Wiadomości

stat

Dyskutujemy: czy playback to oszustwo?

W I poł. XX wieku podłożenie głosu innej osoby było ratunkiem dla artystów kina niemego, których głosy nie dorównywały umiejętnościom aktorskim, o czym bardzo wyraziście opowiada musical "Deszczowa piosenka".

Jedni playback uważają za praktykę uwłaczającą godności artysty i brak szacunku względem słuchaczy. Dla innych liczą się wyłącznie emocje, więc to, czy artysta śpiewa na żywo, czy tylko udaje nie ma znaczenia, póki zabawa jest przednia. Sprawdziliśmy, jakie zdanie na temat stosowania playbacku mają trójmiejscy artyści, na jakie ustępstwa byliby w stanie pójść, a jakie praktyki uważają za niedopuszczalne.



Czy uważasz, że posiłkowanie się playbackiem podczas koncertów na żywo to oszustwo?

tak, to oszustwo

70%

tak, choć jeśli wykorzystuje się go w nieznacznym stopniu i w uzasadnionym przypadku, to mogę to zaakceptować

20%

nie, jeśli poza udawaniem, że śpiewa, artysta zaprezentuje publiczności coś unikatowego, np. nieprzeciętne umiejętności taneczne

3%

nie, jeśli wydarzenie nazwano występem i słuchacze mają świadomość tego, że muzyka zostanie odtworzona z nagrania

5%

nie, jeśli dobrze się bawię - w muzyce liczą się przede wszystkim emocje

2%
Konia z rzędem temu, kto nigdy nie "śpiewał" przed lustrem, wcielając się w rolę ulubionego artysty pod podkład puszczony z kasety czy płyty. O ile w domowym zaciszu takie popisy wydają się urocze, to stosowanie playbacku przez artystów podczas koncertów wzbudza mieszane uczucia.

Potrzeba matką wynalazku



Playback to (w dużym uproszczeniu) odtwarzanie wcześniej nagranej ścieżki dźwiękowej. Wspieranie się nim nie zawsze musi oznaczać, że artysta jest leniwy lub pozbawiony talentu, choć w historii muzyki czy teatru i takich zastosowań nie brakowało. To jednak, że nagłośnienie, możliwy dzięki niemu dubbing i playback stały się częścią wydarzeń artystycznych, w dużej mierze podyktowały okoliczności.

Jeszcze w latach 40. i 50., dla przykładu, na amerykańskiej scenie musicalowej występowali wykonawcy dysponujący silnym głosem (np. Vivienne Segal, Ethel Merman). W miarę rozwoju musicalu zwiększyło się zapotrzebowanie na wykonawców o dobrym przygotowaniu scenicznym. Śpiewacy nie byli w stanie podołać stawianym im przez autorów skryptów wymogom aktorskim, jednakże aktorzy, choć umiejętniej od śpiewaków poruszali się na scenie, często nie mieli przygotowania wokalnego i z trudem przebijali się w swoich partiach wokalnych przez muzykę wydobywającą się z kanału dla orkiestry. Za optymalne rozwiązanie uznano wówczas wprowadzenie nagłośnienia, a nawet symultanicznego dubbingu czy playbacku, jeśli umiejętności wokalne nie szły w parze z tymi wokalnymi czy tanecznymi. I na odwrót.

Podłożenie wcześniej nagranej ścieżki dźwiękowej bądź wykonywany na żywo dubbing stały się również ratunkiem dla artystów kina niemego, których głosy nie dorównywały umiejętnościom aktorskim
, o czym bardzo wyraziście opowiada musical "Deszczowa piosenka". Przypomnijmy, że jest to opowieść nie tylko o miłości, ale i o trudach, jakich doświadczali aktorzy znajdujący się u szczytu sławy w związku z końcem ery kina niemego. W przypadku głównej bohaterki okazało się, że jej głos nie budzi zachwytu publiczności, a śmiech, przez co trzeba było poszukać alternatywy. Znakomitym rozwiązaniem wydawało się więc podłożenie za nią głosu przez osobę o lepszych warunkach wokalnych.

Krzysztof Kowalski, odtwórca m. in. tytułowej roli w musicalu "Wiedźmin" zapewnia, że w Teatrze Muzycznym w numerach solowych z playbacku się nie korzysta. fot. Lucyna Pęsik/Trojmiasto.pl


Playback integralną częścią widowiska



Z biegiem lat twórcy wydarzeń artystycznych korzystali z możliwości, jakie daje im zastosowanie playbacku coraz częściej. W rezultacie, stosownie do potrzeb, stworzono mnóstwo odmian powierzając mu rozmaite funkcje.

Najbardziej podstawową formą (budzącą chyba największe zastrzeżenia) jest playback naturalny (ang. natural playback), a więc całkowity podkład utworu oryginalnego. W tym przypadku "manipulację" najłatwiej wykryć dlatego, że aby nadać wykonaniu choćby namiastkę wiarygodności, stworzono tzw. żywy playback (ang. live playback) - podkład specjalnie zaaranżowany i nagrany na potrzeby show, różniący się od tego, który możemy pamiętać z nagrań płytowych.

- Byliśmy zmuszeni posiłkować się takim playbackiem podczas występów plenerowych, kiedy granie i śpiewanie na żywo ze względów technicznych czy pogodowych było niemożliwe do zrealizowania - opowiada Marcin, były członek zespołu muzyki dawnej. - Ludzie przychodzili na nasze występy plenerowe, żeby zobaczyć renesansowe tańce i kolorowe stroje. Muzyka stanowiła jedynie tło dla takich prezentacji, więc ze stosowania playbacku czuliśmy się rozgrzeszeni. Nigdy natomiast nie zdarzyło nam się korzystać z playbacku w sali koncertowej, ale tam przychodziła już bardziej wyrafinowana publiczność, która miała zupełnie inne oczekiwania.
Jeszcze inną odmianą jest półplayback (ang. half playback) - odmiana, w której podkład instrumentalny prezentowany jest z nagrania, a wokalista śpiewa na żywo. Podczas koncertów artystów o znacznym dorobku scenicznym możemy spotkać się też z playbackiem odwróconym (ang. half playback reverse), kiedy to zespół gra na żywo, a z nagrania odtwarzany jest głos wokalisty. Tutaj jednak nietrudno o wpadkę, bo artysta, pod wpływem emocji, może zechcieć zaśpiewać mimo tego, że jego głos jest odtwarzany z nagrania.

- Pamiętam koncert jednego z polskich artystów, który świętował w Filharmonii Bałtyckiej 50-lecie pracy artystycznej. Przez cały wieczór zastanawialiśmy się z żoną, jakim cudem zespół gra na żywo, a wokal jest tak precyzyjny, że to aż niemożliwe, żeby nie był odtwarzany z nagrania. Nasze wątpliwości zostały rozwiane bardzo szybko, bo wspomniany artysta do tej nagranej ścieżki miał dość luźny stosunek i przemawiał do słuchaczy w chwili, kiedy teoretycznie śpiewał w najlepsze. Pod koniec emocje poniosły go tak bardzo, że zaczął śpiewać sam ze sobą w duecie - wspomina Arkadiusz.
Najciekawszą i najbardziej zaawansowaną technicznie odmianą wydaje się jednak tzw. special playback (specjalny playback), który zakłada możliwość jednoczesnego śpiewania na żywo przez wokalistę oraz odtwarzania wokalu z nagrania - im głośniej wokalista śpiewa, tym bardziej wycisza się wokal nagrany i odwrotnie.

Wiele kontrowersji wzbudził sylwestrowy występ Luisa Fonsiego, podczas którego wokalista zdecydował się na pełen playback, kasując honorarium jak za koncert na żywo. Podobno spowodowane było to tym, że solista stresuje się podczas występów dla tak licznej publiczności, co mogłoby wpłynąć na obniżenie jakości artystycznej.



Czy "grania" z playbacku należy się wstydzić?



W środowisku muzycznym, szczególnie tym akademickim, słowo playback najczęściej ma wydźwięk pejoratywny.

- Korzystanie z playbacku to dla artysty zajmującego się wykonywaniem muzyki klasycznej wielki wstyd - bezdyskusyjnie stwierdza Natalia Walewska, koncertmistrz Orkiestry Polskiej Filharmonii Bałtyckiej. - To też jawne oszustwo, a że publiczność nie lubi być oszukiwana, to i wirtuozi nieczęsto po takie "udogodnienia" sięgają.
- Albo granie, albo playback. Co kto woli lub potrafi - wtóruje jej dr Witold Kawalec, pianista i nauczyciel akademicki.
Większą elastycznością wykazują się artyści zajmujący się muzyką rozrywkową.

- Czasem zastosowanie playbacku jest uwarunkowane przez możliwości techniczne. W sytuacji, kiedy playback ratuje marketing zespołu, a do zagrania jest kilka utworów, a nie godzinny koncert (o ile są to kompozycje autorskie), posiłkowanie się podkładem uważam za dopuszczalne - mówi Michał Mierzejewski, kompozytor i aranżer. - Zdarzają się również sytuacje, w których pełen live jest niemożliwy, jak np. podczas realizacji transmitowanych przez telewizję festiwali, gdzie przepinki zespołów zajęłyby zdecydowanie zbyt dużo czasu. Wówczas półplaybak może uzyskać moje rozgrzeszenie.
- Playback trudno nazwać koncertem, jednak odmówić mu prawa do bycia występem nie można - mówi Szymon Wylandowski, mający na swoim koncie występy z Norbim, Andrzejem Rybińskim, członek zespołu Coolers. - Wszystko zależy od uzasadnienia. Wykonawcy disco polo często posiłkują się playbackiem tłumacząc to ilością i częstotliwością występów - nie da rady zaśpiewać 2-3 koncertów dziennie po 3-4 dni w tygodniu.
Stosowania playbacku w rozmaitych jego odmianach nie wypierają się również artyści Teatru Muzycznego w Gdyni.

- Wszystkie numery solowe śpiewane są żywo. Czasem jedynie chóry są dograne - mówi Krzysztof Kowalski, odtwórca m.in. roli tytułowej w musicalu "Wiedźmin". - Decydujemy się na taki zabieg w tych numerach, gdzie na scenie znajduje się dużo osób w żywiołowej i dynamicznej choreografii. Dzięki temu, że można te nagrane chóry miksować z chórami śpiewanymi na żywo, widz może lepiej zrozumieć tekst i jego ucho nie odczuwa dyskomfortu "zadyszanego" numeru. W niektórych spektaklach zdarzają się też offy (tzw. głos na żywo, ale spoza sceny - red.) składające się z kilku do kilkunastu osób śpiewających razem z ludźmi występującymi na scenie.
Zobacz też: Testosteron w kabaretkach. Co o babskim świecie myślą trójmiejscy artyści?

Wykonawcy disco polo często posiłkują się playbackiem tłumacząc to ilością i częstotliwością występów - nie da rady zaśpiewać 2-3 koncertów dziennie po 3-4 dni w tygodniu - mówi Szymon Wylandowski, członek zespołu Coolers.

Kiedy playback to oszustwo dokonane z premedytacją



Jednym z największych oszustw w historii muzyki była spektakularna kariera niemieckiego duetu Milli Vanilli. Pogłoski na temat tego, że Fabrice "Fab" Morvan i Robert "Rob" Pilatus są jedynie figurantami występującymi na scenie, a śpiewa ktoś zupełnie inny, pojawiły się już w 1989 roku po ich koncercie w Bristolu. Plotki te nie stanęły jednak na przeszkodzie w zdobyciu nagrody Grammy rok później. Po niespełna sześciu miesiącach, co zdarzyło się jedyny raz w historii, duetowi nagrodę odebrano, a fani, którzy kupili płytę, decyzją amerykańskiego sądu mogli liczyć na zwrot pieniędzy.

Skandali z wykorzystaniem playbacku nie brakuje i na naszym rodzimym podwórku, choć nie są może tak spektakularne. Trafić również można na "spryciarzy", którzy w oszukiwaniu słuchaczy wykazują się niebywałą kreatywnością.

- Pamiętam, jak przed jednym z koncertów gwiazda wieczoru powiedziała, że ma chrypę i zaśpiewa za nią siostra stojąca za kulisami. Myślałem, że to żart, ale dziewczyny tak to rozegrały, że nawet ja prawie dałem się nabrać - wspomina jeden z trójmiejskich reżyserów dźwięku. - Standardem jest, że z playbacku lecą chórki oraz podkład instrumentalny. Zawsze mnie jednak bawi, kiedy podczas "koncertów" na żywo (a więc nie w telewizji, tylko podczas imprez biletowanych w salach koncertowych) skład zespołu na scenie nie zgadza się z kolorystyką tego, co leci z głośników. Wykonawcy są przedstawiani z imienia i nazwiska, kłaniają się publiczności, otrzymują owacje, a ich partii przez cały koncert nie słychać. Czasem nawet instrumenty nie są podpięte.
Nie wszyscy słuchacze takie zabiegi określają jednoznacznie jako oszustwo. Jeśli dobrze się bawią podczas takich występów, to są w stanie artystom naprawdę sporo wybaczyć.

- Kiedy kupuję bilet to liczę na dobrą zabawę i nie ma dla mnie znaczenia, czy ktoś śpiewa na żywo, czy też nie. Zresztą słoń mi na ucho nadepnął, więc i tak nie jestem w stanie tego wyłapać - wyznaje Teresa, miłośniczka muzyki rozrywkowej. - Podczas imprez najważniejszy jest dla mnie kontakt wykonawcy z publicznością. Oczekuję, że z nami porozmawia, spotka się. Chcę zobaczyć, jak rusza się na scenie. Jeśli robi to pod playback, to widocznie ma ku temu powody. W niczym mi to nie przeszkadza.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (61)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

19

listopada

Filharmonia Dowcipu i Walde... Gdynia, Teatr Muzyczny

21

listopada

Wszystko gra! Czytanie dla ... Gdynia, Muzeum Miasta Gdyni

23

listopada

Biblioteka Inspiracji: Jak ... Gdynia, Biblioteka Śródmieście - Filia nr 2

Kultura

Narracje w Oliwie. Gdzie znajdziemy instalacje?
Narracje w Oliwie. Gdzie są instalacje?
Narracje z Oliwą w roli głównej
Narracje z Oliwą w roli głównej

Kulinaria

Sok z aronii zamiast lampki wina? Naukowcy twierdzą, że to kwestia czasu
Sok z aronii zamiast lampki wina?
Premiera jesiennego menu w Hotelu Haffner
Premiera jesiennego menu w Hotelu Haffner

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: Narracje i dużo koncertów
Planuj tydzień: koncerty i nie tylko

    Najczęściej czytane