Wiadomości

Wyszło jak zwykle. Recenzja filmu "Mayday"

Mayday - zwiastun:

Opowieść o zwariowanych perypetiach taksówkarza-bigamisty zamiast komedią pomyłek okazuje się być komediową pomyłką. Filmowi Sama Akiny wyraźnie brakuje lekkości i błyskotliwości literackiego oryginału, który od 30 lat służy za scenariusz bijącej rekordy popularności sztuki teatralnej. "Mayday" na wielkim ekranie śmieszy sporadycznie, a znacznie częściej frustruje i irytuje. Na tyle mocno, że chciałoby się pociągnąć za sznurek i opuścić kurtynę jeszcze przed końcowymi napisami.



To, co świetnie prezentuje się na teatralnych deskach, niekoniecznie musi sprawdzić się na wielkim ekranie. W ten oto dość zachowawczy sposób można skwitować wysiłki twórców filmowej wersji "Mayday". Sam Akina nie wykorzystał potencjału przebojowej sztuki Raya Cooneya, która od niemal 30 lat nie wypada z repertuaru polskich teatrów. I właśnie miłośnicy scenicznego oryginału mogą chyba czuć po seansie największy niedosyt, bo zarówno fabułę, jak i postaci oraz charakterystyczny humor obrócono w festiwal niewybrednego dowcipu, który wywołuje najczęściej zniesmaczenie wymieszane z zażenowaniem.

Dosadny filmowy żart, jaki zastosowano w "Mayday", rujnuje niemal całkowicie urok sytuacyjnego humoru, który w zestawieniu z błyskotliwymi dialogami i językowymi zabawami, zapełniał dotąd największe teatralne sale w Polsce. W filmie Sama Akiny nie ma bowiem miejsca na komediową dyskrecję, inteligentne niedopowiedzenia i grę pół-środkami tak, by to widz z narysowanego kontekstu sam mógł wyłowić najsmaczniejsze kąski. "Mayday" nie proponuje, a wręcz narzuca jednostajne i monotematyczne poczucie humoru, nie pozostawiając alternatywy dla tych, których nie śmieszą fizjologiczne docinki, żarty z genitaliów czy karykaturalne, slapstickowe gagi obnażające jedynie niezbyt wysokie IQ ekranowych postaci.

"Mayday" opowiada o taksówkarzu-bigamiście, któremu zaczyna palić się grunt pod nogami. Wraz z pomocą przyjaciela mężczyzna musi zrobić wszystko, by nie zdemaskować się przed dwiema, nieświadomymi niczego żonami. Po piętach Jankowi depczą jeszcze policjanci i gangsterzy.
"Mayday" opowiada o taksówkarzu-bigamiście, któremu zaczyna palić się grunt pod nogami. Wraz z pomocą przyjaciela mężczyzna musi zrobić wszystko, by nie zdemaskować się przed dwiema, nieświadomymi niczego żonami. Po piętach Jankowi depczą jeszcze policjanci i gangsterzy. mat. prasowe/ Kino Świat
Przykre to tym bardziej, że fabuła oferuje naprawdę szeroki zakres dowcipu w różnorakiej postaci. Janek (Piotr Adamczyk) służbową taksówką kursuje na stałej trasie - od przytulnego mieszkanka w stolicy do okazałego domu na podwarszawskiej prowincji. Jedno lokum zamieszkuje energiczna, nieco roztrzepana i niepoprawna romantyczka Basia (Anna Dereszowska), drugie - pragmatyczna, zaradna i przedsiębiorcza Maria (Weronika Książkiewicz). Obie są żonami taksówkarza i żadna o drugiej z pań nic oczywiście nie wie.

Wypadek samochodowy, któremu ulega Janek, burzy jego precyzyjnie rozpisany w notatniku plan na podwójne życie. Mężczyzna, w asyście przyjaciela Staszka (Adam Woronowicz) podejmuje karkołomne często wysiłki, by za wszelką ceną uniknąć zdemaskowania. Zadania nie ułatwiają ani wścibscy policjanci, ani ścigający Janka gangsterzy. Akcja dynamicznie pędzi do przodu, nie ma raczej miejsca na fabularne przestoje, a żywiołowego tempa filmowcy pilnują niemal do końcowego kadru. I to niestety jedna z niewielu rzeczy, którą twórcom "Mayday" udało się zrealizować bez zarzutu.

Zasadności zwariowanych zwrotów akcji i logiki działania bohaterów nie warto się doszukiwać, ale nie jest to raczej wadą filmu, a następstwem literackiego oryginału. Farsa jest bowiem odmianą komedii, której nieprawdopodobny ciąg wydarzeń jest cechą rozpoznawczą. Problemem w przypadku ekranowego "Mayday" jest natomiast sposób pokazania tego widzowi. Zazwyczaj za pomocą dość prymitywnego dowcipu, tendencyjnych gagów i "pustych przebiegów", jakimi są liczne sceny niewnoszące zupełnie nic do fabuły. "Festynowe" poczucie humoru można byłoby jeszcze przełknąć, gdyby nie nachalnie umoralniający finał zupełnie odstający od konwencji całego filmu, wywołujący raczej głuchy śmiech niż popychający do refleksji.

Twórcy "Mayday" obiecywali najśmieszniejszą i najbardziej niemoralną komedię roku. Niemoralne jest na pewno marnowanie tak świetnego potencjału, jakim jest sztuka Raya Cooneya. Filmowa adaptacja niestety nie odbiega od poziomu przeciętnych polskich komedii. Plus za to, że tym razem nie powiela grzechów komedii romantycznych.
Twórcy "Mayday" obiecywali najśmieszniejszą i najbardziej niemoralną komedię roku. Niemoralne jest na pewno marnowanie tak świetnego potencjału, jakim jest sztuka Raya Cooneya. Filmowa adaptacja niestety nie odbiega od poziomu przeciętnych polskich komedii. Plus za to, że tym razem nie powiela grzechów komedii romantycznych. mat. prasowe/ Kino Świat
Pewien dysonans widać także w rozpisaniu poszczególnych postaci. O ile Piotr Adamczyk i Adam Woronowicz w szalonym tempie gnają przed siebie, o tyle Weronika Książkiewicz i Anna Dereszowska zaciągają hamulec już po pierwszym kwadransie. Zabawna scena kolacji (w której nareszcie przebija się nieśmiało sytuacyjny żart i czuć aktorską improwizację) to już musztarda po obiedzie i nawet tym świetnym epizodem obie panie nie są w stanie zawalczyć w filmie o coś więcej niż kilka stereotypowych klisz i seksistowskich żartów. Kobiece role naszkicowano, ale zapomniano je pokolorować.

Komediowy ciężar spoczywa więc na barkach panów, którzy udowadniają, że w tak skonstruowanym duecie czują się znakomicie. Co nie zmienia faktu, że zarówno Adamczyka (jako zagonionego w ślepy zaułek bawidamka), jak i Woronowicza (fajtłapowatego nieco "skrzydłowego") już na ekranie w takim wydaniu oglądaliśmy nie raz. Widać jednak, że obaj aktorzy szybko złapali wspólny filmowy język i potrafili się wzajemnie uzupełniać. A przy tym troszkę się pobawić, czego nie można już powiedzieć o pozostałej części obsady. Nawet poczciwy gliniarz Andrzej Grabowski potrafi znudzić i zmęczyć widza. A przy okazji chyba i siebie.

Na filmową nudę na pewno z kolei narzekać nie będą ci, którzy gustują w niezobowiązującym, przyprószonym pikanterią kinie komediowym, którego orężem są gołe zadki, siarczysty język i bezpruderyjny humor. "Mayday" skonstruowany jest z tak wielu i często powielanych w kinie klisz, że na pewno znajdzie wielu odbiorców, którym liczne wady nie będą zbyt mocno przeszkadzać, a głośny śmiech (bo na pewno takowy zabrzmi na kinowej sali) zagłuszy fabularne zgrzyty. Należało się jednak spodziewać znacznie więcej po szumnych zapowiedziach twórców. W jednym na pewno udało się dotrzymać słowa - "Mayday" rzeczywiście nie jest komedią romantyczną.

Na ekranie najlepiej radzą sobie panowie - Adamczyk i Woronowicz - czego zasługą są nieźle rozpisane role i świetna "chemia" obu aktorów. Scenarzyści niestety zapomnieli o paniach, którym zostało już odgrzewanie na ekranie często w żenujący sposób podanych stereotypów.
Na ekranie najlepiej radzą sobie panowie - Adamczyk i Woronowicz - czego zasługą są nieźle rozpisane role i świetna "chemia" obu aktorów. Scenarzyści niestety zapomnieli o paniach, którym zostało już odgrzewanie na ekranie często w żenujący sposób podanych stereotypów. mat. prasowe/ Kino Świat
Nie jest też niestety dobry film, co nie oznacza, że niektórym nie zaoferuje dobrej zabawy. Z filmową jakością, a już na pewno ze scenicznym pierwowzorem, ma to jednak niewiele wspólnego. "Mayday" proponuje dokładnie taką rozrywkę, jakiej można spodziewać się po mniej więcej 90 proc. rodzimych komedii. Jest więc się z czego pośmiać, ale znacznie częściej ma się ochotę zapaść pod kinowy fotel i wysłać sygnał ratunkowy "mayday, mayday, mayday".

OCENA: 4/10

Film

Mayday
5.5 19 ocen

Mayday (27 opinii)

produkcja
Polska
premiera
10 stycznia 2020
czas trwania
1 godz. 53 min.

Opinie (109) ponad 10 zablokowanych

  • Taki film, jakie społeczeństwo.

    Film w sam raz dla tej części społeczeństwa, która namiętnie broni komunistycznych sędziów.

    • 16 11

  • Te wszystkie polskie "komedie" romantyczne to jeszcze wieksze dno niz "Yyyyrek kosmiczna nominacja", czy "gulczas a jak (1)

    Te wszystkie plenty singli, ciacha, wkreceni, tylko mnie kochaj itp to najgorsze mozliwe scie*wo.
    Tylko Janusz z Grazyna po zakupach w biedronce mogliby pojsc do kina na cos takiego.

    Osobiscie juz chyba wolalbym ogladac zwyrodnale porno bdsm z karłami przez 10 godzin z rzedu, niz obejrzec jedna polska komedie romantyczna.
    Gdybym byl glownym prokuratorem krajowym, to dozywocie by dostali tworcy tych "filmow" oraz "akrorzy" ktorzy w nich wystepuja, z Karolakiem i Adamczykiem na czele.

    • 21 10

    • Aktorów występujących w tego typu produkcjach po prostu mi żal: też mają w domu gęby do wyżywienia, kredyty do pospłacania - z czegoś trzeba żyć a niestety tego typu gnioty przynoszą największe zyski i co pół roku są powtarzane w telewizji podczas gdy kinem ambitniejszym zachwyci się garstka krytyków, film zgarnie jakąś nagrodę po czym bezpowrotnie zniknie i po pieniążkach. Aby polski film wygenerował jakieś zyski musi to być albo odmóżdżający pseudozabawny gniot albo film historyczny lub ekranizacja lektury szkolnej aby g*wniarzy ze szkół na siłę do kin pędzić co roku. W podstawówce rzygałem już corocznym obowiązkowym spędem całej szkoły do kina na Krzyżaków i do dziś pozostało mi uczulenie na ten film.

      • 5 0

  • (3)

    Jeśli ktoś ogląda filmy z Adamczykiem, znaczy to, że ma ogromne deficyty intelektualne.

    • 13 8

    • Film (1)

      Jesteś kompletnym jełopem i tyle

      • 1 4

      • uderz w stół ... :D

        • 1 1

    • Zgadzam się

      • 0 0

  • Jak t pisze ze słabe

    To warto zobaczyć.
    Recenzje jak sztuka mają to do siebie ze sa na zlecenie. Brak murzynów brak lgbt brak ataków na kosciol czyli lipa negatyw i szlus.

    • 6 7

  • Adamczyk (1)

    Ten aktor to tragedia, ten facet ani nie wyglada ani nic nie gra. Troche taka pipa i małomęski

    • 8 7

    • Przystojny i męski jest

      ale rzeczywiście mógłby zagrać coś ambitniejszego. Kiedyś.

      • 4 0

  • Moze sie skuszę

    jak będzie za rok w tv

    • 0 3

  • Panie Boże ochroń nas, by któryś z polskich reżyserów nie wpadł na pomysł nowej wersji "Pół żartem,pół serio" albo "Samych swoich". Oni dla pieniędzy potrafią zepsuć wszystko.

    • 17 1

  • O luuuudzie,kto to chodzi na polskie komedie...

    Żenada.

    • 5 5

  • Polskie komedie...

    Może w powyższej recenzji wiele racji, niemniej mnie osobiście sztuka w teatrze, którą na początku oglądałam z radością, zabawą, pod koniec tak zażenowała, że samej sobie się dziwiłam, że jeszcze w tym uczestniczę. Po obejrzeniu filmu nie mam tego uczucia zniesmaczenia, może się przyzwyczaiłam do polskich komedii? Adam Woronowicz jest tak świetny i warto to zobaczyć!

    • 9 2

  • Mayday to wyskoczyl z 15lat temu z dachu dolarowca we wrzeszczu (1)

    • 4 0

    • z 20

      • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

28

września

02

października

10 Tenorów Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

04

października

Maleńczuk + Rhythm Section ... Gdańsk, Stary Maneż

Kultura

Koncert skrzypcowy w zaskakującej scenerii
Koncert w zaskakującej scenerii
Hania Rani i Pin Park. Recenzje nowych płyt z Trójmiasta
Recenzje nowych płyt z Trójmiasta

Kulinaria

Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Szampańsko i rybnie. Kolacja komentowana w Grand Blue
Kolacja komentowana w Grand Blue

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Jaka jest powierzchnia gdańskiego zoo?