• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Złote Lwy dla filmu "Kos". Wygrał film kompletny

Tomasz Zacharczuk
23 września 2023, godz. 18:00 
Opinie (199)

"Kos" w reżyserii Pawła Maślony został najlepszym filmem 48. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Srebrne Lwy otrzymała historia o trójmiejskiej scenie muzyki alternatywnej, czyli "Imago" Olgi Chajdas. Najlepszymi aktorami tegorocznej edycji festiwalu zostali Lena Góra ("Imago") i Artur Paczesny ("Tyle co nic"). Z sobotniej gali w Teatrze Muzycznym z największą liczbą nagród wychodzą twórcy "Doppelgangera" i "Tyle co nic". Obie produkcje łącznie wyróżniono aż 10 razy. Tylko dwa wyróżnienia, w tym nagrodę specjalną, przyznano z kolei "Chłopom".



Czerwony dywan 48. FPFF. Które gwiazdy olśniły widzów? Czerwony dywan 48. FPFF. Które gwiazdy olśniły widzów?

Zwycięski film 48. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni w dość luźny i urozmaicony gatunkowo sposób przybliża sylwetkę Tadeusza Kościuszki tuż przed słynną insurekcją. "Kos" opowiada o próbie zjednoczenia polskiej szlachty i chłopstwa w kontekście walki ze wspólnym wrogiem. Grający w filmie drugoplanową rolę Robert Więckiewicz wraz z Tomaszem Schuchardtem ("Doppelganger") wybrani zostali najlepszymi aktorami drugoplanowymi. Podwójny werdykt zapadł też w kategorii "najlepsza drugoplanowa rola kobieca". Tutaj nagrodzono Agnieszkę Kwietniewską ("Tyle co nic") i Kingę Preis ("Święto ognia"). Główne nagrody aktorskie zgarnęli natomiast Lena Góra za "Imago" i Artur Paczesny za "Tyle co nic". Najlepszym reżyserem wybrano Jana Holoubka ("Doppelganger"). Nagrodę specjalną "za unikalną formę filmową" jury przyznało "Chłopom".

Złote Lwy: "Kos" reż. Paweł Maślona
Srebrne Lwy: "Imago" reż. Olga Chajdas
Najlepsza reżyseria: Jan Holoubek ("Doppelganger. Sobowtór")
Najlepszy scenariusz: Grzegorz Dębowski ("Tyle co nic")
Najlepsza aktorka pierwszoplanowa: Lena Góra ("Imago")
Najlepsza aktorka drugoplanowa: ex aequo Kinga Preis ("Święto ognia") i Agnieszka Kwietniewska ("Tyle co nic")
Najlepszy aktor pierwszoplanowy: Artur Paczesny ("Tyle co nic")
Najlepszy aktor drugoplanowy: ex aequo Robert Więckiewicz ("Kos") i Tomasz Schuchardt ("Doppelganger. Sobowtór")
Najlepsze zdjęcia: Bartłomiej Kaczmarek ("Doppelganger. Sobowtór")
Najlepszy montaż: Piotr Kmiecik ("Kos")
Najlepsza muzyka: Andrzej Smolik ("Imago")
Najlepszy dźwięk: Marcin Lenarczyk ("Sny pełne dymu")
Najlepsza scenografia: Marek Warszewski ("Doppelganger. Sobowtór")
Najlepsza charakteryzacja: Aneta Brzozowska ("Kos")
Najlepsze kostiumy: Weronika Orlińska ("Doppelganger. Sobowtór")
Najlepszy debiut reżyserski: Grzegorz Dębowski ("Tyle co nic")
Najlepszy debiut aktorski: Paulina Pytlak ("Święto ognia")
Platynowe Lwy (za całokształt twórczości): Allan Starski
Najlepszy film krótkometrażowy: "Warszawa. Holandia"
Najlepszy film mikrobudżetowy: "Ultima Thule"
Nagroda Złoty Pazur w kategorii Inne Spojrzenie: Grzegorz Dębowski ("Tyle co nic")
Nagroda Publiczności w Konkursie Głównym: "Chłopi


Laureaci 48. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Laureaci 48. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

"Wygrał film kompletny". "Kos" triumfuje, środowisko wspiera Agnieszkę Holland



- Nagrodziliśmy film kompletny - powiedział ze sceny Teatru Muzycznego przewodniczący tegorocznego jury, Filip Bajon. Trudno się z tymi słowami nie zgodzić. "Kos" Pawła Maślony to zjawiskowe dzieło zanurzone w stylistyce kina gatunkowego, które w bezczelny wręcz sposób połączono z nieszablonową próbą zekranizowania polskiej historii. Laureat Złotych Lwów zachwyca nie tylko odważnym przełamywaniem filmowych konwencji, ale też urzeka rewelacyjnym aktorstwem, konsekwencją i kreatywnością w scenariuszu oraz genialnymi inscenizacjami. Chyba po raz pierwszy od triumfu "Zimnej wojny" pod werdyktem jury mogę podpisać się obiema rękoma i obiema stopami. Brawo! Takie filmy powinno się obsypywać złotem.

Zobacz naszą recenzję filmu "Kos"



Obsypane nagrodami zostały podczas sobotniej gali "Doppelganger. Sobowtór" i "Tyle co nic". Obie produkcje zdobyły po pięć wyróżnień. O ile w pierwszym przypadku taka liczba nagród raczej nie dziwi, o tyle debiutanckie dzieło Grzegorza Dębowskiego można chyba śmiało nazwać największym wygranym gali zamknięcia. Przy czym trudno się nie zgodzić z każdym werdyktem na korzyść tej produkcji. Osobiście wolałbym nagrodzić za scenariusz Michała A. Zielińskiego ("Kos"), ale tak jak pisałem już przy okazji naszych festiwalowych typów - na tym festiwalu były dwa świetne scenariusze. Drugim był właśnie ten autorstwa Grzegorza Dębowskiego.

Zbrodnie pod kocykiem. Najlepsze kryminalne seriale na jesień Zbrodnie pod kocykiem. Najlepsze kryminalne seriale na jesień

Robert Więckiewicz, czyli jeden z dwóch najlepszych aktorów drugoplanowych. Robert Więckiewicz, czyli jeden z dwóch najlepszych aktorów drugoplanowych.
Kategorie aktorskie bez zarzutu. Artur Paczesny, Lena Góra, Robert Więckiewicz i Kinga Preis wyjeżdżają z Gdyni z zasłużonymi wyróżnieniami. Jury w aż dwóch kategoriach aktorskich rozdzieliło nagrody pomiędzy dwoje artystów. Jest to pewien ewenement, choć trudno takiej decyzji się dziwić. Ośmielę się stwierdzić, że aktorów i operatów mamy w naszym kraju na poziomie klasy światowej. Cieszy więc fakt, że znalazło się też miejsce wśród nagrodzonych dla Tomasza Schuchardta i Agnieszki Kwietniewskiej.

Szkoda "Chłopów", dla których nagroda specjalna jest z pewnością jak czwarte miejsca dla zawodowego sportowca. Tak piękna produkcja nie zasługiwała na tak marginalne potraktowanie przez tegoroczne jury. Doceniam koncepcyjne i obdarzone punkowym pazurem "Imago", ale "Chłopom" jedno z dwóch głównych wyróżnień zwyczajnie się należało. Na szczęście produkcję Welchmanów już podczas festiwalu nagrodziła publiczność i nie mam wątpliwości, że po oficjalnej premierze widzowie będą szturmować kinowe sale. Żałuję, że akurat w kategorii muzycznej jurorzy nie zdecydowali się na formułę ex aequo. Pracę Smolika przy "Imago" szanuję (świetnie ta muzyka korespondowała z punkową energią filmu), ale jednak ciut wyżej ceniłem malowniczą ścieżkę muzyczną Łukasza Rostkowskiego do "Chłopów", która kapitalnie dopełniła wizualną warstwę.

Oceny naszych dziennikarzy

Oceny przyznają pracownicy portalu Trojmiasto.pl, w skali ocen 1-10

   
Tomasz Zacharczuk Tomasz Zacharczuk
Magda Mielke Magda Mielke
Anna Starostka Anna Starostka
Alicja Olkowska Alicja Olkowska
Średnia
Chłopi

Typujemy zwycięzców festiwalu filmowego w Gdyni (recenzja)

Na tle zmieniających się pór roku i sezonowych prac polowych rozgrywają się losy rodziny Borynów i pięknej, tajemniczej Jagny. To właśnie kobiety, w szczególności tragiczna postać Jagny, znajdą się w sercu fabuły. Unikalny mikroświat wiejskiej wspólnoty stanie się pretekstem do opowiedzenia uniwersalnej i niesamowicie aktualnej historii. Historii o tragicznej miłości i życiu w małej społeczności, gdzie reguły i brutalne zasady gry wyznaczają każdemu określone miejsce w grupie, a wyjście poza ciasne ramy grozi upokorzeniem i odrzuceniem. Monumentalne dzieło Władysława Reymonta przepełnione jest kwiecistymi opisami przyrody. Film zostanie zrealizowany na podstawie malarstwa okresu Młodej Polski, które idealnie oddaje nastrój powieści. więcej »

Średnia 8.5 (4 recenzje)

Ocena czytelników: 8.5

9
Tomasz Zacharczuk Ocena: 9

Trudno tak opasłą powieść "upchnąć" w niespełna dwugodzinny metraż. Brakuje więc tu momentami szerszego tła i bliższego poznania bohaterów, choć esencję z Reymonta twórcom animowanych "Chłopów" udało się w swoim filmie zawrzeć. Na poziomie wizualnym - bez niespodzianek - kunszt, maestria i tytaniczna praca (szczególnie w wielu dynamicznych scenach). Muzyka Rostkowskiego fenomenalna. Kreacje aktorskie bez zarzutu. Najlepiej wypadła ta najmniej znana, czyli w roli Jagny Kamila Urzędowska, świetna na drugim planie Dorota Stalińska. Duży szacunek dla twórców za ich własną wizję "Chłopów". Wizję intrygującą i wspaniałą w realizacji. Dostosowaną do współczesnego widza i uniwersalną w przekazie.

8
Magda Mielke Ocena: 8

Wielkie i niezwykle udane filmowe przedsięwzięcie. Duet reżyserski Dorota Kobiela i Hugh Welchman już przy „Twoim Vincencie” pokazał jak fantastycznie sprawdza się forma ruchomych obrazów malarskich. W przypadku "Chłopów" wszystko jest lepiej, bardziej, mocniej. Wyszedł kawał świetnego kina: technicznie olśniewającego, świetnie zagranego i wspaniale brzmiącego. "Chłopi" są dynamiczni, imponują formalnie, ale to też wciągający dramat. Odczytany na nowo Reymont jest po prostu porywającą historią, korespondującą z teraźniejszością i wyrywającą się ze sztywnych ram szkolnego kanonu. Czarny koń festiwalu. A i mocny typ na polskiego kandydata do Oscarów.

9
Anna Starostka Ocena: 9

Potężna powieść Reymonta doczekała się wspaniałej ekranizacji. Metraż filmu wymagał uproszczenia wielu aspektów literackich, jednak w tym przypadku dodanie treści mogłoby zepsuć efekt. A efekt jest rewelacyjny. Ujęcie Chłopów w animacji z tak akuratnie dobraną obsadą wyszło po prostu bardzo dobrze. Klimat filmu balansujący na granicy oniryczności i wiejskiej rzeczywistości wchodzi pod skórę i angażuje, a wszystko to otulone nastrojowymi kompozycjami Łukasza Rostkowskiego. Specjalny ukłon dla Kamili Urzędowskiej, od której do ostatniej sceny nie można oderwać wzroku. 40 tysięcy obrazów olejnych namalowanych przez ponad 100 artystów. Brawo!

8
Alicja Olkowska Ocena: 8

Imponujące widowisko, które udowadnia, że polskie kino wciąż potrafi zaskoczyć. Pieczołowicie nakręcony i namalowany film od pierwszych kadrów hipnotyzuje i przenosi widza w zupełnie inny świat. Nagle to, co w sumie dobrze znamy ze szkolnej lektury i serialu sprzed kilku dekad nabiera nowego wymiaru i staje się zupełnie odrębną opowieścią. Wspaniale to wszystko prezentuje się na ekranie, doskonale brzmi, co jest zasługą L.U.C-a, muzyka związanego z Trójmiastem. Posypią się ważne nagrody. Brawo!

8.5
Doppelgänger. Sobowtór

Typujemy zwycięzców festiwalu filmowego w Gdyni (recenzja)

Film przenosi widzów w czas przełomu lat 70-tych i 80-tych, a jego akcja rozgrywa się po dwóch stronach żelaznej kurtyny równocześnie. Hans żyje w tętniącym życiem Strasburgu, korzystając z możliwości, jakie daje Zachód. Wtapia się w lokalną społeczność, jednocześnie prowadząc działalność szpiegowską. Bitner mieszka z rodziną w Gdańsku, pracuje w stoczni. Pozornie nic nie łączy obu mężczyzn, jednak przeszłość skrywa tajemnicę, która postawi ich przed koniecznością zmierzenia się z własnymi słabościami i namiętnościami. Obaj staną przed pytaniem dotyczącym swojej tożsamości. więcej »

Średnia 6.8 (4 recenzje)

Ocena czytelników: 8.1

8
Tomasz Zacharczuk Ocena: 8

Znakomity thriller szpiegowski. Bliżej mu do "Szpiega" Alfredsona aniżeli bondowskich widowisk. Niekoniecznie bowiem o akcję tu chodzi, a o precyzyjną budowę napięcia i misterne konstruowanie fabuły skoncentrowanej na kradzieży tożsamości. Świetni Gierszał i Schuchardt (choć jego wątek jest trochę jednak marginalizowany w tej opowieści), równie świetnie poprowadzeni przez Holoubka. Technikalia na wysokim poziomie, klimat gęsty, a sama historia wciągająca. Mocny kandydat do nagród. Gdańskie plenery ukryte na dalekim planie, ale zgrabnie zostały wplecione w opowieść.

6
Magda Mielke Ocena: 6

Ciekawy film szpiegowski z dobrą obsadą. Wszystkiego jest tu po trochu: thriller łączy się z dramatem obyczajowym, intryga z historią trudnej miłości i okrucieństwem totalitaryzmu. Niestety, i tak czegoś zabrakło. Z pozoru skomplikowaną intrygę widz jest w stanie rozwiązać w kilka chwil. Przez 3/4 czasu ekranowego budowany jest wspaniały, skąpany we mgle, subtelnej muzyce i zimnych kadrach klimat tej opowieści, który w jednej chwili ulatnia się przez komiczną scenę spotkania ojca i syna w polu. Później historia leci na łeb, na szyję, żeby zdążyć wszystko spiąć i wyjaśnić. Zabrakło emocji, napięcia, rytmu, scen wbijających widza w fotel. Dużą zaletą jest za to oglądanie kadrów z Trójmiasta i udającego Strasburg Wrocławia.

7
Anna Starostka Ocena: 7

Potencjał fabularny był ogromny, tylko zabrakło decyzji, który wątek ma być tym najważniejszym. Bardziej niż thriller jest to opowieść o szpiegowskim życiu i rodzinnych koneksjach. Wątek Jana (Tomasz Schuchardt) został dosyć szybko odpuszczony i sam bohater pojawiał się sporadycznie. Chociaż dobrze się patrzy na znakomitego Jakuba Gierszała, to jednak tęsknym okiem czekałam na sceny z życia Bitnera. Akcja nie zdążyła się dobrze zawiązać, a już był koniec filmu, mimo dwóch godzin seansu. Coś tu poszło nie tak. Jednak warto podejść do seansu z pełną uwagą i zaangażowaniem. Dodatkowym atutem są zdjęcia i doskonała muzyka Jana Komara. Niewątpliwie Holoubek swoim poprzednim filmem "25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy" wysoko postawił poprzeczkę.

6
Alicja Olkowska Ocena: 6

To pewnie będzie jeden z najwyżej ocenionych filmów festiwalu, ale czuję niedosyt. Świetnie zagrany, dobrze nakręcony, wspaniała muzyka, ale emocji brak. Niespecjalnie zaangażowałam się w przemianę bohatera, w którego wcielił się Jakub Gierszał. Niewiele emocji wywołała we mnie ta historia. Samo zakończenie pozostawia niedosyt, brakuje też domknięcia opowieści i informacji co stało się z „sobowtórem”, jak potoczyły się jego dalsze losy (skoro to opowieść na podstawie prawdziwych wydarzeń). To mimo wszystko cenny film dla Trójmiasta ze względu na wiele znajomych lokalizacji, efektownie pokazanych i zmienionych na potrzeby akcji, ale czy to będzie mój tegoroczny faworyt? Niestety nie.

6.8

Średnia 4.5 (4 recenzje)

Ocena czytelników: 7.3

5
Tomasz Zacharczuk Ocena: 5

Na pewno najlepszy film Glińskiego od paru ładnych lat, ale miałem apetyt na zdecydowanie więcej. Głównie ze względu na bardzo dobrą pierwszą połowę filmu. Potem zaczął się już fabularny chaos, który ciekawie zapowiadający się dramat psychologiczny obrócił w pozbawioną emocji opowiastkę o inwigilowaniu Wojtyły. Finałowa konfrontacja obu postaci niestety pozbawiona większych emocji i niewiele wnosząca do opowieści. Niezły Mateusz Więcławek, ale na więcej nie pozwolił mu scenariusz. Wizualne eksperymenty z bielą i czernią oraz paradokumentalnymi ozdobnikami też okazały się z upływem czasu nużące.

4
Magda Mielke Ocena: 4

Zbyt czarno-biały i zwyczajnie nudny. W dodatku z papierowymi postaciami. Tęsknotę za kinem moralnego niepokoju czuć na kilometr. Reżyser w lepszej formie niż w „Zieji” czy „Czuwaj”, ale bądźmy szczerzy - poprzeczka była nisko.

5
Anna Starostka Ocena: 5

Trochę za dużo historycznych, filmowych opowieści w jednym umęczonym stylu. Może ciekawiej byłoby przedstawić filozoficzne dywagacje na temat moralności tytułowego figuranta. Najciekawsze w tym dwugodzinnym seansie były rozterki i wstępy do potencjalnie ciekawych rozmów, które się nigdy nie rozwinęły. Duży plus za bardzo dobrego Mateusza Więcławka.

4
Alicja Olkowska Ocena: 4

Za dużo tu wszystkiego, jakby twórcy nie mogli się zdecydować co jest najważniejsze i co ma być osią filmu. Być może ta historia lepiej sprawdziłaby się w formie kilkuodcinkowego serialu? Kolejna dobra rola Mateusza Więcławka.

4.5

Średnia 3.3 (3 recenzje)

Ocena czytelników: 6.0

2
Tomasz Zacharczuk Ocena: 2

Jest taka scena w filmie, w której jeden z bohaterów budzi się w argentyńskim pociągu i nie do końca wie, co się właśnie stało. Nikogo nie rozumie, nie rozumie też okoliczności, które doprowadziły go do tego dziwacznego miejsca. Podczas seansu czułem, że to właśnie ja siedzę w takim pociągu i nie do końca mogę pojąć po co w ogóle nim jadę. Tym bardziej, że zmierza on donikąd. Karykaturalna fabuła, fatalne inscenizacje, archaizm formy i treści, zdziecinniały humor i surrealizm na poziomie szkolnego teatrzyku. Film-pomyłka.

4
Magda Mielke Ocena: 4

Cudownie, że w konkursie głównym FPFF jest miejsce dla autorskiego i tak wizjonerskiego kina. Mi niestety z panem Dumałą nigdy nie było po drodze i "Fin del mundo?" nie będzie wyjątkiem. Historia tu opowiedziana momentami nawet bawi, ale częściej drażni - inscenizacyjną sztucznością, banalnymi dialogami i archaicznością formy, zostawiając widza z pytaniem: po co to wszystko?

- 4
Alicja Olkowska Ocena: 4

Bardzo dziwny film - prędzej widziałabym go w Teatrze Telewizji niż w Konkursie Głównym. Chwilami śmieszny, ale finalnie tak specyficzny, że widz nie wie co ogląda: czy to komedia? Farsa? A może po prostu kaprys reżysera, który chciał zabawić się konwencją i z widzem jednoczenie? Widać, że zależało mu, by tę opowieść przenieść na wielki ekran, czuć to. Historia mnie jednak nie wciągnęła.

3.3

Średnia 4.5 (4 recenzje)

Ocena czytelników: 4.5

6
Tomasz Zacharczuk Ocena: 6

Trochę uboga wersja "Nieoszlifowanych diamentów" na polskim beacie, a trochę powidoki serialowego "Ślepnąc od świateł". Niezwykle energetyczna filmowa przekąska, którą jednak nie da się na zbyt długo najeść. Maciej Musiałowski rozsadza ekran, a Maciej Bochniak skutecznie mu to umożliwia sprawną reżyserią. Tempo jest obłędne, dlatego ogląda się to na jednym wdechu. Byłaby nawet wyższa ocena, gdyby nie miałkie zakończenie i jednak trochę mało rapu. Solidne jakościowo kino gatunkowe, którego wciąż nie kręci się u nas zbyt dużo. Na festiwalowe nagrody raczej bez szans.

4
Magda Mielke Ocena: 4

To mógł być znakomity film - o złym wyborze i jego konsekwencjach. Zamiast tego dostajemy z minuty na minuty coraz bardziej chaotyczną i nieprawdopodobną historię w duchu heist movie. Dzieje się tak dużo i tak szybko, że widz nie ma szans poznać i zbliżyć się do głównego bohatera. Liczba absurdów nie pomaga. Wyszła komedia omyłek, tylko nikt się nie śmieje.

4
Anna Starostka Ocena: 4

Musiałowski robi co może, ale absurdy w scenariuszu mu nie ułatwiają. Świetne tempo, koncepcja, której wciąż mało w naszej kinematografii, to na plus. Jednak ciężkostrawne dialogi i banalne rozwiązania fabularne nie pozwoliły na większe zaangażowanie w tę historię. A miałam nadzieję, bo przecież Bochniak umie zrobić to lepiej.

4
Alicja Olkowska Ocena: 4

Od samego początku wiadomo, co wydarzy się dalej i jak potoczą losy głównego bohatera. Brakuje tu zaskoczenia, świeżości, mam wrażenie, że widziałam już tę historię wiele razy. Plusy za kreację Macieja Musiałowskiego i muzykę.

4.5

Średnia 6.8 (4 recenzje)

Ocena czytelników: 7.4

7
Tomasz Zacharczuk Ocena: 7

Naprawdę udana komedia, do tego mocno na czasie. Dodatkowe plusiki za obsadę i wspaniałą scenografię. Bardzo obiecujący debiut Adriana Apanela, który reżyserskie umiejętności szlifował przecież w Gdyni. Ciekawie rozwinął pomysł zapoczątkowany w krótkometrażowej "Stancji" i wykazał się nie tylko zmysłem obserwacji, ale również umiejętnością ubrania swoich spostrzeżeń w komediową formę.

6
Magda Mielke Ocena: 6

Milenialsowy „Dzień świra”, czyli całkiem sympatyczna komedia o szukaniu pierwszej pracy z całą plejadą ekscentrycznych postaci (Eleryk wymiata!). Przyjemne, lekkie kino, pełne trafnych spostrzeżeń, z kilkoma udanymi żartami. Czuć, że zrobione przez młodych dla młodych. Niestety, nie obyło się bez błędu debiutanta i wrzucono do tego garnuszka wszystko, co było pod ręką - cały ten klimat domu strachów nijak ma się do na wskroś współczesnej historii.

7
Anna Starostka Ocena: 7

Największym horrorem okazuje się po prostu wejście w dorosłe życie. I jak tu się z tym nie zgodzić? Sceny z życia świeżo upieczonego magistra bankowości w całości składają się na jedną, wielką komedię omyłek. Slapstickowy humor, seria niefortunnych zdarzeń i ten wiecznie nieproszony sąsiad Jarek z dobrą radą na wszystko. Czuć w tym filmie młodość i to nie tylko ze względu na obsadę, ale również na spojrzenie, dystans i świeżość. Potrzeba nam więcej współczesnych tytułów, które w ironiczny sposób komentują rzeczywistość. Kolejny udany debiut reżyserski.

7
Alicja Olkowska Ocena: 7

Kompletne zaskoczenie! Tylko teoretycznie odrealniona historia, bo zwykłe życie samo w sobie potrafi przypominać horror. Radość, że ten film powstał i to w takiej formie tym większa, że reżyser jest absolwentem Gdyńskiej Szkoły Filmowej. Adrian Apanel przypomniał, że polscy filmowcy wciąż potrafią kręcić filmy nieoczywiste i dające do myślenia.

6.8
Imago

Typujemy zwycięzców festiwalu filmowego w Gdyni (recenzja)

Postpunkowy dramat psychologiczny o młodej kobiecie łaknącej życia pośród szarości PRL. Opowieść o więzi matki i córki, głodzie wolności, seksie i medytacji. Historia rozpoczyna się w Trójmieście w 1987 roku, a kończy w 1989, po pierwszych wolnych wyborach w Polsce. Jej tłem jest buntownicza trójmiejska scena muzyczna końca lat osiemdziesiątych, kulturalny i społeczny fenomen tego okresu i zapowiedź rewolucyjnych zmian w Polsce. więcej »

Średnia 6.3 (3 recenzje)

Ocena czytelników: 5.2

6
Tomasz Zacharczuk Ocena: 6

Hipnotyzujący psychologiczny dramat o pragnieniu wolności i bliskości, a zarazem barwny portret trójmiejskiej alternatywy lat 80. To się sprawdza. Nie sprawdza się natomiast jako fabularnie zamknięta opowieść, która w połowie filmu po prostu gaśnie, gubi sens i przestaje interesować. Mogą posypać się nagrody za świetną Lenę Górę, muzykę Smolika i zdjęcia, które znakomicie korespondują z emocjami głównej bohaterki. "Imago" intryguje, ale i pozostawia z niedosytem.

6
Magda Mielke Ocena: 6

Ten film jest jak transowy koncert. Chropowaty obraz, hipnotyzująca muzyka, drażniąca melancholia, a wszystko oparte na alternatywnej scenie muzycznej Trójmiasta lat 80. i nieschodzącej z ekranu, charyzmatycznej Lenie Górze. Choć sporo rzeczy się tu nie udało, to zamiast skupiać się na nich, dałam się porwać temu ekranowemu szaleństwu.

7
Anna Starostka Ocena: 7

"Stale niestała" tak brzmiał roboczy tytuł najnowszego filmu Olgi Chajdas. Filmu o kobiecie, szukającej drogi do wyrażenia siebie. Bunt, krzyk i nieposkromiona energia znajdują akceptację na scenie. Bez sławy, rozgłosu i splendoru - ma być tylko sztuka, bo dzięki niej Ela może oddychać swobodnie. Może oddychać w ogóle. Bohaterka momentami jest łudząco podobna do stojącej twarzą w twarz ze słońcem Kory - odważna i nieokiełznana. Odważna, bo postanowiła żyć po swojemu, tworząc przy tym mur nie do przejścia. Trudna podróż, szczególnie dla odtwórczyni głównej roli Leny Góry, która wcieliła się w swoją matkę. Historia opowiedziana z doskonałym muzycznym tłem, za które odpowiada niezastąpiony Andrzej Smolik.

- 6.3

Średnia 4.0 (3 recenzje)

Ocena czytelników: 6.8

4
Tomasz Zacharczuk Ocena: 4

Patologia i Alkoholizm. Edycja Polska. Odcinek 53788. Banały w scenariuszu, pustka w dialogach, niepoparty w zasadzie niczym ekshibicjonizm głównego problemu i rozcieńczona fabuła. Podczas seansu chciałem być jak Dawid Ogrodnik i jego śląska gwara, czyli pojawiać się (na krótkie wartościowe momenty) i znikać. Z naciskiem na to drugie. Z obsady (i to jakiej!) tylko Gorol godna uwagi. Ogrodnik tak szarżuje, że w pojedynkę mógłby obrobić szychtę w kopalni.

3
Magda Mielke Ocena: 3

Ło pierona! Mniej subtelnie i bardziej stereotypowo się nie dało. Scenariusz jak z paradokumentu, środki stylistyczne z „Kac Wawy”, a aktorstwo… Dlaczego tak zdolni aktorzy wzięli w tym udział?! Nic się tu nie zgadza, a wątki połączono na siłę. Miało być mocno i głęboko, a wyszło tak płytko, że współczuję wszystkim Ślązakom, którzy będą to oglądać.

5
Anna Starostka Ocena: 5

Niezwykła Małgorzata Gorol, przez cały czas chciałam jej pomóc zamknąć drzwi, których ona zamknąć nie umiała. Film niebezpieczny, wywołujący skrajne emocje, ale potrzebny, bo o destrukcyjnym działaniu alkoholu mówić trzeba. W samej historii zabrakło mi wiarygodności - jedna rozmowa z księdzem raczej nie pozbawi alkoholika potrzeby picia.

- 4.0
Kos

Recenzja filmu "Kos". Więckiewicz i Braciak odlecieli w kosmos (recenzja)

Wiosna 1794 roku, w Polsce wrze. Do kraju wraca generał Tadeusz „Kos” Kościuszko, który planuje wzniecić powstanie przeciwko Rosjanom, mobilizując do tego polską szlachtę i chłopów. Towarzyszy mu wierny przyjaciel i były niewolnik, Domingo. Tropem Kościuszki podąża bezlitosny rosyjski rotmistrz, Dunin, który za wszelką cenę chce schwytać generała, zanim ten wywoła narodową rebelię. więcej »

Średnia 8.5 (4 recenzje)

Ocena czytelników: 7.6

9
Tomasz Zacharczuk Ocena: 9

Co za petarda! Ależ to jest nakręcone i zagrane. Rewelacyjna zabawa konwencjami filmowymi i historią w tle. Mocno "tarantinozowane", ale jakże świeże na polskim gruncie i aktualne w kontekście polsko-polskich zatargów. Ścisły top tego festiwalu. Znakomita reżyseria, intrygujący scenariusz i aktorski pojedynek Więckiewicza z Braciakiem godny starcia o olimpijskie złoto. Chętnie wróciłbym i obejrzał raz jeszcze. Takich produkcji, odważnych i koncepcyjnych, nasze kino potrzebuje jeszcze więcej.

8
Magda Mielke Ocena: 8

Wspaniały! Nareszcie ktoś zrobił film historyczny na nasze czasy - inteligenty, mięsisty, trzymający w napięciu i brawurowo zagrany (jednak można bez patosu). Cała galeria znakomitych postaci z Ignacym Bieleni na czele. Porównania do Tarantino absolutnie słuszne, choć ma ten film swój własny styl.

8
Anna Starostka Ocena: 8

Duże zaskoczenie festiwalowe! Wreszcie film historyczny ukazany od innej strony, bez zbędnego patosu. Ważniejsze i ciekawsze są tam intelektualne potyczki niż zbrojenia i przelew krwi. Chociaż krwawych ujęć nie brakowało. Sensowny, ciekawy i zaskakujący scenariusz wypełniony przemyślanym i odpowiednio wyważonym humorem. Doskonała rozgrywka hazardowa w wykonaniu Braciaka, Więckiewicza, Grochowskiej i Mitchella. Mam nadzieję, że tu posypią się nagrody. Idźcie koniecznie!

9
Alicja Olkowska Ocena: 9

Cóż to za bezczelny i zuchwały film! A jak zagrany i nakręcony! Dawno w polskim kinie nie było takiego rozmachu, takiej bezpretensjonalności. Maślana po mistrzowsku, niczym Tarantino, wymieszał filmowe gatunki: mamy tu western („Django”!), komedię, kino akcji i nawet kostiumowe. Pewnie nie każdemu przypasuje takie opowiadanie historii Polski, bo przemocy tu wiele i to na dodatek w stylu tarantinowiczowskim, za to martyrologii nie ma wcale. I dobrze! Historia o „Kosym” jest jedynie pretekstem do tego, by powiedzieć coś bardziej uniwersalnego i zadziwiająco aktualnego. Zabrakło mi jedynie szarości wśród złych bohaterów: byli po prostu odrzucająco bezwględni i zdemoralizowani. Przydałby się jakiś niuans, by zobaczyć bogatszą postać, ale to drobiazg! Film nic na tym nie traci. I nie dziwi, że na główny festiwalowy pokaz zjechała zaskakująco duża ekipa produkcji. Oni wiedzą, że przyjechali tu po wygraną.

8.5
Lęk

Typujemy zwycięzców festiwalu filmowego w Gdyni (recenzja)

Magdalena Cielecka i Marta Nieradkiewicz jako siostry w porywających kreacjach aktorskich, jakich w polskim kinie nie było od lat. „Lęk” nominowanego do Oscara Sławomira Fabickiego zabiera widzów w podróż poprzez śmiech i łzy, miłość i nienawiść, radość i smutek, aż do poruszającego finału, który zostaje w sercu na zawsze. Małgorzata kontroluje każdy aspekt swojego życia. Mocno stąpa po ziemi, jest zdecydowana i świetnie zorganizowana. Wszystko poświęciła karierze. Młodsza siostra Łucja jest jej przeciwieństwem - spontaniczna, wiecznie poszukująca, czasem zagubiona. Spełnia się jako matka. Choć ich życiowe drogi często biegły w odmiennych kierunkach, dziś splatają się podczas najważniejszej podróży. Małgorzata jest nieuleczalnie chora, a Łucja ma ją zawieźć do renomowanej kliniki w Szwajcarii. Każda z nich inaczej widzi cel tej podróży. Dla Małgorzaty ma to być ostatnia droga, chce odejść na własnych warunkach. Z kolei Łucja wierzy, że przekona siostrę do zmiany decyzji i podjęcia walki o życie. Przed nimi czas rozmów, kłótni, płaczu i śmiechu. Czy będą potrafiły znów być ze sobą tak blisko jak kiedyś? To będzie ich najważniejsze spotkanie. Czy okaże się także ostatecznym rozstaniem? więcej »

Średnia 5.8 (4 recenzje)

Ocena czytelników: 7.0

6
Tomasz Zacharczuk Ocena: 6

Kino drogi trochę bez celu. W fabule on oczywiście jest, ale emocjonalnie chyba nie dojechałem tam, gdzie życzyliby sobie tego twórcy i ja sam. Jedna konkretna scena w połowie filmu i ta mocniejsza na koniec to jednak mało. Ubogo w scenariuszu i dialogach, ale przebogato w aktorskiej jakości. Duet Nieradkiewicz - Cielecka do ozłocenia. I za to głównie ocena w górę. W innej konfiguracji (szczególnie bez Cieleckiej) ten film dużo by stracił.

6
Magda Mielke Ocena: 6

Przyzwoity film drogi o odchodzeniu, siostrzeństwie i godności. Ciekawa, choć zbyt wystudiowana rola Cieleckiej i naturalna Nieradkiewicz to największy plus. Z jednej strony doceniam, że reżyser postawił na mniej niż więcej i opowiedział tę historię bez emocjonalnego szantażu, z drugiej strony brakuje autentyzmu i złapania za serce. Być może to kwestia przewidywalnego i wtórnego scenariusza.

6
Anna Starostka Ocena: 6

Od początku wiadomo jak ta historia się skończy. Nie pojawiło się w scenariuszu nic zaskakującego, a w sferze emocjonalnej raczej wieje nudą. Świetny duet Marty Nieradkiewicz i Magdaleny Cieleckiej, które siłując się między scenami, pokazały jak silna i specyficzna łączyła je więź. Kino drogi, ale mam wrażenie, że w teorii ta droga miała być znacznie ciekawsza. Sławomir Fabicki dobrze wie jak grać z nut wrażliwości, jednak na pięciolinii tego filmu zabrakło jakiegoś istotnego dźwięku.

5
Alicja Olkowska Ocena: 5

Filmowa podróż z Magdaleną Cielecką i Martą Nieradkiewicz momentami mocno się dłuży, bywa wyboista i męcząca. Są momenty, gdy rzeczywiście akcja przyspiesza i robi się „gęsto” od emocji, zwłaszcza w finale, jednak to trochę za mało, by dać wyższą ocenę.

5.8

Średnia 3.7 (3 recenzje)

Ocena czytelników: 7.5

4
Tomasz Zacharczuk Ocena: 4

Miał być film o człowieku, wyszedł film o idei. Na pewno pięknej i chwalebnej, ale wolałbym jednak obejrzeć wnikliwy i pogłębiony portret rotmistrza, który po prostu zasługiwał na lepszą opowieść. Ogromny chaos w fabularnej chronologii i montażu tylko potwierdza zawirowania wokół tej produkcji. Film za 36 mln zł? Najwidoczniej ktoś zapomniał postawić przecinka pomiędzy tymi cyframi, bo tak potężnego budżetu nie widać choćby w jednej scenie. Wykuwanie pomników niech filmowcy zostawią rzeźbiarzom. Chciałbym, by wybitne jednostki zasługiwały na wybitne kino. Cóż, muszę czekać dalej.

3
Magda Mielke Ocena: 3

Jeden wielki chaos, który kupy się nie trzyma. Wszystko jakieś takie papierowe i infantylne, pozbawione serducha. Film nadający się co najwyżej do poniedziałkowego Teatru Telewizji niż do Konkursu Głównego.

- 4
Alicja Olkowska Ocena: 4

Za dużo patosu, za mało kina. Umyka ważna historia Pileckiego - wciąż czeka na reżysera, który umiejętnie przeniesie ją na wielki ekran i opowie z właściwą wrażliwością. Akcja toczy się topornie i przyspiesza dopiero na koniec, zdecydowanie za późno, gdy widz jest już zmęczony seansem. Szkoda.

3.7

Średnia 4.8 (4 recenzje)

Ocena czytelników: 7.5

4
Tomasz Zacharczuk Ocena: 4

Czekałem na choćby jeden fabularny twist i moment, w którym akcja wskoczy nareszcie na wyższe obroty. I tak w tym trybie "stand-by" dotrwałem do napisów końcowych. Kidawa-Błoński próbuje co prawda reanimować to, co z pierwszej części zostało, ale to za mało, by uznać kontynuację tej historii za udaną i przede wszystkim potrzebną. Całość zwyczajnie nie angażuje, brak tu sprawnego tempa i treści w scenariuszu. Ta "Różyczka", w przeciwieństwie do filmu sprzed dekady, nie ma kolców.

5
Magda Mielke Ocena: 5

Momentami czułam się jakbym oglądała serial na TVN-ie, ale i tak wyszło lepiej niż sądziłam. Historia trochę na siłę i z łopatologicznie serwowanymi tezami, ale ogląda się to z zainteresowaniem.

5
Anna Starostka Ocena: 5

Pomysł na kontynuację kultowego już dramatu z 2010 roku wydawał się nieco ryzykowny, bo po co? I trochę właśnie z takim pytaniem zostałam po seansie Różyczki 2 w reżyserii Jana Kidawy - Błońskiego. Sam wątek fabularny jest nawet ciekawy, może problem w tym, że znowu w scenariuszu znalazło się za dużo dobrych pomysłów i nie wystarczyło dla nich miejsca na taśmie. Natomiast świetnie patrzyło się na Magdalenę Boczarską i Roberta Więckiewicza w nowym miejscu na osi czasu. Film nie powala i raczej niczym nie zaskakuje.

5
Alicja Olkowska Ocena: 5

Film, na który chyba nikt nie czekał. Czy dalsza historia Różyczki była komuś potrzebna? Chyba nie, jednak drugą część całkiem lekko się ogląda. Nie jest to film, który przykuwa widza emocjami, sama intryga też niespecjalnie powala i wbija w fotel. To po prostu dobry film na wieczór przed telewizorem, niestety daleko mu do pierwszej części. Plus za obecność Marii Seweryn, która gra tu córkę Adama Warczewskiego, w którego w pierwszej „Różyczce” wcielał się jej ojciec, Andrzej Seweryn. Takich smaczków było tu więcej i to warto docenić. Dobra Boczarska, jak zawsze solidny Więckiewicz (szkoda, że tak mało) i trudna do zaakceptowania charakteryzacja filmowej Kamili.

4.8

Średnia 2.7 (3 recenzje)

Ocena czytelników: 3.6

3
Tomasz Zacharczuk Ocena: 3

Sztachnąłem się dymem i podziękuję. W przeciwieństwie do swojego ostatniego filmu ("Żużel") Kędzierzawska nakręciła w końcu "jakieś" kino. O ile forma jeszcze intryguje, o tyle jednak infantylna treść i monotonne dialogi zamieniają te filmowe sny w koszmary. Szanuję za pomysł na aktorski powrót Globisza. Wolę już takie nieudane eksperymenty od zupełnie nijakiego "Świętego" i tylko za to podnoszę końcową ocenę. Lepszy byłby z tego krótki metraż. Wychodzącym z seansu widzom się nie dziwię.

3
Magda Mielke Ocena: 3

Czego się nie robi z miłości do Krzysztofa Globisza? Np. wymyśla się film, w którym będzie mógł on zagrać rolę na miarę swoich sił, albo wysiaduje się 100 minut na absolutnie niestrawnej projekcji mimo mdłości („jaka depresja? porządnego chłopa ci trzeba”). Siedem lat temu Mateusz Pakuła i Eva Rysowa przygotowali spektakl, który pozwolił Globiszowi po udarze mózgu wrócić na scenę teatru. Miałam okazję oglądać go kilkakrotnie, w różnych odstępach czasu, obserwując jak z każdym kolejnym wyjściem na scenę Globisz jest w stanie sprawniej wypowiadać słowa, ograniczając liczbę mimowolnie rzucanych przekleństw. Tamten eksperyment się udał. Co zawiodło tutaj? Niemal wszystko: poczynając od pomysłu, przez banalne dialogi, po formę, która po paru minutach zaczyna męczyć.

- 2
Alicja Olkowska Ocena: 2

Piszę to ze smutkiem, ale ten film ogromnie mnie rozczarował i zmęczył, a przecież D. Kędzierzawska to wspaniała reżyserka, która ma na koncie naprawdę dobre filmy. „Snów pełnych dymu” nie uratuje wyczekiwana rola K. Globisza, choć cieszy jego powrót na wielki ekran. Nudne dialogi, irytująca praca kamery… nie. Jedno wielkie nie.

2.7
Święto ognia

Recenzja filmu "Święto ognia". Film jak kubek kojącej herbaty (recenzja)

Siostry zmagają się z własnym ciałem. Jedna, pchana ambicjami szuka granic jego możliwości, dla drugiej ciało to więzienie. Jedna wierzy, że przed wspomnieniami uratuje ją balet. Druga obserwuje świat z balkonu z taką uwagą, że widzi i słyszy więcej. Ich ojciec ucieka do jedynego miejsca, w którym czuje, że żyje naprawdę. Każde z nich obłaskawia przeszłość i oswaja teraźniejszość. Film jest ekranizacją powieści Jakuba Małeckiego. więcej »

Średnia 6.0 (3 recenzje)

Ocena czytelników: 7.5

5
Tomasz Zacharczuk Ocena: 5

Film, który właściwie niczym nie wybija się ponad przeciętność. Może poza kreacjami świetnej Kingi Preis i solidnego Tomasza Sapryka. Opowieść w klimacie "feel-good movie" z dużym naciskiem na "good", ale już znacznie słabszym na "feel". Często przypomina luźny zlepek scen, a nie spójną i przede wszystkim angażującą całość. Serduszko przy "Święcie ognia" ogrzać owszem można, ale jedynie na chwilę. Trochę mało.

6
Magda Mielke Ocena: 6

Typowy film Dębskiej. Gorzka historia podana w słodkim (miejscami za słodkim) sosie. Trochę dziwne wybory adaptacyjne (brak znaczących wątków występujących w książce), niemniej przyjemnie się to ogląda. Dobrze obsadzone role sióstr, solidna rola Sapryka i cudowna, acz powtarzalna Preis. Nagród (poza nagrodą publiczności) nie wróżę, ale jako niedzielne wyjście do kina polecam.

7
Anna Starostka Ocena: 7

Zapewne nie jest to film, który wyjedzie z Gdyni z licznymi nagrodami (duże szanse na nagrodę publiczności) jednak jest to pozycja, po której trudno się nie uśmiechnąć. Ciężkości, trudy i zmagania równo rozłożone na każdego bohatera, więc pierwsze skojarzenia z filmem Macieja Pieprzycy "Chce się żyć" szybko ulatują. Sceny brawurowo kradnie wspaniała Kinga Preis, która dosłownie koloruje życie bohaterów! Ktoś powie, że bajka, tak w życiu nie jest. Pewnie nie, ale odrobina szaleństwa i dystansu może być receptą na szczęście.

- 6.0

(2 recenzje)

Ocena czytelników: 7.0

3
Tomasz Zacharczuk Ocena: 3

Potencjał tej opartej na faktach opowieści wyparował po kwadransie. Potem ciężko było już mi wrócić do jej sensu, bo nie wiedziałem czy oglądam historyczny dramat, polityczny thriller, teatr telewizji, a może milicyjną rekonstrukcję zdarzeń. Było coś o zaginionej rzeźbie, ale faktycznie zaginął tutaj przede wszystkim scenariusz z wartkimi zwrotami akcji i wyrazistymi postaciami. Alegorie, symbolizm, mistycyzm - wszystko ostatecznie obróciło się w filmową groteskę, na którą przykro było patrzeć. Podobnie jak na aktorów męczących się w przyciasnych rolach. "Świętemu" krzyż na drogę.

3
Magda Mielke Ocena: 3

“Kod da Vinci” to to nie jest. Film, który sam nie wie, czym chce być. Trochę tu policyjnego śledztwa, trochę dramatu obyczajowego o Polsce połowy lat 80., trochę metafizyki, trochę propagandy serwowanej łopatą. Scenariusz nie trzyma w napięciu, a na aktorów, którzy męczą się w swoich rolach aż przykro patrzeć.

- - -

Średnia 6.7 (3 recenzje)

Ocena czytelników: 6.8

7
Tomasz Zacharczuk Ocena: 7

Wyważona w emocjach i bazująca na prostych środkach dekonstrukcja mitu o wiejskiej solidarności. Film nakręcony i zagrany bez grama fałszu. Taka kinowa uczciwość jest w cenie. Bardzo dobry debiut Grzegorza Dębowskiego, który świetnie poprowadził aktorów. Jeden z lepszych tegorocznych scenariuszy. Chętnie zobaczyłbym kolejny projekt Dębowskiego z ciut większym budżetem, choć ten akurat w przypadku "Tyle co nic" absolutnie nie przeszkadzał.

7
Magda Mielke Ocena: 7

Pierwsze spore zaskoczenie na FPFF. Prosty, surowy i skromny film, który ujmuje szczerością i naturalnością. Cudownie ogląda się te nieograne twarze, patrzy na prostą scenografię i słucha tych prawdziwych, życiowych dialogów. Wycinek zwyczajnego żyćka, bez cienia fałszywych tonów. Bardzo udany debiut Grzegorza Dębowskiego.

6
Anna Starostka Ocena: 6

Scenariusz napisany przez życie. Realistyczny obraz polskiej wsi i rzeczywistości, w której trudno żyć. Spór polityczny z tragedią w tle i strach przed utraceniem tego co w życiu najważniejsze. Reżyser Grzegorz Dębowski chwilę przed rozpoczęciem projekcji powiedział, że film może nie miał dużego budżetu, ale był robiony prosto z serca. Tak właśnie jest - szczerze i z potrzeby opowiedzenia pewnej historii. Debiut reżyserki, któremu warto poświęcić czas.

- 6.7
Kinga Preis jedną z dwóch najlepszych aktorek drugiego planu. Kinga Preis jedną z dwóch najlepszych aktorek drugiego planu.
Sobotnia gala w Teatrze Muzycznym przebiegła dość spokojnie i bez większych komplikacji. Nie brakowało co prawda politycznych apeli, głównie o uczestnictwo w jesiennych wyborach, ale wystąpienia nagrodzonych zdominowała przede wszystkim Agnieszka Holland. Co najmniej połowa osób pojawiających się na scenie kierowała pod adresem polskiej reżyserki słowa wsparcia. To w związku z krytycznymi wypowiedziami głównie przedstawicieli obozu rządzącego, którzy w mocnych słowach krytykują najnowsze dzieło reżyserki, "Zieloną granicę". Ze sceny Holland wspierali m.in. Robert Więckiewicz, Paweł Maślona czy Olga Chajdas. Zresztą część ekipy filmu "Imago" miała na sobie koszulki z hasłem "Agnieszka Polland".

Nasza recenzja filmu "Zielona granica"



Jakość nie nadążyła za różnorodnością



48. edycja największego w Polsce i najbardziej prestiżowego w naszym kraju filmowego wydarzenia przechodzi właśnie do historii. Zbliżający się nieuchronnie do swojej 50-tki gdyński festiwal wciąż pozostaje otwarty na współczesne kino z jego gatunkowym bogactwem, artystyczną wrażliwością i niestrudzoną determinacją twórców do rejestrowania obiektywem kamery otaczającej nas rzeczywistości. Różnorodność form i treści, o której tak wiele przed rozpoczęciem imprezy mówili jej organizatorzy, faktycznie znalazła potwierdzenie w głównej sekcji konkursowej.

Nie brakowało bowiem śmiałych artystycznych koncepcji ("Fin del Mundo?", "Sny pełne dymu", "Imago"), obrazów zanurzonych w stylistyce kina społecznie zaangażowanego (traktujący o eutanazji "Lęk", dekonstruujące mit wiejskiej solidarności "Tyle co nic" czy poruszająca problem alkoholizmu "Jedna dusza"), projektów czerpiących garściami z dobrodziejstw kina gatunkowego ("Kos", "Doppelgänger. Sobowtór", "Freestyle"), produkcji odwołujących się do wycinków polskiej historii ("Święty", "Raport Pileckiego", "Figurant"), mocno osadzonych we współczesności komedii ("Horror Story"), ekranizacji literatury (tej klasycznej jak "Chłopi", i bestsellerowej jak "Święto ognia") czy produkcji stricte o charakterze komercyjnym ("Różyczka 2", ale też wspomniany "Doppelgänger").

Allan Starski z Platynowymi Lwami. Allan Starski z Platynowymi Lwami.
Zespołowi selekcyjnemu i nowej dyrektor artystycznej FPFF Joannie Łapińskiej z pewnością udało się w tym roku zadbać o godną reprezentację wielorakich filmowych wizji i artystycznych koncepcji. Gorzej niestety z jakością prezentowanych w konkursie głównym produkcji. Do wyrównanego i wysokiego poziomu ubiegłorocznej sekcji zabrakło sporo. I o ile można się było tego spodziewać, o tyle zaskakujące jest natomiast to, że 48. FPFF jakościowo niekorzystnie wypada również w konfrontacji z poprzednimi edycjami gdyńskiego święta kina.

Potwierdzeniem tego niezbyt optymistycznego trendu niech będą choćby oceny wystawiane konkursowym tytułom przez naszych dziennikarzy. W tym roku poniżej średniej 5,0 uplasowało się aż 8 produkcji! To połowa stawki, która walczyła o Złote Lwy. W ubiegłym roku na tak niską średnią "zapracowały" jedynie cztery tytuły. Podobnie zresztą jak dwa lata temu. O przeciętnym poziomie tegorocznego konkursu świadczy nie tylko sucha statystyka, ale też kinowy pragmatyzm. Nie pamiętam, by w ubiegłych dwóch latach widzowie masowo wychodzili z niektórych seansów. Podczas 48. FPFF spora część publiczności traciła cierpliwość w trakcie pokazów "Snów pełnych dymu" czy "Fin del Mundo?".

Razem z zupełnie nijakim artystycznie i nużącym fabularnie "Świętym" oba powyższe filmy nie zasłużyły, by znaleźć się w konkursie głównym, do którego spokojnie aspirować mogłyby pokazywane już w tym roku w kinach "Ukryta sieć" czy "Niebezpieczni dżentelmeni" (choć nie wiadomo, czy te akurat filmy były zgłaszane do tegorocznej edycji festiwalu). Niewiele lepiej zresztą na 48. FPFF radziły sobie zupełnie zbędna i odcinająca kupony "jedynki" "Różyczka 2", martyrologiczna "Jedna dusza" czy pozbawiony pomysłu i pogubiony inscenizacyjnie "Raport Pileckiego". Nawet te lepiej oceniane produkcje wypadają dość blado w zestawieniu z ubiegłorocznymi tytułami. Przykładem kino drogi w "Lęku" wyraźnie ustępujące pokazywanemu rok temu w Gdyni "Tacie".

Grzegorz Dębowski - najlepszy debiutant wśród reżyserów. Grzegorz Dębowski - najlepszy debiutant wśród reżyserów.

Mikrobudżety raczej się nie sprawdzają, może pora na powrót Innego Spojrzenia?



Trudno mi sobie wyobrazić sytuację, w której na gdyńskiej imprezie zabrakłoby jednak wspomnianych "Snów ..." czy "Fin del Mundo?". Artystycznym projektom znacznie trudniej trafić do szerokiej kinowej dystrybucji, a festiwalowa arena jest często jedyną okazją dla widzów, by zapoznać się z tak nietuzinkowymi przedsięwzięciami. Nawet, jeśli są one chybione czy mówiąc wprost: nieudane. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych istnieje przecież po to, by promować rodzime kino w całym jego gatunkowym spektrum. Dobrze więc, że takie eksperymenty są. Problemem - głównie ze względu na ich jakość - jest obecność takich tytułów w konkursie głównym.

Idealną przestrzenią dla wizjonerów przez lata wydawała się sekcja Inne Spojrzenie i właśnie tutaj widziałbym filmy pokroju "Fin del Mundo?" i "Sny pełne dymu". Może jednak warto po pięciu latach odświeżyć tę kategorię, która cieszyła się przecież swego czasu sporym powodzeniem wśród festiwalowej publiczności sfokusowanej na kinie odbiegającym od głównego nurtu. Co ciekawe, pomimo likwidacji tej sekcji wciąż w Gdyni przyznawane są przecież Złote Pazury za Inne Spojrzenie. Widać więc tu pewną niekonsekwencję.

Tym bardziej, że luki po Innym Spojrzeniu nie wypełnia konkurs filmów mikrobudżetowych. Twór jednak nieco sztuczny, skoncentrowany na produkcjach o niewielkim nakładzie finansowym. Czy warto w ten sposób klasyfikować filmy? Można przecież za stosunkowo małe pieniądze robić dzieła ambitne i świetne jakościowe. Udowadnia to choćby tegoroczny debiut Grzegorza Dębowskiego, czyli "Tyle co nic", umiejscowiony przecież w konkursie głównym. Z kolei zakwalifikowane do mikrobudżetów "W nich cała nadzieja" czy "Ultima Thule" podejrzewam, że poradziłyby sobie w głównej sekcji znacznie lepiej od najsłabszych tegorocznych tytułów.

Największą wadą konkursu mikrobudżetów wydaje się przede wszystkim fakt, że obowiązuje w nim zasada "zwycięzca bierze wszystko". Twórcy takich projektów nie mogą więc liczyć na indywidualne wyróżnienia. Nikt więc nie nagrodzi znakomitej scenografii filmu "W nich cała nadzieja", tak jak nikt nie wyróżniał genialnej muzyki w "Piosenkach o miłości" czy operatorskich popisów w "Ostatnim komersie". Sądzę zresztą, że oba wspomniane tytuły (nagrodzone laurem w kategorii mikrobudżetów) z powodzeniem mogłyby rywalizować w konkursach głównych poprzednich edycji FPFF.

Wydaje się więc, że festiwalowe kategorie wymagają odświeżenia i przemeblowania. Niewykluczone, że dojdzie do tego już w przyszłym roku, bo wybrana przed paroma zaledwie miesiącami Joanna Łapińska nie miała zbyt dużo czasu na przygotowanie tegorocznej edycji gdyńskiego festiwalu. Nowa dyrektor artystyczna w kilku wywiadach natomiast sugerowała możliwe zmiany. Pozostaje więc czekać i mieć nadzieję, że nowy festiwalowy porządek pozwoli na lepszą selekcję filmów. Przede wszystkim w kontekście konkursu głównego.

Paweł Maślona ze Złotymi Lwami za film "Kos". Paweł Maślona ze Złotymi Lwami za film "Kos".

Polskie kino nawet z chwilową zadyszką wciąż zmierza w dobrą stronę



Oczywiście do sugerowanych zmian należałoby podejść z jak największym rozsądkiem. Tak, by głównej festiwalowej sekcji nie odrzeć z inności, artyzmu, oryginalności i projektów stricte autorskich. Wolę "nadziać" się 2-3 razy na filmy pokroju "Fin del Mundo?" niż oglądać w Gdyni dziesięciu "Świętych". Problem tegorocznej edycji polegał jednak na tym, że repertuarowych wpadek nie rekompensował w pełni poziom wielu innych produkcji walczących o Złote Lwy. Niestety pod tym względem był to najsłabszy festiwal od kilku lat.

Nie oznacza to jednak, że z Gdyni wyjadą jedynie filmy kiepskie czy przeciętne. Można poziom tegorocznego konkursu głównego potraktować jako lekką zadyszkę, ale polskie kino wciąż podąża w arcyciekawym kierunku. Udowodnił to chyba najlepiej na tym festiwalu fantastyczny "Kos", potwierdzili pięknie reaktywowani w malarskim anturażu "Chłopi", zaakcentowali też solidni debiutanci na czele z Adrianem Apanelem ("Horror Story") i Grzegorzem Dębowskim ("Tyle co nic"). Na pewno swoje grono wielbicieli zyskały "Imago" czy "Lęk", a na spory komercyjny sukces mogą liczyć po kinowej premierze "Doppelgänger. Sobowtór" i "Święto ognia". Głównie dzięki tym produkcjom nie można całkowicie przekreślić poziomu 48. FPFF, choć wyraźnie po tym kilkudniowym maratonie czuć większe zmęczenie niż satysfakcję.

Mocno wystudzoną temperaturę konkursu głównego z pewnością podniosłaby obecność wielkich nieobecnych w Gdyni, czyli Agnieszki Holland z "Zieloną granicą" oraz Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta z "Kobietą z ...". Trochę jednak to dziwne, że oba tytuły zaliczają światowe tournée po festiwalach, a na najważniejszej krajowej imprezie ich nie ma. Z różnych formalnych względów.

Mam nadzieję, że przyszłoroczna selekcja konkursowa sprawi, że podobnych rozważań nie trzeba będzie podnosić, a kino obroni się samo. Tym bardziej, że gdyńska impreza zasługuje, by faktycznie pokazywać to, co mamy w kraju najlepsze. 48. edycja udowodniła, że jest to wydarzenie stojące na bardzo wysokim poziomie organizacyjnym. Ze świetną festiwalową publicznością, która znów ochoczo zapełniała kinowe sale. Z profesjonalną obsługą i solidnym zapleczem technicznym. Z udogodnieniami i życzliwością wobec gości. A przede wszystkim z miłością i szacunkiem do polskiego kina. Warto jeszcze mocniej pielęgnować ten wizerunek, zbliżając się do wielkiego gdyńskiego jubileuszu 50-lecia FPFF.

Wydarzenia

48. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni (2 opinie)

(2 opinie)
27-320 zł
festiwal filmowy

Ceremonia zamknięcia 48. FPFF

gala, uroczystość oficjalna

Miejsca

Opinie wybrane