestem sam,samiutki jak paluszek.

    • 5 5

  • Kiedy kolejne przedstawienia?

    • 4 2

  • Rzetelna recenzja

    Co mogę potwierdzić, gdyż byłem widziałem...polecam gorąco

    • 5 2

  • nie bede siedział w masce.

    jak zdecydują się na normalne traktowanie człowieka jak człowieka to wrócę.
    Niby kultura a traktuje się nas przedmiotowo i upokarza

    • 9 15

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Pat Metheny - Side Eye
jazz
cze 3
piątek, g. 20:00
Sopot, Opera Leśna
180 - 240 zł
Kup bilet
Sopot: Paweł Domagała - Wracaj Tour
pop
lip 24
niedziela, g. 19:00
Sopot, Amfiteatr Tarasów przy Aquaparku
Kup bilet
Ladies' Jazz Festival: Aga Zaryan
jazz, festiwal muzyczny
lip 29
piątek, g. 17:00
Gdynia, Teatr Muzyczny
80 - 120 zł
Kup bilet

Nowe Lokale

Sprawdź się

Sprawdź się

Ricky Martin po raz pierwszy zagrał w Trójmieście w roku: