• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

TOP 5 filmów, które straszyły nas w dzieciństwie

Tomasz Zacharczuk
17 czerwca 2024, godz. 10:00 
Opinie (74)
"Koszmar z ulicy Wiązow" jest dla pokolenia wychowanego w latach 90. "horrorem dzieciństwa". "Koszmar z ulicy Wiązow" jest dla pokolenia wychowanego w latach 90. "horrorem dzieciństwa".

Pająki, burze, piwnice, ciemności, potwory, duchy. Lista rzeczy, które przerażały nas w dzieciństwie, nie była krótka. O to, by była jeszcze dłuższa, skutecznie dbali filmowcy, serwując nam sceny i postaci rodem z najmroczniejszych koszmarów. Przygotowaliśmy TOP 5 horrorów, które dziś raczej mało kogo przestraszą, ale pokoleniu wychowującemu się w latach 90. dostarczyły niejednej traumy.



Ale jak to? Dziecko oglądające horror? Prawdopodobnie rodzica, który świadomie pozwalał swoim latoroślom obcować z kinem grozy, można szukać ze świecą. Ciekawskiemu kilkulatkowi lub dociekliwej kilkulatce taka wnikliwa kontrola opiekunów nie przeszkadzała i zawsze znalazł się sposób, by podejrzeć, jeśli nie cały film, to chociaż jego większe urywki. Tyle że potem było zgrzytanie zębami, zasypianie przy włączonym świetle i strach przed pójściem w środku nocy do toalety.



Który z wymienionych filmów wywołał u ciebie największy strach lub niepokój w dzieciństwie?

Czego się jednak nie robi, by już w wieku kilku lat poczuć dreszczyk adrenaliny i zaspokoić dziecięcą ciekawość. A że lata 80. i 90. obfitowały w pomysłowe, ale jeszcze nie brutalne i nie tak ogłupiające jak obecnie horrory, to okazji do przeżywania silnych (ale nie za silnych) wrażeń przed telewizorem nie brakowało. Przygotowaliśmy króciutkie zestawienie obowiązkowych klasyków z tamtych lat, których oglądanie skutkowało niejednym wyśnionym koszmarem.

"Koszmar z ulicy Wiązów"



Pasiasty sweterek, kapelutek i błyszczące ostrza zamiast palców to wizytówka jegomościa, który z całą pewnością nawiedzał we śnie niejednego małolata. Chociaż aby tak się stało, to najpierw trzeba było w ogóle zasnąć. A bohaterom filmu Wesa Cravena to się akurat nie do końca opłacało. Freddy Krueger atakował przecież swoje ofiary we śnie, mszcząc się w ten sposób na swoich oprawcach, którzy spalili go żywcem. Mieszkańcy Springwood nie wiedzieli jednak, że morderca dzieci przed śmiercią zawarł pakt z nieczystymi siłami i stał się nieśmiertelny.

Śmiertelnie to się można było pana Kruegera przerazić. I to nie tylko na ekranie. Pamiętam, że pewnego dnia w domu pojawił się telewizyjny magazyn, na którego okładce był właśnie Freddy. Przez kilka dni miejsce, w którym leżała gazeta, omijałem szerokim łukiem. Do momentu, gdy w przypływie odwagi i na przyspieszonym oddechu nie zasypałem felernej okładki stosem innych pism. Ale z pamięci wizerunku szkaradnego zabijaki już tak łatwo nie udało się wymazać.



Co ciekawe, pomysł na głównego bohatera swojego filmu Craven zaczerpnął ... z dzieciństwa. Jako kilkulatek na swojej ulicy często natrafiał na bezdomnego z pokiereszowaną od pooparzeniowych blizn twarzą i ubranego w podarty świąteczny sweter. Jak widać, dziecięcy strach może nawet po latach inspirować, ale filmowe spotkanie z Kruegerem do inspirujących zdecydowanie nie należało.

Pennywise z filmu "To" potrafił przerazić nawet dorosłego widza. Pennywise z filmu "To" potrafił przerazić nawet dorosłego widza.

"To"



Ekranizacja powieści Stephena Kinga z początku lat 90. jest co prawda dwuczęściowym telewizyjnym serialem, ale ze względu na jego metraż "To" można umiejscowić w jednym zestawieniu z filmami. Głównym bohaterem jest klaun - i to już samo w sobie było dla wielu dzieciaków przerażające. Na dodatek TEN paskudnie ucharakteryzowany i łysiejący klaun porywał i mordował najmłodszych, pomieszkiwał w obskurnych kanałach, wydawał z siebie przerażające dźwięki (ten piskliwy głos połączony z demonicznym śmiechem, brrr) i cechował się sadystycznym poczuciem humoru. Gotowy przepis na dziecięcą traumę.



Zresztą nie tylko na dziecięcą, bo nawet dziś wielu dorosłych na Pennywise'a spogląda przez palce dłoni zasłaniających twarz. Ba, na Tima Curry'ego, czyli odtwórcę tytułowej roli, na planie filmowym nie spoglądała nawet ekipa pracująca przy "Tym". W pełni ucharakteryzowany i przebrany, siedząc na krzesełku i zajadając kanapkę w przerwach między zdjęciami, robił wystarczająco upiorne wrażenie.

Upiorna to była dopiero rzeczywistość po zetknięciu się z dziełem Tommy'ego Lee Wallace'a. Wyjście nocą do toalety (a było to jedno z wielu filmowych miejsc, w których atakował Pennywise) było na tyle przerażające, że to, z czym szło się do ubikacji, można było ze strachu popuścić po drodze. Z opowieści znajomych znam też przypadki zatykania otworów od umywalek i zlewów w obawie przed tym, by nie wypełzł z nich ten przeklęty klaun. O omijaniu szerokim łukiem studzienek kanalizacyjnych nawet nie wspomnę. Zwłaszcza w pochmurne, deszczowe dni.

Laleczka Chucky prześladowała w koszmarach niejednego małego kinomana. Laleczka Chucky prześladowała w koszmarach niejednego małego kinomana.

"Laleczka Chucky"



- Cześć, jestem Chucky. Chcesz się pobawić? - pytał z ekranu tytułowy bohater filmu Dona Manciniego z 1988 r. Seans "Laleczki" nie miał jednak nic wspólnego z zabawą. Był bardziej walką o przetrwanie sam na sam ze szkaradną zabawką o rudej czuprynie, ogromnych oczach i demonicznym uśmiechu. W jej wnętrzu zaklęta była dusza seryjnego mordercy, ale to już nie było dla młodych widzów tak istotne. Wystarczająco przerażające było oblicze Chucky'ego i sposób, w jaki eliminował swoich właścicieli. Jeśli po seansie "Toy Story" miało się ochotę przytulić wszystkie swoje zabawki, to po obejrzeniu "Laleczki" pozostało już tylko podejrzliwe wpatrywanie się w nie z niepokojem i duszą na ramieniu.

Nic mnie tak nie wkurza w kinie jak... Nic mnie tak nie wkurza w kinie jak...

Wizerunek plastikowego chłopca w ogrodniczkach pozostał w pamięci wielu widzów jeszcze przez długie lata i być może do dziś wywołuje ciarki na dorosłych już plecach. Dla tych wszystkich "ofiar" filmu Manciniego jest jednak nadzieja. Rok temu meksykańska policja aresztowała parę, która po zażyciu narkotyków terroryzowała przechodniów sporych rozmiarów laleczką Chucky. I byłoby to nawet zabawne, gdyby nie fakt, że w sztucznej ręce zabawki tkwił prawdziwy nóż. Interweniujący na miejscu stróże prawa najwidoczniej źle wspominali dzieło Manciniego, dlatego na komisariat zabrali nie tylko rozrywkową parę, ale i... Chucky'ego. I to zakutego w kajdanki. Dalszy jego los nie jest znany, choć można mieć obawy o to, że za kratami zabawka nie zabawiła zbyt długo.

"Gremliny rozrabiają" nie był klasycznym horrorem, ale obleśne stworki niejednemu dziecku zalazły za skórę. "Gremliny rozrabiają" nie był klasycznym horrorem, ale obleśne stworki niejednemu dziecku zalazły za skórę.

"Gremliny rozrabiają"



OK, nie jest to klasyczny horror, a bardziej połączenie komedii z kinem familijnym. Początkowy fragment filmu z 1984 r. nie zapowiada zresztą żadnej przykrej niespodzianki w tym temacie. Na ekranie widzimy rozczulającego, słodkiego Gizmo, czyli futrzastego stworka, który właśnie znalazł nowy dom. Sympatycznie. Do czasu, gdy nieostrożny właściciel mogwaja nie traktuje go wodą, co sprawia, że momentalnie ekran wypełnia zgraja przebrzydłych, wrednych, odrażających i rozrabiających pokrak. Ich widok to prawdopodobnie jedno z mniej przyjemnych dziecięcych wspomnień. Choć awanturnicze stwory w gruncie rzeczy lubiły się po prostu nieco mocniej, głośniej i intensywniej zabawić, to jednak konfrontacja z nimi początkowo nic wspólnego z zabawą nie miała.

A mogło być znacznie gorzej, bo pierwotny pomysł na "Gremliny" zakładał, że tytułowe potwory będą zjadać domowe zwierzaki i... urywać ludziom głowy. I wtedy wszedł on, cały na biało, Steven Spielberg, jeden z producentów, i powiedział: oj nie, nie ma takiego straszenia. I w ten sposób "Gremliny" zamiast pełnokrwistego horroru stały się komedią fantasy z całkiem niegłupim morałem dla najmłodszych: przestrzeganie zasad może nas trzymać z dala od kłopotów.

Spotkanie z Wielką Wiedźmą z filmu "Wiedźmy" było dla wielu dzieciaków traumatycznym doznaniem.  Spotkanie z Wielką Wiedźmą z filmu "Wiedźmy" było dla wielu dzieciaków traumatycznym doznaniem.

"Wiedźmy"



I na koniec jeszcze jeden przykład filmu, który nie zalicza się do kanonu horrorów, ale z całą pewnością posiada kilka momentów grozy. Głównym bohaterem produkcji z 1990 r. jest mały Luke, który wraz z babcią trafia do jednego z nadmorskich hoteli w Kornwalii. W budynku odbywa się właśnie zjazd Stowarzyszenia Zapobiegania Okrucieństwu wobec Dzieci. Tyle tylko, że uczestniczki obrad to tak naprawdę zakamuflowane wiedźmy, a cała impreza jest niczym innym jak sabatem. Zapobieganie okrucieństwu też jest oczywiście jedynie przykrywką, bo czarownicom zależy na tym, by każde dziecko zamienić w mysz.



I jak ta mysz siedząca pod miotłą można było poczuć się zwłaszcza podczas oglądania sceny transformacji sympatycznych staruszek w tytułowe wiedźmy. Moment zrzucania peruk mógł, notabene, zjeżyć włos na głowie niejednego młodego widza. Ale prawdziwe ciarki grozy czuło się w chwili transformacji Wielkiej Wiedźmy. Odstręczająca facjata ukrytej pod toną charakteryzacji (której nakładanie zajmowało ponoć osiem godzin) Anjeliki Huston to widok, który na długo zapadał w pamięci. A kto nieświadomym niczego dzieciakom zafundował takie "atrakcje"? Sam Jim Henson, czyli twórca "Ulicy Sezamkowej" i "Muppetów", który był producentem "Wiedźm".

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (74)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Jarmark św. Dominika (28 opinii)

(28 opinii)
jarmark

II Baltic Opera Festival 2024 (1 opinia)

(1 opinia)
33 - 280 zł
opera / operetka, festiwal teatralny

28. Międzynarodowy Festiwal Szekspirowski

70 - 120 zł
Kup bilet
festiwal teatralny

Najczęściej czytane

Sprawdź się

Sprawdź się

Pierwsza edycja festiwal muzyki alternatywnej Soundrive Fest odbyła się w: