Wiadomości

stat

Z Kapsztadu i ze stodoły. Przegląd nowych płyt

Hatti Vatti i Ebola Ape to czołowe postaci trójmiejskiej elektroniki. Obaj potwierdzają swoją pozycję i dobrą formę najnowszymi wydawnictwami. Ich albumy to mikroświaty, w których warto się zatopić w skupieniu, z wyłączonym telefonem, bez facebooka. Z kolei The Sunlit Earth to, dla odmiany, gitarowy debiut, w którym coś dla siebie znajdą fani gitarowego indie w stylu The Strokes. Kwartet wystąpi w Radiu Gdańsk w niedzielę, 23 lutego o godz. 20.05 w ramach cyklu Metropolia Jest Okey.



Ebola Ape, "Dance In Haze".
Ebola Ape, "Dance In Haze". mat. prasowe
Ebola Ape, "Dance In Haze", Astral Ritual 2014

Ebola Ape pozostaje najbardziej tajemniczym trójmiejskim muzykiem. Nie dość, że zazdrośnie strzeże tajemnicy swojego prawdziwego imienia i nazwiska (ciekawe, czy jak Burial, w końcu pęknie), to swą ostatnią płytę nagrywał m.in. w Republice Południowej Afryki, w Kapsztadzie, gdzie został zaproszony na festival Live Performance Meeting. Jego "Dance In Haze" to jedenaście niepokojących utworów zbudowanych z dziwacznie powykrzywianych dźwięków generowanych z syntezatorów i samplerów. Słuchacz przedziera się przez gęstwinę fragmentów powycinanych nie wiadomo skąd, idąc przez płytę jak Alicja przez krainę po drugiej stronie lustra, niespokojny, niepewny, co go zaraz spotka.

Ebola Ape chętnie sięga po przetworzone nagrania chórów, na których buduje pompatyczne i podniosłe hymny (Lighthood). Do nagrania zaprosił wokalistki (Lovisa, Izes) i raperów (Moth, Bools). I kiedy po wysłuchaniu trzech pierwszych nagrań wydawało mi się, że mam już Ebolę rozgryzionego, to właśnie głos Motha zupełnie wytrącił mnie z równowagi. Nasza Alicja po drugiej stronie lustra spotyka jakąś dziwną, afrykańską mutację Mike'a Skinnera z The Streets. Trzeba przyznać, że postać Eboli doskonale koresponduje z charakterem tej płyty, który kojarzy mi się z czymś dzikim, zwierzęcym, plemiennym, rytualnym. Mogła by być to ścieżka dźwiękowa do filmu "Dystrykt 9", w którym kosmiczna technologia spotyka prymitywne, atawistyczne instynkty. Ebola konsekwentnie kontynuuje drogę wytyczoną przez debiut, i choć jestem pełen uznania dla jego muzycznej wyobraźni, to odczuwam pewien niedosyt, bo mam wrażenie, że artysta nie potrafi mimo wszystko wyrwać się spod siły przyciągania wielkiego Buriala.



The Sunlit Earth, "Between The Lines".
The Sunlit Earth, "Between The Lines". Agata Królak
The Sunlit Earth, "Between The Lines", Nasiono Records 2014

The Sunlit Earth już swą pierwszą, zupełnie amatorską epką dał wyraźny sygnał, że mają w żyłach chwytliwe melodie i zaraźliwe refreny. Ich pełnowymiarowy debiut "Between The Lines" to potwierdza. Zespół czerpie garściami inspiracje zarówno z nowojorskich The Strokes, jak i z brytyjskich The Stone Roses. Ta płyta to przegląd historii gitarowego grania, w zwrotkach i refrenach TSE co rusz przebłyskuje odwołanie do tego czy innego artysty. A to przed oczami staje David Bowie, a to gdzieś pobrzmiewa Lou Reed, gdzie indziej jeszcze Muse. The Sunlit Earth zdradzają więc wszechstronne przygotowanie i szeroką paletę barwową.

Niestety brakuje tu najważniejszej barwy - barwy własnego głosu kwartetu. Wokal Macieja Minikowicza jakby trochę schowany za przesterem (na wzór Juliana Casablancasa z The Strokes) przy dłuższym obcowaniu staje się nieco irytujący dla ucha. Tu należy jednak pochwalić lidera za naturalny angielski akcent (choć być może to kwestia tego przesteru, który nieco zamazuje ekspresję i utrudnia zrozumienie słów piosenek). Mam też wrażenie, że wszystkie ich piosenki bazują na tej samej emocji i formie ekspresji. Chwila oddechu przychodzi dopiero po pół godzinie odsłuchu, w postaci utworu "Same Old Story", który widnieje na płycie pod numerem 9. Bardzo przypadła mi też do gustu tytułowa piosenka, nieco mroczny walczyk na fisharmonię i fortepian, którą zespół umieścił na końcu albumu. Szkoda, że takich smaczków nie ma na płycie więcej, bo ileż można szarpać te struny? "Between The Lines" to jednak ogromny krok w rozwoju Sunlit Earth i bardzo ciekawa płyta, która ma szansę zahaczyć się o listę przebojów radiowej Trójki. I nie przeszkadza jej wcale fakt, że została nagrana w kaszubskiej stodole, a nie w studio.

Sunlit Earth - Right About Turn



Hatti Vatti, "Worship Nothing".
Hatti Vatti, "Worship Nothing". mat. prasowe
Hatti Vatti, "Worship Nothing", New Moon Records 2013

Zanim jeszcze popłyną pierwsze dźwięki najnowszego albumu Hatti Vatti, pierwsze przesłanie artysta przesyła już w tytule. "Worship nothing" - nie czcij niczego, nie daj się uwieść złotemu cielcowi. Można to odbierać jako deklarację ateizmu, ostrzeżenie przed wszelkim radykalizmem, albo też prośbę o wysłuchanie płyty w zgodzie ze sobą - bez oglądania się na zdanie krytyków czy liczbę lajków na fejsie. Jak na taki ostry manifest, płyta rozpoczyna się zaskakująco spokojnie (Hatti Vatti to jednak nie Behemoth). I, przyznam szczerze, ja takie "Worship Nothing" kupuję. Z najnowszego albumu Hatti Vatti emanuje spokój, wyciszenie, harmonia. Jest tu odrobina chilloutu, trip-hopu, dubu, ambientu. Nie jest to jednak muzyka zdehumanizowana, ani muzyczna tapeta.

W nagrywaniu "Worship Nothing" udział wzięli wokaliści po części już znani z produkcji Piotra Kalińskiego (który występuje również jako DJ Boskey, jest też gitarzystą w zespole Gówno): Sara Brylewska i Cian Finn, Synkro, Versa, Lady Katee. Hatti Vatti tka rytmy z klików i trzasków, które oplatają jego utwory jak powłoka elektrostatyczna. Lubi ciepłe brzmienia syntezatorów przypominające złote czasy Kraftwerk i tła zbudowane z westchnień, pociętych wokali posamplowanych z anonimowych nagrań. Od czasu do czasu sięga też po brzmienia orientalne, nawiązując do muzyki bliższego lub dalszego Wschodu. Płyta jest bardzo spójna, Hatti Vatti unika zbyt dużej różnorodności stylistycznej i brzmieniowej. Dzięki temu "Worship Nothing" czyta się jak książkę, od deski do deski pozostając w innym, elektronicznym świecie.

Singiel "Tokyo" promuje płytę Hatti Vatti "Worship Nothing"

Opinie (9)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

19

listopada

Formy Towarzyskie Gdynia, Zespół pałacowy w Kolibkach / plaża w Orłowie

19

listopada

22. Festiwal Jazz Jantar Gdańsk, Klub ŻAK

01

grudnia

Magda Umer - koncert jubile... Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

Kultura

Muzyka Hansa Zimmera w Ergo Arenie
Muzyka Zimmera w Ergo Arenie
Nocne spacery po Siedlcach. Narracje
Nocne spacery po Siedlcach. Narracje

Kulinaria

Arco by Paco Pérez: hiszpańska kuchnia z widokiem na Gdańsk
Arco by Paco Pérez: kuchnia z widokiem
Serce do garów. Szefowie kuchni gotowali w szczytnym celu
Kolacja charytatywna "Serce do garów"

Planuj z nami tydzień

Narracje, półmaraton i muzyka Hansa Zimmera. Planuj tydzień
Narracje i muzyka Hansa Zimmera

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Salcia Hałas, laureatka Nagrody Literackiej Gdynia, wygrała ją dzięki książce o: