Wiadomości

stat

Krystyna Jacobson: przez całe życie sobie nie odpuszczałam

"Kiedy zajmowałam się dziećmi czułam, że zdradzam sztukę, a kiedy zajmowałam się sztuką, to czułam odwrotnie. Podobno nie da się pogodzić sztuki z rodzicielstwem, ja czułam się wszechmocna i przekonana, że potrafię."
"Kiedy zajmowałam się dziećmi czułam, że zdradzam sztukę, a kiedy zajmowałam się sztuką, to czułam odwrotnie. Podobno nie da się pogodzić sztuki z rodzicielstwem, ja czułam się wszechmocna i przekonana, że potrafię." fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl

"Nie mam zbyt dużej dokumentacji tego, co stworzyłam. Zawsze wydawało mi się, że dzieło życia jest jeszcze przede mną, więc ich nie fotografowałam" śmieje się Krystyna Jacobson. A stworzyła tych dzieł naprawdę sporo. Zajmowała się malarstwem sztalugowym, film-drukiem, aplikacjami, kołtryną, gobelinami i tworzeniem wielkoformatowych kompozycji na tkaninie. Na przekór wszystkim, sztukę postanowiła połączyć z życiem rodzinnym. Od poniedziałku można oglądać jej prace na nowej wystawie w Gdańsku.



Krystyna Jacobson spotyka się ze mną w swoim domu w Sopocie. Zanim jednak znajdę drzwi wejściowe, przechodzę przez piękny, ukwiecony ogród. W rogu działki znajduje się niepozorny, drewniany baraczek.

- To pracownia, którą postawiłam 50 lat temu - tłumaczy. - Mieszkaliśmy w osiem osób, więc w domu nie dało się nawet rozstawić sztalugi. Pamiętam, że malowałam kiedyś portret syna, a kiedy na chwilę wyszłam z pokoju, syn wziął pędzel i zaczął się się na nim poprawiać. Przeniosłam się więc do szopy. Nie było tam światła, wody ani ogrzewania, ale mi to wtedy nie przeszkadzało.

Rysunki i ogrody



- Zaraziłam moją rodzinę sztuką, przede mną nie było żadnych artystów, a teraz wszystkie moje dzieci w jakiś sposób związane są ze sztuką - śmieje się pani Krystyna. - A skąd się to wzięło u mnie? Nie wiem. Moi rodzice byli bardzo mądrymi ludźmi, którzy obserwowali mnie i braci, zwracali uwagę na to jak spędzamy wolny czas i pomagali nam się rozwijać. Ja bardzo dużo rysowałam, miałam też zamiłowanie do układania kwiatów. Mama powtarzała, że chyba będę studiować sztuki piękne. Nie miałam pojęcia co znaczy zajmować się sztuką! Muszę przyznać, że w rzeczywistości bardzo komplikuje ona życie rodzinne.
Duży wpływ na wyobraźnię i zamiłowanie do piękna pani Krystyny miały też coroczne wyprawy do dziadków, którzy mieszkali w starym szlacheckim dworze nad Wisłoką.

- Był to dom pełen pięknych rzeczy! Obrazów, gobelinów, dywanów, starych mebli... Wokół niego rozciągał się śliczny ogród, w którym pracował staruszek, ogrodnik Dmytro. Prowadził przepiękny ogród, w którym uwielbiałam się bawić i układałam niesamowite bukiety.

Sopot



Krystyna Jacobson urodziła się w Nowej Wsi nad Wisłokiem, jednak rok przed końcem wojny jej rodzina została wysiedlona przez Niemców ze swojego domu i przeniosła się do Gorlic. Rok później, już po wyzwoleniu, jej ojciec podjął decyzję o tym, że wyjadą na ziemie odzyskane.

- W Sopocie dowiedziałam się, że otworzono Państwową Wyższą Szkołę Sztuk Plastycznych. Nie miałam jeszcze matury, więc poszłam dopytać się w jak można się tam dostać. Przyjął mnie tam bardzo miły pan, jak się później okazało, był to rektor uczelni prof. Strzałecki. Powiedział, że na górze odbywają się zajęcia z rysunku i zaproponował bym do nich dołączyła. Nie miałam pojęcia, że to ma być mój egzamin! Po dwóch tygodniach dostałam informację, że dostałam się na uczelnię. Byłam zaskoczona, bo nie miałam przecież matury. Profesor Strzałecki wytłumaczył mi, że po wojnie większość młodzieży nie ma matury, więc przyjmują mnie warunkowo i mam ten egzamin czym prędzej zdać.
Tym sposobem pani Krystyna zaczęła naukę w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych. Do południa chodziła na zajęcia z malarstwa, w południe udzielała korepetycji z matematyki, a wieczorami przygotowywała się do matury w liceum wieczorowym i odrabiała lekcje.

Zobacz także: Włodzimierz Łajming: starszy człowiek więcej mówi szeptem

Czas studiów



Krystyna Jacobson była 15 studentem przyjętym do Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych, ale jej indeks, który dostała dopiero w dwa lata później nosi już numer 41.

- Było nas mało i byliśmy strasznie napaleni na to, żeby się uczyć. Oprócz mnie w szkole było jeszcze dwóch takich smarkaczy, reszta to malarze, którzy naukę rozpoczęli przed wojną, m.in. Jackiewicz, Usarewicz, Pietkiewicz, Łakomiak, Trendel. Przez pierwszy rok głównie rysowaliśmy, zajęcia odbywały się rano i wieczorem. Pamiętam, że wraz z prof. Wnukiem przyjechał ze Lwowa zawodowy model, chudy, żylasty staruszek, zupełnie jak z rysunków Leonarda Da Vinci. On miał niezwykły dar pozowania, za co po śmierci doczekał się nawet nekrologu w "Kulturze". Byłam speszona, bo nie dość że nie umiałam jeszcze dobrze rozstawić sztalugi, to pierwszy raz w życiu rysowałam żywego modela.
Studenci mieszkali wtedy w akademiku należącym do Związku Walki Młodych.

- Szkoła dawała nam papier, farby i węgiel, zapewniała też akademik i wyżywienie. Wszyscy mieszkaliśmy na poddaszu, gdzie nie było światła ani ogrzewania. Pamiętam, że nocą zamarzała nam woda w misce przy łóżku. W pewnym momencie chłopcy postawili w swoim pokoju piecyk, siedzieliśmy tam wszyscy i piekliśmy na nim ziemniaki, bo wyżywienie w stołówce było arcymarne. Na śniadanie i kolację dostawaliśmy gorzką kawę zbożową i suchy chleb, a na obiad dwa talerze zupy - krupniku, grochówki lub kartoflanki. Człowiek był tak głodny, że wydawały się najlepszymi zupami na świecie. Ten głód nam nie przeszkadzał, kiedy wszystko było takie ciekawe!
Pani Krystyna wspomina, że wraz z innymi studentami postanowili poszukać innego lokum. Udało im się załatwić klucz do willi, która stała przy ul. Poniatowskiego. Była pusta, więc ją zajęli.

- Tam było nam dużo lepiej. Chłopcy zrobili jakieś dekorację dla gazowni za co dostali tonę koksu. Mieliśmy też piecyk gazowy i bieżącą wodę. Niestety, kilka miesięcy później miasto przydzieliło willę ministrowi Kwiatkowskiemu i musieliśmy się wynieść. Trafiliśmy do pełnych pluskiew baraków PCK. W międzyczasie moi rodzice zamieszkali w Sopocie, więc przeniosłam się do nich.

Życie rodzinne



Krystyna Jacobson na drugim roku studiów, wraz z innymi studentami, zaczęła malować w pracowni prof. Strzałeckiego. Później przejął ich prof. Nacht-Samborski.

- W tym czasie zdałam też maturę, zaliczyłam egzaminy na studiach, wyszłam za mąż i na trzecim roku urodziłam dziecko. Nie było wtedy zwyczaju, by kobiety zajmujące się sztuką miały dzieci, a ja w ciągu studiów zafundowałam sobie ich aż trójkę, a długo po dyplomie jeszcze jedno! Pamiętam, że rozsadzała mnie energia, kiedy inni mówili mi że sztuka jest zazdrosna i że muszę wybrać, to ja na przekór im ciągnęłam te studia z trójką dzieci. Malarstwo to było moje życie, wykorzystywałam każdą okazję, żeby pójść na zajęcia. Nie odpuszczałam sobie, przez całe życie sobie nie odpuszczałam... Kiedy zajmowałam się dziećmi czułam, że zdradzam sztukę, a kiedy zajmowałam się sztuką, to czułam odwrotnie. Podobno nie da się pogodzić sztuki z rodzicielstwem, ja czułam się wszechmocna i przekonana, że potrafię. No i się udało!

Tkaniny



- Pani Wnukowa otworzyła zakład artystyczno-badawczy poświęcony tkaninom. Tkaniny unikatowe były wtedy wielką niszą, nikt ich nie produkował, a architekci potrzebowali. Wspólnymi siłami złożyliśmy się na wyposażenie zakładu i pracownię film-druku. Pracowaliśmy metodą kołtryny, czyli drukowaliśmy tło i zostawialiśmy puste przestrzenie na ręczne domalowanie kolorowych elementów. W ten sposób zrobiliśmy m.in. kurtynę na krajową wystawę przemysłu, stroje dla Zespołu Pieśni i Tańca "Śląsk", "kurdybany" do zamku w Gołuchowie, wielkoformatowe makaty na wystawę w Zachęcie.
Pani Krystyna pracowała w tym zakładzie 13 lat. Później otworzyła swój własny warsztat w znajdującej się obok domu szopce.

- Nie chciałam tworzyć replik, bo dla artysty było to trochę chałturzenie. Wymyślałam własne projekty, a potem szukałam na nie chętnego. Tak rozpoczęłam się moja współpraca z Kościołem. W  pracowni za domem robiłam tkaniny o długości 18 i szerokości 3 metrów. Stolik na którym pracowałam miał półtora metra na metr. Dzisiaj nie mieści mi się w głowie, jak to się udawało!
Zobacz także: Janusz Tartyłło: będę grał do ostatniego gwizdka

Tkaniny monumentalne autorstwa p. Krystyny Jacobson zdobiły m.in. wnętrza kościoła Najświętszej Marii Panny i Chrystusa Króla w Gdańsku. Artystka zajmowała się też tkactwem, co zaowocowało wystawą indywidualną gobelinów. Inne jej realizacje to: ołtarz w formie tryptyku św. Stanisława Kostki (kościół Mariacki, później w Kaplicy Królewskiej), współpraca przy witrażach w gdańskim kościele św. Józefa (koloryzacja), tkanina dla NSZZ "Solidarność" (1980), scenografia na festiwal Pop Session w Operze Leśnej (1979 i 1980) w Sopocie (współpraca z arch. Pawłem Władysławem Kowalskim) i wiele innych.

Malarstwo sztalugowe



- Malarstwo sztalugowe to dla mnie ładowanie akumulatorów. Bez malowania nie mogłabym pracować nad formą i kolorem przy tkaninach. Zbawcze dla mnie były plenery, które organizował Związek Polskich Artystów Plastyków. Starałam się jeździć na nie co roku. To były piękne akcje! Mieliśmy dach nad głową, wyżywienie, dużo wolnego czasu, piękne okoliczności przyrody i zacne towarzystwo innych artystów. Tam się tym ładowałam, bo musiało mi to wystarczyć na kolejny rok. Później w mojej pracowni malowałam już z pamięci.
Co sprawia, że pani Krystyna nadal sięga po pędzel?

- Nie chcę brzmieć jak egzaltowana starsza pani, bo taka nie jestem, ale zanim coś namaluję muszę się tym zachwycić. Natura pobudza moją wyobraźnię i chcę potem ten zachwyt zawłaszczyć na swych obrazach.

Opinie (11) 2 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

13

grudnia

SpaceFest 2019 Gdańsk, B90

15

grudnia

Julia Pietrucha Gdańsk, Stary Maneż

21

grudnia

Christmas Songs: Aga Zaryan... Gdańsk, Stary Maneż

Kultura

Niezwykłe zdjęcia Drogi Królewskiej
Niezwykłe zdjęcia Drogi Królewskiej
Eksperyment Zimbardo w Gdańsku
Eksperyment Zimbardo w Gdańsku

Kulinaria

Makłowicz, Popielarz i Dymek uczą gotować w Trójmieście
Gotowanie z szefem kuchni w Trójmieście
Romans tradycji z nowoczesnością. Otwarcie restauracji Monastico
Otwarcie restauracji Monastico

Planuj z nami tydzień

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    W 2018 r. Festiwal Narracje odbył się w: