• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Nie ten flow i nie te rymy. Recenzja filmu "Krime Story. Love Story"

Tomasz Zacharczuk
12 lutego 2022, godz. 14:30 
Opinie (35)

Marcin "Kali" Gutkowski jest nie tylko autorem książkowego oryginału, na którym bazuje film Michała Węgrzyna, ale przede wszystkim popularnym raperem, którego zarówno solowe, jak i nagrane z Firmą, kawałki mają miliony odsłuchań i wyświetleń w sieci. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można więc stwierdzić, że zna się na tworzeniu lirycznych opowieści. W przeciwieństwie do twórców filmowego "Krime Story. Love Story", którego bit nie zapada w pamięć, flow nie porywa, a rymy nie do końca się zazębiają. Właściwie rymuje się tu niewiele, a już na pewno nie kryminał z romansem.



Tytułowy Krime (Cezary Łukaszewicz) jest ulicznym cwaniakiem i drobnym złodziejem, który wraz z nieodłącznym kumplem Wajchą (Michał Koterski) nie stroni zarówno od nielegalnych interesów, jak i mocniejszych używek. Gdy obaj dość niespodziewanie dostają zlecenie od miejskiego gangstera "Palacza" (Cezary Żak), są przekonani, że ryzykowny "skok" pozwoli im wyrwać się z dusznego środowiska ulicznej patologii i ustawić się na resztę życia. W kluczowym momencie sytuacja jednak mocno się komplikuje i dwójce przyjaciół zaczynają deptać po piętach nie tylko stróże prawa, ale i niedawni zleceniodawcy. Na dodatek Krime zakochuje się w Kamili (Wiktoria Gąsiewska), co tylko potęguje problemy głównego bohatera.

Krime (Cezary Łukaszewicz) razem z kumplem decyduje się na odważny skok, ale podczas akcji nie wszystko idzie zgodnie z planem. Obaj przyjaciele muszą teraz ponieść konsekwencje błędów, których popełnili całkiem sporo. Krime (Cezary Łukaszewicz) razem z kumplem decyduje się na odważny skok, ale podczas akcji nie wszystko idzie zgodnie z planem. Obaj przyjaciele muszą teraz ponieść konsekwencje błędów, których popełnili całkiem sporo.

Są Krime i love, ale "story" z tego żadne



Wyreżyserowany przez Michała Węgrzyna ("Proceder", "Gierek") film jest ekranizacją debiutanckiej powieści Marcina Gutkowskiego, który ponoć opisał w swojej książce prawdziwe wydarzenia. O ile nie da się tego jednoznacznie potwierdzić, o tyle niezaprzeczalnym już jest fakt, iż autora literackiego oryginału na dość wczesnym etapie prac odsunięto od produkcji Global Studio, na co sam raper wielokrotnie narzekał przy okazji różnego rodzaju wywiadów. Nie powinno więc dziwić, że filmowe "Krime Story. Love Story" wygląda trochę tak, jakby jego twórcy pozbyli się nie tylko Kaliego, ale i omyłkowo książki, na której mieli bazować. Zaproponowana przez Węgrzyna historia razi bowiem fabularnym chaosem i ciągłymi zmianami konwencji.

Do tego stopnia, że właściwie trudno stwierdzić, czym de facto ten film jest. Pojawiają się w nim elementy komedii sensacyjnej, które jednak wyraźnie gryzą się z mrocznym (niestety jedynie w założeniu) klimatem i egzystencjalnymi dylematami, które targają głównym bohaterem. "Krime Story" początkowo całkiem słusznie obiecuje rasowe kino gangsterskie, ale i tę koncepcję twórcy szybko zaczynają zaniedbywać, bo w drugiej połowie filmu mocne rapowe kawałki wypierają popowe melodie, a brutalna opowieść zamienia się w kiczowate romansidło. Kompletnie nie sprawdza się również kryminalna intryga w tle, bo o motywie porywanych przez seryjnego mordercę kobiet filmowcy przypominają sobie w najmniej adekwatnych momentach. Całość zwieńcza jeszcze kuriozalne zakończenie wywołujące bardziej śmiech niż dreszczyk emocji.

Seans "Krime Story" właściwie tylko przez kilkadziesiąt minut dostarcza względnie niezłej rozrywki. Niestety druga część tytułu - "Love Story" - zwiastuje już opowieść zdecydowanie niskich lotów z absurdalnie złym zakończeniem. Seans "Krime Story" właściwie tylko przez kilkadziesiąt minut dostarcza względnie niezłej rozrywki. Niestety druga część tytułu - "Love Story" - zwiastuje już opowieść zdecydowanie niskich lotów z absurdalnie złym zakończeniem.

Ekranizacja - ale właściwie czego?



Wynika to po części z tego, że Michał Węgrzyn, podobnie jak to miało miejsce w "Gierku", nie potrafi zainteresować widza opowiadaną historią i wyraźnie nie radzi sobie z dopięciem wszystkich wątków w atrakcyjną, spójną i logiczną całość. Finał "Krime Story" być może wybrzmiałby zupełnie inaczej, gdyby twórcy więcej czasu poświęcili sylwetkom poszczególnych bohaterów, zastanowili się nad motywem ich działań i nie uciekali tak często w banał, którym aż ocieka relacja Krime'a z Kamilą. Chyba właśnie ten wątek najlepiej obrazuje to, jak bardzo filmowi brakuje dobrych dialogów, które nie brzmiałyby jak hasła wygenerowane przez program komputerowy. Albo więc filmowcy zbyt dosłownie język powieści przenieśli na filmową taśmę, albo wręcz przeciwnie - zastosowali tyle uproszczeń i skrótów, że wiele postaci i wydarzeń ociera się tu o parodię.

Autora książkowego oryginału czytelnicy chwalili za staranne nakreślenie ciężkiego klimatu brudnych śląskich ulic (nie wiedzieć dlaczego filmowcy przenieśli akcję do Olsztyna), trafną diagnozę ludzi uwikłanych w codzienną walkę dobra ze złem i zaakcentowanie pewnych zjawisk, którym bezrefleksyjnie poddaje się współczesna młodzież. Niemal zupełnie nie widać jednak tego w filmie. "Krime Story. Love Story" skupia się na mechanicznym podawaniu widzowi suchych faktów, które ani nie motywują do głębszego namysłu, ani nawet nie zapewniają rozrywki na odpowiednim poziomie. I to nawet pomimo całkiem niezłego tempa i kilku (zaledwie) niezłych scen. Wysoce prawdopodobne jest to, że fani literackiego pierwowzoru, delikatnie rzecz ujmując, nie będą usatysfakcjonowani tym, co zobaczą na ekranie, bo cały film przypomina zlepek luźnych opowiastek, a nie ekranizację ponad 200-stronnicowej powieści.

Jeśli poszukać plusów filmu Michała Węgrzyna, to na pewno wśród nich można byłoby znaleźć nieźle zarysowaną relację Krime'a z Wajchą (Michał Koterski). Właściwie to jedyny aktorski duet, który nie rozczarował w "Krime Story". Jeśli poszukać plusów filmu Michała Węgrzyna, to na pewno wśród nich można byłoby znaleźć nieźle zarysowaną relację Krime'a z Wajchą (Michał Koterski). Właściwie to jedyny aktorski duet, który nie rozczarował w "Krime Story".

Najpierw "story", później kiepskie amory



Niewiele dobrego można też powiedzieć o obsadzie. Grający Krime'a Cezary Łukaszewicz jest tego typu aktorem, który nawet na dalszym planie zapada w pamięć. Tutaj nie za bardzo ma czym pograć i najzwyczajniej szkoda jego nieprzeciętnych umiejętności. Całkiem nieźle, a już na pewno lepiej niż w niedawnym "Gierku", prezentuje się Michał Koterski. Przyjemnie w ostatniej roli było zobaczyć Krzysztofa Kowalewskiego, choć tej akurat postaci (która jest ponoć autorskim pomysłem producentów) do tej pory nie jestem w stanie zrozumieć. Jan Frycz, Cezary ŻakGabriela Muskała rozmieniają raczej swój talent na drobne, bo ich bohaterów scenarzyści potraktowali z wyjątkową nonszalancją. Jeśli już mowa o talencie, to talent Wiktorii Gąsiewskiej utknął raczej na etapie pewnego popularnego niegdyś serialu. To bardziej aktorska ciekawostka, podobnie jak epizody raperów - VieniaZbuka.

"Krime Story. Love Story" można byłoby jeszcze przełknąć niczym kupiony w "osiedlaku" "energetyk" - niezbyt pożywny, niezdrowy, ale pobudzający i odświeżający. Problem w tym, że należałoby go jednak wypić tylko do połowy - czytaj: obejrzeć film do jakiejś 45. minuty. Później mikstura sporządzona przez Michała Węgrzyna smakuje już jak rozgazowana podróbka taniego szampana, która przez nikogo nietknięta zalega rano na stole po zakrapianej imprezie. Póki Łukaszewicz i Koterski wymieniają pomiędzy sobą "uprzejmości" w ulicznym slangu, w tle słychać energetyczny rap, a fabuła zahacza (bardzo, bardzo delikatnie) o tarantinowskie klimaty, można jeszcze czerpać z tego niezłą frajdę. Później zamiast "krime story" są miłosne amory i czar pryska. Na tyle, że ma się ochotę prysnąć z kina.

OCENA: 4/10

Film

3.8
14 ocen

Krime Story. Love Story

komedia

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (35)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

762. Jarmark św. Dominika

jarmark

Kosmopark - wystawa dla dzieci

wystawa, warsztaty, pokaz

Letnie brzmienia - Sobel

hip-hop, pop

Nowe Lokale

Konkursy

Bilet do kina Cinema1

10 podwójnych zaproszeń
Bilet do kina Cinema1

Najczęściej czytane

Sprawdź się

Sprawdź się

Nocny bieg na 5 km po gdańskim lotnisku nazywa się: