Wiadomości

Wykładowca UG nakręcił dokument o Beksińskich. Rozmowa z Marcinem Borchardtem

Trailer filmu dokumentalnego "Beksińścy. Album wideofoniczny":



To ma być autentyczna i bliska prawdy opowieść o losach nietuzinkowej rodziny. Jesienią premiera filmu dokumentalnego "Beksińscy. Album wideofoniczny". Scenarzystą i reżyserem obrazu jest doktorant Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Gdańskiego, Marcin Borchardt. W rozmowie z Trójmiasto.pl opowiada, dlaczego zainteresował się historią Beksińskich i co najbardziej zafascynowało go w tej niecodziennej rodzinnej sadze.



Tomasz Zacharczuk: Rodzina Beksińskich, co doskonale widoczne było w filmie Jana P. Matuszyńskiego, stanowi fascynujący materiał do filmowych interpretacji. Czy nie obawia się pan nieuniknionych zapewne porównań do "Ostatniej rodziny"? Czy może wręcz przeciwnie, liczy pan, że kinowy i frekwencyjny sukces filmu dodatkowo skłoni widzów do "Albumu wideofonicznego"?

Zobacz także: Dom pełen tajemnic. Recenzja filmu "Ostatnia rodzina"
Przeanalizowałem setki godzin materiałów. Beksińscy w pewnym sensie zamieszkali w naszym domu. Ich twarze i głosy towarzyszyły mi niemal każdego dnia przez wiele miesięcy. Dominującą emocją jaka mi towarzyszyła był smutek.


Marcin Borchardt: Nie widzę w tym niczego złego, co więcej cieszę się widzowie będą mieli niezwykle rzadką okazję skonfrontowania filmowej wizji fabularnej z dokumentalną. W polskich kinach filmy dokumentalne nie mają łatwego życia. Trudno przewidzieć, co się wydarzy. Nie przypominam sobie takiego precedensu w przeszłości.

W jaki sposób pana film koreluje z obrazem Matuszyńskiego? "Beksińscy. Album wideofoniczny" stanowi uzupełnienie fabularnej opowieści, a może jednak nakreśla zupełnie inny portret słynnej rodziny?

W ogóle nie koreluje. To dwa zupełnie różne filmy opowiadające historię tej samej rodziny.

W jaki sposób przebiegały prace nad scenariuszem? Na której postaci oparł pan filmową narrację?

Prace nad scenariuszem zaczęły się trzy lata temu, zaraz po mojej lekturze książki Magdy Grzebałkowskiej "Beksińscy. Portret podwójny". Nie miałem cienia wątpliwości, że to jest znakomity temat na film dokumentalny. Potem przez wiele miesięcy studiowałem materiały pozostawione przez rodzinę - listy, zapiski, publikacje, nagrania z dziennika fonicznego i materiały wideo. Od początku chciałem, żeby historia skomplikowanej relacji pomiędzy ojcem i synem została opowiedziana w pierwszej osobie - głosem Zdzisława Beksińskiego. Chciałem również, by była pozbawiona jakiegokolwiek innego komentarza. Scenariusz powstał szybko, choć jest to precyzyjnie skonstruowany tekst.

Rodzina Beksińskich przez wielu uznawana jest za najlepiej udokumentowaną rodzinę w Polsce. To utrudnia czy ułatwia pracę filmowego dokumentalisty?

Paradoksalnie, bogactwo materiału może poważnie utrudniać pracę. Na coś się trzeba zdecydować, coś wybrać, a coś odrzucić. Nie są to proste decyzje. Na szczęście, wiedziałem czego szukam.

 - W polskich kinach filmy dokumentalne nie mają łatwego życia. Trudno przewidzieć, co się wydarzy. Nie przypominam sobie takiego precedensu w przeszłości - tak o swoim najnowszym projekcie opowiada scenarzysta i reżyser filmu, Marcin Borchardt.
- W polskich kinach filmy dokumentalne nie mają łatwego życia. Trudno przewidzieć, co się wydarzy. Nie przypominam sobie takiego precedensu w przeszłości - tak o swoim najnowszym projekcie opowiada scenarzysta i reżyser filmu, Marcin Borchardt. fot. arch. Marcina Borchardta
Skąd czerpał pan wiedzę na temat Beksińskich i jakimi kryteriami kierował się pan przy selekcji archiwalnych materiałów?

Lista publikacji na temat Beksińskich jest długa i wydłuża się w szybkim tempie. Dla mnie najważniejsze były materiały źródłowe, czyli to wszystko, co oni sami o sobie powiedzieli. Selekcja była ściśle podporządkowana dramaturgii narracji filmowej.

Przejrzał pan zapewne mnóstwo materiałów, nagrań, fotografii - jakie uczucia, emocje i refleksje towarzyszyły odkrywaniu tajemnic Beksińskich?

Przeanalizowałem setki godzin materiałów. Beksińscy w pewnym sensie zamieszkali w naszym domu. Ich twarze i głosy towarzyszyły mi niemal każdego dnia przez wiele miesięcy. Dominującą emocją jaka mi towarzyszyła był smutek.

Ile czasu zajęło przygotowanie ostatecznej wersji filmu? Czy były momenty, w których zmieniał pan koncepcję "Albumu wideofonicznego"?

Montaż filmu zaczęliśmy w grudniu 2015 roku, w tej chwili trwają ostatnie prace postprodukcyjne. Powstało 25 wersji filmu. Koncepcja nie zmieniła się, film jest bliski scenariuszowi.

"Album wideofoniczny" powstał w oparciu o powieść Magdaleny Grzebałkowskiej. Premiera dokumentu planowana jest jesienią tego roku. Budżet filmu w całości zgromadzono ze środków publicznych.
"Album wideofoniczny" powstał w oparciu o powieść Magdaleny Grzebałkowskiej. Premiera dokumentu planowana jest jesienią tego roku. Budżet filmu w całości zgromadzono ze środków publicznych. fot. arch. Marcina Borchardta
Zdzisław, Tomek, a może Zofia - która z nietuzinkowych postaci przykuła pana największą uwagę i dlaczego?

Zdzisław. Cenię go za intelekt, poczucie humoru i dystans do świata. Poza tym w jego płytotece znalazłem kilku moich ulubionych kompozytorów - Alfreda Schnittke, Steve'a Reicha, Philipa Glassa czy Karlheinza Stockhausena.

Czego oczekiwać może widz, który zdecyduje się na seans "Albumu wideofonicznego"?

Mam nadzieję, że widzowie nie będą się nudzić.

Kiedy i w jaki sposób film dystrybuowany będzie w Polsce? Czy trafi również do zagranicznej publiczności?

Do kin trafi zapewne jesienią, może we wrześniu. Wcześniej będzie pokazywany na festiwalach. Premiera w Krakowie. 28 maja film otworzy 57. Krakowski Festiwal Filmowy.

Opinie (39)

  • Świetna wiadomość, na pewno zobaczę film.

    • 21 1

  • Genialnie!

    • 13 1

  • jjjj (1)

    moze bedzie bardziej prawdziwa i nie sztuczna jak te ostatnie badziewie co tak sie zachwycali wszyscy

    • 12 13

    • o, znasz prawdę. Pewnie znałeś ich osobiście. Zazdroszczę ci. Mógłbyś napisać jak było naprawdę? proszę

      • 3 3

  • Nudy (1)

    Niech kręcą o Witkacym!

    • 4 2

    • Czekam na dokument o

      Sir George Limon'ie i jego grobowcu Szekspira

      • 1 2

  • nierzetelność Trójmiasta?

    wykładowca nie "nakręcił" filmu, tylko zrealizował... ten film składający się jedynie z materiałów archiwalnych, współcześnie nic nie zostało przez reżysera "nakręcone"

    • 18 0

  • Sir George Limon

    pomysłodawca sarkofagu Szekspira

    • 2 0

  • opinia (15)

    Z radością obejrzę ten film, zwłaszcza po lekturze ksiązki pani Grzebałkowskiej "Beksińscy - portret podwójny". Ja przedtem Beksińskiego niemal w ogóle nie znałem. Do kina na "Ostatnią rodzinę" trafiłem jakby przymusowo - nie grali filmu na który przyszedłem więc sprzedawca zaproponował mi ten film. Historia rodziny, a szczególnie sympatyczna i bogata osobwość pana Zdzisława sprawiła że sięgnąłem potem po dwie książki (Portret podwójny i Dzienniki), chcąc dokładniej poznać ich wzajemne relacje, genezę specyficznych obrazów autora i zrozumieć postępowanie syna. Tak więc ten film będzie świetnym uzupełnieniem.

    • 6 0

    • (14)

      Aby zrozumieć postępowanie Tomasza, trzeba też przeczytać jego biografię autorstwa Wiesława Weissa ("Tomek Beksiński. Portret prawdziwy"), która w dużej mierze polemizuje zarówno z filmem, jak i książką Grzebałkowskiej (Weiss ma nad ich twórcami tę przewagę, że znał Tomasza osobiście).

      • 3 0

      • (13)

        myślę że nawet po przeczytaniu książki pana Weissa nie zrozumiem posunięcia Tomasza. Chyba miał po prostu za dobrze w życiu.

        • 1 1

        • (11)

          Patrząc z zewnątrz mogłoby się wydawać, że był spełnionym człowiekiem, zwłaszcza na gruncie zawodowym (genialne audycje radiowe, znakomite tłumaczenia filmów, zwłaszcza Monty Pythona, horrorów i "Bondów", błyskotliwe felietony i artykuły w prasie muzycznej), tylko akurat do kobiet nie miał szczęścia i to przeważyło szalę. Inna sprawa, że gdy z domu wynosi się wzorzec kobiety, która tak jak matka Tomasza świadomie podporządkowała swoje życie mężowi rezygnując z własnych ambicji zawodowych, to potem w relacjach męsko-damskich ma się cały czas pod górkę, gdy podświadomie oczekuje się równie bezgranicznego poświęcenia od swojej partnerki.

          • 1 1

          • (10)

            to wszystko prawda, ale chyba podobnie jak ja nie uważasz ,że to go usprawiedliwia z samobójstwa. W końcu każdy z nas ma jakiś własny krzyż, również w sprawach męsko-damskich, ale trzeba walczyć i nie poddawać się. Życie nie kończy sie na tym. Wiem cos o tym. Ludzie naprawdę mają trudniej, ale starają się nie dać. Jedyne wytłumaczenie to problemy psychiczne.

            • 2 0

            • Nie pochwalam tego, co zrobił, ale też nie oceniam zbyt pochopnie, bo każdy odbiera rzeczywistość po swojemu i różnie reaguje na życiowe tragedie i niepowodzenia (w przypadku Tomasza śmierć matki i odejście ukochanej w przeciągu kilku miesięcy). U Tomasza, biorąc pod uwagę jego specyficzną konstrukcję psychiczną, samobójstwo było najprawdopodobniej kwestią czasu i nawet gdyby w Wigilię 1999 r. udało się go jeszcze raz odratować, to nie ma gwarancji, że nie podjąłby kolejnej próby w późniejszym czasie. No chyba że wreszcie znalazłby to, na czym mu szczególnie zależało, czyli kobietę swojego życia.

              • 1 0

            • i jeszcze coś (8)

              W głębi duszy Tomasz chyba też nigdy nie pogodził się z tym, że musiał wyjechać z rodzinnego Sanoka wbrew swojej woli, a dom, w którym spędził całe dzieciństwo, został zburzony w wyniku odgórnej decyzji władz, więc nie można go już nawet odwiedzić po latach. Fakt, że pozostanie w rodzinnym mieście na dłuższą metę nie wyszłoby mu na dobre, bo tam raczej nie zyskałby ogólnokrajowej sławy jako radiowiec czy tłumacz, ale w psychice na pewno pozostała mu zadra i poczucie, że w stolicy mieszka właściwie z konieczności, zresztą niezbyt daleko od rodziców, bo w sąsiednim bloku.

              • 1 1

              • (7)

                Musiał mieć rzeczywiście słabą konstrukcję psychiczną jeśli takie rzeczy jak przeprowadzka czy śmierć bliskiego popchnęła go do takiego kroku. Szkoda że nie odziedziczył psychiki po ojcu, który przecież i po śmierci bliskich jakoś nieźle zorganizował sobie życie. Ode mnie napiszę że u mnie jest trochę podobnie - ojciec mocny psychicznie, ja mniej, po rozwodzie i ten sam rocznik co Tomek, ale w życiu bym nie postąpił tak jak on. Może dlatego że mam dziecko. Jestem wewnętrznie trochę zły na Tomka że zostawił bliskich i nie starał się walczyć. To najprostsze wyjście.A z drugiej strony jestem zły że nikt z jego licznych przyjaciół, skutecznie nie odwiódł go od tego czynu, np Anja Ortodox.

                • 0 1

              • (6)

                Spośród najbliższych Tomasz zostawił właściwie tylko ojca i kilku dalszych krewnych, a poza tym głównie przyjaciół, znajomych i fanów. Sam też nie zrobiłbym tego co on, chociaż należę do wrażliwców, ale przypuszczam, że po śmierci matki i odejściu ukochanej nie tyle nie starał się walczyć, ile zabrakło mu motywacji do dalszej walki, a przygotowanie kolejnej audycji czy tłumaczenia nie dawało mu już takiego "paliwa", jakim mogłaby być obecność ukochanej osoby przy boku.
                Jego decyzja o odejściu też nie jest taka jednoznaczna, bo z jednej strony wyrzucił wszystkie opakowania po zażytych lekach, aby trudniej było go odratować, ale z drugiej chyba jednak podświadomie szukał do końca jakiegoś ratunku, skoro - jak wynika z książki Weissa - po zażyciu śmiertelnej dawki leków zdążył jeszcze zadzwonić nie tylko do Anji, ale i przynajmniej do trzech innych osób.

                • 0 0

              • (5)

                Szkoda człowieka - na pewno był bardzo wrażliwy, co słychać w jego głosie. Anja powinna od razu zainterweniować wg mnie, a nie zastanawiać się. Ale faktycznie, jakby tym razem go odratowali to znowu za jakiś czas by podejmował kolejne próby. Te jego dziewczyny niestety też były raczej nieodpowiednie i niedojrzałe. Szkoda że nie spotkał tej właściwej.

                • 1 0

              • (4)

                Anja zainterweniowała, bo po rozmowie z Tomaszem zadzwoniła do jego ojca, a ten poszedł sprawdzić, co się dzieje z synem. Ponieważ Tomasz nie reagował na pukanie ani na dalsze telefony, a ojciec nie miał zapasowych kluczy od jego mieszkania, bo wcześniej zostały przez niego starannie ukryte i znalazły się dopiero następnego dnia, wspólnie z Anją uznali, że nie będą wyważać drzwi i uszanują jego wolę, jakakolwiek by ona nie była.

                • 0 0

              • (3)

                no wiem - ojciec poszedł otworzyć drzwi dopiero na drugi dzień. To tak trochę jakby tego chciał podświadomie. Mógł je wyważyć. Wyobrażasz sobie żeby w takiej sytuacji pójść spokojnie spać i pojawić sie dopiero dzień po ? Mimo mojej sympatii do Zdzisława, wydało mi się to dziwne. A ta jego przypadkowa śmierć to osobny temat. Kolejny dowód że osoby z takiej sfery nie powinny sie bratać z marginesem, ludźmi bez kasy, bo potem może być tak jak sie zdarzyło w jego przypadku. Jestem pełen podziwu dla pani Zosi - czego ona nie robiła w ich domu ! Właściwie żyła tylko dla swoich bliskich - czyli męża, syna i matek.

                • 0 0

              • Dlaczego

                Pan Zdzisław był z długowiecznej rodziny,silny psychicznie,mógł jeszcze pożyć i tworzyć ,niestety wpuścił do swojego życia nieodpowiednie osoby.Śmierć bez sensu chłopak zabrał życie Beksińskiego ale swoje też zniszczył,po co?

                • 2 0

              • (1)

                Zabójstwo Beksińskiego seniora to też skomplikowany temat, bo najpierw znał się przez wiele lat z ojcem tego zabójcy, który był złotą rączką i wykonywał mu różne prace budowlano-remontowe (czasem trzeba kogoś takiego wpuścić do domu, gdy coś się zepsuje). Problem pojawił się dopiero wtedy, gdy mieszkanie zaczęła mu sprzątać żona i dzieci fachowca, a te ostatnie przy okazji najprawdopodobniej podbierały mu pieniądze. Już wtedy Beksińskiemu powinno było zapalić się w głowie światełko ostrzegawcze i tak się zresztą chyba stało, ale o ile wiem, nie zwierzył się ojcu tego chłopaka ze swoich podejrzeń, a szkoda, bo może wtedy on żyłby do dziś, a tamten nie zmarnował kilkunastu lat życia za kratami.

                • 1 0

              • zgadza się - gdyby nie ten przypadkowy kontakt, mógłby żyć i jeszcze wiele stworzyć, a może nawet i ułożyć sobie życie na starość. Prawdopodobnie żyłby długo bo wiemy z książek jak dbał o zdrowie i ile leków zażywał. Tylko to jego odżywianie nie było godne polecenia - głównie fast foody itp. No ale musiał sobie jakoś sam radzić. W Dziennikach jest wiele na ten temat, chociaż jak dla mnie dość ciężko je się czyta, bo tam są same suche fakty i wydarzenia, ale dające dużo wiedzy o jego życiu.

                • 1 0

        • Ludzie którzy fascynują

          Wszyscy byli skoncentrowani na Tomeczku i to mu zaszkodziło.Od małego ze starszymi, ekscentryczny ojciec,nadopiekuńcza matka,pobłażanie postępowaniu,przyzwolenie na szantaż emocjonalny i wyrósł "potwór",wspaniały tłumacz i radiowiec ale już nie tak wspaniały człowiek.Współczuję matce,ona naprawdę przeszła piekło,ojciec też cierpiał lecz miał odskocznię malarstwo.Rodzina była niebiedna ,były próby leczenia Tomasza,już w Polsce był prozac,psychoterapeuci też się pojawili na rynku ale nie udało się jak widać uratować syna.Szkoda ,wielka szkoda.Pociecha taka ,że zostawili swój ślad w kulturze i sztuce.

          • 1 0

  • Tomek (4)

    Przeczytałem książkę i obejrzałem film. Dlaczego? Ponieważ wcześniej słuchałem audycji Tomka najpierw 2 i 3 programie polskiego radia w i to był czas kiedy nie było dostępu do muzy światowej.Syn Tomek zachęcił mnie do słuchania utworów muzycznych z pasją.To był dla mnie super czas. I dlatego jestem Mu wdzięczny bardzo... Szkoda tylko, że nie miał miłości w swoim domu ze strony Ojca. Tata nie dał mu tego co najpierw chłopiec, a potem mężczyzna.potrzebuje dla swojego rozwoju emocjonalnego. A Zdzisław był artystą z wielkim talentem i bardzo dobrym warsztatem. I chociaż nie przeżył traumy II wojny światowej w późniejszym okresie palował tak makabryczne obrazy, Kto wie może miał taki umysł sfiksowany.

    • 6 1

    • Warto poczytać (1)

      Czy pan Zdzisław nie kochał Tomasza? -wątpię,raczej nie umiał tego okazać,przytulić,dużym problemem było nie stawianie granic Tomaszowi.Rrzekłabym,że rodzice dawali za dużo,pyłki z pod nóg zdmuchiwali,kto zaraził z Tomasza pasją muzyczną,ojciec,kto mu kupił -mieszkanie-ojciec,kto załatwił studia na anglistyce w Katowicach?To myślisz,że ojciec go nie kochał?Polecam książkę Grzebałkowskiej,teraz p.Waiss wydał książkę o zTomaszu,jest dziennik p.Zdzisława,wideodzienniki,dokument ,"Dziennik zapowiedziane śmierci.Prawda jest o wiele bardziej skomplikowana niż myślisz.

      • 4 0

      • Zgadzam się całkowicie z twoją opinią. Tomasz miał wspaniałych rodziców, kochającą i troskliwą matkę, ojciec załatwiał tysiące spraw za syna. Bardzo troszczył sie o syna choć może tego tak nie okazywał. Szczególnie po lekturze Dzienników widać wyraźnie ile rzeczy robił za Tomka, w ilu rzeczach go wyręczał żeby syn nie musiał narażać się na stres, a po jego śmierci ile miał wątpliwości czy i gdzie popełnił błąd w wychowaniu. Ja osobiście nie zrozumiem i nigdy nie pochwalę tego zrobił Tomasz. Tak myślę że może jakiś wpływ na to miały obrazy ojca, z którymi Tomasz od dziecka miał styczność. Ale to i tak nie wystarczający powód żeby posunąć sie do samobójstwa.

        • 1 0

    • Też słuchałem audycji Beksy jako nastolatek. Były świetne. Magiczne. Nagrywałem je na kasety. Ukształtowały moją wrażliwość muzyczną. Nie mogłem uwierzyć, gdy którejś nocy słuchając radia, zamiast Tomka usłyszałem Piotra Kosińskiego. Wzruszenie odbierało mu głos, ale poprowadził tę audycję do końca.

      • 1 0

    • Szkoda, że Magdalenie Grzebałkowskiej nie udało się odtworzyć losów Zdzisława z okresu wojny, zresztą podejrzewam, że to niemożliwe. Być może tam byłaby odpowiedź skąd wziął się ten strach przed kontaktem fizycznym. Myślę, że to nie było tak, że Zdzisław nie kochał Tomasza. On raczej nie potrafił tego okazać w sposób naturalny. Gdyby nie ta miłość nie drżałby tak strasznie o niego.

      • 1 0

  • będzie jeszcze jeden dokument o Beksińskich

    Niedawno udało się zebrać fundusze na dokończenie filmu "Z wnętrza" (projekt realizowany przez Fundację Beksiński).

    • 3 3

  • (7)

    Nierozumiem fenomenu
    Dość "popaprana" rodzina...

    • 3 9

    • I to bardzo.

      • 2 1

    • (1)

      Bo nie zastanawiasz się nad światem, dlatego nie rozumiesz.

      • 3 0

      • Ty za to filozofujesz zbyt dużo

        • 0 4

    • (2)

      jeśli już to syn popaprany. Ojciec- jak to artysta, matka - cudowna, kochająca osoba.

      • 2 2

      • Niestety, obydwoje bez żadnych kompetencji wychowawczych. Pamiętaj jaką osobą była jej matka i jak na Zofię wpłynęło takie wychowanie.

        • 1 3

      • Artysta...czyli popaprany

        • 0 4

    • Nie powinnaś zabierać głosu jesli nie nie rozumiesz i nie znasz zasad pisowni. A popaprany to jest raczej scenarzysta filmu

      • 1 1

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

29

listopada

06

grudnia

08

grudnia

45. Festiwal Polskich Filmó... Gdynia, Gdyńskie Centrum Filmowe

Kultura

Muzyka Joanny Dudy w pierwszym polskim filmie Netfliksa
Muzyka gdańszczanki w filmie Netfliksa
Zmarł aktor Aleksander Skowroński
Zmarł aktor Aleksander Skowroński

Kulinaria

Jedzenie na telefon: testujemy pierogi
Jedzenie na telefon: testujemy pierogi
Jedzenie na telefon - komu się to opłaca?
Jedzenie na telefon - komu się to opłaca?

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Jarmark Św. Dominika organizowany jest: