Podsumowanie festiwalu Soundrive Fest

Soundrive to festiwal z unikatową atmosferą - muzyki słuchać można tutaj w i pomiędzy stoczniowymi halami.
Soundrive to festiwal z unikatową atmosferą - muzyki słuchać można tutaj w i pomiędzy stoczniowymi halami. fot. Lucyna Pęsik/Trojmiasto.pl

Festiwal Soundrive powoli, ale konsekwentnie rozwija się, a zarazem nie traci swojej unikatowej, kameralnej atmosfery, za którą doceniają go bywalcy. Podczas tegorocznej edycji wystąpiło rekordowo dużo polskich zespołów i to właśnie prezentacja rodzimej alternatywy zdaje się być kierunkiem, w stronę którego organizatorzy powinni podążać.



Soundrive Fest trwał od czwartku do soboty w hali koncertowej klubu B90 i kilku okolicznych lokalizacjach na postoczniowych terenach w Gdańsku. Frekwencja pierwszego dnia nie była zbyt wysoka, ale podczas kolejnych dwóch osiągnęła poziom, do którego bywalców przyzwyczaiły poprzednie edycje. Średnio tysiąc osób dziennie powinno być liczbą satysfakcjonująca dla organizatorów tak niszowego przedsięwzięcia muzycznego. Pokazuje też ważne zjawisko: w ciągu czterech lat Soundrive wychował sobie lojalną publikę, której z roku na rok nie traci. A pewnie podczas kolejnych odsłon zdobędzie nową, ponieważ skala imprezy rośnie.

Rozwój stoczniowego festiwalu wyraźnie obrazuje liczba scen, na których w tym roku można było zobaczyć blisko czterdzieści zespołów. Oprócz znanych z poprzednich lat dwóch scen w klubie B90 i sceny plenerowej na Ulicy Elektryków, artyści dostali do dyspozycji dwie zupełnie nowe przestrzenie charakteryzują się wyjątkowym klimatem.

Na pięciu scenach wystąpiło prawie 40 artystów. Na zdjęciu: polski zespół hard-rockowy Neal Cassady. Jeden z ciekawszych koncertów pierwszego dnia.
Na pięciu scenach wystąpiło prawie 40 artystów. Na zdjęciu: polski zespół hard-rockowy Neal Cassady. Jeden z ciekawszych koncertów pierwszego dnia. fot. Lucyna Pęsik/Trojmiasto.pl
Nowe sceny, stara atmosfera

W znajdującej się po sąsiedzku hali warsztatowa W4 czerwono-białymi taśmami został wygrodzony teren sceny i widowni. Publiczność na leżakach mogła oglądać występy songwriterów, którzy z kolei ze sceny widzieli stoczniowy warsztat, narzędzia i robotnicze zaplecze. Ten garażowy, roboczy klimat świetnie pasowało do intymnych, niespokojnych ballad Daniela Spaleniaka czy kameralnego bluesa Henry David's Gun. Można było poczuć się tutaj niczym dobrzy znajomi muzyków, którzy mieli szczęście wpaść przez przypadek na niewielki koncert tylko dla wtajemniczonych.

O ile aranżacja wnętrza W4 skracała dystans między twórcą, a odbiorcą, to zimna i surowa przestrzeń dawnej kotłowni w hali B64 budziła uczucie obcości i niedostępności. Było coś niekomfortowego już podczas wchodzenia do tego betonowego silosa, a potem schodzenia na dół po niewielkich metalowych stopniach. Te uczucia potęgowała prezentowana tutaj muzyka z pogranicza mrocznego ambientu i industrialu, jak na przykład występ Johna Lake'a, który ze stanowiska kilka metrów nad głowami widzów generował dudniące, syntetyczne dźwięki, które obrazował fragmentami groteskowych, satanicznych filmów. W tym - jednym z najmocniejszych występów festiwalu - było zarówno coś uwierającego, jak i niebezpiecznie uwodzącego.

Pixx dała koncert pełen nastoletniego, punkowego buntu.
Pixx dała koncert pełen nastoletniego, punkowego buntu. fot. Lucyna Pęsik/Trojmiasto.pl
Dwie nowe sceny rozbudowały przestrzeń festiwalu, ale tak naprawdę nie zmieniły atmosfery imprezy - przez wielu odbiorców uchodzącej za unikatową w skali całego kraju. Bywalcy cenią bowiem Soundrive za kameralny klimat, gdzie wielu uczestników zna się choćby z widzenia, brakuje znanej z innych imprez tego typu gorączki, koncerty ogląda się bez pośpiechu, a zrelaksować można się w wyjątkowej scenerii gdańskiej stoczni.

Rodzime odkrycia i zagraniczne perełki

Podczas tegorocznej edycji większość występujących zespołów przyjechała z Polski. Oczywiście, nie zabrakło zagranicznych perełek. Brytyjskie Fat White Family dało chyba najbardziej rockowy, brudny i nieokiełznany występ festiwalu. Na przeciwległym biegunie znalazła się ujmująca naturalną energią i nastoletnią beztroską dziewczęca formacji Hinds z Hiszpanii czy pełen radosnej energii występ Anglików z Honne. Serca publiczności zdobyli też nowojorczycy z Sunflower Bean, którzy wymieszali energetycznego rocka z transową psychodelią oraz Junius Meyvant, wyluzowany songwriter z Islandii, który choć do Polski przyjechał po raz pierwszy, szybko zakumplował się z widzami, którzy tłumnie stawili się na jego występie.

Garażowo-warsztatowa scena W4. To tutaj odbywały się dyskusje i kameralne koncerty songwriterów.
Garażowo-warsztatowa scena W4. To tutaj odbywały się dyskusje i kameralne koncerty songwriterów. fot. Lucyna Pęsik/Trojmiasto.pl
Polskie kapele nie były wcale gorsze od swoich zagranicznych kolegów, a możliwość zobaczenia części z nich na żywo dla wielu widzów musiała być niemałym muzycznym odkryciem. Neal Cassady ze swoim zespołem grali niczym hardrockowi wyjadacze z południa Stanów, Bownik w zaskakujący sposób połączył bluesowy wokal z ambitną muzyką klubową, a Skonkatank porwało młodzieńczą energią i talentem do tworzenia wpadających w ucho rockowych kawałków. Słuchając wokalistki Erith, która etniczne śpiewy łączy z transową elektroniką, folk-bluesowego Henry David's Gun, hipnotyzującego swoją pełną emocji muzyką Daniela Spaleniaka czy psychodeliczno-rockowych kawałków The Moondogs trudno było nie stwierdzić, że młoda polska alternatywa stoi na naprawdę dobrym poziomie. I to właśnie w kierunku jej prezentacji na jeszcze większą skalę powinni pójść organizatorzy festiwalu Soundrive podczas przyszłorocznych edycji.

Zobacz, jak zapowiadaliśmy Soundrive Fest 2016 >>>

Opinie (17)

  • trzeba wspomnieć o Lor

    te dziewczyny zaskoczyły pozytywnie chyba wszystkich. niesamowite, że są tak młode.

    • 19 4

  • Za dużo było panów z brodami w rurkach.

    • 9 30

  • Brawo

    Arek.

    • 19 3

  • Prosta rada

    Trzeba było przyprowadzić więcej swoich kolegów. Nie było by problemu. To jest festiwal muzyki, a nie ubioru.

    • 14 4

  • I co? Nie mogłeś się przez to skupić? :)

    • 15 1

  • Dobrze, że nie było łysych bidulków w białych sznurówkach i zielonych szwedach...po chemii...

    • 7 6

  • Hipster party

    • 3 17

  • Mnie zachipnotyzowała Caren

    Trudno było oderwać ucho i wejść do środka,przeszywający głos wokalistki świetnie pasował na rozpoczęcie wieczoru

    • 6 3

  • fest

    Pokusa była świetna, a Artykuły Rolne pozamiatały.Hough

    • 4 3

  • Muza troche jak z filmów Jarmuscha

    Szkoda ze grali tak krótko

    • 2 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Kazik
Kazik
rock / punk
mar 11
piątek, g. 20:00
Gdańsk, Stary Maneż
Craft Beer Fiesta
Craft Beer Fiesta
degustacja
sty 28-29
piątek - sobota, g. 15:00
Gdańsk, Pułapka
Słoń
Słoń
hip-hop
lut 26
sobota, g. 19:30
Gdańsk, Parlament

Nowe Lokale

Sprawdź się

Sprawdź się

W 2004 roku do gdańskiego ZOO dołączyły: