Losowanie karpi, towary spod lady, anielskie włosy - magia świąt w PRL-u

Czas PRL-u był jedyny w swoim rodzaju. Ta atmosfera udzielała się także podczas świąt Bożego Narodzenia. Kolejki, towary deficytowe, losowanie karpi. Dziś to nie do pomyślenia.

Na zdjęciu świąteczna wystawa w domu towarowym Sezam we Wrzeszczu, grudzień 1969.
Czas PRL-u był jedyny w swoim rodzaju. Ta atmosfera udzielała się także podczas świąt Bożego Narodzenia. Kolejki, towary deficytowe, losowanie karpi. Dziś to nie do pomyślenia. Na zdjęciu świąteczna wystawa w domu towarowym Sezam we Wrzeszczu, grudzień 1969. Zbigniew Kosycarz/ KFP

Święta Bożego Narodzenia. Czas spokoju, odpoczynku i spotkań z bliskimi. Czy na pewno? Dzisiaj o sielankową atmosferę coraz trudniej. Nieustanny pośpiech, chęć zaimponowania innym, ciągła batalia o jak najlepsze prezenty - to smutna, ale jakże częsta rzeczywistość. A jak to wyglądało kiedyś, w czasach PRL-u?



Świąteczne koncerty w Trójmieście



Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy, za pieniądze, których nie mamy



Czy Święta Bożego Narodzenia kiedyś były lepsze?

Zobacz wyniki (1451)
Święta, Gwiazdka, Boże Narodzenie. Dziś ten czas wygląda zupełnie inaczej niż w latach 90. czy jeszcze wcześniej, w czasach PRL-u. Obecnie okres świąteczny to hołd dla konsumpcjonizmu. Gdy tylko skończy się odwiedzanie grobów bliskich na początku listopada, sklepy momentalnie wypełniają się choinkami, Mikołajami i wszelkiej maści innymi bożonarodzeniowymi atrybutami. Z ekranów jesteśmy bombardowani reklamami. Do świąt daleko, a już mamy ich dość.

Ludzie natomiast zaczynają wpadać w szał. Świąteczny amok możemy zaobserwować rokrocznie, kiedy to centra handlowe pękają w szwach, a kurierzy ledwo nadążają z dostarczaniem kolejnych internetowych zamówień.

Święta dziś się totalnie skomercjalizowały, a wielu powie, że zamerykanizowały. To książkowy przykład jednego z symboli kapitalizmu. Boże Narodzenie niemal całkowicie straciło swoją religijną aurę. Nawet ci, dla których święta nigdy nie szły w parze z wiarą, a bardziej ze spokojem w gronie najbliższych, również mają coraz większe trudności z docenieniem i wartościowym wykorzystaniem tego czasu.


Lata 90. - miks starego z nowym



Ta świąteczna gorączka tak naprawdę zaczęła się po 2000 roku. Wówczas na dobre Polska otrząsnęła się po transformacji ustrojowej i zaczęła pełnymi garściami czerpać z zachodnich zwyczajów. W latach 90. bowiem Boże Narodzenie było zupełnie inne. Jak wszystko zresztą. Balansowało na granicy dawnego i nowego.

Jeszcze czuć było tę atmosferę spokoju, bliskości z rodziną, ale też zaczęły się pojawiać naprawdę niesamowite prezenty - markowe ubrania i akcesoria, wyjątkowe kosmetyki, walkmany. Niemniej nawet przygotowania nie były tak szaleńcze - na wszystko był czas, nikt nie czuł tej presji perfekcjonizmu, która dziś spędza sen z powiek.

Nie było wtedy mediów społecznościowych, ludzie nie kupowali rzeczy, których nie potrzebowali, za pieniądze, których nie mieli. Miało to jeszcze sens, nikomu nie odbierało przysłowiowego rozumu. Nikt nie myślał o kredytach czy ratach na najnowszy telewizor. Dziś? Raty zero procent i absurdalnie drogie sprzęty użytku domowego.

Za czym kolejka ta stoi?



A cofnijmy się jeszcze dalej. Do niezwykłego tworu jakim był PRL. Święta Bożego Narodzenia z tamtego okresu to coca-cola w szklanych butelkach, zapach mandarynek, wyroby czekoladopodobne oraz karp pływający w każdej wannie. Tak zapamiętali to ludzie, którzy wtedy żyli, tak zobaczyć to mogą ci, dla których to tylko świat fantazji. Zrozumieć go pomagają zdjęcia, historie dziadków czy odcinki Polskiej Kroniki Filmowej.

Należy wspomnieć, że Polska Ludowa nie zawsze kolejkami stała. To tylko pewien okres z czasów reglamentacji, jednak był on najbardziej barwny pod kątem opowieści i wątków historycznych. Nic więc dziwnego, że to on stał się wyznacznikiem PRL-u. Dziś to już klasyk - w PRL-u nic nie było.

Czytaj także: Stracona szansa na wolną Wigilię



Było, nie było, każdy radził sobie, jak mógł, często na swój sposób. Nie da się ukryć, że wiele towarów było spod lady. Pamiętacie tę scenę z "Misia" Stanisława Barei, kiedy Barbara Winiarska sprzedawała mięso w kiosku Ruchu? No właśnie. Trzeba było kombinować, załatwiać. To Polakom zostało do dziś. Wydaje nam się, że jesteśmy nie wiadomo jak rozwiniętym krajem. Prawda jest jednak inna - mimo kolorowych półek, wciąż wiele kwestii musimy właśnie "załatwiać". Jednak nie o tym.

12 wigilijnych potraw często było wyzwaniem, ponieważ tradycja to jedno, ale dostępność produktów to była już zupełnie inna bajka - trzeba było "szyć" z tego, co się przyniosło do domu. Niemniej, jest pewna analogia pomiędzy teraźniejszością, a ówczesnością. Świąteczna gorączka. Zaczynała się podobnie - w listopadzie. Ale nie było to podyktowane sklepowymi promocjami, a chociażby tym, że z Kuby czy Hiszpanii zaczynały wyruszać do naszego kraju w środku Europy cytrusy. Gazety nieustannie informowały o tym, gdzie obecnie znajdują się statki, a ludzie z niecierpliwością wypatrywali miejsc, gdzie będzie można znaleźć egzotyczne frykasy.

Muchomory, domki i anielskie włosy



Z choinkami - podobnie jak dziś - problemu nie było. Oczywiście, nie było jodeł kaukaskich, tylko świerki. Do dziś zresztą wiele osób wybiera właśnie to drzewko ze względu na jego piękny zapach, który roztacza się po całym domu. Sam sposób sprzedaży również nie różnił się od tego dzisiejszego. Choinki pojawiały się na ulicy lub w sklepach - chociażby Społem. Ludzie bez problemu mogli wybrać takie drzewko, jakiego oczekiwali. Jednak najciekawsze było to, co na nich wieszano.

Dawno temu zamiast lampek zapalało się świeczki. Nierzadko kończyło się to tak, jak można było przewidzieć - choinka stawała w płomieniach. Zapewne jeszcze we wczesnym PRL-u, zaraz po wojnie, niektórzy wciąż kultywowali żywy ogień. Jednak z czasem świeczki zostały wyparte przez lampki. Na szczęście.

Choinki z okresu Polski Ludowej przybrane były w anielskie włosy (cienkie, metalowe lub metalopodobne niteczki), bombki z charakterystycznym wgłębieniem lub te w kształcie domków czy muchomorów, lampki w najróżniejszych kształtach. Ileż to czasu traciło się na sprawdzenie, która akurat się przepaliła. Pojawiały się także cukrowe laski. Do dziś wiele z tych ozdób przetrwało w naszych szafach. Są piękne, niepodrabialne i unikatowe. Szklane bombki traktowało się z pietyzmem. Dziś są rzadkością - preferujemy bombki z tworzywa, ponieważ są dużo tańsze. Jeśli więc macie szklane ozdoby z tamtych czasów, dbajcie o nie należycie. To wspaniała pamiątka.

Czytaj także: Poświąteczna Metropolia jest Okey



Pod choinką znaleźć można było prezenty. W latach 70. PSS Społem zachęcało niezbyt lotnym hasłem - "Dziecko czeka na zabawkę" - do zakupienia pluszowych misiów i gier takich, jak bierki czy domino. Dorośli chętnie obdarowywali się kosmetykami - pod choinką najczęściej gościł nieśmiertelny krem Nivea, ale też kultowe wody kolońskie Przemysławka i Brutal oraz damskie perfumy Pani Walewska, który reklamowała Beata Tyszkiewicz. Co ciekawe, w tamtym okresie jako prezent polecano też... losy na loterie pieniężne.


Wanny pełne karpi



Karp w wannie to dla wielu wspomnienie, którego nigdy nie zapomną. Ryba pływała nawet kilka dni, a później trzeba było znaleźć śmiałka, który zakończy żywot biednego stworzenia. Dziś - na szczęście - ta praktyka odeszła do lamusa. Niemniej karp - mimo że popularny - wcale nie był ogólnodostępny. Jak wiele rzeczy w PRL-u był to towar deficytowy i trzeba było nasłuchiwać, gdzie i kiedy się pojawi. Niekiedy nawet zakłady pracy organizowały loterie, w których można było rybę wygrać.

Karp dziś jest zupełnie inną rybą. Smaczną. Wówczas jednak jego charakterystyczną cechą był posmak mułu. Zakłady pracy - niektóre - starały się o to, aby zamówić karpia wcześniej, aby wystarczyło go dla wszystkich. Jeśli to się nie udało, na tapet wjeżdżał sprowadzany ze Związku Radzieckiego dorsz. Dorsz w Polsce Ludowej nie miał łatwo. Wszystko za sprawą Melchiora Wańkowicza, który wymyślił idiotyczne hasło "jedzcie dorsze, bo gówno gorsze". Przez wiele lat ta ryba była uważana u nas za podrzędną, co przecież drastycznie mijało się z prawdą.

Imprezy sylwestrowe w Trójmieście



Kiedyś było lepiej?



Kiermasz swiąteczny w hali Olivia w Gdańsku, grudzień 1986.
Kiermasz swiąteczny w hali Olivia w Gdańsku, grudzień 1986. Zbigniew Kosycarz/ KFP
Abstrahując już od tego, jak na Boże Narodzenie patrzyła peerelowska władza, jaka była narracja i co można było dostać, a czego nie, to jednak święta miały zupełnie inną aurę. Rodzinną, spokojną, nieco intymną. Do tego te świąteczne kartki z życzeniami, których jako dziecko wypatrywało się w skrzynce na listy.

Absolutnie nie można porównywać tamtego okresu z teraźniejszością, nie ma to najmniejszego sensu. Niemniej osoby, które pamiętają tamte czasy i ówczesne święta, na pewno z nostalgią patrzą właśnie na samo ich przeżywanie. Jasne, fajnie jest dziś dostać wymarzony prezent, ale też dobrze by było zaczerpnąć właśnie trochę tradycji i wrzucić na luz. W święta trzeba odpocząć, a nie szargać nerwy.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (199)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Wydarzenia

Kazik
Kazik
rock / punk
mar 11
piątek, g. 20:00
Gdańsk, Stary Maneż
Słoń
Słoń
hip-hop
lut 26
sobota, g. 19:30
Gdańsk, Parlament
IRA
IRA
rock / punk
mar 12
sobota, g. 17:00
Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

Nowe Lokale

Sprawdź się

Sprawdź się

Kto jest patronem corocznego, gdańskiego jarmarku?