Wiadomości

The Cinematic Orchestra zachwyciła publiczność

Muzyk oczarował publiczność nie tylko precyzyjną grą na akustyku, ale także swoim wokalem.
Muzyk oczarował publiczność nie tylko precyzyjną grą na akustyku, ale także swoim wokalem. fot. Edyta Steć/Trojmiasto.pl

Koncertowy pewniak - tak bez wątpienia można powiedzieć o grupie The Cinematic Orchestra, która w niedzielę wieczorem w siedmioosobowym składzie wystąpiła w Starym Maneżu zobacz na mapie Gdańska. Zespół po czterech latach wrócił do Gdańska, by zaprezentować materiał z wydanej w marcu płyty "To Believe".



Grupa dowodzona przez Jasona Swinscoe to bez wątpienia zespół kompletny. Potwierdzają to nie tylko długogrające albumy, ale przede wszystkim koncerty. Tu nie ma mowy o jakimkolwiek przypadku, a każdy z muzyków zdaje się być istotnym ogniwem, bez którego ta koncertowa maszyna nie działałaby tak sprawnie. Gdański występ, choć znacznie krótszy niż ten sprzed czterech lat, był prawdziwą ucztą dla fanów kolektywu, którzy każdorazowo tłumnie stawiają się pod sceną.

Nie od dziś wiadomo, że Brytyjczycy są mistrzami długich i złożonych form muzycznych, często trwających nawet kilkanaście minut. Ich kompozycje to wielowarstwowe ścieżki dźwiękowe, w których elementy jazzowe przeplatają się z elektroniką, nostalgia miesza się z energią a brzmienie dopracowane jest do perfekcji. W końcu 20 lat obecności na scenie muzycznej zobowiązuje.

Koncerty w Trójmieście


Grupa wydaje się być w świetnej formie, nie tylko koncertowej.
Grupa wydaje się być w świetnej formie, nie tylko koncertowej. fot. Edyta Steć/Trojmiasto.pl
Tego wieczoru The Cinematic Orchestra dostarczyła nam porcję wysmakowanych dźwięków, które nie tylko świetnie brzmiały, ale także prezentowały pełen wachlarz umiejętności muzyków. Utwory z nowej, wydanej po prawie 12 latach płyty, przeplatały się ze starszymi kompozycjami z albumów "Every Day" czy "Ma Fleur". Całość sprawiała wrażenie bardzo spójnej i dopracowanej, pomimo sporej dawki jazzowych improwizacji.

Swój show rozpoczęli dokładnie tym samym utworem, który otwierał ich występ w 2015 roku - długim, instrumentalnym "Lessons". Tym razem jednak niczym nie przypominał on poprzedniej, sennej i melancholijnej wersji. Nowa, bardziej rozbudowana aranżacja zdominowana została przez energiczną sekcję rytmiczną i poniekąd nadała tempa pierwszej części koncertu. Chwilę później publiczność dostała jeden z najbardziej wyczekiwanych na żywo utworów "Man With The Movie Camera", z przeszywającym saksofonem Toma Chant'a w roli głównej. Z kolei nastrojowe "Wait for Now", okazało się być pełnym emocji popisem wokalnych umiejętności Heidi Vogel. Podobnie zresztą w zamykającym najnowszy album awangardowym utworze "A Promise", z zaskakującą, transowo-elektroniczną końcówką.

Jednym z najmocniejszych momentów tego występu było "To Built a Home" w specjalnej wersji zaaranżowanej częściowo na akustyczna gitarę i odśpiewane przez gitarzystę Grey'a Reverenda. Muzyk oczarował publiczność nie tylko precyzyjną grą na akustyku, ale także swoim wokalem, pokazując jednocześnie, jak niewiele potrzeba, by oddać emocje. Nie zabrało też "All that You Give", bez którego wielu nie wyobraża sobie ich występów oraz mocno improwizowanego "Ode to the Big Sea".


I choć tym razem zabrakło wyczekiwanych "Breathe", "Arrival of the Birds" czy "That Home", to nikt ze zgromadzonych na koncercie nie powinien mieć powodów do narzekania. Nowa płyta pełna jest poruszających, delikatnych i melancholijnych momentów, obok których ciężko przejść obojętnie. Publiczność długo nie pozwalała muzykom zejść ze sceny, nagradzając ich gromkimi brawami. Ci odwdzięczyli się za to dwoma bisami.

Grupa wydaje się być w świetnej formie, nie tylko koncertowej. Wciąż potrafią uwodzić pięknymi melodiami bez przerostu formy nad treścią. Nowy materiał trzyma poziom artystyczny krążków wydanych ponad dekadę temu, ale nie oznacza to, że grupa stoi w miejscu. Wręcz przeciwnie, zdaje się wyznaczać nowy kierunek w swojej twórczości, z większą swobodą improwizacji i wokalnej różnorodności.

Opinie (16)

  • I to jest muzyka.

    A nie jakieś disco-polo i stachurskie bajmy.

    • 24 0

  • świetne.

    ale tego akurat można było się spodziewać.
    nie zawiedli.

    • 8 1

  • zachwyciła? (1)

    to był wprawdzie lepszy koncert niż w b90, ale nadal - zespół nie łapie żadnego kontaktu z publicznością, a ich "jamowanie" i artystyczny odlot jest ciężki do zrozumienia dla kogoś innego niż oni sami (to build a home - po co w ogole wychodzić z takim wykonem?) niestety fani już wiedzą, czego się można spodziewać po ich koncertach (smętów, dziwacznych aranżacji, które dają przyjemność tylko muzykom), to i sold outu nie było...

    • 8 8

    • Kontakt?

      To nie jest zespół, który musi silić się na sztuczna konferansjerkę, tylko po to, żeby kilka osób poczuło się dowartościowanych. Co do jamowania i artystycznego odlotu - ja nie miałem problemu z jego zrozumieniem, podobnie jak moja żona i przyjaciele. Uczestniczę w ich koncertach od ponad 10 lat i właśnie nigdy nie wiem czego się spodziewać, bo aranżacje ich utworów są nieprzewidywalne. Wczorajszy koncert był wspaniały, dużo lepiej nagłośniony niż ten ostatni w B90, inny programowo. Czekam na więcej

      • 9 3

  • Niestety ostatnia płyta była zawodem

    Zrozumiałe, ze artyści zmieniają się, ewoluują, inspirują, ale ostatnia płyta była po prostu nudna, wtórna i monotonna

    • 7 3

  • Mistrzowie. (1)

    Wspaniały koncert. Dwa (osobne) bisy mówią same za siebie. Ostatni raz coś podobnego można było zobaczyć przy okazji koncertu The Hidden Orchestra w Klubie Żak. TCO nie zawiedli, a Gdańsk nie zawiódł ich: publiczność świetnie się bawiła. Niezapomniany wieczór.

    • 7 1

    • porównanie koncertu TOC z Hidden Orchestra to jak porównywać... no nie wiem... transport publiczny w Trójmieście i Berlinie - porównania nie ma!! Hidden Orchestra dali w żaku popis absolutnie mistrzowski, TOC wczoraj wynudzili bez reszty. No , i można jeszcze porównać sobie ceny biletów: 40PLN za rewelacyjny koncert Hidden Orchestra vs 120PLN za TOC grających głównie dla siebie.

      • 1 1

  • Rozczarowanie (1)

    Byłem na tym koncercie i jestem rozczarowany. Zupełnie nie rozumiem zachwytu autorki artykułu. Odniosłem wrażenie, że grali bez przekonania (może poza perkusistą). Numery z nowej płyty są wtórne, nudne. Natomiast "klasyki" zagrali tak sobie. Poza tym wokalistka siliła się na oryginalne wykonania psując doskonałe numery (chociażby "All That You Give" na bis - nie dało się jej słuchać). Akustyczne wykonanie "To Build A Home" - łzawe i fatalne.

    Do tego samo nagłośnienie w Maneżu jest kiepskie - dźwięki się zlewają, bas jest za głośno, praktycznie nie słychać gitary i klawiszy.

    Żeby nie było: 4 lata temu byłem na ich koncercie w B90. Grali prawie 3 godziny i było świetnie.

    • 8 3

    • Potwierdzam

      Również jestem rozczarowany. Nagłośnienie bardzo złe, klawiszy nie było słychać. Improwizacje wtórne, koncert bez busów trwał 65 minut(!). Spory zawód.

      • 3 1

  • Wrażenia (3)

    Na mnie akurat największe wrażenie zrobiły dwa kawałki z ostatniego albumu - otwierający koncert "Lessons" i kończący podstawową część "A Promise", w wersji ciekawszej niż albumowa. Do tego rozimprowizowane "Ode To The Big Sea", które było chyba nagrodą dla publiczności, bo nie widziałem go na liście przygotowanej przez obsługę koncertu (kończyła się na "All That You Give").
    Koncert jak dla mnie całkiem dobry, na pewno lepszy niż ten w B90 wspomniany w tekście - pewnie dzięki temu, że wtedy materiał był jeszcze dość surowy. Ja z kolei pochwalę nagłośnienie, ale rozumiem, że to zależało od miejsca na sali.
    Nie było efektu 'wow', ale też i najnowsza płyta nie jest wybitna. Co dziwne, zabrakło najciekawszego kawałka z niej - "Caged Bird/Imitations of Life".
    Wygląda na to, że po pierwszych płytach TCO stracili trochę werwy i zaczęli odcinać kupony, a Jason Swinscoe przestał poszukiwać nowych brzmień i eksperymentować. Szkoda.

    • 6 0

    • Ciężko by było... (1)

      ...zaprosić wszystkich gości z płyty na trasę. W "Caged Bird/Imitations of Life" dużą robotę robi Roots Manuva.

      • 2 0

      • Zgadza się, ale na singlu była też wersja instrumentalna, całkiem dobra. A utwory z Fontellą Bass czy Patrickiem Watsonem są śpiewane teraz przez kogoś innego.

        • 0 0

    • Promise

      Promise świetne

      • 0 0

  • Super koncert!

    Byłem na koncercie i muszę powiedzieć, że dla mnie wszystko było dopięte na ostatni guzik. Nagłośnienie, oświetlenie - wszystko na tip top. Zdecydowanie warto było iść. Kontakt muzyków również był z publicznością. Niektórzy, by chyba chcieli pogo, aby poczuć odpowiedni kontakt z muzykami, ale to nie ten gatunek muzyki. Jedynie do czego mogę się doczepić to trochę za drogie piwo w Maneżu. Więcej wad nie zauważam.
    Pozdrawiam fanów zespołu. :)

    • 6 0

  • Oj ludzie...

    Co Wy piszecie.I poco wam domorośli "krytycy" koncerty ?
    Ale smutne.!

    • 1 1

  • Niesamowity koncert reeewwweellaaccjjaa

    • 1 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

22

września

23. Festiwal Jazz Jantar Gdańsk, Klub ŻAK

25

września

04

października

Maleńczuk + Rhythm Section ... Gdańsk, Stary Maneż

Kultura

Stąpając po gwiazdach - o muralach na chodniku przy Operze Leśnej
Stąpając po gwiazdach w Sopocie
Przeboje Dire Straits w Parku Kolibki
Wieczór przebojów Dire Straits

Kulinaria

Kocham polską wódkę. Degustacja owocowych specjałów
Kocham polską wódkę. Degustacja w Ducha 66
Smacznie i pięknie. Lokale z widokiem na wodę w Trójmieście
Lokale z widokiem na wodę

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Pierwsza część "Trylogii Gdańskiej" Güntera Grassa nosi tytuł: